0:00
Prawa autorskie: Dawid Zuchowicz / Agencja GazetaDawid Zuchowicz / Ag...
07 czerwca 2021

Protest pielęgniarek i położnych. "Zaraz nas nie będzie. To ostatni moment, by ratować nasz zawód"

Pielęgniarki i położne mają dość - przeciążenia pracą, niskich pensji i ignorowania przez ministerstwo. "Niedługo nas nie będzie" - mówią i wyliczają, że w najbliższych latach znikną 272 szpitale. "Nie dlatego że mury się zawalą, tylko nie będzie tam nas"

Wydrukuj

W poniedziałek 7 czerwca pielęgniarki rozpoczęły strajk ostrzegawczy - w wielu miastach organizowano pikiety, w 40 szpitalach część pielęgniarek odeszła od łóżek. "To wotum nieufności dla ministra Adama Niedzielskiego" - mówiła w Radiu Zet sekretarz zarządu krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Dorota Ronek.

Ustawa Niedzielskiego

Bezpośrednim powodem strajku jest tzw. ustawa Niedzielskiego, czyli ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych.

Zdaniem OZZPiP projekt w obecnym kształcie niewiele zmienia i "nie gwarantuje stabilnych zasad wzrostu wynagrodzeń zasadniczych pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych, pomimo licznych sygnałów od członków naszej organizacji związkowej dotyczących rażącego pogorszenia warunków pracy i płacy, trwającego od wielu miesięcy stresu, przemęczenia i wypalenia zawodowego".

Pielęgniarki wraz z posłami i posłankami walczyli o zmiany w projekcie, które gwarantowałyby realny wzrost płac, ale prorządowa większość sejmowa odrzuciła poprawki. Być może w środę na komisji zdrowia poprze je Senat.

Na wojewodę mazowieckiego nie mogą liczyć. Konstanty Radziwiłł wyszedł do protestujących tylko po to, żeby zapewnić, że rząd PiS dba o nie przecież wspaniale.

Naszą relację z dzisiejszego protestu w Warszawie zobaczycie tutaj:

Pielęgniarki: pracujemy za pięciu, żyjemy krócej, dostajemy głodową emeryturę

Ustawa Niedzielskiego zakłada, że pielęgniarka na najniższym stanowisku i ze średnim wykształceniem nie będzie mogła zarabiać mniej niż 3770 zł brutto (tyle wynosi współczynnik 0,73 liczony od przeciętnego wynagrodzenia).

"To często osoby z 20-, 30-letnim stażem" - zwracał w Warszawie uwagę poseł KO Michał Szczerba, który sam jest synem pielęgniarki. "Przez wiele lat pracowała w trudnych warunkach, a dziś ma emeryturę 1600 zł. Pamiętajmy: dzisiejsze niskie płace pielęgniarek, to głodowe emerytury w przyszłości".

"Jesteśmy w ogromnym kryzysie kadrowym. W ciągu najbliższych 5 lat odejdzie z zawodu 100 tys. pielęgniarek. A ile dojdzie? " - pytała podczas protestu w Warszawie prezes Naczelnego Rady Pielęgniarek i Położnych Zofia Małas. - "Raptem 25 tys., bo co roku prawo do wykonywania zawodu dostaje ok. 5 tys. Żeby zasypać lukę pokoleniową, nowych pielęgniarek i położnych powinno być cztery razy tyle".

"Dziś średnia wieku pielęgniarek to 53 lata, w 2030 roku - to będzie 60 lat. Będziemy w większości emerytami i emerytkami. Epidemia pokazała, jak bardzo nas brakuje przy łóżkach chorych. Jeżeli nie zachęcimy młodzieży warunkami pracy, to w najbliższych latach znikną 272 szpitale. Nie dlatego że mury się zawalą, tylko dlatego że nie będzie tam pielęgniarek i położnych".

Małas podkreślała, że w niektórych województwach sytuacja już jest kryzysowa. "5 pielęgniarek na 1000 mieszkańców, podczas gdy unijna norma to 10 na tysiąc. Jesteśmy w stanie krytycznym".

Zbyt mała liczba pielęgniarek oznacza zbyt wiele pracy i przeciążenie, które odbija się na ich życiu i zdrowiu. "Co roku ok. 1200 koleżanek umiera. Średnia długość życia pielęgniarek i położnych to 62 lata, a średnia kobiet w Polsce to 80 lat. Warunki pracy są na tyle obciążające dla zdrowia, że umieramy w młodym wieku. Dlatego mówimy o warunkach pracy. Chcemy mieć nie kilkudziesięciu, a kilku pacjentów pod opieką. Zyska na tym i pacjent i pielęgniarka".

"Działania rządu nie wskazują na to, że rozumieją powagę sytuacji. A za chwilę nas w Polsce po prostu zabraknie" - mówiła protestująca pielęgniarka Iwona Golon, wiceprzewodnicząca organizacji związkowej w Radziejowie.

Nie chcemy strajkować, ale zaraz nas nie będzie

Podczas strajku pielęgniarki nie przestały dbać o pacjentów. Z relacji pielęgniarek wynika, że w szpitalach wprowadzono system zmian, tak żeby pacjenci jak najmniej ucierpieli na braku personelu. Zapewniały, że obsadzony pozostaną newralgiczne oddziały, jak intensywna terapia.

Każda placówka ustaliła też własny harmonogram strajku i wskazała oddziały, w których konieczne jest zabezpieczenie - jeśli zagrożone będzie życie pacjentów po jednym telefonie grupa pielęgniarek i położnych wróci do pracy.

"My mamy już taką naturę, że zawsze straszymy tym strajkiem, a potem ten pacjent jest dla nas najważniejszy i staramy się zrobić, aby jak najmniej ucierpiał, ale z drugiej strony, aby pokazać nasze problemy" – mówiła w Radiu Zet Ronek.

Ronek zauważa, że aby ustalić wynagrodzenie pielęgniarek, powinno zostać przeprowadzone wartościowaniu pracy. "Ta praca to odpowiedzialność, decyzyjność, wysiłek psychiczny i fizyczny, praca zmianowa, w nocy, w święta. Wpływa na nią wiele różnych aspektów". Jej zdaniem pielęgniarki i położne powinny zarabiać min. 5 tys. brutto.

Strajkujące liczą na zmianę ustawy Niedzielskiego w Senacie i poparcie Sejmu oraz prezydenta Andrzeja Dudy. Jeśli ich postulaty dalej będą ignorowane, zapowiadają kolejne fale strajków, a nawet strajk generalny. Poparcie dla pielęgniarek wyraziła podczas protestu senator KO Beata Małecka-Libera, sama lekarka, która przewodniczy senackiej komisji zdrowia.

"Nie stoimy sztywno na stanowisku, że będziemy protestować, naprawdę chcemy pracować" - wyjaśnia Ronek.

Rzecznik MZ "docenia" pracę pielęgniarek, Radziwiłł wybuczany

Rzecznik resortu zdrowia zapewnił, że ministerstwo docenia rolę pielęgniarek. "Należy docenić ciężką pracę, którą panie pielęgniarki wykonały szczególnie w ostatnie niecałe półtora roku, kiedy zmagamy się z epidemią. Była to bardzo ciężka i bardzo wytężona praca, za którą należą się nie tylko pieniądze, ale i szacunek" - mówił Wojciech Andrusiewicz, wspominając o dodatku covidowym wywalczonym przez medyków.

Premier Morawiecki pytany o strajk podkreślał, że nakłady na ochronę zdrowia będą wzrastać i są jednym z filarów Polskiego Ładu. W ciągu 6 lat - do 2027 roku - wydatki mają być zwiększane do poziomu 7 proc. PKB. Nie wiadomo, jak przełoży się to na sytuację pielęgniarek ani jak taka mglista obietnica zachęci młode osoby do studiów pielęgniarskich. "Ile z pań będzie już wtedy na emeryturze? Ile pielęgniarek będzie jeszcze w zawodzie" - pytał podczas protestu poseł Szczerba.

Warszawski protest odbył się na placu Bankowym pod biurem wojewody mazowieckiego. Konstanty Radziwiłł wywołany okrzykami wyszedł do protestujących. Pielęgniarki poprosiły o interwencję u ministra i żeby powiedział kilka słów, aby "pocieszyć i podbudować" protestujące.

07.06.2021 Warszawa, plac Bankowy 3/5. Strajk ostrzegawczy pielegniarek i poloznych pod Urzedem Wojewodzkim w Warszawie.
Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta
07.06.2021 Warszawa, plac Bankowy 3/5. Strajk ostrzegawczy pielegniarek i poloznych pod Urzedem Wojewodzkim w Warszawie. Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Wojewoda zaczął wtedy opiewać PiS. "Rządy Zjednoczonej Prawicy to czas, w którym wynagrodzenia w służbie zdrowia, a szczególnie wynagrodzenia pielęgniarek i położnych wzrosły w sposób absolutnie bezprecedensowy, wiemy o tym wszyscy" - mówił i zapewniał, że "nadal będziemy zapewniać godne wynagrodzenia w służbie zdrowia, w szczególności pielęgniarkom i położnym". Jego przemowie towarzyszyły okrzyki: "Kłamca, kłamca".

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne