Pracownicy pomocy społecznej, którzy obsługują program 500 plus i są obciążeni coraz większą liczbą obowiązków zarabiają... 1900 złotych na rękę. Minister Rafalska jest głucha na kolejne protesty i zrzuca odpowiedzialność na samorządy. "Minister Rafalska nie potrafi prowadzić dialogu"

„Wybraliście Państwo piękny zawód chociaż wiem, że w codziennej pracy macie wiele trudnych chwil – zwątpienia, bezradności czy też zniechęcenia. Myślę jednak, że więcej jest tych, które przynoszą satysfakcję” – napisała minister Elżbieta Rafalska w liście z okazji dnia pracownika socjalnego.

Nie zauważyła, że w tym czasie pracownicy socjalni protestowali. Po wcześniejszym strajku, 12 października 2018, otrzymali jedynie zapewnienie z ministerstwa, że praca nad zmianami w ustawie o pracy socjalnej trwa – bez konkretów i terminów. Dlatego zdecydowali się ogłosić ogólnopolski protest, Czarny Tydzień, od 19 do 23 listopada. Przez cały tydzień pracownicy demonstrowali ubrani na czarno. W ten sposób chcieli zwrócić uwagę na swoje postulaty i problemy. Termin nie był przypadkowy – 21 listopada wypadał dzień pracownika socjalnego.

Miły list

Minister Rafalska nie odniosła się w liście do Czarnego Tygodnia. Życzyła za to „dużo zdrowia i zadowolenia w życiu osobistym oraz satysfakcji z wykonywanej pracy”.

„Mamy nadzieję i ufamy, że pani minister nie pisała tego listu, że to pisał urzędnik, który znalazł szablon życzeń w internecie”, komentuje Paweł Maczyński, wiceprzewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej organizującej protest.

Ostatecznie nie chodzi o życzenia tylko o realne działania. Minister Rafalska składa życzenia pracownikom, których usilnie stara się nie zauważyć jak protestują w całej Polsce, ubrani na czarno”.

1900 zł na rękę

Maczyński pracuje w Warszawie i specjalizuje się w kwestii przemocy w rodzinie oraz wszelkich uzależnień. Nawiązuje kontakty z rodzinami i stara się dopasować rodzaj pomocy do potrzeb rodziny. Ma pod tym względem bardzo komfortową sytuację na tle całego sektora pomocy społecznej.

„Moi koledzy i koleżanki, zatrudnieni na stanowisku pracownika socjalnego w większości gmin nie mają takiego komfortu, żeby zajmować się jednym czy dwoma problemami” – mówi OKO.press Maczyński – „Muszą robić wszystko – planują świadczenia socjalne, przeprowadzają rodzinne wywiady środowiskowe, zajmują się interwencjami, kontrolą wydatkowania zasiłków”.

Pracownicy pomocy społecznej obsługują sztandarowy projekt rządu PiS – Rodzina 500 plus. Niedawno doszły do tego również programy „Za życiem” czy „Czyste powietrze”. Więcej obowiązków, a warunki pracy i wynagrodzenia nie zmieniają się od lat.

W październiku 2011 roku pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi przeprowadzili strajk. Domagali się podwyżek i solidaryzowali się z kolegami i koleżankami, którzy byli zagrożeni zwolnieniami. Wówczas średnie zarobki pracownika socjalnego wynosiły 1900 złotych netto, ale zdarzały się też pensje w wysokości 1300-1400 złotych.

Siedem lat później niewiele się zmieniło. Według danych ministerstwa, średnie wynagrodzenie brutto w Ośrodkach Pomocy Społecznej to 2 635,35 zł a w Powiatowych Centrach Pomocy Rodzinie  – 2 601,56 zł. To około… 1900 złotych netto, czyli na rękę.

Maczyński: „To jest średnia, więc są gminy, gdzie płaci się więcej, ale są też takie, gdzie płaci się mniej. Trzeba powiedzieć jasno, że pracownicy socjalni są tutaj nad wyraz „hojnie” uposażeni, bo jeżeli weźmiemy pod uwagę opiekunów i opiekunki w domach pomocy społecznej albo asystentów rodziny, to ta średnia dla nich jest jeszcze niższa”.

Jakub Zdunek z Krajowej Sekcji Pracowników Pomocy Społecznej NSZZ „Solidarność” w wywiadzie dla tysol.pl podkreślił, że praca pracownika socjalnego bywa niebezpieczna. Nie wszyscy podopieczni ośrodków pomocy społecznej są wdzięczni za pomoc. Niektórzy są agresywni, zdarzają się przypadki, że ktoś przychodzi do ośrodka z nożem i grozi pracownikom. Było także podpalenie biura ośrodka.

Minister zrzuca odpowiedzialność

Jak dużej grupy dotyczy protest?

„W tej chwili jest nas – pracowników socjalnych – około 19 tysięcy. Ta liczba maleje – to problem, który zgłaszamy i o którym mówimy przy okazji protestu. Jeszcze ponad rok temu to było ponad 20 tys. Mamy jeszcze grupę asystentów rodziny, to jest 4-5 tys. osób. Są opiekunowie w domach pomocy społecznej, są pracownicy zatrudnieni w placówkach opiekuńczo-wychowawczych. Pracowników pomocy społecznej jest zdecydowanie więcej niż 19 tys.”.

Praca w pomocy socjalnej z powodu niskich pensji staje się coraz mniej atrakcyjna. Ludzie zaraz po studiach podejmują ją niechętnie, starzy pracownicy odchodzą na emerytury. Wiele osób odchodzi do innych branż. Stąd pracowników coraz mniej, a obowiązków coraz więcej.

Na razie nie widać chęci rozwiązania konfliktu ze strony ministerstwa pracy: „Ministerstwo obecnie nie rozmawia z nami w ogóle. Rozmawiamy z nimi przez media. To jest niebywałe i skandaliczne, że minister rodziny, pracy i polityki społecznej, która jest odpowiedzialna w Polsce za dialog społeczny, tego dialogu nie potrafi prowadzić.

Co miesiąc apelujemy do pani minister, żeby spotkała się z nami w Centrum – nomen omen – Dialogu Społecznego. Nawet minister Brudziński, minister Radziwiłł czy później minister Szumowski spotykali się pracownikami”.

Z kolei minister Rafalska przerzuca odpowiedzialność na samorządy: „Właściwym miejsce są sesje rady miasta, gmin, radni, burmistrzowie, wójtowie, prezydenci”, powiedziała Rafalska w wywiadzie w Programie Pierwszym Polskiego Radia. „Oni odpowiadają za wysokość wynagrodzenia pracowników socjalnych. Nie można tu robić zakładników z ludzi, którzy korzystają z pomocy społecznej, czy z rodzin, które korzystają z programu 500 plus”.

Małe kroki są za małe

Według Maczyńskiego przenoszenie odpowiedzialności na samorządy jest nieuzasadnione: „Nasz problem i protest ogólnopolski wziął się z tego, że próbowaliśmy podnieść wynagrodzenia lokalnie. To się często udaje – gminy twierdzą, że nie mają żadnych pieniędzy, ale gdy uruchamia się groźba strajku to pieniądze się znajdują. Ale tak można działać w dużych ośrodkach, gdzie są związki zawodowe. Małe ośrodki, gdzie jest kilku pracowników, mają bardzo ograniczoną możliwość zrzeszania się. Dlatego droga, którą minister Rafalska próbuje nam narzucić – idźcie do samorządu – nie ma racji bytu. W wielu miejscach pracowników jest za mało, żeby skutecznie upomnieć się o swoje prawa”.

W Gorzowie Wielkopolskim, równolegle z Czarnym Tygodniem odbywał się protest przeciwko odebraniu nagród rocznych dla pracowników pomocy społecznej. Na początku listopada pracownicy socjalni w Kędzierzynie Koźlu wywalczyli sobie podwyżki. Nie zawsze jednak podobne akcje są skuteczne.

„W grudniu 2015 roku przeprowadziliśmy strajk w Wierzbicy niedaleko Radomia. Tam udało się zawiązać związek zawodowy. Potrzeba było 10 osób, 10 osób się znalazło i zorganizowały strajk. Wszystkich się pozbyto. Sprawy sądowe trwają do dziś”.

Prezydencka superpomoc

Ministerstwo jest konsekwentne i namawia samorządy, by te podwyższały pensje pracownikom socjalnym. Już we wrześniu 2018 ministerstwo wystosowało do samorządowców list, w którym apeluje o udzielenie podwyżek pracownikom socjalnym. Jednocześnie, ministerstwo pomaga Kancelarii Prezydenta w pracach nad projektem ustawy o centrach usług społecznych. Według komunikatu Kancelarii Prezydenta z 7 września 2018 utworzenie takich centrów ma być częścią „szerszej koncepcji rozwoju systemu polityki społecznej oraz integracji usług z różnych obszarów na poziomie lokalnym”.

Związkowcy uważają, że jest to złe rozwiązanie, które w żaden sposób nie rozwiązuje najbardziej palących problemów pomocy społecznej: „W ustawie o centrach społecznych zwracamy uwagę na mnóstwo negatywnych rzeczy, które źle wpłyną na kwestie świadczenia pomocy społecznej – obniżenia standardów tej pomocy, wydłużenia oczekiwania na pomoc.

Ustawa daje możliwość wspólnego zakładania przez sąsiadujące gminy centrów społecznych, które przejmie w pewnym zakresie funkcje pomocy społecznej. To jest o tyle niebezpieczne, że pomoc będzie się oddalać od potrzebujących. Do tego centrum wrzuca się wszystko: opiekę zdrowotną, rekreację, kulturę.

W mniemaniu prezydenta potrzebujący ma tam otrzymać kompleksową superpomoc. Jeżeli jakiś podmiot jest odpowiedzialny za wszystko, to tak naprawdę nie jest odpowiedzialny za nic” –

mówi Maczyński.

Strajk?

Na dotychczasowe akcje ministerstwo nie zareagowało. Co dalej?

„Po każdej akcji protestacyjnej dajemy czas na refleksję ministerstwu. Jeżeli w ciągu miesiąca nie zobaczymy żadnych ruchów ze strony ministerstwa, to zostaniemy postawieni jeszcze bliżej ściany. Jej kruszenie będzie oznaczać, że osoby, które korzystają z naszej pomocy, mogą ucierpieć.

Nie my stawiamy się pod tą ścianą. Jesteśmy prowadzeni w tym kierunku przez ministerstwo.

Chcielibyśmy tego uniknąć, ale nie możemy sobie pozwolić na rezygnację z naszych postulatów, skoro zaczęliśmy o nie walczyć i uważamy, że ich spełnienie jest niezbędne do godnej pracy i dobrego pomagania.

Praca w pomocy socjalnej to nie jest tylko misja, ale przede wszystkim zawód, który powinien być godnie wynagradzany. A państwo powinno brać odpowiedzialność za ludzi, którym zleca te zadania. Strajk jest oczywiście rozważany”.


Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce i zmywa naczynia.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym