W Boże Narodzenie Papież i Prymas Polski wezwali do miłości, pojednania i chrześcijańskiej troski o uchodźców, bo to oni cierpią najbardziej. Abp Głódź wystąpił w roli agresywnego stronnika PiS, potępiał "ulicę i zagranicę", wygrażał "ręce podniesionej w Brukseli", a Syryjczykom doradzał, by cieszyli się "własnym niebem"

Główny watykański przekaz – budzenie wrażliwości na los uchodźców, którzy „idą śladami brzemiennej Maryi i Józefa” – zabrzmiał w pasterkowych kazaniach Prymasa Polski Wojciecha Polaka i abp Stanisława Gądeckiego w Poznaniu. Zupełnie inny był ton homilii metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głodzia. Zamiast chrześcijańskiej lekcji pokory pobrzmiewała w niej narodowa pycha, antyeuropejska, antyuchodźcza, wymierzona w opozycję i tych, którzy protestują przeciwko władzy. Herodowa mowa.

Franciszek: Święta rodzina uchodźców

Historia narodzin Jezusa jeszcze nigdy nie brzmiała tak aktualnie. Papież Franciszek wezwał katolików, żeby nie zapominali o dramatycznym losie milionów uchodźców i migrantów. Użył historii Świętej Rodziny, przedstawił Betlejem jako „miasto, w którym nie było miejsca dla obcych”, i które „próbowało stworzyć siebie zamykając się na wszystkich innych”.

To oczywista metafora do obecnej sytuacji – zarówno w Europie, gdzie narasta ksenofobia i niechęć wobec migrantów, w Stanach Zjednoczonych, jak i w Azji, gdzie wojsko dokonuje ludobójstwa birmańskich Rohingów. Papież podkreślił, że dla Jezusa narodowość nie ma znaczenia, bo

 „Jezus przychodzi, żeby dać nam wszystkim dokumenty zaświadczające o obywatelstwie”.

Papież dodał: „Miliony osób nie z wyboru opuszczają swój dom. Są zmuszeni opuścić swoje miejsce narodzenia, swoich bliskich. Część szuka lepszego życia, ale dla wielu ucieczka to jedyna szansa na uratowanie życia”.

Papież Franciszek sam jest wnukiem włoskich migrantów, którzy osiedlili się w Argentynie.

Tuż przed Wigilią Sekcja Migrantów i Uchodźców Watykanu przedstawiła dokument, w którym – w 20 punktach – apeluje o pomoc osobom, które z powodu wojny lub biedy musiały opuścić swoje domy: „Musimy być zjednoczeni w przyjmowaniu, chronieniu, promowaniu i integrowaniu osób zmuszonych do opuszczenia swoich domów i szukania nowego pośród nas”.

Abp Głódź: Polskich spraw nie rozstrzygnie ani ulica, ani zagranica

Trudno o przekaz bardziej odległy w duchu i tonie niż homilia metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głodzia. Arcybiskup bez żenady użył języka PiS wymierzonego w opozycję:

„Polskich spraw nie rozstrzygnie ani ulica, ani zagranica, ani ręka podniesiona w Brukseli i wymierzona przeciw rozporządzeniom w Polsce. Ani poklask dla decyzji, które negują suwerenność naszego ustawodawstwa”.

Ta „ręka podniesiona w Brukseli” należy do tradycji retorycznej używanej w odniesieniu do najeźdźców („za tę dłoń podniesioną nad Polską, kula w łeb” – pisał Broniewski w 1939 roku), była też z upodobaniem używana w propagandzie komunistycznej („Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie” – mówił premier Cyrankiewicz w czerwcu 1956).

Głódź w zdumiewający sposób pouczył też opozycję, która krytykowała „reformy” PiS także np. wypowiedziach za granicą, a sześcioro posłów PO głosowało za rezolucją Parlamentu Europejskiego potępiającą polski rząd:

„Kardynał Stefan Wyszyński, ilekroć udawał się za granicę w czasach PRL-u, konfliktu, za Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego, nigdy nawet o pierwszych sekretarzach źle nie mówił, nie mówiąc o problemach w ojczyźnie”.

To porównanie nie przynosi chwały Głódziowi, bo sytuacje są nieporównywalne. Wyszyński przez cały PRL toczył grę z autorytarną władzą, przez trzy lata (1953-1956) był więziony, musiał uważać na każde słowo, ale wielokrotnie dał wyraz niezależności i odwadze, jak choćby w słynnym orędziu do biskupów niemieckich: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” (1965). Co to ma wspólnego z głosowaniem w naszym, europejskim parlamencie?

Grożąc „Brukseli” Głodź skrytykował nie tylko ingerencję Komisji Europejskiej w związku z zamachem na niezawisłość sądów w Polsce, ale także proces, który toczy się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE w sprawie złamania prawa unijnego przez odmowę przyjęcia uchodźców z obozów w Grecji i Włoszech (relokacja).

  • Przeczytaj, na czym polega relokacja

    Relokacja została zarządzona przez prawo unijne, czyli decyzję Rady Unii Europejskiej  z września 2015 roku.  Chodzi o przeniesienie z Grecji i Włoch do innych krajów członkowskich osób ubiegających się o azyl. Rada podjęła taką decyzję  na podstawie art. 78.3 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej w związku z bezprecedensową liczbą migrantów do Grecji i Włoch. Art. 78.3 dotyczy pomocy krajom członkowskim, które znajdują się w sytuacji kryzysowej w związku z napływem obywateli krajów trzecich. Proces miał potrwać dwa lata i zakończyć się we wrześniu 2017 roku. Procedurą relokacji objęte są osoby pochodzące z państw, których lista jest stale aktualizowana przez Komisję Europejską – obecnie to m.in.: Syria, Bahrajn, Erytrea i Jemen. Do tej pory przesiedlono 25 tysięcy osób. Polska zobowiązała się przyjąć ok. 7 tys. osób, nie przyjęła ani jednej. Czechy przyjęły zaledwie 12 osób, Węgry nie zaproponowały miejsc dla nikogo i nikogo też nie przyjęły.


Głódź pochwalił się, że jego archidiecezja ma „na utrzymaniu” 843 rodziny w Syrii.

„To jest też dzieło. Niech tam żyją, pracują, cieszą się własnym niebem i niech się modlą przy naszej pomocy”.

Niestety, abp Głódź zapomniał dodać, że w Syrii od 2011 roku nieprzerwanie toczy się wojna, w której zginęło już pół miliona cywilów. „Cieszenie się własnym niebem” Syryjczycy musieliby odebrać jako okrutny żart.

Prymas abp Polak: Wznoszony jest mur z lęku i agresji

Zupełnie inaczej brzmiały słowa homilii wygłoszonej podczas Pasterki przez Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka. Ostrzegał, że jest „w ludzkim sercu – widzimy to również i dziś – wciąż odżywająca pokusa, aby z nikim się nie liczyć, lecz samemu stać się kimś, kto według własnego upodobania decyduje, co jest dobre, a co złe, co słuszne i prawe, kto podejmuje się reżyserii swojego życia i innych ludzi, pragnąc być w centrum wszechświata”.

Zdaniem Prymasa, często

„ta pokusa okraszona jest nawet jakąś pobożną retoryką, pełną pustych frazesów i niezwykle nachalną, a przez to jakże bolesnym, odwoływaniem się do Pana Boga, wyciąganiem Go na świadka swoich własnych planów i projektów”.

To pouczenie moralne nie ma ma wskazanego adresata, ale w jakiejś części odnosi się zapewne do arogancji obecnej władzy.

Dalej Prymas rozszerza swoje przesłanie:

„Pokusa, która w imię naprawy i reform idzie na skróty, zatraca z pola widzenia dobro wspólne, wyolbrzymia wady i błędy innych, według znanej nam dobrze z Ewangelii zasady, że szybciej widzi się drzazgę w oku brata niż belkę we własnym. Pokusa, która wyklucza i jednocześnie wznosi mur zbudowany – jak przestrzegał tutaj w Gnieźnie święty Jan Paweł II – z lęku i agresji, z braku zrozumienia dla ludzi o innym pochodzeniu i innym kolorze skóry, z egoizmu politycznego i gospodarczego, z osłabienia wrażliwości na wartość życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, z pogardy dla ludzkiej godności”.

I wraca do wątku uchodźców:

„Dać się zaprosić Jezusowi do Betlejem to zatem dostrzec, że wzywa nas do odważnej miłości i troski o drugich, o słabszych, o potrzebujących pomocy i wsparcia, o uchodźców i ludzi wciąż umierających na naszych oczach w drodze do lepszego świata” – tłumaczył dalej abp Polak powtarzając za papieżem Franciszkiem, że życie jest także, a może przede wszystkim tym – przerażeniem w twarzach dzieci, łzami matek, zawiedzionymi nadziejami młodych.

Abp Gądecki: przyjmowanie, chronienie, promowanie i integrowanie

Metropolita poznański abp Stanisław Gądecki podczas pasterki w Poznaniu podkreślał, że przy decyzji o przyjmowaniu uchodźców punktem odniesienia nie powinny być liczby, ale człowieczeństwo.

„Pokój, który aniołowie ogłosili pasterzom w noc Bożego Narodzenia, jest głębokim pragnieniem wszystkich ludzi i wszystkich narodów, a w szczególnie tych, którzy najbardziej cierpią z powodu jego braku. Pośród tych ludzi znajduje się

22,5 mln uchodźców, którzy uciekają od wojen i głodu lub są zmuszeni opuścić swoją ziemię z powodu dyskryminacji, prześladowań, ubóstwa i degradacji środowiska.

Którzy opuszczają swoją ojczyznę z powodu zagrożenia życia, zdrowia lub wolności. Którzy szukają miejsca, gdzie mogliby żyć w pokoju i aby je znaleźć, gotowi są ryzykować bycie w podróży, która w wielu przypadkach jest długa i niebezpieczna. Gotowi są znosić trudy i cierpienia, pokonywać druty kolczaste i mury wzniesione po to, by trzymać ich z dala od tego celu (…) Danie uchodźcom szansy na znalezienie pokoju, którego poszukują, wymaga pewnej strategii, która połączy cztery działania: przyjmowanie, chronienie, promowanie i integrowanie”.

Który głos w święto Bożego Narodzenia jest głosem polskiego Kościoła Katolickiego – arb. Głodzia, czy Prymasa abp. Polaka? Odpowiedzi każdy z czytelników OKO.press musi udzielić sam.

Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce.
W OKO.press pisze o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej.

Piotr Pacewicz
Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Masz cynk?