0:00
19 listopada 2021

Przełomowy wyrok. Myśliwy skazany za zabicie psa Pongo. "Zastrzelił nam członka rodziny"

"Bałam się tego wyroku, bałam się, że sąd uzna: »to tylko pies«" - mówi pani Jolanta, której husky Pongo zginął po postrzeleniu przez myśliwego. Sąd Rejonowy w Mrągowie sprawę "tylko" psa potraktował poważnie i wydał wyrok skazujący

Wydrukuj

Pongo był niespełna czteroletnim psem, bardzo energicznym i ruchliwym. "Był naszą rodziną. Mówiliśmy do niego »synku«, spał w domu, w tym łóżku, które sobie akurat wybrał. Jak wyjeżdżaliśmy do miasta, zostawał ze starszą sunią w kojcu. Kochaliśmy go" - mówiła w rozmowie z OKO.press pani Jolanta, opiekunka Ponga.

W nocy z 28 na 29 lipca 2020 wypuściła psa na nieogrodzone podwórko. Pongo wyszedł kawałek poza teren działki. Znalazł się na celowniku myśliwego. "Nagle usłyszałam skowyt psa i strzał. Zbiegłam na dół i zobaczyłam odjeżdżający samochód" - relacjonowała pani Jolanta. Chwilę później zobaczyła, że coś leży w polu. To był postrzelony Pongo, już nie żył.

„Myśliwy nie zastrzelił »tylko psa«. Myśliwy zastrzelił nam członka rodziny” – mówiła pani Jolanta. Proces oskarżonego o zabicie Ponga myśliwego rozpoczął się 7 października 2021 w Sądzie Rejonowym w Mrągowie. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

Zakaz polowań za zabicie Ponga

Po ponad miesiącu, 19 listopada, zapadł wyrok: sąd uznał mężczyznę za winnego. Nałożył na niego karę pozbawienia wolności na pół roku w zawieszeniu na dwa lata, grzywnę 1 tys. zł, zadośćuczynienie dla każdego z opiekunów Ponga po 2 tys. zł, obciążenie kosztami procesu i 1 tys. zł nawiązki na rzecz Stowarzyszenia Mazurski Kundel. Co najważniejsze: myśliwy dostał dwuletni zakaz wykonywania polowań.

"Ta kara może w odczuciu społecznym wydawać się niewygórowana" - komentuje mec. Karolina Kuszlewicz, która reprezentowała rodzinę Ponga. "Ale jest satysfakcjonująca. Nam bardzo zależało, by do skazania w ogóle doszło. Sąd uznał, że zastrzelenie psa jest przestępstwem. To poważna sytuacja, bo myśliwy, po uprawomocnieniu się wyroku, już na długo będzie figurował w Krajowym Rejestrze Karnym. Ten wyrok oznacza koniec bezkarności i ciągłego korzystania »argumentum ad dzikum«" - dodaje prawniczka.

Myślał, że to dzik

Myśliwy, Tomasz M., podczas pierwszej rozprawy przyznał się do oddania strzału. Tłumaczył jednak, że zabicie Ponga było przypadkowe. Myślał, że strzela do dzika.

"Sąd w uzasadnieniu podkreślił, że to było umyślne wyrządzenie krzywdy temu zwierzęciu. To nie budzi wątpliwości. Nie pomylił nikogo z dzikiem, po prostu zabił psa. W polskim prawie karnym zabicie zwierzęcia jest karane tylko jeśli jest ono umyślnie. »Pomyliłem z dzikiem« daje pozory nieumyślności, jest punktem zaczepienia. Tutaj jednak mieliśmy opinię kryminalistyczną, w której biegły orzekł, że strzał został oddany z bliskiej odległości. Nie było możliwości, żeby stojąc blisko zwierzęcia, myśliwy pomylił je z dzikiem" - wyjaśnia mec. Kuszlewicz. Sąd podkreślał również, że samo wymierzenie bronią do psa jest łamaniem ustawy o ochronie zwierząt.

Pies Pongo, rasy huski,
Pies Pongo, zastrzelony przez myśliwego, który tłumaczył się, że pomylił go z dzikiem. Fot. właścicielki psa

W ocenie prawniczki najważniejszym elementem wyroku jest zakaz wykonywania polowań.

"Moim zdaniem sąd pokazał jednoznacznie: jeśli wykorzystujesz broń, żeby zabijać istoty, których nie wolno ci zabijać, nie będziesz polował. Kiedy podczas procesu złożyłam wniosek o ukaranie myśliwego zakazem polowań, obrońca drugiej strony protestował. Sugerował, że chcę pozbawić jego klienta hobby, najważniejszej pasji. Wtedy poczułam, jak bardzo ważne jest to, aby człowiek , który zabił psa i nie ma w sobie na tyle pokory, żeby odłożyć broń, został w ten sposób ukarany" - komentuje prawniczka.

Walka o sprawiedliwość

"Cieszę się z tego wyroku" - mówi pani Jolanta. "Bałam się go, bałam się, że sąd uzna »to tylko pies«. Słyszałam takie głosy: zwierzę to zwierzę, stało się, nie ma sensu roztrząsać. A ja uważam, że jest sens. Mam nadzieję, że dzięki temu wyrokowi inne osoby, które są w takiej sytuacji jak ja, nie będą bały się walczyć o sprawiedliwość" - dodaje. Jak zaznacza, "wisienką na torcie" podczas procesu była opinia kryminalistyczna. "Nie mielibyśmy jej, gdyby nie zaangażowanie prokuratora" - opowiada opiekunka Ponga.

"Za wzorowe zaangażowanie w prowadzenie tej sprawy prokuraturze w Mrągowie należą się ogromne podziękowania" - zgadza się mec. Karolina Kuszlewicz. "Jednym z problemów spraw dotyczących ochrony praw zwierząt, jest opieszałość organów ścigania. Tymczasem prokurator podszedł do historii Ponga poważnie. Prokuratura w Mrągowie wniosła akt oskarżenia w przełomowym procesie. Tak to powinno wyglądać" - podkreśla.

Wyrok nie jest prawomocny.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne