Przemysław Wipler twierdzi, że prawda jest dla niego wartością nadrzędną. Jest też człowiekiem z gruntu pragmatycznym. Na egzystencjalne pytanie „być czy mieć?” odpowiada „mieć, dużo”. Dlatego zamiast walczyć o prawdę i dobre imię, woli kandydować do Parlamentu Europejskiego

Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście w czerwcu skazał Wiplera na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata za naruszenie nietykalności cielesnej i znieważenie funkcjonariuszy policji. Skazany musi także zapłacić 10 tysięcy zł grzywny oraz pokryć koszty procesu. Ponadto musi opublikować przeprosiny w miesięczniku wydawanym przez Komendę Główną Policji.

„Stało się. Prawda przegrała” – skomentował wyrok sądu skazany.

Poseł świętuje

Sprawa dotyczyła incydentu z 30 października 2013 r. Wipler świętował piątą ciążę swojej żony w jednym z warszawskich klubów przy ulicy Mazowieckiej. Późno w nocy przed lokalem zjawił się patrol policji. Funkcjonariusze zostali wezwani do bójki, ale na miejscu zastali już tylko dwóch mężczyzn, których wylegitymowali.

To właśnie wtedy – według relacji świadków – z chodnika przed klubem podniósł się Przemysław Wipler. Podszedł do policjantów, zaczął ich wyzywać, szarpać i kopać. Funkcjonariusze użyli siły. Wipler trafił do izby wytrzeźwień (badanie wykonane parę godzin po zdarzeniu wykazało 1,4 promila alkoholu), a następnie do szpitala.



Być…

Przemysław Wipler, członek partii KORWiN i były poseł PiS, od samego początku twierdził, że jest niewinny i będzie walczył o prawdę. Zapowiadał również, że podejmie kroki przeciwko funkcjonariuszom uczestniczącym w zajściu.

Po wyroku sądu w czerwcu 2016 r. obrońca Wiplera złożył wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku, stanowiące zapowiedź apelacji. W sierpniu poinformował jednak sąd, że jego klient nie będzie się odwoływał od wyroku. „Mój klient stracił wiarę w polski wymiar sprawiedliwości. Będzie walczył o swoje dobre imię na innych polach” – tłumaczył decyzję Wiplera jego obrońca.

Brak apelacji oznacza, że wyrok z czerwca jest prawomocny, a Wipler formalnie jest winny zarzucanych mu czynów. I to przy rezygnacji z dostępnych mu możliwości dochodzenia sprawiedliwości. Sam poseł przyznaje, że jego decyzja nie jest podyktowana troską o prawdę i własne dobre imię, ale względami bardziej pragmatycznymi.

„Wyrok jest perfidny, zniechęca mnie do apelacji. Dlaczego? Bo jeśli go przyjmę, wyrok zatrze się za dwa i pół roku. Jeśli się odwołam, a w apelacji sąd podtrzyma obecny wyrok, nie będę mógł kandydować ani w wyborach do Parlamentu Europejskiego ani w wyborach do sejmu RP” [pisownia oryginalna] – napisał po ogłoszeniu wyroku.



… czy mieć?

Europarlamentarzysta otrzymuje miesięczne wynagrodzenie w wysokości 8 213 euro. Od tej kwoty potrąca się 19 proc. unijnego podatku oraz składkę ubezpieczeniową. Państwa członkowskie dodatkowo mogą obłożyć to wynagrodzenie podatkiem krajowym, ale Polska z tego prawa nie korzysta. Eurodeputowany „na rękę” dostaje 6 400 euro, czyli ok. 27 700 zł miesięcznie.

Do tego należy doliczyć prawie 19 tysięcy zł wypłacanych co miesiąc jako zwrot kosztów ogólnych, związanych z prowadzeniem biura poselskiego oraz 1325 zł diety za każdy dzień pracy. Europosłom przysługuje również zwrot kosztów podróży oraz środki na wynagrodzenia dla asystentów – blisko 100 tysięcy zł miesięcznie.

Posłom, którzy nie uzyskają reelekcji przysługuje odprawa w wysokości jednej miesięcznej pensji za każdy rok pracy. Nie może być ona jednak mniejsza niż sześć miesięcznych wynagrodzeń i większa niż 24 wynagrodzenia. W praktyce oznacza to, że europoseł, który w PE spędził jedną 5-letnią kadencję, otrzyma prawie 170 tysięcy zł odprawy.

Byłym eurodeputowanym, którzy przekroczą 63. rok życia przysługuje specjalna emerytura. Świadczenie wynosi 3,5 proc. miesięcznego wynagrodzenia za każdy rok w europarlamencie, ale nie więcej niż 70 proc. tego wynagrodzenia. W praktyce oznacza to, że europoseł jednej kadencji będzie otrzymywał prawie 5 tysięcy zł miesięcznie. I to niezależnie od tego, czy nadal pracuje, ani czy pobiera emeryturę krajową.

Co prawda Wipler (rocznik ’78) do emerytury ma jeszcze dużo czasu, ale, jak widać, jako człowiek z gruntu pragmatyczny o wszystkim myśli zawczasu.


Abonament na wolność słowa


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press