"Pojedzie pan z nami do pensjonatu, wyśpi się, umyje i rano sobie pójdzie" - zachęcają. Ale nie wszystkich udaje się namówić. Młody mężczyzna - rozchełstany, palce aż sine, odmrożone - idzie dalej, nie chce jechać ani do Św. Łazarza, ani do szpitala. "Wstydzą się znów poprosić o pomoc" - mówi streetworkerka Kamiliańskiej Misji Pomocy

Termometry wskazują minus 18 stopni. Temperatura odczuwalna – minus 23.

Nasz nocny patrol zaczynamy o 22:00 na warszawskim Dworcu Zachodnim.  Za godzinę ochrona zamknie drzwi dworcowego holu i zacznie wypraszać ostatnich pasażerów, a także ludzi bezdomnych. Jesteśmy tu z Agatą, fotoreporterką OKO.press, chwilę przed wolontariuszami z Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej.

Na Dworcu jest niewiele cieplej niż na zewnątrz, nie da się rozpiąć kurtki czy zdjąć rękawiczek.


28 lutego – w trakcie największych mrozów – wraz z dyrektorką Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej Adrianą Porowską i streetworkerką Kasią ruszyliśmy na 14 godzinny patrol po miejscach, w których schronienia szukają osoby bezdomne. Odwiedziliśmy też pensjonat Św. Łazarz prowadzony przez kamilianów, gdzie rocznie przebywa ponad 400 mężczyzn w kryzysie bezdomności. Wcześniejsze części reportażu przeczytasz tutaj:

Po publikacji pierwszego reportażu Adriana Porowska napisała na FB: „Dziękujemy za towarzystwo na patrolu w ten potworny mróz. Pokazaliście świat naszymi oczami”.


W tłumie czekających na autobusy trudno nam rozpoznać osoby bezdomne. Dopiero gdy zjawiają się ubrani w odblaskowe kamizelki mieszkańcy pensjonatu wraz z pracowniczkami Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, bez trudu „wyłapują” wzrokiem osoby, które mają spędzić noc w okolicach dworca. To co najmniej 20 osób.

Celem jest ściągnięcie ich do schroniska, delikatna misja.

„Przynętą” będzie gorąca zupa, którą ugotował kucharz – mieszkaniec pensjonatu św. Łazarz.

Na zdjęciu: mieszkańcy pensjonatu św. Łazarz i Ada Porowska na Dworcu Zachodnim, fot. Agata Kubis
Na zdjęciu: dyrektorka Adriana Porowska, jeszcze przed zamknięciem dworcowego holu, fot. Agata Kubis

„W trakcie największym mrozów ochrona dworców bywa łaskawsza” – tłumaczą Ada i Kasia. No bo kto by wyrzucił bezdomnego na ulicę przy takich temperaturach?

Dwóch ochroniarzy Dworca Zachodniego (postawni, czarne kurtki, uprzejmi) podchodzi do nas i recenzuje, kto zachowuje się spokojnie, a z kim są problemy. Jakby czuli potrzebę, żeby się wytłumaczyć, że  zaraz zamkną drzwi. Wiadomo, pracodawcy każą wszystkich wypraszać. Oni by nawet chcieli ich tu zostawić, ale nie mogą.

„Chowają się w przejściach podziemnych, we wnękach, ale tam takie same mrozy jak na zewnątrz” – mówi jeden z nich. „Weźcie ich do siebie, co?”.

Łaskawość dworcowych ochroniarzy sprawdzimy jeszcze raz – na Dworcu Centralnym (ale o tym później).

Na zdjęciu: ochroniarze pracujący na Dworcu Zachodnim w rozmowie z patrolem Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, fot. Agata Kubis

„W trakcie mrozów zabieramy też kobiety”

Większość osób bezdomnych prędzej czy później idzie z nami do zaparkowanego przed dworcem vana. W bagażniku znów – wielki gar zupy i ubrania: rękawiczki, szaliki, czapki, swetry, kurtki. Na dworze niezmiennie – siarczysty mróz. Aż trudno ustać w miejscu, skupić się na pracy. Jakiś głos w mojej głowie powtarza: chodźmy stąd, wracajmy do domu.

A przecież – w przeciwieństwie do ludzi bezdomnych – jestem opatulony od stóp do głów i za dwie godzinę będę w domu. To zawstydzające.

Stawką w tej grze, która prowadzą pracownicy i wolontariusze Misji, nie jest ciepły posiłek, ale nocleg w bezpiecznym miejscu.

„Pojedzie pan z nami do pensjonatu, wyśpi się, umyje i rano sobie pójdzie” – zachęca Ada.

Po 23.00 dziewięć osób decyduje się spędzić noc w męskim pensjonacie Św. Łazarz w podwarszawskim Ursusie. Wśród nich – pani Ewa. „W trakcie mrozów zabieramy też kobiety” – mówi Ada. Nie ma w Polsce schronisk czy ośrodków dla bezdomnych, które byłyby koedukacyjne.

Pani Ewa (na pierwszym planie na zdjęciu poniżej) pozostanie w ośrodku na dłużej. Jak powiedziała nam Ada 2 kwietnia, jest tam do dziś. „Tyle, że pani Ewa okazała się być panią Moniką. Tak ma w papierach. Właśnie po raz pierwszy nadano jej numer PESEL”.

Jak to możliwe? „Wyszła z domu mając 17 lat. Kiedyś numer PESEL dostawało się po ukończeniu 18 roku życia. Prawie 40 lat żyła bez dokumentów, ot tak”.

Na zdjęciu: pani Ewa (vel Monika) na parkingu przed Dworcem Zachodnim, fot. Agata Kubis
Na zdjęciu: wolontariusze Misji rozdają zupę na parkingu przed Dworcem Zachodnim, fot. Agata Kubis
Na zdjęciu: posiłek na parkingu przed Dworcem Zachodnim, fot. Agata Kubis
Na zdjęciu: wolontariusze Misji rozdają zupę na parkingu przed Dworcem Zachodnim, fot. Agata Kubis

 „Jeden pan leżał tu nieruchomo cały miesiąc”

Ruszamy spod Dworca Zachodniego. Najpierw na Patelnię (placyk przy wyjściu ze stacji metra), potem na Dworzec Centralny, dwa ostatnie punkty naszego patrolu.

Na Patelni ustawiamy się z garem zupy, dodatkowo robimy obchód w przejściu podziemnym.

„Zdarzyło się, że jeden pan leżał tam cały miesiąc bezwładnie. Aż zrobiły mu się odleżyny” – opowiada Kasia.

„Nikt go nie zauważył?” – pytam naiwnie. Kasia wzrusza ramionami.

Na zdjęciu: wolontariusze Misji w przejściu podziemnym przy Patelni, fot. Agata Kubis

Kasia mówi, że najtrudniejsze są takie spotkania. „Jeden z panów Na Dworcu Zachodnim, przez kilka miesięcy mieszkał w naszym mieszkaniu treningowym. A teraz? W ręku walizka z całym dobytkiem. Zabieramy go na jedną ciepłą noc”.

Inny dawny „podopieczny” Misji podchodzi do nas na Patelni. Młody facet w rozpiętej kurtce, bez szalika i czapki, rozchełstany. Gołe dłonie z nienaturalnie rozłożonymi palcami. Są aż sine, odmrożone. Idzie dalej, nie chce jechać ani do ośrodka, ani do szpitala. „Czasem wstydzą się znów poprosić o pomoc” – mówi Kasia.

„Wynoś się stąd, pijaku”

Dochodzi północ. Mróz nie odpuszcza. Ostatnim punktem patrolu są podziemia Dworca Śródmieście i Dworca Centralnego. Na peronach zauważa nas ochroniarz: „Skąd jesteście?”. Odpowiadamy, że pomagamy bezdomnym.

On, opryskliwie: „To sobie ich weźcie, są tam”.

Wobec dwóch pijanych osób bezdomnych jest agresywny: „Mówiłem ci, żebyś stąd poszedł. Wynoś się stąd, pijaku” – popycha ich i przepędza.

Na peronie jest całkiem sporo podróżnych. Gapią się na awanturę. Zero reakcji.

Na zdjęciu: wolonatariusze Misji na peronach Dworca Śródmieście, fot. Agata Kubis

Przepędzonych z peronu Ada i Kasia zabierają do pensjonatu. Wcześniej ratują ich zupą.

W sumie na bezpieczny nocleg w Św. Łazarzu udało się namówić 11 osób. Ada mówi, że noc wcześniej – 15.  A jutro?

Jutro, to samo – poranny patrol, praca w pensjonacie i nocna akcja na dworcach.

Na zdjęciu: Ada i jeden z przepędzonych z peronu, fot. Agata Kubis
Na zdjęciu: Ada i drugi z panów spotkanych na peronach, fot. Agata Kubis

Dziękujemy Adrianie Porowskiej i Kasi, a także naszym bohaterom za czas, jaki nam poświęcili. Więcej o pracy Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej możecie przeczytać tutaj i tutaj. Także o tym, jak można pomóc tym, które pomagają bezdomnym


Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi.
Razem tworzymy OKO.press!

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press