Księgowy, inżynierka, socjolog, pedagożka, nauczyciel, artystka, bezrobotny, elektryk, handlowiec, terapeuta uzależnień. We wtorek 30 maja dziesiątce aktywistów udało się zablokować potężny kombajn leśny. Ocalało 200 drzew Puszczy Białowieskiej. Przeciw zamykaniu lasu protestują mieszkańcy. Także rada gminy Białowieża opowiedziała się za otwarciem Puszczy

Akcję zorganizowali działacze Greenpeace Polska i Fundacji Dzika Polska. A oto jak to się odbyło. Miejsce akcji: Puszcza Białowieska, Nadleśnictwo Browsk, oddział leśny 152 A. Potężny kombajn zrębowy, harvester, ścina drzewa, obrywa gałęzie, zdziera korę.

7:40 podchodzą całą dziesiątką: księgowy, inżynierka, socjolog, pedagożka, nauczyciel, artystka, bezrobotny, elektryk, handlowiec, terapeuta uzależnień. Z Poznania, Wrocławia, Warszawy, Krakowa i Podlasia. Pracownik leśny rozgląda się, łapie za telefon. Mówią mu, że będą blokować. Wyłącza maszynę.

7:50 aktywiści i aktywistki otaczają potężny chwytak harvestera. Przyciskają się plecami do chwytaka, splatają ramiona z tyłu.

Dwoje doświadczonych wspinaczy – dziewczyna i chłopak – wciągają się na okoliczne drzewa, z sześciu metrów opuszczają banery. Para innych rozpina „Save Bialowieza Forest”. „Nie tnijcie w okresie lęgowym”. „Cała Puszcza parkiem narodowym”. Kilka kolejnych osób dokumentuje akcję.

8:30 zjawia się Straż Leśna, zaczyna legitymować. Dochodzi może 10 leśników. Są niemili, ale na odległość. „Kto wam płaci?”, „Prowokatorzy!”.  Przez chwilę prześmiewczo śpiewają „Hare Kryszna”. Reporter OKO.press pyta jednego z leśników, co myśli o protestujących. „Panie, ja jestem Polakiem” – mówi leśnik, co ma sugerować, że oni nie są.

„Miejsce, w którym powstrzymujemy wycinkę, jest domem dzięcioła trójpalczastego i sóweczki. Wycinanie i rozjeżdżanie okolicy ich gniazd ciężkim sprzętem to zwykłe draństwo” – piszą na FB aktywiści z Greenpeace.

10:10. Nadjeżdża nadleśniczy Browsk Robert Miszczak, w świeżo odprasowanym mundurze. Urzędowo oznajmia, że protest jest nielegalny i że wzywa do rozejścia się. Nikt z protestujących się nie odzywa. Nadleśniczy życzy miłego dnia i odchodzi. Na miejscu zostawia rzeczniczkę prasową. Robi się coraz goręcej, a mimo słońca komary zlatują się chyba z całej Puszczy. Wszyscy mają dość. Z lasu wyłania się dwóch leśników w galowych mundurach, dźwigają skrzynkę syfonów z wodą.”Ładny gest” – rzuca aktywistka. Ale woda jest tylko dla strażników. Nad nami cały czas krąży dron GreenPeace’u.

Przed 14.00 strażnicy leśni proponują układ: jeśli odstąpicie, to my odjedziemy. Cięcia dziś nie będzie. Godzą się, ale eskortują harvestera. Maszyna wyjeżdża z lasu, leśną drogą dociera na odległy o kilometr parking. Potężny forwarder, samozaładowczy ciągnik z dźwigiem nie zdążył nawet pojechać do pracy, czeka na parkingu. Siódmego dnia protestu aktywiści i aktywistki ocalili może nawet 200 drzew, bo tyle jest w stanie ściąć harvester. To była druga udana akcja zablokowania sprzętu w czasie trwającego od tygodnia protestu.



Po południu aktywiści siadają na parkingu na skraju lasu. Analizują wydarzenia, i zastanawiają się co dalej. To drugi zablokowany harvester, poprzedni został unieruchomiony pierwszego dnia protestu w środę 24 maja.

Po południu 30 maja Rada Gminy Białowieża debatuje nad stanowiskiem w sprawie zamknięcia Puszczy. Przyjmuje stanowisko, żeby Puszczę otworzyć. Analizuje też odezwę „Stop niszczeniu Białowieży” mieszkańców regionu: „las jest naszym wspólnym dobrem i wszyscy mamy prawo do czerpania z niego korzyści. Stanowczo sprzeciwiamy się bezterminowemu zakazowi wstępu do Puszczy, żądamy konsultowania takich decyzji z lokalną społecznością,

domagamy się poszanowania dla wypracowanego przez nas wizerunku Białowieży jako miejsca przyjaznego ludziom i przyrodzie.

Białowieża to marka najwyższej jakości! Nie pozwolimy, by tylko jedna grupa interesów pozbawiała nas pracy zapewniającej byt naszym rodzinom!”.


Pomóż nam prowadzić śledztwa dziennikarskie


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym