Prawa autorskie: Kuba Atys / Agencja GazetaKuba Atys / Agencja ...
08 sierpnia 2021

Prześwietlamy Tokio. Cudowna lekka, reszta ciężka. Słaba wydajność medalowa, tylko Hiszpania gorsza

Zachwyty nad wspaniałą lekkoatletyką nie powinny przesłaniać, że inne dyscypliny wypadły tak słabo, że reprezentacja zdobyła - jak na swoje rozmiary - mało medali (gorzej wypadła tylko Hiszpania!). Na 14 medalowych sukcesów, aż 8 i pół zawdzięczamy kobietom. Mężczyzn wysyłano do Tokio lżejszą ręką

To były igrzyska wielkich emocji. Płakali wszyscy, ze szczęścia lub rozpaczy, nawet zapaśnicy i młociarze. Ale najpierw o medalach.

Świetne wyniki "lekkich atletów i atletek" wywołują falę zachwytu, także wśród nas, kibiców. W Tokio faktycznie narodził się nowy "Wunderteam", który zgarnął aż 9 medali, w tym cztery złote. Ten poprzedni, także w Tokio, w 1964 roku zdobył medali osiem, w tym tylko dwa złote (Józef Schmidt i sztafeta 4 × 100 z Szewińską i Kłobukowską).

Pięć lat temu w Rio de Janeiro medale w lekkiej atletyce były tylko trzy (wszystkie w rzutach: Włodarczyk, Małachowski, Nowicki).

Lekkoatletyczną klasyfikację medalową w tzw. Tokio 2020 (choć mamy 2021 rok) wygrały oczywiście USA - 26 medali, przed Kenią - 10, Polską i Jamajką - po 9 oraz Holandią - 8. Dalej była Kanada - 6, Chiny - 5 oraz Włochy - 5 (ale wszystkie złote).

Medali więcej, ale mniej niż miało być

Lekkoatletyka nie powinna przesłaniać ogólnego obrazu. 34 lekkoatletek i 32 lekkoatletów stanowiło 30 proc. całej 217-osobowej ekipy, a zdobyli aż 64 proc. wszystkich 14 medali (pełna lista na końcu tekstu). Dzięki szybko biegającym i daleko rzucającym mamy nieco więcej medali niż na czterech ostatnich igrzyskach, po 20 latach wyrównaliśmy wynik z Sydney 2000. Ale reszta ekipy wypadła słabo.

Liczba polskich medali była mniejsza niż oficjalne zapowiedzi, a także prognozy specjalistów. Według analiz ekonomistów uwzględniających PKB i wielkość populacji - dwa czynniki, które w badaniach w znacznym stopniu przekładają się na osiągnięcia sportowe - Polska powinna zdobyć 20 medali, w tym 6 złotych. Mogłoby to dać miejsce 12-14, zamiast 19, jakie ostatecznie zajęliśmy.

Analityk sportowy Simon Gleave, szef agencji Gracenote, 20 lipca 2021 prognozował, że Polska będzie miała 18 medali. Najwięcej miały wywalczyć Stany Zjednoczone (96), Rosja (68), Chiny (66), Japonia (60), Wielka Brytania (52), Holandia (48), Francja (42), Włochy (41), Australia (40) i Niemcy (35). Dla Hiszpanii Gleave przewidywał 23 medale, zdobyli 17, mimo wysłania aż 320 osób.

Poza Polską i Hiszpanią Gleave przeszacował także Francję, a nie docenił przede wszystkim Chin, a także USA i rewelacyjnej Holandii.

W klasyfikacji medalowej uwzględniamy (także dalej) tylko sumę medali, wychodząc z założenia, że dla ogólnej oceny liczą się wszystkie - niezależnie od koloru.

Skąd się wzięły słabsze olimpijskie wyniki całej reprezentacji? Może były skutkiem oszczędności i wysłania skromniejszej ilościowo ekipy niż zrobiły to potęgi sportowe, jak USA (613 zawodników i zawodniczek), gospodarze - Japonia (552), Chiny (431), bogaci Australijczycy (478), Niemcy (425), Francja (398) czy Kanada (370)? Gdyby nas było w Tokio więcej, mielibyśmy lepszy dorobek?

Nic na to nie wskazuje.

Nikomu nie żałując wyjazdu, trzeba na zimno zauważyć, że polska ekipa była z punktu widzenia wydajności medalowej nadmiernie liczna.

Tylko Hiszpania miała niższą wydajność medalową

OKO.press policzyło wydajność medalową 20 reprezentacji, które zdobyły najwięcej medali. Dzieliliśmy liczbę medali (np. 14 polskich) przez liczbę osób w ekipie (217) i mnożyliśmy razy 100. Ten wskaźnik (6.45) wydajności oznacza liczbę medali, jaką zdobywało statystycznie rzecz biorąc 100 reprezentantów i reprezentantek danego kraju.

Globalna wydajność medalowa Igrzysk - wśród wszystkich uczestników i uczestniczek z całego świata - musiała wynieść niemal równe 9, bo rozdano 1017 medali (w 339 konkurencjach), a wszystkich osób startujących było 11 326.

1017 medali/11 326 osób = 0,0897 × 100 = 9.0

Polska ze wskaźnikiem 6,5 zajęła 19. miejsce wśród 20 krajów, czyli wypadła znacznie poniżej średniej, co oznacza, że inne kraje musiały wypaść lepiej.

I rzeczywiście, jak widać z poniższego wykresu, w pierwszej dwudziestce państw tylko Hiszpania ma niższą medalową wydajność (jedynie 5,3), a Kanada przesadziła podobnie jak my, wysyłając aż 370 osób i przywożąc tylko 24 medale (6,5 na 100 wysłanych sportowców).

Niezwykle wydajne były sportowe potęgi: Rosja (pod nazwą Rosyjski Komitet Olimpijski), Chiny, USA i Wielka Brytania. Fenomenem jest Kuba, która wysłała tylko 68 osób, ale zgarnęły one aż 15 medali (z tego pięć w boksie, 3 w zapasach i 3 w lekkiej atletyce).

Bardzo wydajna okazała się niewiele większa od polskiej ekipa Holandii (274 osoby - 36 medali, z tego trzy Sifan Hassan), a także Ukraina (mała ekipa 155 osób, 19 medali, z tego 4 w zapasach) i Węgry (20 medali, z tego 6 medali w kajakach i 3 w szermierce) oraz Włochy (40 medali, sensacyjne złote sprinty, 5 medali w szermierce).

Przeciętnie było z wydajnością wśród Niemców, Francuzów, Koreańczyków.

Uwaga! W różnych źródłach dane o liczebności narodowych reprezentacji minimalnie się różnią, co nie zaburza ogólnych zależności.

Niski wskaźnik wydajności medalowej oznacza, że nasze władze (sportowe, a może i inne) albo przeceniały szanse Polek i Polaków, albo stawiały niżej poprzeczkę niż inne kraje - miały relatywnie mniejsze oczekiwania.

Trudno powiedzieć, czy wysłanie dużej ekipy, która zdobyła mało medali, było wyrazem nadmiernego optymizmu, szczególnej troski o sportowców (na zasadzie tak się namęczyli, niech jadą), czy braku trafnego rozpoznania szans.

Przebierali w Polkach, Polaków chętniej brali

Wśród 14 polskich konkurencji na medal było aż 8 kobiecych i 5 męskich plus jedna mieszana (złoto w sztafecie 4 × 400). Lepsze wyniki Polek nie wynikały z tego, że pojechało ich więcej, wręcz przeciwnie - nieco mniej (104) niż Polaków (113).

To oznacza, że "wydajność medalowa" reprezentantek Polski wyniosła 8,2 proc., mniej więcej tyle, ile ekipy Francji czy Niemiec, co zbliża się do średniej globalnej 9.0. Dla mężczyzn wydajność okazała się katastrofalnie niska - 4,9, jeszcze mniej niż Hiszpanii.

W powyższych wyliczeniach - jak wszyscy, którzy porównują wyniki reprezentacji - bierzemy pod uwagę liczbę medalowych konkurencji, a nie liczbę przyznanych medali, których jest oczywiście więcej, bo startują także drużyny.

Porównanie medalistek i medalistów wypada uderzająco korzystnie dla Polek, które przywiozą do domu aż 21 medali zdobytych w 9 konkurencjach, bo występowały często w zespołach: od czterech wioślarek z Katarzyną Zillmann na czele, przez parę żeglarek, dwójkę i czwórkę kajakarek, aż po sztafetę 4 × 400 m; i do tego "pół" sztafety mieszanej 4 × 400 m.

Polacy przywożą tylko siedem sztuk medali, zespołowo tylko w mieszanej sztafecie.

Igrzyska łez i najpiękniejszy moment

Na koniec wyjście z analitycznej roli, i chwila o emocjach. Zachwycałem się występami biegaczy i biegaczek (obie sztafety, Dobek), przeżywałem triumfy Włodarczyk i Nowickiego i porażki (mimo medali) Fajdka i Andrejczyk, martwiłem przegranymi kolarzy i kolarek, a także naszej świetnej tenisowej dwójki Igi i Huberta, wkurzałem na grę koszykarzy x 3 w dziwnej podwórkowej konkurencji gry na jeden kosz, cieszyłem decyzjami sędziów, którzy pozwolili dalej biegać Lewandowskiemu i dopuścili do finału na 1500 m Michała Rozmysa, który przebiegł kilometr bez buta (jako biegacz amator wiem, jakie to musiało być cierpienie). Zrobiłem wywiad z Katarzyną Zillmann, która mimochodem, przy okazji wioślarskiego srebra dokonała coming outu i pięknie o tym mówiła (a prezydent Duda miał kłopot z gratulacjami).

Były to też igrzyska łez. Kiedyś nie do pomyślenia, żeby faceci płakali ze wzruszenia lub smutku. Nie płakał chyba chodziarz Tomala, za to zapaśnik Michalik - owszem. Płakali 400-metrowcy płci obojga, na przemian śmiejąc się jak opętane/i, płakała Andrejczyk, płakali siatkarze, ich porażka była chyba najbardziej bez sensu.

Sprawozdawcy TVP Sport niepotrzebnie tłumaczyli przed widzami, że "nawet mężczyzna może sobie pozwolić na chwilę słabości", ale czasem sami przyznawali się do łez. Coś się wyraźnie zmienia w kulturze, stereotypy genderowe słabną.

Ale najbardziej wyzwalającym momentem Igrzysk był finał skoku wzwyż. Mutaz Essa Barshim z Kataru strącił trzeci raz 2,39, po nim skakał Gianmarco Tamberi z Włoch i także strącił. Mieli identyczny wynik 2,37 i tyle samo strąceń. Podszedł do nich sędzia, kamera zarejestrowała ich niezwykły dialog. Sędzia powiedział, że będą skakać do skutku, raz jeden, raz drugi. Katarczyk zapytał, czy muszą. Sędzia po chwili odparł, że nikt ich nie może zmusić. Włoch zapytał, czy w takim razie dostaną dwa złote medale, sędzia zawahał się, ale potwierdził.

Rywale rzucili się sobie w ramiona. Dokładniej rzecz biorąc Włoch zawisł okrakiem na chudym jak ołówek rywalu, a potem wpadł w prawdziwy amok, tarzał się po bieżni, płakał i śmiał się na przemian, wymachiwał rękami i krzyczał. Myślę, że w wielu konkurencjach zawodnicy chętnie podzieliby się medalami ze swymi rywalami, a także wyskrobali jakiś ekstra medal dla pechowców i przegranych.

Lista polskich medali

Wytłuszczonym drukiem - medale w lekkiej atletyce

Złote

  • Karol Zalewski, Natalia Kaczmarek, Justyna Święty-Ersetic, Kajetan Duszyński, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik, Dariusz Kowaluk – sztafeta mieszana 4 × 400 metrów
  • Anita Włodarczyk – rzut młotem
  • Wojciech Nowicki – rzut młotem
  • Dawid Tomala – chód na 50 kilometrów

Srebrne:

  • Natalia Kaczmarek, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik i Justyna Święty-Ersetic - sztafeta 4 × 400 m
  • Maria Andrejczyk – rzut oszczepem
  • Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Sajdak i Katarzyna Zillmann – wioślarstwo, czwórka podwójna
  • Karolina Naja, Anna Puławska – kajakarstwo, K2 500 m
  • Agnieszka Skrzypulec, Jolanta Ogar-Hill – żeglarstwo, w klasie 470

Brązowe:

  • Malwina Kopron – rzut młotem
  • Patryk Dobek – lekkoatletyka, 800 m
  • Paweł Fajdek – rzut młotem
  • Tadeusz Michalik – zapasy, styl klasyczny, kat. 97 kg
  • Karolina Naja, Anna Puławska, Justyna Iskrzycka i Helena Wiśniewska - kajakarstwo K-4

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne