0:00
0:00

0:00

Węgrzy głosowali ponad trzy lata temu - 6 kwietnia 2014. Zwyciężyła partia Victora Orbána, uzyskując 44,9 proc., co dało jej aż 133 ze 199 miejsc w parlamencie. To poparcie Fideszu było o jedna piątą wyższe niż PiS w 2015 roku (37,6 proc.).

Biorąc pod uwagę wiele podobieństw między partiami Jarosława Kaczyńskiego i Victora Orbána, postanowiliśmy sprawdzić, co było dalej, po wyborach. Komu rosło i jak.

Użyliśmy badań węgierskiej sondażowni TÁRKI, a w Polsce sondaży IPSOS (dla OKO.press), a tam, gdzie ich brakowało - w marcu 2016 - sondażu TNS. Podawaliśmy poparcie w kolejnych miesiącach od wyborów:

Trzeba przy tym pamiętać, że opozycja liberalna jest na Węgrzech dużo słabsza niż w Polsce, a głównym przeciwnikiem politycznym Orbána jest skrajnie prawicowy Jobbik. Przewaga Fideszu nad Jobbikiem wynosi aż 20-30 pkt. proc. W Polsce potencjalna opozycja liberalna PO-.N ma łączne notowania zbliżone do PiS.

Z porównania widać, że są dwie zasadnicze różnice:

  • PiS nigdy nie miał tak wysokiego poparcia jak partia Orbána; najmniejsza różnica (4 pkt proc.) występuje w 12-14 miesiącu po wyborach w obu krajach, największa - pół roku po wyborach, gdy Fidesz ma 54 proc., dwa razy więcej niż PiS (26 proc.). Wynika to z tego, że...
  • ...inaczej niż Fidesz - PiS nie zyskał premii za wygranie wyborów. Wręcz odwrotnie, po wyborach zanotował półroczny spadek notowań. Fidesz skoczył po wyborach o dobre 10 pkt proc. do góry, w kolejnych sześciu miesiącach tyle samo stracił.

Jest jednak jedno podobieństwo:

  • mniej więcej po półtora roku od wyborów obie partie zaczęły zyskiwać, przy czym Fidesz wrócił do poziomu powyborczych 55 proc. i utrzymuje poparcie o 10 pkt proc. wyższe niż w wyborach, a PiS wyrównał, a nawet lekko przebił wynik wyborczy.

Uwaga! Wyniki węgierskie podajmy wśród osób zdecydowanych, by głosować i na kogo głosować (bez odpowiedzi "nie wiem"), czyli inaczej niż w Polsce. To ma znaczenie o tyle, że odsetek niezdecydowanych, który w Polsce sięga kilku, kilkunastu procent - na Węgrzech potrafi dojść do 50 proc., aż tyle osób twierdzi, że nie wie czy w ogóle pójdzie na wybory.

Jak się wydaje wyniki poparcia wśród osób zdecydowanych pozwalają lepiej przewidywać. W marcu 2014 roku sondaże wśród zdecydowanych dawały Orbánowi 48-51 proc. poparcia, sondaże wśród wszystkich: 32-38 proc. W kwietniowych wyborach Fidesz otrzymał 44,9 proc. głosów.

Orbán z premią i na wznoszącej

Fidesz zyskał 10-procentową premię wyborczą, którą skonsumował w wyborach europejskich - dostał wtedy 51,5 proc. głosów. Reszta węgierskich partii została daleko w tyle (na drugim miejscu był skrajnie prawicowy Jobbik z 14,7 proc.). Tak wysokie poparcie utrzymywało się przez pierwsze pół roku rządów partii Orbána.

Największy spadek Fidesz zanotował rok po wyborach - jedynie 38 proc. obywateli zadeklarowało wtedy, że zagłosowałoby ponownie na partię Orbána.

Jednak już pół roku później poparcie podskoczyło o 13 pkt proc., by w styczniu 2016 osiągnąć 54 proc. To w tym czasie (październik 2016) Fidesz zorganizował referendum, w którym Węgrzy opowiedzieli się przeciwko przyjmowaniu uchodźców. Orbána poparło 98 proc. głosujących, jednak referendum było nieważne - do urn poszło tylko 44 proc. uprawnionych.

Mimo pewnych spadków (nawet o 7 pkt. proc.) dziś Fidesz znów notuje ok. 55 proc. poparcie, czyli o 10 proc. wyższe niż wynik wyborczy.

Jeden z tych sondażowych spadków był związany z protestami przeciwko planowanemu zamknięciu Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego, jednak partia szybko odrobiła straty.

Kaczyński bez premii, ale też się odbił

W przypadku PiS-u sytuacja wygląda nieco inaczej.

Co zaskakujące, PiS nie dostał tzw. premii wyborczej i już pierwsze sondaże po wyborach notowały niższe poparcie. Pięć miesięcy później, w marcu 2016 roku, PiS wpadł w największy dołek (26 proc). To największa różnica z partią Orbána -

pół roku po wyborach Fidesz zyskiwał, a PiS tracił.

Być może wynika to z tego, że najbardziej kontrowersyjne reformy (zmiana konstytucji, ograniczenia działalności mediów) Orbán wprowadził za poprzednich swoich rządów. Węgierski nacjonalista rządzi już trzeci raz, a Kaczyński dopiero drugi i to nie pod rząd.

Wystarczyły jednak dwa miesiące, by PiS zbliżył się do swojego wyniku wyborczego (34 proc.), a przez kolejne dziesięć miesięcy procent deklarujących głosowanie na PiS ustabilizował się na poziomie 32-34 proc. Od później wiosny 2017 roku poparcie PiS znów rośnie.

Co to może znaczyć, czyli lekcje dla Polski

"Słabość konkurentów jest siłą rządów"

- komentował wysokie poparcie Orbána węgierski politolog Dominik Hejj dla "Kultury Liberalnej".

"Na znaczeniu zyskują społeczne protesty, które niejednokrotnie przybierają formę masowych. Nie są one jednak organizowane przez partie polityczne, a przez organizacje społeczne. Co więcej, jakiekolwiek próby instytucjonalizacji powstałej w wyniku protestu zbiorowości grzebią cały ruch. Rozbicie opozycji, rywalizacja o przywództwo oraz brak oferty programowej sprawiają, że Viktor Orbán może być spokojny o trzecią z rzędu reelekcję" - konkluduje Hejj.

Wnioski z porównania poparcia dla partii Orbána i Kaczyńskiego próbował niedawno wyciągnąć filozof Andrzej Leder. Pisał dla "Krytyki Politycznej": "Orbán może sobie pozwolić na miękki autorytaryzm, bo w parlamencie ma większość konstytucyjną, a na dodatek popiera go większość Węgrów. Ale w Polsce tak nie jest, w Polsce Kaczyński nie ma mandatu większości. I już raczej go nie uzyska. Z tej diagnozy wynikają dwa wnioski – zły i dobry. Zły jest taki, że

właśnie dlatego Kaczyński demokrację będzie łamał brutalniej niż Orbán. Co więcej, mniej się licząc z presją Brukseli. Ponieważ wie, że za jakiś czas zacznie przegrywać wolne wybory, tworzy warunki, żeby wolnych wyborów nie było.

(...) Na dłuższą metę wiadomość jest jednak dobra. Nie sądzę, żeby w Polsce doszło do „gulaszowo-bigosowej” stabilizacji sytuacji politycznej à la Orbán. Erozja poparcia dla władzy PiS już się zaczęła i będzie stopniowo postępować. A żadna władza, nawet autorytarna, nie może długo rządzić, jeśli nie ma znaczącej przewagi tych, którzy są co najmniej obojętni".

Swoją analizę Leder pisał po masowych protestach lipcowych. Pewnym zaskoczeniem - także dla OKO.press - były wyniki sondaży z początku sierpnia, gdy notowania PiS wzrosły do najwyższego poziomu od wyborów, a opozycji liberalnej spadły. Może zadziałał czynnik "słabości konkurentów"?

Przeczytaj także:

;

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Uczy na Uniwersytecie SWPS. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!” W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.

Komentarze