Poparcie dla partii Victora Orbána, która zmieniając konstytucję dewastuje demokrację liberalną, sięga 55 proc. Jest "silny słabością konkurentów". Inaczej niż węgierski bratanek Jarosław Kaczyński nie odnotował premii wyborczej, a jego poparcie jest bez porównania niższe. Łączy ich jedno - odbicie notowań po półtora roku rządów

Węgrzy głosowali ponad trzy lata temu – 6 kwietnia 2014. Zwyciężyła partia Victora Orbána, uzyskując 44,9 proc., co dało jej aż 133 ze 199 miejsc w parlamencie. To poparcie Fideszu było o jedna piątą wyższe niż PiS w 2015 roku (37,6 proc.).

Biorąc pod uwagę wiele podobieństw między partiami Jarosława Kaczyńskiego i Victora Orbána, postanowiliśmy sprawdzić, co było dalej, po wyborach. Komu rosło i jak.

Użyliśmy badań węgierskiej sondażowni TÁRKI, a w Polsce sondaży IPSOS (dla OKO.press), a tam, gdzie ich brakowało – w marcu 2016 – sondażu TNS. Podawaliśmy poparcie w kolejnych miesiącach od wyborów:

Trzeba przy tym pamiętać, że opozycja liberalna jest na Węgrzech dużo słabsza niż w Polsce, a głównym przeciwnikiem politycznym Orbána jest skrajnie prawicowy Jobbik. Przewaga Fideszu nad Jobbikiem wynosi aż 20-30 pkt. proc. W Polsce potencjalna opozycja liberalna PO-.N ma łączne notowania zbliżone do PiS.

Poparcie dla Fideszu w proc. (sondaże Tarki)

Wyniki sondaży Fideszu i wyniki PiS-u w kolejnych miesiącach rządów

Z porównania widać, że są dwie zasadnicze różnice:

  • PiS nigdy nie miał tak wysokiego poparcia jak partia Orbána; najmniejsza różnica (4 pkt proc.) występuje w 12-14 miesiącu po wyborach w obu krajach, największa – pół roku po wyborach, gdy Fidesz ma 54 proc., dwa razy więcej niż PiS (26 proc.). Wynika to z tego, że…
  • …inaczej niż Fidesz – PiS nie zyskał premii za wygranie wyborów. Wręcz odwrotnie, po wyborach zanotował półroczny spadek notowań. Fidesz skoczył po wyborach o dobre 10 pkt proc. do góry, w kolejnych sześciu miesiącach tyle samo stracił.

Jest jednak jedno podobieństwo:

  • mniej więcej po półtora roku od wyborów obie partie zaczęły zyskiwać, przy czym Fidesz wrócił do poziomu powyborczych 55 proc. i utrzymuje poparcie o 10 pkt proc. wyższe niż w wyborach, a PiS wyrównał, a nawet lekko przebił wynik wyborczy.

Uwaga! Wyniki węgierskie podajmy wśród osób zdecydowanych, by głosować i na kogo głosować (bez odpowiedzi „nie wiem”), czyli inaczej niż w Polsce. To ma znaczenie o tyle, że odsetek niezdecydowanych, który w Polsce sięga kilku, kilkunastu procent – na Węgrzech potrafi dojść do 50 proc., aż tyle osób twierdzi, że nie wie czy w ogóle pójdzie na wybory.

Jak się wydaje wyniki poparcia wśród osób zdecydowanych pozwalają lepiej przewidywać. W marcu 2014 roku sondaże wśród zdecydowanych dawały Orbánowi 48-51 proc. poparcia, sondaże wśród wszystkich: 32-38 proc. W kwietniowych wyborach Fidesz otrzymał 44,9 proc. głosów.

Orbán z premią i na wznoszącej

Fidesz zyskał 10-procentową premię wyborczą, którą skonsumował w wyborach europejskich – dostał wtedy 51,5 proc. głosów. Reszta węgierskich partii została daleko w tyle (na drugim miejscu był skrajnie prawicowy Jobbik z 14,7 proc.). Tak wysokie poparcie utrzymywało się przez pierwsze pół roku rządów partii Orbána.

Największy spadek Fidesz zanotował rok po wyborach –  jedynie 38 proc. obywateli zadeklarowało wtedy, że zagłosowałoby ponownie na partię Orbána.

Jednak już pół roku później poparcie podskoczyło o 13 pkt proc., by w styczniu 2016 osiągnąć 54 proc. To w tym czasie (październik 2016) Fidesz zorganizował referendum, w którym Węgrzy opowiedzieli się przeciwko przyjmowaniu uchodźców. Orbána poparło 98 proc. głosujących, jednak referendum było nieważne – do urn poszło tylko 44 proc. uprawnionych.

Mimo pewnych spadków (nawet o 7 pkt. proc.) dziś Fidesz znów notuje ok. 55 proc. poparcie, czyli o 10 proc. wyższe niż wynik wyborczy.

Jeden z tych sondażowych spadków był związany z protestami przeciwko planowanemu zamknięciu Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego, jednak partia szybko odrobiła straty.

Kaczyński bez premii, ale też się odbił

W przypadku PiS-u sytuacja wygląda nieco inaczej.

Co zaskakujące, PiS nie dostał tzw. premii wyborczej i już pierwsze sondaże po wyborach notowały niższe poparcie. Pięć miesięcy później, w marcu 2016 roku, PiS wpadł w największy dołek (26 proc). To największa różnica z partią Orbána –

pół roku po wyborach Fidesz zyskiwał, a PiS tracił.

Być może wynika to z tego, że najbardziej kontrowersyjne reformy (zmiana konstytucji, ograniczenia działalności mediów) Orbán wprowadził za poprzednich swoich rządów. Węgierski nacjonalista rządzi już trzeci raz, a Kaczyński dopiero drugi i to nie pod rząd.

Wystarczyły jednak dwa miesiące, by PiS zbliżył się do swojego wyniku wyborczego (34 proc.), a przez kolejne dziesięć miesięcy procent deklarujących głosowanie na PiS ustabilizował się na poziomie 32-34 proc. Od później wiosny 2017 roku poparcie PiS znów rośnie.

Co to może znaczyć, czyli lekcje dla Polski

„Słabość konkurentów jest siłą rządów”

komentował wysokie poparcie Orbána węgierski politolog Dominik Hejj dla „Kultury Liberalnej”.

„Na znaczeniu zyskują społeczne protesty, które niejednokrotnie przybierają formę masowych. Nie są one jednak organizowane przez partie polityczne, a przez organizacje społeczne. Co więcej, jakiekolwiek próby instytucjonalizacji powstałej w wyniku protestu zbiorowości grzebią cały ruch. Rozbicie opozycji, rywalizacja o przywództwo oraz brak oferty programowej sprawiają, że Viktor Orbán może być spokojny o trzecią z rzędu reelekcję” – konkluduje Hejj.

Wnioski z porównania poparcia dla partii Orbána i Kaczyńskiego próbował niedawno wyciągnąć filozof Andrzej Leder. Pisał dla „Krytyki Politycznej”: „Orbán może sobie pozwolić na miękki autorytaryzm, bo w parlamencie ma większość konstytucyjną, a na dodatek popiera go większość Węgrów. Ale w Polsce tak nie jest, w Polsce Kaczyński nie ma mandatu większości. I już raczej go nie uzyska. Z tej diagnozy wynikają dwa wnioski – zły i dobry. Zły jest taki, że

właśnie dlatego Kaczyński demokrację będzie łamał brutalniej niż Orbán. Co więcej, mniej się licząc z presją Brukseli. Ponieważ wie, że za jakiś czas zacznie przegrywać wolne wybory, tworzy warunki, żeby wolnych wyborów nie było.

(…) Na dłuższą metę wiadomość jest jednak dobra. Nie sądzę, żeby w Polsce doszło do „gulaszowo-bigosowej” stabilizacji sytuacji politycznej à la Orbán. Erozja poparcia dla władzy PiS już się zaczęła i będzie stopniowo postępować. A żadna władza, nawet autorytarna, nie może długo rządzić, jeśli nie ma znaczącej przewagi tych, którzy są co najmniej obojętni”.

Swoją analizę Leder pisał po masowych protestach lipcowych. Pewnym zaskoczeniem – także dla OKO.press – były wyniki sondaży z początku sierpnia, gdy notowania PiS wzrosły do najwyższego poziomu od wyborów, a opozycji liberalnej spadły. Może zadziałał czynnik „słabości konkurentów”?


Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym