„Nakładki na dzioby zwalczają kanibalizm wśród ptaków” – czytamy na stronie sklepu zootechnicznego. „To skandal, bo to człowiek zmusza te zwierzęta do takich zachowań” – mówi mec. Karolina Kuszlewicz, Rzeczniczka ds. Praw Zwierząt. Takie maski noszą bażanty w hodowli eksportującej jaja i żywe ptaki do Wielkiej Brytanii. Po to, by tam mogli zabijać je myśliwi

Długie rzędy klatek z bażantami ciągną się przez kilkadziesiąt metrów. Każda z nich ma ok. 50 cm wysokości i nieco ponad metr długości. Niektóre ptaki stoją spokojnie, ale inne rzucają się do góry, jakby chciały przebić siatkę przykrywającą ich ciasne więzienie.

Zwierzęta mają na dziobach dziwne plastikowe „maski”, a kury dodatkowo plastikowe pokrywy na grzbietach.

Tak wygląda życie ptaków na fermie bażantów, które udokumentowała brytyjska organizacja antymyśliwska Hunt Saboteurs Association (HSA) w miejscowości Klon w Wielkopolsce.

Ptaki hoduje się tu głównie na sprzedaż kołom myśliwskim, które następnie wypuszczają je w swoich okręgach łowieckich, by potem je odstrzelić podczas polowań. Firma eksportuje też zapłodnione jajka, m.in. do Wielkiej Brytanii.

Tam w tzw. zakładach wylęgowych wykluwają się z nich pisklaki, które po odchowaniu trafiają pod lufy brytyjskich łowców. „Całe to cierpienie służy tylko temu, by zapewnić bogatym myśliwym żywe cele do zestrzelenia z nieba” – powiedział Lee Moon, rzecznik HSA.

Takich ferm jest w Polsce więcej. Import bażancich jaj dla celów łowieckich z Polski do Wielkiej Brytanii potroił się w ostatnich trzech latach, co budzi niepokój organizacji broniących praw zwierząt. Sprawę jako pierwszy opisał brytyjski dziennik „The Guardian”.

Hodowca: „wszystko zgodnie z etyką”

Jak czytamy na stronie organizacji, aktywiści odwiedzili fermę w maju 2019 roku. W swoim materiale pokazali stanowisko hodowlane, które składa się z ponad tysiąca drucianych klatek na podwyższeniu. W każdej z nich jest dziewięć bażantów: osiem kur i jeden kogut. Podłoga również zrobiona jest z drucianej siatki, co sprzyja obrażeniom skóry łap.

Są to więc – najłagodniej rzecz ujmując – warunki odległe od naturalnych.

Fot. Hunt Saboteurs Association.

Każdy ptak ma na dziobie plastikową „maskę”, by zwierzęta się nie poraniły i nie zadziobały, bo mała powierzchnia klatki sprzyja agresywnym zachowaniom.

Założenie takiej osłonki na dziób wymaga przebicia przegrody nosowej, co z pewnością sprawia ptakom ból.

Tego rodzaju „maski” są nielegalne w Wielkiej Brytanii. Dodatkowo, kury mają na grzbietach przypominające siodła plastikowe płytki. Chronią one ich pióra, które mogą ulegać uszkodzeniom podczas kolejnych kopulacji z zamkniętym razem z kurami kogutem.

Fot. Hunt Saboteurs Association.

Na stronie internetowej hodowcy jest galeria, jednak próżno tam szukać kontrowersyjnych zdjęć kur w „maskach”. Dominują estetyczne zdjęcia bażantów w trakcie odchowu, żyjących w przestronnych wolierach. Tylko jedna fotografia pokazuje druciane klatki, gdzie samce zapładniają samice, ale bez brutalnych detali, które ujawnili aktywiści HSA.

Fot. strona WWW hodowcy.

OKO.press skontaktowało się z hodowcą telefonicznie, by porozmawiać o realiach hodowli ptaków na jego fermie. Poproszono nas o wysłanie pytań e-mailem.

W odpowiedzi dostaliśmy informację, że firma sprzedaje za granicę nie tylko jaja, ale również żywe ptaki – „do dalszej hodowli” i „wsiedlenia w środowisko naturalne”. Zaś jeśli chodzi o nakładki na dzioby, to hodowca napisał nam, że są one w Polsce i „w wielu krajach Europy” legalne i stosowane „prewencyjnie przeciw dziobaniu”.

Hodowca nie skomentował jednak zarzutów HSA o niehumanitarność tego rodzaju hodowli, choć go o to poprosiliśmy.

Wcześniej dziennikowi „The Guardian” firma powiedziała, że hodowla bażantów odbywa się legalnie, „w przyzwoitych warunkach”, a ptaki są pod stałą opieką weterynaryjną. „W mojej firmie przestrzegam wszystkich norm etycznych związanych z trzymaniem ptaków, ich karmieniem, opieką i leczeniem” – powiedział brytyjskiemu dziennikowi hodowca.

Rzecznik ds. Praw Zwierząt: „to, co robimy zwierzętom, jest porażające”

Inaczej widzi tę sytuację mec. Karolina Kuszlewicz, Rzeczniczka ds. Praw Zwierząt przy Polskim Towarzystwie Etycznym, którą również poprosiliśmy o komentarz.

„To, co robimy zwierzętom jest porażające. Przecież tak naprawdę widzimy ptaki zakute w kagańce. Czy nie brzmi to absurdalnie? A jednak się dzieje, tu i teraz” – mówi OKO.press prawniczka.

W Polsce te „kagańce” oferuje każdy sklep z artykułami do hodowli zwierząt. „Nakładki na dzioby skutecznie zwalczają kanibalizm wśród ptaków, równocześnie nie przeszkadzając zwierzętom w codziennych czynnościach – pobieraniu wody czy pokarmu” – zachwala ten produkt na swojej stronie internetowej jeden ze sprzedawców.

„To dobitnie pokazuje, jakie życie mają te bażanty. Trzymane są w takim ścisku, że się zadziobują. A ci, którzy je wykorzystują, udają, że remedium na to jest skrępowanie dziobów tym ptakom” – mówi mec. Kuszlewicz.

„Skoro te bażanty trzeba »chronić« przed wzajemnym zadziobywaniem, to jasne jest, że warunki, w których są, pozostają dla nich nie do zniesienia. A pisanie, że kagańce służą ochronie przed kanibalizmem, uważam za skandaliczne, bo to człowiek siłowo zmusza te zwierzęta do takich zachowań” – dodaje Rzeczniczka ds. Zwierząt.

Z jajka pod lufę

Hodowli bażantów w Polsce jest przynajmniej kilkadziesiąt. Trudno w tym momencie powiedzieć, czy w każdej z nich stosowane są takie sposoby hodowli, które pokazał materiał filmowy HSA. Te hodowle to nie tylko prywatne firmy, ale również Ośrodki Hodowli Zwierzyny (OHZ) prowadzone przez Polski Związek Łowiecki (PZŁ) i Lasy Państwowe.

To właśnie z jednego z nich – konkretnie: z OHZ PZŁ w Grodnie – pochodziły ptaki, do których w lutym 2017 roku strzelał były minister środowiska Jan Szyszko. Zginęło wtedy blisko 500 bażantów (pisaliśmy o tym tutaj).

Zdaniem dr. Miłosza Kościelniaka-Marszała, myśliwego i eksperta od prawa łowieckiego, to polowanie budziło uzasadnione kontrowersje etyczne. „Wykorzystano bowiem ptaki, które wyhodowano tylko po to, by podsunąć je pod lufy myśliwym” – mówił OKO.Press prawnik. Sposób przeprowadzenia tego polowania – przypominającego bardziej egzekucję – stał też w sprzeczności z ‚Kodeksem Etycznym Myśliwych Unii Europejskiej, który mówi, że należy unikać uwalniania zwierzyny bezpośrednio przed lub podczas polowania.

Niezależnie od tych zastrzeżeń, tzw. polowania klatkowe na bażanty – gdy ptaki wypuszcza się w łowisko krótko przed polowaniem – są nadal w Polsce organizowane.

Jest to sytuacja budząca zastrzeżenia nie tylko moralnie czy prawne, ale również przyrodnicze. A to dlatego, że bażant jest w Polsce gatunkiem obcym, potencjalnie inwazyjnym. „Istnieją przesłanki świadczące o możliwym negatywnym wpływie bażanta na rodzimą przyrodę, jednak brak badań, które pozwalałyby zweryfikować to w sposób jednoznaczny” – czytamy na stronie internetowej Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie.


OKO podgrzewa dyskusję o zmianach w klimacie.
Wesprzyj nas, też chcemy przetrwać.

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Komentarze

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press