"Zatrzymali tylko prawosławnych. Katolików odesłali. Myśleli, że może jeszcze ich puszczą. Zabiorą dobre wozy i konie, i puszczą. Ale nie. Zawieźli ich już za wieś w jamę powojenną, w las koło Puchał. I zamordowali" - opowiada OKO.press 77-letnia mieszkanka Zaleszan, której ojciec zginął z rąk oddziałów "Burego"

Na przełomie stycznia i lutego 1946 roku żołnierze Narodowych Sił Wojskowych pod dowództwem kapitana Romualda Rajsa ps. „Bury” zamordowali 79 cywili zamieszkujących podlaskie wsie – Zaleszany, Wólka Wygonowska, Puchały Stare, Zana, Szpaki i Końcowizna. Wyniki śledztwa prowadzonego przez IPN wykazały, że oddział antykomunistycznego podziemia dowodzony przez „Burego” dopuścił się czystki etnicznej na ludności białoruskiej, a jego czyny noszą znamiona „ludobójstwa”.

W Hajnówce i okolicznych wsiach wciąż żyją świadkowie tamtych tragicznych wydarzeń. Dla nich i całej społeczności prawosławnej Marsze Żołnierzy Wyklętych przechodzące przez samo serce Hajnówki, podczas których wznoszone są hasła „Bury – nasz bohater”, to deptanie historii. Świadkowie chętnie opowiadali nam o wydarzeniach sprzed 72 lat. Większość z nich pogodzeni z powojenną traumą. To, co ich boli, to rozdrapywanie ran, a także wrzawa medialna, która towarzyszy przemarszowi nacjonalistów. „Żyliśmy spokojnie i w prawdzie” – powtarzali.

12:00 – świeczka dla ofiar

„Wolałabym, żeby tego zgromadzenia dzisiaj nie było. Dwa lata temu zdecydowaliśmy, żeby zostać w domu i nie dać się sprowokować, żeby nie być zakładnikiem marszu, kontrmarszu i mediów. Jest to dla nas nowa sytuacja, bo my szanujemy spokój. Ale nie będę udawać, że dziś ten spokój czuję. (…) Mimo to chcę mówić o tym, co nas łączy, a nie dzieli. A łączy nas to, że od wielu pokoleń mieszkamy w tym samym regionie. Łączy nas to, że chcemy powiedzieć o potrzebie sprawiedliwości, prawdy i spokoju” – mówiła Ewa Moroz-Keczyńska, jedna z organizatorek zgromadzenia upamiętniającego ofiary 1946 roku.

Mieszkańcy odczytali imiona i nazwiska osób zamordowanych przez „Burego” i złożyli świeczki pod hajnowskim pomnikiem ofiar przemocy i represji.

fot. Agata Kubis

O 13:00 wszyscy zgromadzili się w cerkwi na wspólną modlitwę ku pamięci zamordowanych. Wśród nich – świadkowie rajdu „Burego”. OKO.press z nimi rozmawiało.

fot. Agata Kubis
fot. Agata Kubis

„Podpalić czyiś dom – to jest człowiek? To jest bohater?”

Kiedy zginął jej ojciec – furman – pani Walentyna miała 5 lat. Z wiadomością o działaniach oddziału do ich domu przyszedł sąsiad. „Mówił do mojego ojca: «Wiesiu, będą palić Zaleszany, uciekajmy stąd». A mój tato na to: «Coś ty, ja nawet nogi nie zdejmę z wozu, a już będzie lecieć amunicja, zastrzelą mnie. Poczekajmy, może nas zabiorą, a może puszczą». Tato miał dobry wóz i konie. To pojechał na wezwanie.

Najpierw pytali, czy to prawosławny czy katolik. I zatrzymali tylko prawosławnych. Katolików odesłali. Myśleli, że może jeszcze ich puszczą. Zabiorą dobre wozy i konie i puszczą. Ale nie. Zawieźli ich już za wieś w jamę powojenną, w las koło Puchał. I zamordowali”.

Ze wsi Zaleszany zginęło 16 osób. Ich ciała żołnierze przysypali gruzami i obłożyli gałęziami w lasku koło Puchał Starych. Pani Walentyna wspominała przeraźliwy smród rozkładających się ciał, który wiosną przypomniał ocalałym mieszkańcom o zbrodni. „Psy rozciągały te ciała. Ludzie z wioski chodzili i to zasypywali”.

Na zdjęciu: nasza rozmówczyni, fot. Agata Kubis

„Ja taty dokładnie nie pamiętam. Tylko z tego, co opowiadają. Pamiętam, że przyszła jakaś banda i zabierała z naszej wioski więcej furmanów. Pamiętam, że mama okropnie krzyczała. Ale od nas w Zaleszanach zabierali ludzi, a w wioskach z drugiej strony palili na oczach rodzin i sąsiadów. Podpalić czyjś dom to jest człowiek? To jest bohater? Pamiętam jak mama jeździła na sprawę «Burego», jak go złapali. Pytała się go – bo on stał przed nią – «powiedz mi, gdzieś ty zamordował mojego męża. Niech chociaż jego kości dzieciom przywiozę, żeby była mogiła». A on tylko spuścił głowę i stał jak kołek”.

„Gdy taty zabrakło, gospodarstwem zajął się mój dziesięcioletni brat. Było nas pięcioro rodzeństwa. Mama nigdy nie dostała żadnej pomocy od państwa. A rodzina «Burego» dostała odszkodowanie. Taka sprawiedliwość”.

„Bury – nasz bohater”

O 14:00 zaczął się III Hajnowski Marsz Żołnierzy Wyklętych. Skromna grupa około 70 osób ruszyła spod Kościoła w stronę Hajnowskiego Domu Kultury. Najbardziej widoczne były emblematy Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR), a także krzyże celtyckie.

Uczestnicy marszu skandowali: „Bury, nasz bohater”, „Armio wyklęta, Hajnówka o Was pamięta”, „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”, „Nie czerwona, nie tęczowa, tylko Polska Narodowa”, „Młodzi, aktywni, radykalni”, „Narodowe Siły Zbrojne NSZ”, „A na drzewach zamiast liści, będą wisieć komuniści”, „Idzie NaRa, Idzie NaRa ONR”, „Narodowa, Narodowa Hajnówka”, „Idzie nowe pokolenie, niesie Polsce odrodzenie”.

fot. Agata Kubis
fot. Agata Kubis

Marsz próbowali zablokować Obywatele RP, którzy do Hajnówki przyjechali z Warszawy. Już na trasie Warszawa−Hajnówka samochody i autokar z Obywatelami były zatrzymywane przez policję na „rutynową kontrolę”. Policjanci próbowali dopytywać, co planują Obywatele. Bezskutecznie.

W połowie przemarszu dwie kobiety wyszły na jego trasę z transparentem „Moją ojczyzną jest człowieczeństwo”. Bardzo szybko zostały zepchnięte przez policję do ogrodzenia. Od przechodzącego marszu odgradzał je kordon policji. W stronę maszerujących krzyczały „Nacjonalizm to się leczy” i „Precz z faszyzmem”.

Trzydzieści metrów dalej ponad dwudziestoosobowa grupa próbowała podobnego manewru, jednak i tym razem policja udaremniła ich próbę. Uczestnicy blokady mieli transparenty z hasłem: „Bury nie jest bohaterem”. W rękach trzymali białe róże. Policja puściła protestujących po ich wylegitymowaniu. Pięć osób, które nie chciało okazać dokumentów, zostało zatrzymanych i zabranych na Komendę, gdzie zostali do późnych godzin wieczornych.

fot. Agata Kubis

„Wypie***** cwelu”, czyli nacjonaliści do mediów

Po przemarszu organizatorzy nacjonalistycznej imprezy zaprosili uczestników do Hajnowskiego Domu Kultury na projekcję filmu „Bury – podwójnie wyklęty” z udziałem reżyserki – Ewy Szakalickiej. W filmie narrację prowadzą na przemian syn Romualda Rajsa, historycy IPN, m.in. dr Kazimierz Krajewski, a także mieszkańcy Hajnówki.

Wyłania się z niego obraz „Burego” jako bohatera powojennego podziemia, który walczył z kolaborantami i komunistami na Podlasiu. Na pytanie o motywację towarzyszącą jego oddziałom w tzw. pacyfikacji wsi białoruskich oglądający otrzymuje prostą odpowiedź. Zginęli, bo stawiali opór. Zginęli za działalność antypolską.

Uderzające jest, jak kategorie użyte w filmie nie przystają do czasów, o których mają opowiadać. Narrator sztucznie wytycza granicę między ludźmi, posługując się właśnie kategorią „pro lub antypolskości”.

Spokojny przebieg spotkania został zakłócony.

Gdy wychodziliśmy, jeden z dziennikarzy „Gazety Wyborczej” obecny na sali został obrażony i poszarpany przez czwórkę obecnych na sali mężczyzn. Krzyknęli do niego: „Wypierdalaj cwelu albo wybijemy ci zęby”, zdjęli mu z nosa okulary i rzucili je w kąt sali.

Następnie siłą wyprowadzili go z wydarzenia. Policja interweniowała, ale sprawcom udało się w międzyczasie opuścić wydarzenie. Mimo to dziennikarze „Gazety Wyborczej” zgłosili sprawę na policji.


Więcej zdjęć Agaty Kubis w albumie „Hajnówka. pamięć nie pamięć”


OKO pilnuje, by nacjonalizm nie rozlał się po Polsce.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Masz cynk?