„Większość argumentów przeciw tworzeniu nazw żeńskich jest pozbawiona podstaw” – pisze Rada Języka Polskiego przy Prezydium PAN. „Jednakowe brzmienie nazw żeńskich i innych wyrazów, np. pilotka jako kobieta i jako czapka, nie jest bardziej kłopotliwe niż np. zbieżność brzmień rzeczowników pilot »osoba« i pilot »urządzenie sterujące«”

„Trudne zbitki spółgłoskowe, np. w słowie chirurżka, nie muszą przeszkadzać tym, którzy wypowiadają bez oporu słowa zmarszczka czy bezwzględny (5 spółgłosek). Nie powinna też przeszkadzać wieloznaczność przyrostka -ka jako żeńskiego z jednej strony, a z drugiej zdrabniającego, tworzącego nazwy czynności czy narzędzi, ponieważ polskie przyrostki są z zasady wielofunkcyjne.

Dlatego zresztą nie dziwi szczególna popularność jedynego przyrostka wyłącznie żeńskiego -ini/-yni, np. naukowczyni czy gościni„, pisze Rada Języka Polskiego przy Prezydium PAN w oświadczeniu w sprawie form nazw zawodów i tytułów”.

Rada wydała opinię w związku z gorącą dyskusją o feminatywach. O uwzględnienie żeńskiej formy na kartach do głosowania i tabliczkach apelowało do Kancelarii Sejmu 20 posłanek Lewicy. List w tej sprawie wysłały do Kancelarii Sejmu pod koniec października. Pisaliśmy o nim tutaj:

Prośba nie została uwzględniona, ale żeńskie nazwy zaczną pojawiać się w korespondencji sejmowej.

Pod koniec października posłanka klubu Lewicy Magdalena Biejat poinformowała, że będzie „gościnią” w progamie „Minęła 20”. O słowie „gościni” dyskutowały media i politycy. Szczególnie rozjuszyło ono posła PiS Dominika Tarczyńskiego – jego haniebnej reakcji nie będziemy cytować. Z żeńskich nazw osobowych kpiła Telewizja Publiczna, okładka „DoRzeczy” grzmiała o „gwałcie na języku polskim” (na prawicowe oburzenie świetnie odpowiedział pisarz i tłumacz Piotr Paziński, jego komentarz można przeczytać go pod tym adresem, polecamy).

Stanowisko RJP może ostudzić nastroje „obrońców polszczyzny”: „Sporu o nazwy żeńskie nie rozstrzygnie ani odwołanie się do tradycji (różnorodnej pod tym względem), ani do reguł systemu. Dążenie do symetrii systemu rodzajowego ma podstawy społeczne; językoznawcy mogą je wyłącznie komentować. Prawo do stosowania nazw żeńskich należy zostawić mówiącym, pamiętając, że obok nagłaśnianych ostatnio w mediach wezwań do tworzenia feminatywów istnieje opór przed ich stosowaniem. Nie wszyscy będą mówić o kobiecie gościni czy profesorka, nawet jeśli ona sama wyartykułuje takie oczekiwanie.

Rada Języka Polskiego przy Prezydium PAN uznaje, że w polszczyźnie potrzebna jest większa, możliwie pełna symetria nazw osobowych męskich i żeńskich w zasobie słownictwa”.

Publikujemy stanowisko w całości.


Stanowisko Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN w sprawie żeńskich form nazw zawodów i tytułów przyjęte na posiedzeniu plenarnym Rady 25 listopada 2019 r.

Dyskusja o żeńskich rzeczownikach osobowych, czyli feminatywach, na nowo rozgorzała w mediach oraz w wypowiedziach polityków. Jej temperatura oraz powszechne mieszanie faktów językowych z argumentami społecznymi i ideologicznymi skłania nas do zajęcia stanowiska, szczególnie że od 2012 roku, kiedy to zostało wydane ostatnie oświadczenie w tej sprawie [link do oświadczenia RJP z 2012 roku], zaszły w świadomości społecznej i języku istotne zmiany.

Dyskusja o formach żeńskich trwa od ponad stu lat. Na początku dwudziestego wieku zwyciężyła tendencja do regularnego tworzenia feminatywów, ale przez cały czas żywa była także przeciwna tendencja – do zaznaczania żeńskości za pomocą rzeczownika pani poprzedzającego formę męską (pani doktor) lub przez związki składniowe typu nasza dyrektor zdecydowała. Ta ostatnia tendencja w drugiej połowie XX wieku stała się zwyczajem językowym, szczególnie w odniesieniu do zawodów nowych, funkcji wysokiego prestiżu. Jednakże od lat dziewięćdziesiątych formy żeńskie rzeczowników osobowych znacznie się rozpowszechniły; w języku przyjęły się wyrazy socjolożka, polityczka czy posłanka, choć tylko ostatni z nich był obecny, a nawet powszechny w polszczyźnie I połowy XX wieku.

Większość argumentów przeciw tworzeniu nazw żeńskich jest pozbawiona podstaw. Jednakowe brzmienie nazw żeńskich i innych wyrazów, np. pilotka jako kobieta i jako czapka, nie jest bardziej kłopotliwe niż np. zbieżność brzmień rzeczowników pilot ‘osoba’ i pilot ‘urządzenie sterujące’. Trudne zbitki spółgłoskowe, np. w słowie chirurżka, nie muszą przeszkadzać tym, którzy wypowiadają bez oporu słowa zmarszczka czy bezwzględny (5 spółgłosek). Nie powinna też przeszkadzać wieloznaczność przyrostka -ka jako żeńskiego z jednej strony, a z drugiej zdrabniającego, tworzącego nazwy czynności czy narzędzi, ponieważ polskie przyrostki są z zasady wielofunkcyjne. Dlatego zresztą nie dziwi szczególna popularność jedynego przyrostka wyłącznie żeńskiego -ini/-yni, np. naukowczyni czy gościni. Warto też zaznaczyć, że tworzenie nazw żeńskich przez zmianę końcówek fleksyjnych, np. (ta) ministra, (ta) doktora, (ta) dziekana nie jest dla polskiego systemu słowotwórczego typowe (wyrazy blondyna, szczęściara są wyraźnie potoczne), a lepsze od niego jest wykorzystywanie tradycyjnego modelu przyrostkowego, czyli tworzenie nazw typu doktorka – bez skojarzeń z potoczną nazwą lekarki. Należy pamiętać, że wciąż dominujący dla większości rzeczowników tytularnych jest model pani doktor zrobiła, który jest także zrozumiały.

Sporu o nazwy żeńskie nie rozstrzygnie ani odwołanie się do tradycji (różnorodnej pod tym względem), ani do reguł systemu. Dążenie do symetrii systemu rodzajowego ma podstawy społeczne; językoznawcy mogą je wyłącznie komentować. Prawo do stosowania nazw żeńskich należy zostawić mówiącym, pamiętając, że obok nagłaśnianych ostatnio w mediach wezwań do tworzenia feminatywów istnieje opór przed ich stosowaniem. Nie wszyscy będą mówić o kobiecie gościni czy profesorka, nawet jeśli ona sama wyartykułuje takie oczekiwanie.

Rada Języka Polskiego przy Prezydium PAN uznaje, że w polszczyźnie potrzebna jest większa, możliwie pełna symetria nazw osobowych męskich i żeńskich w zasobie słownictwa. Stosowanie feminatywów w wypowiedziach, na przykład przemienne powtarzanie rzeczowników żeńskich i męskich (Polki i Polacy) jest znakiem tego, że mówiący czują potrzebę zwiększenia widoczności kobiet w języku i tekstach. Nie ma jednak potrzeby używania konstrukcji typu Polki i Polacy, studenci i studentki w każdym tekście i zdaniu, ponieważ formy męskie mogą odnosić się do obu płci.

OKO pilnuje praw kobiet. Codziennie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli i mogły działać dalej.

Komentarze

  1. Jan Helak

    Takie słowa jak "magister" czy "minister" są zapożyczone z łaciny, a w oryginalnym języku mają też formy żeńskie – "magistra" czy "ministra". Żeby nie być gołosłownym, przytoczę łacińską maksymę "Historia – vitae magistra". Wisiała ona w latach 70. nad tablicą w pracowni historii II Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu, a ja potwierdzam, jako absolwent tej zacnej szkoły.

  2. Andrzej Lisiak

    Tworzenie coraz to nowych tworów językowych jest o tyle szkodliwe, że wprowadzone do – Boże broń – reguł pisowni polskiej przyczynią się do BETONOWANIA najcenniejszej przestrzeni operacyjnej w mózgach młodzieży, która potem zamiast operować logiką będzie zakuwała w mózgu regułki.
    Mamy potem takich "dorosłych", którzy nie potrafią zrozumieć prostego stosunkowo tekstu i obrzucają błotem kogoś kto im tłumaczy, że o "widoku", "obrazie" gwiazd na nocnym niebie nie ma mowy. gdyż to by PRZECZYŁO podstawowym prawom fizyki o ROZSZERZANIU się światła.
    .
    Zaś co do meritum strony do przecież postuluję od dawna w wielu miejscach by stosować bardzo przecież eleganckie nazwy opisowe.
    "Pani Naczelnik" – w tabliczkach na drzwiach, i "p. Naczelnik" w tekstach pisanych. Proste ? Proste i łatwe do zapamiętania bez zakuwania.

  3. Andrzej Maciejewicz

    Zwyczaj szufladkowania pojęć lub bezwzględnego stosowania określonych reguł to, jak się okazuje, charakterystyczną cecha prawicy. Przypominam genezę sporu: jakiś urzedniczyna z kancelarii Sejmu zaprotestował przeciw żeńskim koncówkom. Bo… bo jemu, wybrańcowi nie podobały się. Bo on należy do tych lepszych, dobrozmianowych. Oczywiście Rada nie może uwypuklic tego aspektu no i sobie pogadała, kryjąc głęboko prawdę, że tylko żywy język nie umiera.

  4. Katarzyna Zawadzka

    Moją uwagę zwrócił fragment o stosowaniu formy męskiej "szczególnie w odniesieniu do zawodów nowych, funkcji wysokiego prestiżu". Rzeczywiście, jakoś nikt nie ma nic przeciwko słowom "sprzątaczka", "fryzjerka", "kucharka", a z "informatyczka", "profesorka", "posłanka" już problem jest. Widzę w tym niesprawiedliwość, jestem za tworzeniem form żeńskich.

  5. Adam Patrzyk

    Dziwi szokująco niska świadomość językowa RJP – szacowne grono profesorów jakby nie rozróżniało nazwy zawodu od nazwy jego wykonawcy. Najprostszy dowód, że są to dwie różne jednostki językowe jest zawarty w zdaniu – idę do lekarza. Lekarz jest w tym przypadku nazwą zawodu. Gramatycznie jest rodzaju męskiego, ale semantycznie jest unisex. Więcej przykładów: Twoją nogę musi zobaczyć chirurg. Trzeba wezwać elektryka. Jadę do dentysty. Nikt używając tych słów nie ma na myśli realnej osoby, która ma płeć, tylko abstrakcyjnego przedstawiciela zawodu (chyba,że zna już tę osobę). Jakoś RJP tego nie zauważa. Pod tym względem nic się nie zmieni i żadna symetria tu nie powstanie. Na drzwiach gabinety nadal będzie tabliczka "Okulista", a w gabinecie będzie przyjmować raz facet, raz kobieta. W tym sensie nie ma językowej potrzeby tworzenia feminatywów. Formy unisex dla nazw zawodów pozostaną, bo są językowo wystarczające i najwygodniejsze do komunikacji. W drugą stronę też to działa. Na ogłoszenie "zatrudnimy sprzątaczkę" może odpowiedzieć mężczyzna. Feminatywa dotyczą zasadniczo nazw wykonawców zawodów. Mają sens tam gdzie chcemy zwrócić uwagę na płeć wykonawcy. Gdy nie czujemy takiej potrzeby uniseksulna nazwa zawodu w zupełności wystarcza. Dlatego mówimy kanclerz Niemiec Angela Merkel albo komisarzem do spraw takich a takich została Ulrike Grubbe.

  6. Adam Patrzyk

    Semantycznie i logicznie rzecz biorąc nieco niepoprawnie jest mówić, że Klaudia Jachira została posłanką, a może w przyszłości zostanie nawet prezydentką. Funkcja to poseł i prezydent. Nie zostaje się posłanką, chyba że przez zmianę płci. Klaudia Jachira została posłem. Pełni funkcję posła jako posłanka, bo jest kobietą. Mówienie o niej poseł i poslanka jest równie uprawnione i wcale nie oznacza, że męskim rzeczownikiem bezpodstawnie określam kobietę. Mówiąc poseł Jachira mówię o funkcji, mówiąc posłanka mówię o osobie. Pozornie trudne, ale wtedy warto przypomnieć sobie o pójściu do lekarza i wszystko staje się jasne. Kiedy mówię – każdy poseł musi złożyć ślubowanie, wszyscy wiedzą, że chodzi o posłów i posłanki. Używam pierwszego znaczenia słowa poseł = funkcja. Jeśli bym używał drugiego znaczenia poseł = mężczyzna poseł, całe zdanie zmieniłoby sens. Oznaczałoby, że być może tylko mężczyźni składają przysięgę. Mylenie tych dwóch znaczeń i używanie ich w jednej wypowiedzi jest błędem logicznym zwanym ekwiwokacją. Zdanie – Każdy poseł ma godnie reprezentować swoich wyborców, dlatego każdy poseł powinien chodzić w krawacie, jest bez sensu, ponieważ używa słowa poseł w dwóch różnych znaczeniach. W części pierwszej jest mowa o funkcji, w części drugiej o pośle mężczyźnie. Oddzielnie mają sens. Połączone w jedną wypowiedź sensu nie mają.

  7. Andrzej Maciejewicz

    W każdym żywym języku występują okresowo mody, tendencje a nawet wypaczenia. Jeśli nie są sprzeczne z duchem języka, obsceniczne, nielogiczne to walka z nimi nie ma sensu. Pozostanie z nich ułamek procenta. Jednak, jeśli to będą zmiany pozytywne to chyba warto dla nich ryzykować. RJP powinna zarządzać tym ryzykiem.

  8. Sławek Fryka

    A co jeśli nie chcę określać swojej płci? Symetria językowa prowadzi do tego, że nie mam wyjścia. I dlaczego kierowca – kierowczyni, a nie kierowiec – kierowca? Przecież słowo "kierowca" ma końcówkę kojarzącą się żeńsko, a jednak jest rodzajem męskim. Język polski jest niewiarygodnie nielogiczny.

Masz cynk?