27-letni radny PiS i doradca prezydenta Dudy, jako dyrektor w Orlenie zarabia 23-25 tys. miesięcznie. W oświadczeniu majątkowym za 2018 r. prostym zabiegiem „obciął” sobie 100 tys. zł dochodu. Dzięki temu nie kłuje w oczy władz PiS, które deklarują, że działaczom partii nie wolno łączyć funkcji w samorządzie z wysokopłatnymi posadami w państwowych spółkach

Mariusz Rusiecki, radny PiS w warszawskiej dzielnicy Śródmieście, jest dyrektorem w kontrolowanym przez państwo Polskim Koncernie Naftowym Orlen. Miesięcznie zarabia tam średnio co najmniej 23 tys. zł. Ale nie widać tego w oświadczeniu majątkowym, które złożył w grudniu 2018 roku.

Zadeklarował w nim 178,5 tys. zł dochodu – o ponad 42 tys. zł mniej niż podawał trzy miesiące wcześniej, gdy był radnym w łódzkim sejmiku. Jak ustaliło OKO.press, w rzeczywistości przez te trzy miesiące dochód Rusieckiego wzrósł o 58 tys. zł.

W sumie radny „obciął” więc sobie na papierze 100 tys. zł wynagrodzenia.

Jak to zrobił? O tym za chwilę.

Człowiek Mastalerka

Mariusz Rusiecki jest bliskim współpracownikiem Marcina Mastalerka – byłego rzecznika PiS, kiedyś radnego sejmiku łódzkiego, a potem posła.

Gdy Mastalerek był pełnomocnikiem okręgowym PiS w Łodzi, Rusiecki pełnił tam obowiązki skarbnika i był współpracownikiem Mastalerka jako posła.

W 2014 roku – śladem Mastalerka – został radnym łódzkiego sejmiku wojewódzkiego. Pracował też w biurze europosła PiS Janusza Wojciechowskiego i dorabiał na umowach – zlecenia w spółce Srebrna i centrali PiS.

W 2015 roku Mastalerek i Rusiecki intensywnie zaangażowali się w kampanię wyborczą Andrzeja Dudy i kampanię parlamentarną PiS. Media pisały potem, że „współtworzyli” zwycięstwa prezydenta i partii.

Jednak jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, Mastalarek podpadł władzom PiS, został pozbawiony funkcji rzecznika i nie znalazł się na liście wyborczej do Sejmu. Za to na początku 2016 roku został dyrektorem ds. komunikacji korporacyjnej w PKN Orlen. I ściągnął do koncernu Rusieckiego.

Od tego czasu Rusiecki nieprzerwanie pracuje w Orlenie – kiedyś u boku Mastalerka „w komunikacji korporacyjnej”, dziś – jako dyrektor „w obszarze sprzedaży detalicznej”.

Po objęciu posady w koncernie jego wynagrodzenie znacznie wzrosło, w porównaniu z wcześniejszymi latami.

  • W 2014 roku zarobił w sumie 60.079 zł,
  • w 2015 roku70.981 zł plus 24.589 zł diety radnego sejmiku,
  • w 2016 roku – już 141.957 zł i dodatkowo 25.437 zł diety,
  • a w 2017 roku – aż 257.988 zł i 25.740 zł diety.

Kliknij na poszczególne lata, aby przejść do odpowiednich oświadczeń majątkowych Rusieckiego.

  • Składniki wynagrodzenia Rusieckiego w latach 2014-17

    Wynagrodzenie Mariusza Rusieckiego w latach 2014-17.

    2014:

    • umowa o pracę (asystent europosła Janusza Wojciechowskiego) – 33.898,14 zł,
    • umowa zlecenie ze spółką Srebrna – 18.316 zł,
    • umowa zlecenie z PiS – 4.235,20 zł,
    • dieta członka rady programowej TVP SA – 3.630 zł.

    2015:

    • umowa o pracę – 43.931,28 zł,
    • umowa o pracę – 11.669,88 zł,
    • umowy zlecenia – 12.000 zł,
    • dieta członka rady programowej TVP SA – 3.380 zł,
    • dieta radnego – 24.589 zł.

    2016:

    • umowa o pracę – 102.443,65 zł,
    • umowa o pracę – 5688,75 zł,
    • umowa o pracę – 14.643,76 zł,
    • umowa o pracę – 1888,75,
    • umowa zlecenie – 13.574,58,
    • dieta członka rady programowej TVP SA – 3.718 zł,
    • dieta radnego – 25.437 zł.

    2017:

    • umowa o pracę – 257.988,94 zł,
    • dieta radnego – 25.740,03 zł.

We wrześniu 2018 roku Rusiecki niespodziewanie zrezygnował z mandatu radnego w łódzkim sejmiku.

3 października 2018 Kancelaria Prezydenta ogłosiła, że został doradcą społecznym Andrzeja Dudy i będzie mu doradzał m.in. w sprawach związanych z samorządem terytorialnym. Wcześniej media donosiły, że nieformalnym doradcą Dudy jest Mastalerek, a funkcję rzecznika prezydenta objął – związany z Mastalerkiem – Błażej Spychalski.

21 października 2018 roku Rusiecki został wybrany radnym warszawskiej dzielnicy Śródmieście.

Znikające wynagrodzenie

W 2018 roku Rusiecki dwukrotnie składał oświadczenie majątkowe: we wrześniu – na zakończenie kadencji radnego łódzkiego sejmiku, i w grudniu – po objęciu mandatu radnego warszawskiego Śródmieścia.

W obu dokumentach deklarował dochody od początku 2018 roku, do momentu złożenia oświadczenia. W oświadczeniu złożonym 17 września 2018 roku podał, że na umowie o pracę zarobił 221.017 złotych z groszami.

13 grudnia 2018 wpisał w oświadczeniu, że z tytułu umowy o pracę uzyskał dochód w wysokości 178.518 złotych z groszami.

Na papierze w ciągu 3 miesięcy jego wynagrodzenie zmalało więc o 42.499 złotych.

Radnym – jak wielu ludziom – często topnieją w ciągu roku oszczędności. Ale nie spotkaliśmy się z tym, by w trakcie trwania roku, topniała suma wypłaconych już wynagrodzeń. Poprosiliśmy więc Rusieckiego o wytłumaczenie tego dziwnego zjawiska.

Okazuje się, że w pierwszym – wrześniowym oświadczeniu radny podał wynagrodzenie brutto, a w grudniowym – już netto.

Jak wyjaśnił Rusiecki – wynagrodzenie brutto, wypłacone mu od stycznia do 13 grudnia 2018 roku wynosiło 278 869 złotych. Jego dochód pomiędzy wrześniem a grudniem nie zmalał więc (jak wynikałoby z oświadczeń majątkowych), ale wzrósł o 57.852 złote.

Łącznie, dzięki zmianie kwoty brutto na netto, Rusiecki „obciął” sobie na papierze 100.351 zł wynagrodzenia.

Radny nie odpowiedział nam, czy 278 tys. zł brutto to pensja za 11, czy za 12 miesięcy – nie wiadomo więc, czy średnio zarabia miesięcznie ponad 25 tys. z, czy ponad 23 tys. zł.

Nie wyjaśnił nam też, dlaczego zmienił sposób podawania wynagrodzenia (z kwot brutto na netto). W odpowiedzi na pytania, napisał tylko, że „ustawodawca nie wskazał czy dochody należy podawać brutto, czy netto”.

Faktycznie przepisy nie regulują jasno tej sprawy. Radni zwykle podają jednak konsekwentnie w swoich kolejnych oświadczeniach albo wartości netto, albo brutto – co w dłuższej perspektywie pozwala ocenić, czy ich sytuacja finansowa się poprawia, czy pogarsza.

Limit: 15 tys. złotych brutto

Od ubiegłego roku PiS stara się niwelować straty wizerunkowe związane z kolejnymi ujawnianymi przez media i opozycję przypadkami działaczy, którzy za rządów „dobrej zmiany” dostali posady w państwowych firmach i zarabiają wielokrotnie więcej niż wynosi średnia krajowa.

Latem 2018 roku, gdy PiS układał listy kandydatów na wybory samorządowe, Jarosław Kaczyński zapewniał, że nie będzie na nich ludzi, którzy „mają wysokie pensje w spółkach skarbu państwa”.

„Zapadła decyzja, zgodnie z naszymi deklaracjami, deklaracjami które składaliśmy już niejednokrotnie i ja je składałem: do polityki nie idzie się dla pieniędzy.

Ci, którzy funkcjonują w spółkach, są przez nas szanowani – jeżeli dobrze wykonują swoje obowiązki – ale nie będziemy łączyć tych funkcji. To znaczy te osoby nie będą kandydowały na żadnym szczeblu samorządu”

– ogłosił 6 lipca 2018 roku, w trakcie posiedzenia komitetu politycznego partii.

Deklaracja była reakcją na akcję młodzieżówki PSL, która pod hasłem #SamiSwoi, ujawniała gigantyczne zarobki radnych PiS w spółkach z udziałem Skarbu Państwa.

Szybko okazało się jednak, że dotrzymanie zobowiązania, które ogłosił prezes Kaczyński, oznaczałoby kadrową rewolucję w lokalnych strukturach – w niektórych samorządach wyeliminowałoby większość starych samorządowców.

PiS ograniczył więc własny zakaz. Rzeczniczka partii, Beata Mazurek poinformowała, że nie wystartują tylko „osoby, które są zatrudnione na wysokopłatnych stanowiskach kierowniczych i doradczych w spółkach Skarbu Państwa”.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, za „wysokopłatne stanowiska” uznano te, na których wynagrodzenie miesięczne przekracza 15 tys. złotych brutto miesięcznie (czyli 180 tys. złotych rocznie).

Praktycznie nieodwoływalny na 4 lata

Jak pokazuje przykład Mariusza Rusieckiego – i tego ograniczenia PiS nie dotrzymał.

Rusiecki nie odpowiedział nam na pytanie, czy dochody, które podawał przed wyborami (w oświadczeniu z 17 września 2018) obejmowały wynagrodzenie za 8 czy 9 miesięcy. Jednak w obu przypadkach średnia znacznie przekracza limit wynagrodzenia ustalony przez PiS dla kandydatów do samorządu – pracowników państwowych spółek.

Doradca Dudy nie tylko nie musiał wybierać pomiędzy kandydowaniem do samorządu a funkcją w Orlenie, ale – jak zwraca uwagę znany warszawski samorządowiec – faktycznie zapewnił sobie nieodwoływalność z tej funkcji na kolejne 4 lata.

„Żeby zwolnić z pracy radnego, spółka musiałaby uzyskać zgodę rady dzielnicy, a radni właściwie nigdy nie godzą się na zwolnienie kogoś z pracy” – zauważa nasz rozmówca.

***

Artykuł powstał dzięki sygnałowi od naszego Czytelnika. Jeśli znacie innych działaczy PiS, którzy pracują kub pełnią funkcje we władzach państwowych spółek i zarabiają więcej niż 15 tys. zł – a mimo zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego i PiS – startowali w wyborach samorządowych i zostali radnymi, napiszcie do nas: [email protected]


Wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press. Dziennikarka „Polityki” (2000–13), krótko „GW”, a od wiosny 2016 roku - OKO.press. Dziennikarka Roku Grand Press 2016. Laureatka kilkunastu innych nagród dziennikarskich, m.in. Grand Press za dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody Radia Zet im. A. Woyciechowskiego, Nagrody im. Dariusza Fikusa, kilku nagród i wyróżnień SDP (przed jego przejęciem przez dziennikarzy "niepokornych"). Bałucki charakter.


Przeczytaj także:

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press