Według sondażu radomskiego "Echa Dnia", prezydent Radosław Witkowski zdobył w Radomiu 56 proc. głosów i pokonał Wojciecha Skurkiewicza z PiS. Nie pomogła konwencja wyborcza w Radomiu, tydzień przed II turą, gdzie Kaczyński i Morawiecki przeszli samych siebie, a Skurkiewicz wygłosił mowę w stylu Trumpa

Radomski dziennik „Echo Dnia” podaje wyniki własnego sondażu, według którego z wynikiem 56 proc. wybory wygrał urzędujący prezydent Radosław Witkowski. Witkowski startował z własnego komitetu, ale jest członkiem PO. Jego kontrkandydatem był Wojciech Skurkiewicz z PiS. Sondaż został przeprowadzony przed lokalami wyborczymi, na próbie 500 osób, na ostateczne ogłoszenie zwycięstwa Witkowski musi jeszcze poczekać, ale będzie miał dużo spokojniejszą noc nic Skurkiewicz.

Nic więcej PiS nie mógł już zrobić.

Partia Kaczyńskiego wygrała tam wybory do rady miasta i będzie w niej rządzić samodzielnie. PiS miał więc szansę na pełnię rządów w czternastym największym mieście Polski, największym, w którym PiS miałby prezydenta.

Kandydat partii rządzącej Wojciech Skurkiewicz, wiceminister MON, uzyskał w I turze ponad 40 proc. głosów radomian i do prowadzącego prezydenta Radosława Witkowskiego (członek PO, ale startował z własnego komitetu) brakowało mu niewiele ponad 5 punktów procentowych.

W niedzielę 28 października PiS zorganizował w Radomiu konwencję wyborczą, która miała zniwelować tę różnicę. Nastrój był triumfalistyczny.

W długim przemówieniu kandydat PiS na prezydenta Wojciech Skurkiewicz wychwalał samego siebie. Głosujcie na mnie – powtarzał, głosujcie na Skurkiewicza. I zupełnie otwartym tekstem zapowiadał, że jeśli to on wygra, miasto może liczyć na wsparcie ze strony rządu PiS.

Jarosław Kaczyński wsparł go komplementem, który wcale nie musiał przekonać niezdecydowanych wyborców: „Daje sobie radę z gębaczami z opozycji”. „Gębacze” to innowacja językowa, do tej pory słowo oznaczało tylko gatunek ryb pyszczaków.

Mówiąc o Radomiu Kaczyński popełnił zreszta gafę twierdząc, że czuć tu jeszcze lata 90. Zabrzmiał to jakby, w Radomiu brzydko pachniało.

Także premier Mateusz Morawiecki o wyborach w Radomiu mówił z właściwym sobie patosem (i okrucieństwem) w konwencji wojny o Polskę: „W 2015 roku Polacy odpowiedzieli na pytanie, czyja ma być Polska. Czy różnego rodzaju sitw, grup interesów, grup uprzywilejowanych w najróżniejszy sposób, czy w miarę możliwości wszystkich Polaków”. I dalej: „Życie w wielu samorządach charakteryzuje się też różnego rodzaju układami, krewni i znajomi królika, kamaryle różnego rodzaju z większych i mniejszych dworów”.

Najwyraźniej wyborcy w Radomiu nie dali się przekonać tej frazeologii jak z języka propagandy komunistycznej, m.in. marcowej (1968), a nawet starszej. Może uznali, że „kamaryla” z PiS jest dla miasta groźniejsza.

Frekwencja w Radomiu już o 17.00 wyniosła już 40,5 proc., czyli 1 pkt proc. więcej niż w pierwszej turze! Dowodzi to mobilizacji obu elektoratów: pro i antypisowskiego.

PiS wiedział, że na największe miasta nie ma szans. Małgorzata Wassermann nie zorganizowała nawet własnego wieczoru wyborczego w Krakowie.

Radom miał być pociechą i prestiżową wygraną. Sondaż sugeruje, że nie będzie. Ale na ostateczne wyniki poczekamy najpewniej do poniedziałku 5 listopada.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym