„Reduta Dobrego Imienia” atakuje włoskiego dziennikarza za słowa o udziale Polaków w Zagładzie Żydów. Protestuje też ambasada RP w Rzymie. Sprawdzamy, co napisał - i czy była to prawda. Analizujemy też list protestacyjny Reduty, który - niespodzianka - jest zupełnie nie na temat i zawiera historyczne fałsze. Negacjonizm po polsku

Poszło o krótki komentarz Gian Antonio Stella opublikowany we włoskim dzienniku „Corriere della Sera” 10 października 2017 (tutaj).

Co napisał włoski dziennikarz? Skrytykował jako niechrześcijańską i niezgodną z nauczaniem Jana Pawła II akcję „Różaniec do Granic”. Porównał też niechęć wobec uchodźców z krajów muzułmańskich do antysemityzmu. „Wtedy wrogami byli Żydzi, dziś są muzułmanie. Jedni czy drudzy, ważne jest nienawidzić”.

Kluczowe zdania, które wzbudziły oburzenie w polskiej prawicowej prasy, Reduty Dobrego Imienia i wreszcie ambasady RP w Rzymie brzmią:

„Powitanie kogoś, kto jest taki sam, jest łatwe. Dużo trudniejsze, jeśli jest inny. (…) Polacy nigdy nie powinni zapominać o swojej osobistej odpowiedzialności [personali responsabilità] za Holocaust. Nie tylko wspólnej z Niemcami, ale nawet „po”.

Podobnie jak w Kielcach, na północ od Krakowa, gdzie w dniu 4 lipca 1946 roku, czyli po odkryciu okropności Auschwitz, setki „chrześcijan” rozpętały krwawe polowanie na Żydów zakończone 42 zabitymi”.

„Włoska gazeta w ohydny sposób obraziła Polaków. To nie pozostało bez echa” – oburzyła się Niezależna.pl 16 października. Portal informował o replice polskiej ambasady – której bezskutecznie szukaliśmy na jej stronie, na której ostatnie wiadomości z działu „napisali/powiedzieli o Polsce” pochodzą ze stycznia. Cytujemy odpowiedź ambasady za PAP. Ambasada pisała o „zaniepokojeniu”, „zdumieniu” i „rozgoryczeniu”, protestowała przeciwko „antyhistorycznym zarzutom antysemityzmu”,  przypominała o Polakach, którzy otrzymali tytuł Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, a także o tym, że Polska najdłużej walczyła z „nazistowską tyranią”.

„Na polskim terytorium, okupowanym przez niemieckich nazistów nie istniał ani jeden ośrodek, który współpracowałby z najeźdźcami (…) To wszystko czyni bezpodstawnymi i niezrozumiałymi oskarżenia wobec Polaków o rzekomą »osobistą odpowiedzialność w Holokauście«”.

Oskarżenia ambasada odrzuciła jako fałszywe i „głęboko niesprawiedliwe wobec historii i godności ludzi, Polaków i nie tylko”.

Autor odpisał ambasadzie, przypominając m.in. przeprosiny za niektórych Polaków, które wobec przywódców Izraela i wspólnoty żydowskiej składali prezydenci Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski, a także prymas Polski kardynał Józef Glemp (w Jedwabnem). Stella pytał retorycznie:

„Czemu te wszystkie przeprosiny, skoro wszyscy Polacy w sprawie antysemityzmu mają spokojne sumienie?”.

List wystosowała także „Reduta Dobrego Imienia – Polska liga przeciw zniesławieniom”- organizacja, której założycielem jest Maciej Świrski, dziś wiceprezes Polskiej Fundacji Narodowej, odpowiedzialnej za kampanię billboardową o sądach za 19 mln zł. Od 2017 roku Świrski jest także wiceprzewodniczącym rady nadzorczej Polskiej Agencji Prasowej.

Liga zażądała sprostowania lub usunięcia tekstu posuwając się znacznie dalej niż ambasada która protestowała, ale przynajmniej przy okazji nie fałszowała historii. Poniżej zamieszczamy fragmenty jej listu z naszym komentarzem.

Liga pisała: „Przypominamy autorowi i redakcji, że Polska była jedynym krajem bez rządu kolaboracyjnego, którego Państwo podziemne nakładało karę śmierci za kolaborację, w tym denuncjację Żydów i ukrywających ich Polaków. Legalny polski rząd na uchodźstwie i kierowane przez niego polskie państwo podziemne podjęło szereg działań w kwestii ratowania skazanych na zagładę Żydów”.

Manipulacja. Odpowiedź Ligi jest nie na temat. Nikt nie kwestionuje, że w Polsce nie było kolaboracyjnego rządu i nikt nie kwestionuje polskich cierpień. Autor nie twierdził, że państwo polskie uczestniczyło w Holocauście, ale że robili to Polacy. To akurat doskonale udokumentowany dziś fakt historyczny (przede wszystkim dzięki publikacjom Centrum Badań nad Zagładą Żydów). „Reducie” (ale i ambasadzie RP) udaje się ignorować właściwie cały dorobek polskich historyków zajmujących się tą sprawą z ostatnich dwóch dekad. Polecamy np. lekturę kwartalnika „Zagłada Żydów” czy lekturę książek Barbary Engelking („Jest taki piękny słoneczny dzień… Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945”, Warszawa 2011) czy Jana T. Grabowskiego („Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium pewnego powiatu”, Warszawa 2011) oraz opracowań zbiorowych np. „Zarys krajobrazu. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945”, red. B. Engelking, J. Grabowski, Warszawa 2011.

Co więcej, z ustaleń historyków wynika, że w Zagładzie współpracowały z Niemcami często jednostki polskiej policji (tzw. granatowej) oraz straży pożarnej, a także sołtysi, wójtowie czy administracja miast. „Byłem wstrząśnięty, kiedy dowiedziałem się, że na terenie powiatu, gdzie prowadziłem badania, granatowi okazali się skuteczniejsi w polowaniu na ukrywających się Żydów niż niemiecka żandarmeria” – mówił niżej podpisanemu prof. Jan T. Grabowski w lipcu 2016 roku.

Zatem: polskie państwo podziemne sprzeciwiało się kolaboracji z Niemcami. Polacy cierpieli w czasie wojny. To nie zmienia faktu, że wielu Polaków – historycy toczą spory, jak wielu – współpracowało z Niemcami w Zagładzie.

Liga nie mogła się także powstrzymać, aby nie wypowiedzieć się na temat pogromów w Jedwabnem (1941) i w Kielcach (1946). Pisze więc:

„Do granic możliwości eksploatuje się z kolei odosobnione wypadki, które miały miejsce w Jedwabnem i w Kielcach. Do dziś nie są one do końca wyjaśnione – mord w Jedwabnem opiera się na często sprzecznych relacjach świadków, a na przeszkodzie wyjaśnieniom stoją protesty przed ekshumacją ofiar tej zbrodni. W przypadku Kielc, do którego także odwołuje się autor oszczerczego artykułu, stwierdzony jest udział komunistycznych służb mających na celu zrażenie zachodniej opinii publicznej do Polski, zdradzonej na konferencji w Jałcie”. 

Otóż jest to fałsz – Reduta Dobrego Imienia najwyraźniej wyobraża sobie, że można go bronić zaprzeczając badaniom historyków.

Po pierwsze: Jedwabne nie było „odosobnione”. We wstępie do dwutomowego wyboru dokumentów w sprawie Jedwabnego wydanego przez IPN historyk prof. Paweł Machcewicz pisał: „Z zeznań świadków wynika, że na rynku w Jedwabnem 10 lipca «była masa ludzi». Część zebranych pilnowała Żydów na rynku. Nie wiadomo, czy utworzyli kordon, chwytając się za ręce, tak jak w innych miejscowościach. Wykonawcami zbrodni, jako sprawcy w ścisłym znaczeniu, byli polscy mieszkańcy Jedwabnego i okolic – mężczyźni w liczbie co najmniej 40”.

Niemcy byli obecni w Jedwabnem i według niektórych świadków wydawali rozkazy. Żydów mordowali jednak Polacy. Takie są ustalenia badaczy. Według IPN w tym samym czasie doszło do podobnych zbrodni w 23 innych miejscowościach.

Były to: Bielsk Podlaski (wieś Pilki), Choroszcz, Czyżew, Goniądz, Grajewo, Jasionówka, Jedwabne, Kleszczele, Knyszyn, Kolno, Kuźnica, Narewka, Piątnica, Radziłów, Rajgród, Sokoły, Stawiski, Suchowola, Szczuczyn, Trzcianne, Tykocin, Wasilków, Wąsosz i Wizna.

Po drugie: tezę o domniemanej prowokacji UB w Kielcach powraca bardzo często w wydawnictwach prawicowych, chociaż nie ma żadnego dokumentu, który mógłby ją potwierdzić. Jednak nawet jeśli przyjąć tezę o prowokacji – wbrew brakowi dowodów – trudno przerzucić winę na UB za ogromne okrucieństwo tłumu, składającego się z polskich mieszkańców miasta. Relacje świadków mówiły  m.in. o wyrzuceniu z drugiego piętra żydowskich dziewcząt, które zostały następnie dobite przez tłum oraz o ukamienowaniu młodego mężczyzny. Żydów mordowano nie tylko w domu przy Plantach, ale także w innych częściach miasta i przejeżdżających pociągach. To nie UB zabijało Żydów w Kielcach, nie Rosjanie i nie Marsjanie. 

O Reducie Dobrego Imienia pisaliśmy już parokrotnie – m.in. z okazji jej ataku na prof. Grabowskiego w czerwcu 2017 oraz prób pozywania hiszpańskiego „El Pais” za napisanie prawdy o wojnie w maju 2017. W odpowiedzi na atak Reduty list w obronie prof. Grabowskiego podpisało 180 naukowców, w tym najwybitniejsi specjaliści od Zagłady na świecie.

Zdaniem OKO.press zaprzeczanie ustalonym przez historyków faktom nie jest wcale obroną dobrego imienia Polski – przeciwnie: pokazuje nas jako kraj, który nie potrafi zmierzyć się z własną przeszłością i w obawie przed przyznaniem się do dawnych zbrodni ucieka w najgorszy historyczny negacjonizm.


OKO sprawdza, czy politycy mówią prawdę o historii.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press