W Polsce największe podatki płacą najubożsi. Efektywne opodatkowanie pracy jest liniowe, a podatek VAT jest bardziej dotkliwy dla biednych, bo to oni wydają najwięcej na konsumpcję. Tymczasem w Polsce podatki można tylko obniżać, a o progresji prawie się nie mówi. Wiele wskazuje na to, że w tej kampanii wyborczej będzie podobnie

Polski system podatkowy jest w praktyce regresywny. Oznacza to, że biedni są procentowo obciążeni bardziej niż bogaci w stosunku do swoich zarobków. To szczególnie duży problem dla ludzi o najniższych dochodach, ale ostatecznie także dla olbrzymiej większości społeczeństwa – państwo utrzymywane przez niezamożnych jest po prostu słabe i nie stać go spełnianie podstawowych funkcji.

W Polsce mówienie o podwyższaniu uważane jest jednak za polityczne tabu – a wprowadzenie progresji wymaga podwyższenia stawek dla bogatych. W naszym kraju podatek dochodowy można jedynie obniżać.

Na potrzebę zmiany systemu podatkowego na bardziej sprawiedliwy w swoim programie wskazuje jedynie lewica (SLD i Razem – obie partie postulują wprowadzenie tradycyjnej progresji podatkowej), ale czy o jednym z najważniejszych i najmniej zauważanych problemów Polski ktokolwiek odważy się mówić w kampanii przed październikowymi wyborami? Bardzo prawdopodobne, że nie.

Regresywny system

Parę miesięcy temu o niesprawiedliwości systemu podatkowego w Polsce na moment stało się głośniej za sprawą dr. Jakuba Sawulskiego, autora opracowania „Kogo obciążają podatki w Polsce?”, które zostało opublikowane przez Instytutu Badań Strukturalnych.

Sawulski zwraca uwagę na dwie główne przyczyny tego, że system podatkowy w Polsce jest de facto regresywny:

  • liniowe opodatkowanie pracy (takie samo dla niskich i wysokich zarobków)
  • relatywnie niskie opodatkowanie wysokodochodowych działalności gospodarczych (które m.in. skłania osoby o wysokich zarobkach do fikcyjnego samozatrudnienia).

W analizie Sawulskiego czytamy, że 75 proc. osób w Polsce zatrudnionych jest na umowie o pracę, 6 proc. na umowy cywilnoprawne. To ponad 4/5 Polaków. Efektywne opodatkowanie pracy tych osób (klin podatkowy, suma obciążeń z podatku dochodowego i składek społecznych oraz odciążeń z ulg podatkowych) jest liniowe niezależnie od wysokości zarobków.

Źródło wykresu: „Kogo obciążają podatki w Polsce?”, Jakub Sawulski, IBS

Według danych OECD, wśród 21 krajów Unii, jesteśmy na 20. miejscu pod względem liniowości systemu podatkowego. Za nami są tylko Węgrzy z idealnie płaskim opodatkowaniem:

Źródło wykresu: „Kogo obciążają podatki w Polsce?”, Jakub Sawulski, IBS

Z kolei klin podatkowy na płacę minimalną w Polsce w 2013 roku wynosił 39 proc. i wśród krajów OECD wyższy był tylko na Litwie i na Węgrzech. Nie posiadamy nowszych zestawień, ale chociaż płaca minimalna w ostatnich latach wzrosła, to w kwestii opodatkowania najbiedniejszych nie zmieniło się prawie nic poza kosmetyczną zmianą w kwocie wolnej od podatku, o której piszemy niżej.

Źródło wykresu: Jakub Sawulski, blog ekonomiczny

Na korzyść najlepiej zarabiających działa z kolei przede wszystkim 19-procentowy podatek liniowy dla przedsiębiorców, wprowadzony przez rząd Leszka Millera. To jedna z większych luk w polskim systemie podatkowym – ogromna część ludzi o wysokich dochodach nie musi płacić podatku wg skali (przejście na „liniowiec” opłaca się samozatrudnionym już od ok. 100 tys zł dochodu rocznie).

VAT bardziej obciąża biedniejszych

Podatek VAT również jest w praktyce degresywny. Mocniej obciąża niezamożnych, ponieważ przeznaczają oni względnie większą część swoich zarobków na konsumpcję. Dlatego, w połączeniu z liniowym opodatkowaniem pracy, w całym systemie biedniejsi mają nałożone większe obciążenia podatkowe, a bogatsi – mniejsze.

„Podatki pośrednie działają jak cep, obciążają każdego dzień po dniu, godzina po godzinie, idzie się do sklepu i płaci podatek. Niby to sprawiedliwe, bo każdy tyle samo zapłaci. Tyle że osoby mniej zamożne w sklepach co miesiąc zostawiają wszystko. Im większą część dochodów ktoś musi wydawać na życie, tym bardziej te podatki go obciążają” – mówiła w wywiadzie dla gazeta.pl, profesor Hanna Kuzińska, ekonomistka z Akademii Leona Koźmińskiego

Jak pisze w swoim opracowaniu Sawulski, dla najbiedniejszych 10 proc. polskiej populacji efektywne obciążenie podatkiem VAT wynosi około 14 proc., natomiast dla najbogatszej jednej dziesiątej społeczeństwa jest to około 9 proc.

Tymczasem polski budżet opiera się właśnie na tym podatku. W 2018 roku przychody budżetu państwa wyniosły 380 mld złotych, przychody z VAT – 175 mld. To 46 proc. W poprzednich latach dochody z VAT stanowiły:

  • w 2017 – 44,8 proc.
  • w 2016 – 40,2 proc.
  • w 2015 – 42,6 proc.

Osobliwie niska kwota wolna

Bardzo niska jest też w Polsce kwota wolna od podatku. Dla dochodów do 8 tys. złotych rocznie podatku nie ma. Później kwota wolna spada, a między 13 tys. złotych rocznie a 85 528 złotych kwota wynosi 3091 złotych.

Oznacza to, że jeżeli ktoś zarabia między 1083 a 7127 złote miesięcznie (w takiej grupie znajdzie się zdecydowana większość pracujących Polaków), obowiązuje go kwota wolna na poziomie 3091. Przy wyższych zarobkach kwota dalej maleje.

W październiku 2015 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że niezwiększanie kwoty wolnej od podatku do poziomu, by gwarantowała ona co najmniej minimum egzystencji, jest niezgodne z Konstytucją.

PiS wykonał to orzeczenie w ten sposób, że zwolnił z podatku absolutnie najbiedniejszych, ale progi dla pozostałych (w tym dla osób zarabiających np. 1100 złotych netto miesięcznie) pozostawił bez zmian.

Polska kwota wolna jest osobliwością na tle Europy. Zebranie wszystkich danych jest trudne, bo niektóre państwa nie mają stałej kwoty wolnej, a Eurostat nie prowadzi takich statystyk. W niektórych przypadkach należy opierać się na szacunkach. W 2016 roku portal Money.pl zebrał dane z 21 krajów Unii za 2015 rok, Polska zajmuje tam ostatnie miejsce. Słowacka kwota dla podatników o dochodzie niższym niż 19 800 euro rocznie była pięć razy wyższa od standardowej kwoty Polskiej.

Z kolei Infor podsumował kwoty wolne za rok 2017 w 17 krajach Unii. Polska – ponownie – na dnie tabeli.

Podatek? Tylko obniżamy

W Polsce mówienie o podwyższaniu podatków uważane jest za polityczne tabu – a wprowadzenie progresji wymaga podwyższenia stawek dla bogatych. W naszym kraju podatek dochodowy można jedynie obniżać.

Ustawa o podatku dochodowym obowiązuje w Polsce od 1992 roku. Początkowo mieliśmy trzy progi: 20, 30 i 40 proc. Pierwsza zmiana to rok 1994 i podwyżka wszystkich progów do 21, 33 i 45 proc.

Dalej podatek już tylko cięto.

W 1997 na 20, 32 i 44 proc., a rok później na 19, 30 i 40. Takie stawki utrzymały się do końca rządów AWS-UW, przetrzymały rząd SLD-PSL. W 2009 roku zaczęły obowiązywać nowe stawki PIT uchwalone jeszcze za pierwszych rządów PiS – 18 proc. dla większości, 32 proc. dla najbogatszych (od nadwyżki ponad 85 tys. 528 zł dochodu rocznie – ta kwota nie była zmieniana do dziś, co jest jedyną, ukrytą formą podwyższania podatku dochodowego dla części ludzi o wysokich dochodach).

W tym roku PiS obniżył niższą stawkę do 17 proc.

Gdula: kosmetyczne zmiany

W wywiadzie Krytyki Politycznej z jedynką Lewicy w okręgu Krakowskim Maciejem Gdulą z Wiosny, prowadzący zapytał:

„A jesteście zdeterminowani zmienić system podatkowy? Żeby pieniędzy w budżecie było więcej? I żeby bogaci płacili wyższe stawki niż ubodzy? Bo dziś jest odwrotnie”

Gdula odpowiedział:

„Zmiany, jeśli będą, to raczej kosmetyczne, bez zmiany poziomu obciążeń i tego, jak wygląda skala progresji podatkowej”.

Skoro nawet kandydat lewicy mówi, że zmiany w podatkach mogą być jedynie kosmetyczne, oznacza to, że w tych wyborach prawdopodobnie nie będzie siły, która w kampanii poruszy kwestię sprawiedliwości podatkowej.

Jeden z największych problemów Polski – system podatkowy przesądzający o notorycznym niedofinansowaniu państwa i nasilający nierówności społeczne – znów pozostanie niezauważony.

 

OKO pisze o polskiej gospodarce.
Wesprzesz nasze finanse?

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Komentarze

  1. Jan Kwint

    Lewica z pewnością planuje podniesienie podatków, szczególnie dla najbogatszych. Wypowiedzi przedwyborcze na ten temat są i, wobec powszechnego braku akceptacji dla podwyższenia opodatkowania, powinny być wymijające.

  2. Halina Furmańczyk

    Jestem za progresją podatkową i za podniesieniem kwoty wolnej od podatku dla wszystkich. Chciałam napisać o innej sprawie. Po zmianie dostępu i konieczności logowania zniknęła spora cześć stałych komentatorów, natomiast pojawił się ten "anty….. zoologiczny". Czy nie można go zablokować? Głupoty antysemickie pisze, sensu w tym za grosz nie ma.

  3. Empereur de Pologne

    1. Kwota wolna powinna być podniesiona i ustanowiona w równej wysokości dla wszystkich podatników, niezależnie od dochodu.

    2. Liniowy podatku dochodowy jest bardziej sprawiedliwy od progresywnego, zatem do liniowości powinno się dążyć, a nie do progresywności.

    3. Zapowiedź podwyższenia podatków byłaby politycznym samobójstwem. PiS, który opiera się na ekonomicznie lewicowym elektoracie (tzw. biedni i wykluczeni, podatni na hasła sprawiedliwości społecznej) mógłby sobie na to pozwolić – i zresztą to robi, tylko akurat nie wobec podatków dochodowych. Dla centrowo-liberalnego elektoratu KO byłoby trudne do przełknięcia.

    Krótko mówiąc, kto głosi hasła podwyżki podatku dochodowego (i/lub większej progresji) ten robi krecią robotę dla PiSu.

  4. Konserwatywny Socjalista

    Empereur de Pologne: "Liniowy podatku dochodowy jest bardziej sprawiedliwy od progresywnego, zatem do liniowości powinno się dążyć, a nie do progresywności. "

    Nawet w ujęciu liberalnym bez znaczącego progu, od którego się zaczyna, podatek liniowy jest niesprawiedliwy a nawet niemoralny. Dlaczego? Wytłumaczę:

    Otóż niezbędny do życia na skromnym ale wystarczającym poziomie jest z liberalnego punktu widzenie odpowiednikiem kosztów prowadzenie przedsiębiorstwa. Podatek liniowy bez odliczania kosztów jest podatkiem od przychodu.

    Jeśli opodatkujemy cały dochód, to ubożsi zaczną wymierać i ludność zacznie się kurczyć, co widzimy dzisiaj.

    Wiedzieli to zarówno teoretycy klasycznego liberalizmu, jak i wspólczesnego neoliberalizmu. Stąd się wzięły u nich idee gwarantowanego dochodu, lub zwolnienia od podatku najniższych dochodów. W USA te dwie idee wyraziły się w postaci "earned income credit" czyli de facto podatku UJEMNEGO. Na przykład rodzina z dwojgiem dzieci i zarabiająca dwadzieścia kilka tysięcy dolarów rocznie otrzymuje ponad pięć tysięcy dolarów.

    Zwolennikiem takiego podejścia by sam Milton Friedman.

    Logicznie jedynym podatkiem mającym sens w państwie typu "nocnego stróża" jest podatek od majątku (którego ten stróż strzeże) a nie od skromnego chleba, który ludzie bez majątku i ich dzieci potrzebują aby przeżyć.

  5. Mateusz Głazowski

    Przypominam Szanownym Komentatorom, że w kampanii wyborczej 2015 Andrzej Duda zapowiadał wyborcom podwyższenie kwoty wolnej od podatku do wysokości 8000 zł. a kobieta z broszką, machając skoroszytem, twierdziła "Mamy gotowe ustawy". Skoroszyt okazał się pusty. Kwota wolna dla Polaka-Szaraka nie uległa zamianie. Zwalnia się z płacenia podatku dochodowego młodych, ale tylko tych którzy pracują na umowę o pracę. Pytam grzecznie, kto ich zatrudni na umowę jeśli są potrzebni do pracy zadaniowej. Opowiadam się za podatkiem progresywnym ale to takie moje marzenia. Na koniec, popieram wniosek Pani Haliny Furmańczyk w sprawie ordynarnego Anty…..

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!