0:00
0:00

0:00

Olga Tokarczuk, laureatka literackiego Nobla 2019 (na zdjęciu - wyżej), mówiła o epidemii COVID-19, że "jest testem dla nas i dla bliskich. Może się okazać, że wbrew pochwałom i deklaracjom rodzina wcale nie jest najważniejsza i najpiękniejsza, że dla wielu widok ukochanej osoby i przebywanie z nią przez cały dzień, bez przerwy, stanie się nie do zniesienia. Że własne dzieci denerwują. Że praca to coś, do czego trzeba się zmuszać i czego się tak naprawdę nienawidzi. Czeka nas zapewne wiele takich gorzkich odkryć".

Takie pesymistyczne prognozy potwierdzały sygnały o znacznym wzroście rozwodów po epidemii w Chinach (nie ma jeszcze oficjalnych statystyk, ale doniesienia medialne są alarmujące). Chińskie i europejskie organizacje pozarządowe donosiły też o nasileniu przemocy domowej.

Ten czas jest testem dla nas i dla bliskich. Może się okazać, że wbrew pochwałom i deklaracjom rodzina wcale nie jest najważniejsza i najpiękniejsza, że dla wielu widok ukochanej osoby i przebywanie z nią przez cały dzień, bez przerwy, stanie się nie do zniesienia. Że własne dzieci denerwują. Że praca to coś, do czego trzeba się zmuszać i czego się tak naprawdę nienawidzi. Czeka nas zapewne wiele takich gorzkich odkryć. Jestem pewna, że to zamknięcie, przymusowe i długie, stanie się czymś nie do wytrzymania dla ludzi wrażliwych, mających problemy psychiczne. Do tego dochodzi jeszcze niepokój o bliskich, którzy nie mieszkają z nami – na przykład rodziców. Właściwie to oni są największymi ofiarami lockdownu – często żyjący samotnie, narażeni na zarażenie, słabi fizycznie i bezradni wobec technologii.

(...) Dlatego dowiemy się dzięki niemu, jakim naprawdę jesteśmy społeczeństwem. Czy umiemy sobie współczuć. Czy potrafimy być odpowiedzialni za siebie i innych. Czy dostosowujemy się i przestrzegamy norm, choćby zasady dwóch metrów odległości, gdy poruszamy się po ulicy. Czy za chwilę, kiedy zacznie się kryzys, będziemy solidarni, czy może solidarność to tylko hasło, które umieszczamy na sztandarach jako postulat właśnie dlatego, że tego najbardziej nam brakuje. Czy jako społeczeństwo będziemy umieli przeciwstawić się szalonym pomysłom władzy i pójdziemy jak barany do wyborów? Albo wyślemy na front swoich listonoszy?

Postanowiliśmy sprawdzić, jak relacje w rodzinach w czasie epidemii oceniają same osoby badane. Podaliśmy trzy możliwe odpowiedzi: trzy pozytywne i trzy negatywne. Ipsos przeprowadził badanie 27-29 kwietnia, w czasie gdy ograniczenia poruszania się były największe i przestrzegane z większą dyscypliną niż obecnie, w połowie maja.

Odpowiedzi nas zaskoczyły. Aż 70 proc. osób wybrało opis pozytywny, a tylko 17 proc. - jedna na sześć osób - któreś z trzech określeń negatywnych.

Przyzwyczajeni do ogromnych różnic odpowiedzi w grupach socjoekonomicznych i w elektoratach partyjnych, z zaskoczeniem patrzyliśmy też na nieduże zróżnicowanie wyników. Ale parę tych różnic daje do myślenia o tym, co dzieje się w polskich rodzinach, jak ludzie przeżywają tę wyjątkową sytuację.

Kobiety się troszczą, mężczyźni zirytowani

Była jedna wyraźna różnica genderowa. Kobiety częściej (41 proc.) niż mężczyźni (33 proc.) wskazywały na „więcej wzajemnej troski”, zapewne dlatego, że zgodnie z wciąż obowiązującym podziałem ról to one w większym stopniu niż mężczyźni sprawują opiekę nad dziećmi i starszymi rodzicami, a nierzadko także... nad partnerem czy mężem.

Mężczyźni nie dostrzegają tej roli kobiet, poświęcają mniej uwagi na problemy dzieci (np. ze zdalną edukacją).

Mężczyźni za to wyrażali nieco częściej irytację stwierdzając, że siedzenie w domu to koszmar, a liczba konfliktów rośnie (łącznie 12 proc. odpowiedzi, u kobiet - 9 proc.). Częściej wybierali też odpowiedź „trudno powiedzieć” (16 do 13 proc.), co może być wynikiem braku umiejętności nazywania własnych emocji lub postawy obronnej.

Ciekawe były różnice generacyjne.

30 lat: troska i konflikty, 50 lat: serdeczność i miłość, 60 plus: trudno powiedzieć

Zamknięcie w domu z rodziną jest trudniejsze dla ludzi młodszych. Najwięcej negatywnych wskazań było wśród trzydziestolatków (w sumie 24 proc.) i dwudziestolatków (19 proc.). Starsze generacje - od 40 lat - deklarowały mniej napięć, znudzenia i „koszmaru”: kolejno 14, 13 i 16 proc.

Trzydziestolatkowie najczęściej przeżywają konflikty i napięcia (10 proc. wskazań), wraz z wiekiem stają się one coraz rzadsze (w wieku 60 plus już tylko 2 proc.).

W grupie 30-39, która ma małe dzieci, w tym w wieku szkolnym, pojawia się także „więcej troski” (42 proc.). Najmniej troszczą się najstarsi (33 proc.).

Wbrew temu, co można by pomyśleć "odkrywanie się na nowo" nie występuje częściej u osób starszych, wręcz przeciwnie.

Odsetek "odkryć" trzyma się równo aż do 50. roku życia (16-17 proc.). U osób 60 plus spada do 11 proc. Nowa sytuacja nie jest już dla nich impulsem do wzbogacenia czy odrodzenia relacji.

Z drugiej strony, zwłaszcza dla osób na emeryturze, sytuacja „kwarantanny rodzinnej” nie jest aż tak odmienna od tego, jak wygląda ich życie normalnie.

Najwięcej odżywającej serdeczności i miłości pojawiło się w związkach 50-latków (aż 25 proc.), co może być pozytywnym sygnałem, że ludzie jeszcze względnie młodzi, ale już popadający w rutynę czy nadmiernie obciążeni pracą, mogą wrócić do starych uczuć.

Najrzadziej o odnowieniu uczuciowym mówią trzydziestolatkowie, dla których sytuacja zamknięcia rodzinnego, często z małymi dziećmi, jak widzieliśmy była największym wyzwaniem.

Jest też wyraźny wzrost wraz z wiekiem - niepokazanych na wykresie - odpowiedzi „trudno powiedzieć”: od 4 proc. wśród dwudziestolatków aż do 13 w wieku 50-59 i 23 proc. u osób 60 plus.

To może być charakterystyczna dla ludzi starszych nieumiejętność rozumienia i nazywania swoich uczuć, zwłaszcza wobec obcej osoby ankietera. We współczesnej kulturze FB i selfie mówienie o swoich emocjach stało się normą.

Pieniądze pomagają. Robotnicy - dwa razy częściej widzą koszmar

Ludzie lepiej wykształceni - a więc częściej zamożniejsi - lepiej oceniają wpływ epidemii na relacje z najbliższymi. Najtrudniej jest osobom z wykształceniem zawodowym - aż 11 proc. z nich (dwa razy częściej niż pozostali) uznało, że wspólne siedzenie w domu to po prostu koszmar.

Bieda zmniejsza pozytywne skutki zamknięcia w domu: koszmar przeżywa 10 proc. osób z dochodem do 1500 zł. Wszystkie trzy negatywne określenia wybiera aż 26 proc. Wśród osób z dochodami ponad 7 tys. - równo dwa razy mniej (13 proc.).

Różnice między elektoratami - zwykle w sondażach OKO.press ogromne - są tu znacznie mniejsze. Wygląda na to, że są wyłącznie pochodną czynników wieku i socjoekonomicznych. Może dlatego, że nie było widać żadnej partyjnej narracji na temat prywatnego życia ludzi w czasach epidemii. Ale:

  • wyborcy Lewicy aż w 51 proc. wskazują na więcej troski;
  • elektorat KO przeżywa więcej rodzinnych konfliktów (10 proc.);
  • wyborcy PiS - tradycyjnie optymistyczni i pozytywni - dali aż 22 proc. wskazań na większą serdeczność i miłość.

Oczywiście pozostaje pytanie, na ile trafny jest obraz jaki wyłania się z odpowiedzi badanych. Być może - jak przypuszczała Olga Tokarczuk - w naszym myśleniu dominuje tzw. syndrom Pollyanny (zgodnie z teorią psychologiczną M.W. Matlina i D. J. Stanga z 1978 roku), czyli tendencja do szukania w każdej sytuacji jakichś dobrych stron.

„Muszę siedzieć w domu, ale za to mam czas poczytać i zrobić porządki. Nie mogę wyjść do miasta? Ale za to pobędę wreszcie z rodziną. Nie mogę iść do pracy? Pozałatwiam zaległe sprawy z domu i jeszcze zrobię coś w domu".

Tak czy inaczej, skala pozytywnych ocen potwierdza, że Polki i Polacy lepiej oceniają życie prywatne i rodzinne niż życie publiczne i szeroko rozumianą sferę polityki. Z drugiej strony nieduże odsetki (nawet kilkuprocentowe) wskazań na cierpienia, napięcia czy rozczarowanie w związkach może zamienić się w całkiem sporą liczbę rozwodów czy rodzinne patologii.

Sondaż telefoniczny Ipsos dla OKO.press, metodą CATI, 27-29 kwietnia 2020, na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1016 dorosłych Polaków

;

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze