30 lipca 2020

Będzie huk i zgliszcza, a Polska jeszcze dopłaci. Resort Glińskiego się cieszy z wysadzenia zabytku

Producenci filmu „Mission Impossible 7” chcą wysadzić 114-letni most kolejowy na Dolnym Śląsku. Za ewentualną rewitalizację zapłaci polski podatnik. Polska dorzuci też 5 mln do produkcji filmu. „To będzie nasz sukces!” - cieszy się wiceminister kultury Paweł Lewandowski

Niepotwierdzone informacje krążyły od dawna. Mówiło się, że Ministerstwo Kultury zgodziło się na wysadzenie zabytkowego mostu na potrzeby amerykańskiej superprodukcji. Nikt za bardzo nie chciał w to wierzyć, ale teraz resort kultury potwierdził, że planowane jest przynajmniej częściowe wysadzenie obiektu. Chodzi o most nad Jeziorem Pilchowickim. Koproducent chce puścić go z dymem, by nakręcić scenę do siódmej części filmu „Mission Impossible” z Tomem Cruisem.

„W zwiastunie filmu główną sceną ma być ta z polskiego mostu” - entuzjazmuje się w wywiadzie dla Wirtualnej Polski wiceminister kultury Paweł Lewandowski. Nie mówi jednak, że polski most nie ma grać polskiego mostu, tylko most w Szwajcarii. Bo tam rozgrywać się ma akcja filmu.

Lewandowski wierzy, że dzięki temu powiat lwówecki zyska atrakcję turystyczną. "Jeden z tych wagonów, który weźmie udział w scenie, mógłby tam na stałe potem stać. Na każdej stacyjce chcielibyśmy odtworzyć atrakcje z filmu" - zapowiada.

Wiceminister kultury, Paweł Lewandowski, fot. Kuba Atys / AG

114 lat historii mostu

Stalowy most nad Jeziorem Pilchowickim i rzeką Bóbr grał w filmach już w latach PRL. Razem z nieodległą stacją Wleń wystąpił w „Skąpanych w ogniu” Jerzego Passendorfera” czy „Kocham kino” Piotra Łazarkiewicza z 1987.

Most powstał w 1906 roku jako element niemieckiej linii z Jeleniej Góry do Lwówka Śląskiego. Początkowo był wiaduktem - dopiero w 1912 powstała zapora w Pilchowicach, wtedy największa kamienno-betonowa tama w Europie. Jest uważany za jeden z najwyższych mostów kolejowych w Polsce - od dna zatoki rzeki Bóbr jego parabolę dzieli 38 metrów.

Przetrwał wojnę i próby wysadzenia przez Niemców. Okazało się, że wycofujące się wojska hitlerowskiej III Rzeszy nie były w stanie wyburzyć konstrukcji z czasów cesarskiej II Rzeszy.

Lewandowski do wartości mostu odnosi się lekceważąco: „Ja bym się nie fiksował, że to jest zabytek. Nie każda stara rzecz jest zabytkiem”.

Jak nazwałby zatem most? „Relikt postindustrialny. Stoi zrujnowany, nieużywany, nikt nie cieszy tym oka. To nie ma wartości ani artystycznej, ani naukowej, ani społecznej”.

Ekspert: Kolonializm kulturowy

Specjaliści i lokalna społeczność myślą inaczej. Początkowo miejscowe władze i społecznicy byli przychylni filmowcom chcącym, by most zagrał w amerykańskiej superprodukcji. Nie wiedzieli jednak, jakie dokładnie są ich plany.

Katarzyna Szczerbińska-Tercjak, dyrektor Muzeum Kolejnictwa w Jaworzynie Śląskiej oraz prezeska Fundacji Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska, podpowiadała producentom lokacje do filmu. Powiedziała Wirtualnej Polsce, że początkowo o burzeniu nie było mowy. Na propozycję kręcenia eksplozji odpowiedziała tylko: „Zwariował pan?”.

Z kolei były prezes Kolei Dolnośląskich i współzałożyciel Instytutu Rozwoju i Promocji Kolei Piotr Rachwalski mówił w TOK FM:

„Jak można w ogóle o tym pomyśleć? To jest jeden z najpiękniejszych mostów na Dolnym Śląsku. Myślałem, że w XXI wieku takie rzeczy robi się tylko na komputerze".

Odniósł się też do pogłosek, że Amerykanie postawią w miejsce zdewastowanego obiektu nowy most. „Wiara w to, że filmowcy odbudowaliby most po wysadzeniu - a takie informacje się pojawiały - jest naiwna. To koszt rzędu 20-30 mln zł, jeśli w ogóle byłoby to możliwe. Nie sądzę, żeby dla jednej sceny chcieli wykładać takie pieniądze”.

Rachwalski w ostrym wpisie w mediach społecznościowych nazwał wsparcie ministerstwa dla wysadzenia mostu „kolonializmem kulturowym”.

Oni wysadzą, my zapłacimy

Faktycznie, wiceminister kultury potwierdził, że na odbudowę mostu i rewitalizację linii region będzie musiał się starać o pieniądze z budżetu państwa polskiego. Lewandowski tłumaczy to tak:

„Jest cały program infrastrukturalny w ramach rozbudowy kolei. Środki powinny zostać przesunięte w tym programie na tę konkretną linię kolejową. Na razie te pieniądze nie są zagwarantowane, ale jeśli będzie decyzja pozytywna o realizacji tej produkcji w tym miejscu, to wtedy podejmiemy kroki, żeby pieniądze na rewitalizację zagwarantować”.

Do produkcji dorzuci się natomiast z polskich środków publicznych… Polski Instytut Sztuki Filmowej, w ramach programu zachęt międzynarodowych. O dofinansowanie dla projektu - noszącego kryptonim „Libra” - aplikowała firma Alex Stern sp. zoo. Wnioskowana kwota wyniosła 5 474 328 zł, przyznano nawet więcej - 5 592 582 zł.

„Jeśli duży amerykański producent chce do nas przyjechać, to czekamy na niego z otwartymi ramionami” - entuzjazmuje się w cytowanym wywiadzie Lewandowski.

„Doradcy UNESCO? Nikt ważny”

Mostu bronią nie tylko miejscowi pasjonaci, ale i międzynarodowe organizacje. List wystosował Międzynarodowy Komitet Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego - The International Committee for the Conservation of the Industrial Heritage (TICCIH). Wiceminister Lewandowski zbagatelizował w wywiadzie ten głos.

„Ludzie myślą, że jak jakaś organizacja podpisuje się po angielsku, to jest to od razu ważna organizacja” - powiedział.

Tylko że w dziedzinie ochrony zabytków techniki TICCIH to jest ważna organizacja. Komitet powstał w 1973 roku w Anglii. Gromadzi nie tylko badaczy i konserwatorów, ale i też całe narodowe organizacje - np. amerykańskie Society for Industrial Archeology czy brytyjskie Association for Industrial Archaeology, gromadzące z kolei przeszło 50 lokalnych towarzystw. Co ważne, TICCIH pełni rolę doradczą przy UNESCO, czyli najważniejszej kulturalnej agendzie ONZ, gdy chodzi o ustalanie listy międzynarodowego dziedzictwa kulturowego.

Konserwator nasz i obcy

W obronie mostu interweniowała Barbara Nowak-Obelinda - od 2013 roku dolnośląska wojewódzka konserwator zabytków. Most został już objęty ochroną konserwatorską i ma być wpisany do rejestrów zabytków. Znajduje się też już w wojewódzkiej ewidencji zabytków. Oznacza to konieczność wstrzymania prac przy obiekcie.

View post on Facebook

Wiceminister Lewandowski zdystansował się od tej decyzji. „Wojewódzka konserwator zabytków jest niezależna od Ministra Kultury” - powiedział wp.pl.

To prawda. Wojewódzcy konserwatorzy zabytków od czasów rządu Leszka Millera - i konserwator generalnej Aleksandry Jakubowskiej - nie podlegają ministrowi kultury. Należą do tzw. „służb zespolonych wojewody”. Czyli podpadają pod ministra odpowiedzialnego za administrację. Obecnie - Mariusza Kamińskiego.

Jednak Lewandowski zapowiada, że w razie niekorzystnej dla filmowców decyzji można odwołać się do Generalnego Konserwatora Zabytków. A tym z kolei jest już podległa ministrowi kultury Piotrowi Glińskiemu wiceminister Magdalena Gawin.

Udostępnij:

Witold Mrozek

dziennikarz, krytyk teatralny i publicysta. Od 2012 stały współpracownik "Gazety Wyborczej", od 2009 - "Dwutygodnika". Pisze m.in. o kulturze, cenzurze, samorządach i stosunkach państwo-Kościół.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne