Ministerstwo Sprawiedliwości cofnęło nagle kilku sędziom delegacje do pracy w tym resorcie. Według informacji OKO.press decyzja mogła wynikać z tego, że nie zgodzili się oni podpisać list poparcia dla kandydatów do nowej Krajowej Rady Sądownictwa, która została niedawno powołana głosami posłów PiS i Kukiz '15

Delegacje do pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości cofnięto kilku sędziom w lutym i w marcu 2018 roku. Stało się to po tym, jak styczniu do Sejmu wpłynęły kandydatury sędziów do nowej Krajowej Rady Sądownictwa. A wraz z nimi – listy osób popierających poszczególnych kandydatów. Do dziś nie wiadomo, kto kogo poparł, bo marszałek Sejmu Marek Kuchciński, odmówił ujawnienia list poparcia.

Według informacji OKO.press, w Ministerstwie Sprawiedliwości, wśród sędziów delegowanych do pracy w resorcie, zbierano podpisy pod kandydaturami sędziego Macieja Mitery i Dariusza Drajewicza.

Mitera to sędzia rejonowy z Warszawy, z wyrokiem dyscyplinarnym w życiorysie. Często występuje w prawicowej TV Republika. Od niedawna, z nominacji ministra Ziobry, jest prezesem Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście. Drajewicz jest wiceprezesem Sądu Okręgowego w Warszawie. Jako jeden z pierwszych w Polsce przyjął stanowisko po poprzedniku, któremu resort Ziobry przerwał kadencję. Obaj zostali wybrani niedawno do nowej KRS głosami posłów PiS i Kukiz ’15.

Tak jak w pozostałych przypadkach – listy osób, które poparły ich kandydatury, są tajemnicą.

Z informacji OKO.press wynika jednak, że cofnięcie delegacji dla kilku sędziów, którzy pracowali w Ministerstwie Sprawiedliwości, może być karą za to, że nie podpisali się oni pod listami poparcia dla Macieja Mitery i Dariusza Drajewicza. Tak też odbierają to niektórzy sędziowie cofnięci z delegacji.

Resort sprawiedliwości nie odpowiedział na pytanie OKO.press,o przyczyny odwołania sędziów z delegacji. „Zgodnie z przepisami w akcie odwołania nigdy nie podaje się przyczyn” – podkreśla biuro prasowe ministerstwa. I zapewnia, że odwołanie odbyło się zgodnie z ustawą o sądach powszechnych. Sędziowie, z którymi resort kończy współpracę, odejdą trzy miesiące po otrzymaniu decyzji.  „Nie jest (…) prawdą, jakoby przyczyną odwołań była odmowa podpisania list poparcia” – przekonuje biuro prasowe resortu.



Zaufani delegaci

Na delegacji w Ministerstwie Sprawiedliwości pracuje obecnie ponad 150 sędziów. To praktyka stosowana od wielu lat. Sędziowie pracują nad zmianami prawa dotyczącego wymiaru sprawiedliwości, pomagają też ministrom poznać jego realia. Część z nich pracuje na delegacjach od wielu lat (zostali powołani jeszcze przez wcześniejszych ministrów sprawiedliwości).

Za czasów ministra Zbigniewa Ziobro do resortu trafili na delegacje nowi, zaufani sędziowie. Ci najbardziej zaufani pomagają mu w pracy nad kolejnymi, niekonstytucyjnymi projektami ustaw, które podporządkowują wymiar sprawiedliwości politykom.

Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak, sędzia z Warszawy z wyrokiem dyscyplinarnym w życiorysie i nieudanymi próbami awansu do wyższej instancji (aż 35 razy KRS nie poparł jego wniosków o awans), pomaga ministrowi Ziobrze przejąć pełną kontrolę nad sądami i sędziami.

Za to, że jako sędzia pomagał wprowadzać niekonstytucyjne zmiany, stowarzyszenie sędziów Iustitia wyrzuciło go z grona swoich członków.

Jaki los spotka sędziów, którym cofnięto delegacje do pracy w ministerstwie? Po upływie trzymiesięcznego okresu „wypowiedzenia”, wrócą do pracy w swoich macierzystych sądach. Już wcześniej resort Ziobry cofał sędziów z delegacji – z sądów wyższej instancji, do niższej. Jako pierwsza odczuła to sędzia Justyna Koska-Janusz. Pracowała na delegacji w Sądzie Okręgowym w Warszawie, została cofnięta do rejonu. Biuro prasowe ministerstwa tłumaczyło wówczas, że nie poradziła sobie z prowadzeniem jednej medialnej sprawy, co nie było prawdą. Powód mógł być inny. Koska-Janusz kilka lat wcześniej prowadziła proces w prywatnej sprawie Zbigniewa Ziobry, którą polityk przegrał. Za podanie nieprawdziwych motywów zwolnienia z delegacji sędzia Koska-Janusz pozwała ministerstwo do sądu. Sprawa czeka na rozpoznanie.


Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!