Prawa autorskie: AFPAFP
03 czerwca 2022

Rosjanie zaciskają kleszcze w Donbasie. Ukraińcy nie zamierzają się wycofać [SYTUACJA NA FRONCIE]

Setny dzień niezłomnej ukraińskiej obrony przed rosyjską inwazją był zarazem kolejnym dniem bardzo ciężkich walk w Donbasie i pogarszania się sytuacji w rejonie ostatniego fragmentu obwodu ługańskiego

Choć wiadomości o ukraińskim kontruderzeniu w Siewierodoniecku podane wczoraj przez Ołeksija Arestowicza w dużej mierze się potwierdziły i Ukraińcy rzeczywiście zadali Rosjanom w tym mieście znaczne straty i wzięli jeńców, Rosjanie ponownie zmierzają do okrążenia Siewierodoniecka wraz z Łysyczańskiem i kilkoma przyległymi osiedlami i wsiami. Tym razem prawdopodobieństwo, że im się to uda, jest niestety wyższe, pierścień oblężenia jest bowiem wydłużany z dwóch kierunków.

Rosjanie uczynili również pewne postępy na południe od Łysyczańska i na zachód od Popasnej.

Obrońcy są też pod coraz większą presją w rejonie na południe od Iziumu i na przedpolach Słowiańska. Do stałego już zagrożenia z północy doszło bowiem nowe – z brzegów Dońca w rejonie Światohirska i Rajhodoroku.

Nie ma jasności co do przebiegu ukraińskich działań kontrofensywnych na pograniczu obwodów chersońskiego i mikołajowskiego. Doradca prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowicz stwierdził jeszcze w czwartek wieczorem, że zostały one de facto zakończone, jednak obrazy satelitarne z tego rejonu świadczą o intensywnych walkach m.in. w otoczeniu miejscowości Dawidyw Bród i na północy obwodu. Waszyngtoński think-tank Institute for Study of War podkreśla zaś, że Ukraińcy uzykali kontrolę nad całym zachodnim brzegiem rzeki Ingulec i mają w zasięgu ostrzału jedyną drogę zaopatrzeniową Rosjan prowadzącą do rejonu miejscowości Wysokopilie i tym samym sporej części ich zgrupowania na północy lewobrzeżnej (zachodniej) części obwodu chersońskiego.

Nie ma oficjalnego potwierdzenia tej informacji, ale według części źródeł generał Aleksander Dwornikow w ostatnich dniach miał stracić funkcję głównodowodzącego rosyjskich wojsk walczących przeciwko Ukrainie - jego miejsce miał zająć wiceminister obrony, w przeszłości m.in. szef sztabu kontyngentu w Syrii, generał Giennadij Żidko.

Po 100 dniach wojny Rosja kontroluje nieco ponad 20 procent powierzchni Ukrainy, mniej niż po 30 i 50 dniach jej dniach konfliktu.

Na zdecydowanej większości liczącej ponad 1000 km linii frontu dominują walki pozycyjne. Wciąż bardzo ciężka pozostaje jednak sytuacja w ostatnim skrawku obwodu ługańskiego oraz na północy i południowym wschodzie obwodu donieckiego.

View post on Twitter

A oto, jak dokładnie wyglądała sytuacja na frontach wojny w Ukrainie w trakcie jej 100 doby. Podsumowanie obejmuje stan sytuacji do piątku 3 czerwca do godziny 19.

Rejon Charkowa i Czuhujewa

Po odbiciu Wesełego na zachód od Ternowej – o czym informowaliśmy już wczoraj, Ukraińcy umacniają się w tym rejonie. Z kolei Rosjanie kontynuują ostrzał odbitych wcześniej miejscowości – nie ma on wielkiej intensywności. Dla obu stron działania pod Charkowem pozostają obecnie drugorzędne w stosunku do wydarzeń w Donbasie. Odnotujmy tu jedynie, że ostrzał przygranicznych miejscowości prowadzony jest przez Rosjan również w obwodach sumskim i czernihowskim – celem jest prawdopodobnie wiązanie pewnych ukraińskich sił na północy kraju w gotowości do reakcji na ewentualny niespodziewany atak – w ten sposób nie będą one mogły zostać użyte do obrony Donbasu i do operacji kontrofensywnych.

Rejon Słowiańska i Iziumu

Rosjanie poprowadzili kolejne silne natarcie z rejonu na południe od Iziumu w kierunku bezpośrednio na Słowiańsk. Szczęśliwie zostało ono powstrzymane na liniach w rejonie miejscowości Bohorodyczne, Krasnopilia i Dolina – czyli na wielokrotnie już tu opisywanej krawędzi obszaru krasowych wzgórz zwanych Świętymi Górami, stanowiącej naturalne wsparcie dla obrońców w tym rejonie. Niewysokie, ale strome i górujące nad otoczeniem Święte Góry bronią również tego rejonu od strony Dońca.

Tam zaś (z rejonu Światohirska i pod Rajhodorokiem) Rosjanie zdają się szykować do prób forsowania rzeki i uderzania na ukraińskie pozycje na górujących nad doliną Dońca urwistych skarpach południowego brzegu rzeki. Pod Rajhodorokiem Rosjanie testowali już taką możliwość – skończyło się to całkowitą rzezią atakujących. Doświadczenie tego etapu wojny uczy jednak, że Rosjanie po takim doświadczeniu nie zrezygnują – będą ponawiać takie ataki nie licząc się ze stratami i wspierać je coraz większymi liczbami haubic i wyrzutni niekierowanych pocisków rakietowych – a z czasem także miotających pociski termobaryczne TOS-ów 1A. A wówczas cała nadzieja w artylerii - tej ukraińskiej, zwłaszcza o większym zasięgu i precyzji - czyli z z zachodnich dostaw.

TOS-1 A mają realny zasięg na poziomie zaledwie 5 kilometrów, żeby ich względnie bezpiecznie użyć, Rosjanie muszą czuć się relatywnie mało zagrożeni przez ukraińską artylerię i drony. Na tym nagraniu (wykonanym przez rosyjskich propagandzistów) widzimy, jak ukraińska artyleria gdzieś w Donbasie zaczyna odpowiadać dobrze wycelowanym ogniem kontrbateryjnych zaledwie 50 sekund po pierwszej salwie z TOS-1A. Wyraźnie dumny początkowo propagandzista kończy więc swą relację paniczną ucieczką. W prorosyjskich kanałach na Telegramie - także tych prowadzonych przez uczestników wojny (m.in. z grupy Wagnera) słychać coraz więcej o skuteczności i szybkości ukraińskiego ognia kontrbateryjnego.

View post on Twitter

Donbas

W Siewierodoniecku rzeczywiście miały miejsce ukraińskie działania kontrofensywne, o których – jeszcze bez pewności - nadmienialiśmy już wczoraj. Skończyły się one przeniesieniem walk ulicznych z powrotem do centrum, znacznymi rosyjskimi stratami a nawet wzięciem przez Ukraińców jeńców. Nie oznacza to jednak niestety, że doszło do przełomu, jeśli chodzi o sytuację w ostatnim skrawku obwodu Ługańskiego pozostającym obecnie pod ukraińską kontrolą.

Rosjanie próbują okrążyć Łysyczańsk i Siewierodonieck, tym razem atakując z dwóch kierunków. Główne uderzenie prowadzone jest od południowego wschodu – przez rejon wsi Biłohoriwka k. Soledaru i Berezowe, czyli miejscowości leżące na trasie Bachmut-Łysyczańsk. Charakter wspierający mają ponowne rosyjskie próby przeprawy przez Doniec w rejonie kolejnej Biłohoriwki (koło Siewierska, obie miejscowości o tej samej nazwie dzieli zaledwie kilkanaście kilometrów) – mogące w wypadku powodzenia być punktem wyjścia do domknięcia pierścienia oblężenia od północy. Rosyjskie działania w rejonie Biłohorowki k. Siewierska bezpośrednio zagrażają blokadą ostatniej względnie nadającej się do ewakuacji drogi z Łysyczańska (prowadzącej przez Siewiersk).

Już teraz więc, by odzyskać pełne połączenie reszty kraju z Łysyczańskiem i Siewierodonieckiem, Ukraińcy potrzebowaliby bardzo silnego kontruderzenia w rejonie drogi Łysyczańsk-Bachmut, w wyniku którego Rosjanie zostaliby odepchnięci od niej przynajmniej o kilkanaście kilometrów. Jest niestety mocno wątpliwe, by mogło się to udać – i to mimo tego, że walczące w tym rejonie rosyjskie jednostki są już mocno wykrwawione i odnotowały znaczne straty w sprzęcie. Tym razem Rosjanie działają bowiem znacznie bardziej planowo i metodycznie niż na poprzednich etapach wojnych. Uderzeniu przez drogę Łysyczańsk-Bachmut towarzyszą istotne działania wspierające prowadzone z rejonu Popasnej. Rosjanom (głównie najemnikom z tzw Grupy Wagnera) udało się jeszcze w czwartek zająć Pyłypczatyne, czyli desperacko dotąd bronioną przez Ukraińców wieś na drodze prowadzącej z Popasnej do Bachmutu (mniej więcej w połowie jej długości. Stąd do obrzeży Bachmutu jest 16 kilometrów, a w prostej linii (artyleria) zaledwie nieco ponad 10. Po drodze jest jeszcze miejscowość Pokrowśkie, która teraz stanie się już ostatnią linią obrony przedpoli Bachmutu.

Na tym nie koniec rosyjskich działań wspierających próbę okrążenia Łysyczańska i Siewierodoniecka. Rejon obu miast jest bowiem intensywnie atakowany również od północy, wschodu i południa. W ręce Rosjan miały wpaść ostatecznie m.in Wrubiwka i Komyszuwacha na południe od Łysyczańska.

Południe Ukrainy

Według oficjalnych ukraińskich komunikatów kontrofensywa na pograniczu obwodów chersońskiego i mikołajowskiego miała zostać zakończona. Wydaje się jednak, że przynajmniej na 2 jej kierunkach (w rejonie miejscowości Dawidyw Bród i na północy obwodu chersońskiego) walki nadal trwają. W trakcie dotychczasowych działań Ukraińcom udało się w pełni zabezpieczyć zachodni brzeg rzeki Ingulec, najprawdopodobniej utworzyć rozległy przyczółek na jej wschodnim brzegu i objąć zasięgiem artylerii ważną dla Rosjan drogę zaopatrzeniową wiodącą wzdłuż Ingulca na północ.

W obwodzie zaporoskim kolejną dobę trwały walki pozycyjne o umiarkowanej intensywności. Rosjanie – jak codziennie – ostrzeliwali tam m.in. miejscowości Hulajpołe i Orechów oraz ukraińskie pozycje na ich przedpolach.

***

Stosunek w pełni udokumentowanych zdjęciowo i fotograficznie strat sprzętowych armii rosyjskiej i ukraińskiej wynosi 3,7:1. Rosjanie stracili dotąd 4214 egzemplarzy sprzętu, a Ukraińcy 1122. Zinwentaryzowane przez niezależnych analityków Oryxa straty obu stron rosną w ostatnim czasie bardzo powoli – co zdaje się świadczyć wyłącznie o gwałtownym zmniejszaniu się dostępności zdjęć i nagrań wideo zniszczonego sprzętu. Do wszelkich danych o stratach przeciwnika podawanych oficjalnie przez obie strony należy natomiast podchodzić z daleko idącą ostrożnością i krytycyzmem.

Widmo otoczenia Siewierodoniecka i Łysyczańska zdaje się niepokojąco przybliżać. Realizacja tego zamierzenia Rosjan oznaczałaby zamknięcie w kotle okrążenia kilkunastotysięcznego zgrupowania ukraińskich żołnierzy. Z jednej strony utrzymywanie pierścienia okrążenia tak znacznego zgrupowania angażowałoby gros dostępnych w tej chwili rosyjskich sił i to bez gwarancji, że Ukraińcom nie uda się przeprowadzić skutecznego kontruderzenia. Z drugiej jednak strony groziłoby to zniszczeniem okrążonych ukraińskich jednostek w relatywnie krótkim czasie – Rosjanie już teraz mają zgromadzoną w tym rejonie wystarczającą ilość środków artyleryjskich i lotnictwa.

Wydaje się jednak, że Ukraińcy nadal nie zamierzają wycofywać się z rejonu obu miast. Być może idą za tym przesłanki strategiczne – np. rachunek rezerw i czasu potrzebnego do zorganizowania kontruderzenia – być może jednak wynika to z przyczyn przede wszystkim politycznych i pragnienia utrzymania fragmentu obwodu ługańskiego za dosłownie każdą cenę.

***

Wszystkie dotychczasowe teksty z cyklu SYTUACJA NA FRONCIE, w których codziennie relacjonujemy przebieg działań wojennych w Ukrainie, znajdziesz TUTAJ.

Udostępnij:

Witold Głowacki

Dziennikarz, pracował w "Dzienniku" i "Polsce The Times". W Oko.press od 2021 roku. Zajmuje się tematyką polityczną i okołopolityczną.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne