Rządzący Fidesz chce uciszyć organizacje pozarządowe, które zbytnio patrzą władzy na ręce i dostają fundusze z zagranicy (min. 23 tys. euro rocznie), a przede wszystkim od Sorosa. Nowa ustawa nakazuje im rejestrację w sądzie jako "wspierane z zagranicy", muszą też specjalnie oznaczać publikacje, jeśli nie - to grozi im grzywna a nawet likwidacja

Partia Viktora Orbána postuluje, aby NGO-sy, które otrzymują spoza Węgier kwotę przekraczającą 23 tys. euro rocznie, były zobowiązane do rejestrowania się w sądzie jako „organizacje wpierane z zagranicy”. A także do informowania o tym na stronie internetowej oraz w wydawanych publikacjach. Za niepodporządkowanie się – grzywna  a nawet likwidacja

 

Węgierski rząd dąży do pełnej kontroli nad organizacjami pozarządowymi, które z definicji funkcjonować powinny niezależnie od aparatu państwowego. Projekt nowelizacji ustawy o ich działaniu, złożony w kwietniu w parlamencie przez rządzącą partię Fidesz, zawiera bardzo osobliwą interpretację tej niezależności.

Ustawa jednoznacznie sugeruje, że piętnowane mają być NGO-sy dość konkretnego typu. Spod jurysdykcji wyłączone byłyby bowiem te o charakterze religijnym, a środki unijne, w rozumieniu autorów ustawy, nie stanowią wsparcia z zagranicy.

Autorzy zresztą nie kryją kto jest celem ataku. Rzecznik frakcji parlamentarnej Fidesz János Halász oświadczył:

„Organizacje Sorosa zatajają informacje o swoich majątkach i finansowanych agentach. Podczas gdy od innych oczekują transparentności, własn działalność nie chcą uczynić transparentną. To nie tylko zwyczajnie dwulicowe i kłamliwe zachowanie, ale także powód do obaw o suwerenność i bezpieczeństwo narodowe”.

Projekt zawiera uzasadnienie dokładnie w tym samym tonie: „Środki zagraniczne trafiające do organizacji powstałych na podstawie prawa do tworzenia stowarzyszeń, mogą służyć zagranicznym grupom interesu do realizacji interesów własnych, a nie obywatelskich, w sferze politycznej i społecznej Węgier, wykorzystując wpływy społeczne organizacji. Przy czym należy mieć na uwadze, że zagraża to politycznym i gospodarczym interesom kraju (…)”.

Autorzy projektu piszą też, że nowe prawo miałoby „przyczyniać się do międzynarodowych starań przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy i terroryzmowi”. Kwestia terroryzmu jest łączona przez rząd Orbána z przyjmowaniem uchodźców, za czym mają lobbować zaatakowane organizacje pozarządowe.



Krytyczny wobec rządu portal 444.hu podkreśla, że kwota 7,2 mln forintów, którą uznano za próg upoważniający do podejrzewania o pranie brudnych pieniędzy bądź działalność terrorystyczną, to roczny koszt zatrudnienia dwóch pracowników zarabiających w przeliczeniu nieco ponad 2 tys. zł netto miesięcznie. Należy się więc spodziewać, że ustawa obejmie większość interesujących rząd organizacji.

Pada w debacie o NGO-sach argument, że od organizacji tego typu należy oczekiwać pełnej transparentności finansowej. Zgoda. Tylko tu wcale nie o transparentność chodzi – funkcjonująca ustawa zobowiązuje NGO do deklarowania dochodów, nie wymaga jednak rejestracji określonego typu funduszy.

Potwierdza to w wypowiedzi dla OKO.press redaktor naczelny portalu informacyjnego Mandiner.hu Gellért Rajcsányi: „Organizacje pozarządowe dotychczas także ujawniały źródła finansowania. Również zagraniczne, to wszystko jest w ich deklaracjach. Nie mówiąc o tym, że jeśli jakaś organizacja nazywa się Amnesty International lub Transparency International, to ich powiązania międzynarodowe nie wymagają weryfikacji. Projekt nowej ustawy to narzędzie polityczne, które bardzo przyda się rządowi w trakcie kampanii wyborczej. Organizacje poradzą sobie z koniecznością zadeklarowania zagranicznych przychodów, dobrze że chociaż nie są nazywane „agentami”, jak w Rosji. Ale to jednoznaczny atak na organizacje zaangażowane politycznie w obronie wolności i praw obywatelskich”.



Inicjatywa jest kolejną po Lex CEU [ustawie, która spowoduje zamknięcie Uniwersytetu Środkowo-Europejskiego – CEU] potyczką w wojnie ideologicznej toczonej przez Viktora Orbána z George’m Sorosem. Zagraniczne środki i nieskrępowane działania obywatelskie w duchu liberalnej demokracji są przedmiotem politycznych fobii Viktora Orbána, który od początku węgierskiej „dobrej zmiany” nie lubił się z „liberalno-lewicową” częścią trzeciego sektora, korzystającą z zachodniego mecenatu.

Rewizje i przesłuchania, które miały miejsce w 2014 roku w fundacjach Ökotárs i Demnet rozdzielających fundusze norweskie, wzbudziły powszechny niesmak, bo przypominały putinowskie rozprawy ze społeczeństwem obywatelskim. Nowa ustawa pozwoli Orbánowi na rozprawienie się w białych rękawiczkach z niewygodnymi organizacjami.

Zdaniem 444.hu, tymi, które najbardziej naraziły się władzom i znajdują się aktualnie na celowniku, są TASZ (Społeczeństwo dla Wolności), Węgierski Komitet Helsiński oraz Transparency International – wszystkie w ramach działań statutowych intensywnie zabiegają o praworządność i swobody obywatelskie, często wymuszając ich przestrzeganie przez instytucje państwowe, jak i ujawniając wiele nieprawidłowości.

Jeśli taka działalność „zagraża politycznym i gospodarczym interesom kraju”, to atak rządu na NGO-sy obróci się przeciw interesom obywateli Węgier.



Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press