Po kontrowersyjnych słowach Jarosława Kaczyńskiego o "panach" z PiS, opozycja odpowiada jeszcze gorszymi, porównując prezesa do Hitlera. Sam prezes Kaczyński też kiedyś użył tego porównania. A wydawało się, że wszyscy to wiedzą: argument "jesteś jak Hitler" nie działa dobrze ani na rozmówcę, ani na wyborców

Prezes PiS Jarosław Kaczyński ostatnio nie błysnął na sejmowej mównicy. Podczas dyskusji o odwołaniu marszałka Kuchcińskiego nazwał swoją partię „panami”, w przeciwieństwie do polityków opozycji, którzy 16 grudnia 2016 r. okupowali sejmową mównicę. Większość opozycji (szczególnie Platforma Obywatelska) i niektóre media nie pozostawiła na nim suchej nitki.

„Włos na głowie mi się zjeżył. Miałem od razu skojarzenie z Hitlerem i z narracją już nawet nie z lat 30., ale z nazizmem. Jak się mówi o „prawdziwych panach” to jest nawiązanie w sposób bezpośredni”

– komentował w TVN24 Paweł Olszewski z Platformy Obywatelskiej. I dalej: „Trudno nie mieć tego typu skojarzeń, szczególnie w kontekście, jakim się znajdujemy, po tych w moim przekonaniu antydemokratycznych działaniach: zabór prokuratury, służb specjalnych, próba ubezwłasnowolnienia Trybunału Konstytucyjnego, zabór mediów publicznych. Dziś prezes wychodzi i mówi, że są prawdziwymi Panami”

Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna też miał podobne skojarzenia. Podzielił się nimi z dziennikarzami po posiedzeniu.


Takie stwierdzenia mają najgorsze konotacje historyczne - naród panów, rasa panów.

Grzegorz Schetyna, Sejm - 22/02/2017

Sejm

fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta


zbity zegar. Litości...


OKO.press nie będzie weryfikować tych zarzutów wobec lidera PiS. Warto przypomnieć jednak dokładne okoliczności wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Rozmowa wyglądała tak.

Kaczyński (w kontekście wydarzeń z 16 grudnia i blokowania mównicy przez opozycję): Myśmy siły nie użyli, chociaż były wszelkie przesłanki prawne do tego, żeby jej użyć. I nie użyjemy jej.

(ktoś z sali): Ooo, ludzcy panowie!

Kaczyński: Tak, jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami, w przeciwieństwie do niektórych.

Określenie „rasa panów” było częścią ideologii niemieckich nazistów, którzy głosili wyższość narodów germańskich nad resztą. Służyło jako wytłumaczenie dla podbojów innych państw oraz praktykowanego przez Niemcy w latach 30-tych i 40-tych XX w. antysemityzmu, segregacji rasowej i w końcu, w czasie II wojny światowej, Holokaustu.

Przypisywanie Kaczyńskiemu podobnych intencji to absurd, trudny do zaakceptowania. To również fatalny cios dla debaty publicznej w Polsce.

Owszem, można PiS posądzić o niedemokratyczne działania, o których często piszemy w OKO.press. Niektóre działania PiS są wręcz antydemokratyczne. Zaliczają się do nich wymienione przez posła Olszewskiego zamach na Trybunał Konstytucyjny, podporządkowanie sobie prokuratury i mediów publicznych, czy zapowiadane już zamachy na trzeci sektor czy ordynację wyborczą.

A jednak tego, co dzieje się dzisiaj w Polsce, nie można beztrosko porównać do rzeczywistości lat 30-tych i 40-tych w nazistowskich Niemczech: nie dokonuje się w Polsce politycznych morderstw i czystek, nie rozwija się strategii i infrastruktury służącej eksterminacji całych narodów.

Porównywanie działań PiS do tamtych wydarzeń jest obrazą zarówno dla ofiar tamtych czasów, jak i inteligencji polskiego wyborcy.



Szczególnie, że znaczenie wypowiedzi Kaczyńskiego jest dość jasne. Nie chodziło mu o „rasę panów” w sensie nazistowskim.

Chodziło raczej o rozróżnienie na „pana” i „chama”, i podkreślenie, że „panowie” z PiS cechują się wysoką kulturą osobistą w parlamencie, czego nie można powiedzieć o „chamach” z opozycji.

To również karygodne słowa, ale niepowiązane bezpośrednio z ideologią Trzeciej Rzeszy. Przywołują raczej na myśl pamiętne słowa lidera o Donaldzie Tusku, który „wychował się na podwórku”, podczas gdy sam Kaczyński „wychował się w lepszych miejscach”.

Tzw. argumentum ad hitlerum, czyli próba wygrania dyskusji przez porównanie swojego przeciwnika do Hitlera, jest marnym narzędziem w debacie tak publicznej, jak prywatnej. Na szczęście w polskiej polityce nie robi zawrotnej kariery i jest raczej zwyczajem polityków spoza pierwszych stron gazet, takich jak Janusz Korwin-Mikke.

Trzeba tu jednak przypomnieć, że w historii wątpliwej tradycji „hitleryzowania” zapisał się też sam Jarosław Kaczyński. Użył go 12 maja 2012 r. w trakcie sejmowej debaty nad reformą emerytalną wobec urzędującego wówczas premiera, Donalda Tuska.

Po tym, jak Tusk odwołał się do autorytetu nieżyjącego Lecha Kaczyńskiego, od jego brata Jarosława usłyszał w odpowiedzi:

„Ten poziom nieprawdopodobnego grubiaństwa to jest pańska zasługa, jeśli chodzi o polskie życie publiczne. Tego nieprawdopodobnego wręcz chamstwa, na poziomie marzeń Adolfa Hitlera o losie Polaków. To jesteście wy”.


Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Masz cynk?