Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Jakub Porzycki / Agencja GazetaJakub Porzycki / Age...

Rząd PiS stoi w rozkroku. Z jednej strony musi zmierzyć się z rzeczywistością – realnym brakiem rąk do pracy. Żeby to zrobić, musi jednak wycofać się z narracji nienawiści dotyczącej "obcych", w tym uchodźców i imigrantów, bez zawiedzenia swojego elektoratu. Według informacji „Dziennika Gazety Prawnej”, rządowy dokument dotyczący priorytetów polityki migracyjnej i planu działania ma być gotowy już pod koniec czerwca. Przygotowują go wspólnie Ministerstwo Pracy, Ministerstwo Rozwoju i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. To ostatnie oponuje przeciwko zbyt dużym ułatwieniom dla cudzoziemców na polskim rynku pracy - z powodu bezpieczeństwa. Tylko że minister rozwoju Jerzy Kwieciński ma w rękawie mocniejszy argument: wg. danych GUS już w zeszłym roku nieobsadzonych było ponad 100 tysięcy miejsc pracy. W 2030 roku pracodawcy będą mieli problemy z obsadzeniem co piątego stanowiska pracy – z 20 milionów potrzebnych pracowników pracować będzie około 16 milionów, wynika z danych Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju.

W jaki sposób PiS pogodzi realne potrzeby rynku pracy ze swoją retoryką dotyczącą imigrantów? Ciężko zachęcać cudzoziemców do pracy w Polsce i osiedlania się tutaj na dłużej, na każdym kroku stosując politykę zarządzania strachem, a dodatkowo obcinając fundusze organizacji pozarządowych na działania integracyjne, jednocześnie nie dysponując jakąkolwiek długofalową polityką integracyjną – jak w przypadku rządu PiS. Przez retorykę PiS również polskie społeczeństwo nie jest przygotowane na przyjęcie migrantów i uchodźców.

Winnicki: PiS oszukał wyborców

OKO.press rzadko (a właściwie nigdy) zgadza się z Robertem Winnickim, posłem i szefem Ruchu Narodowego. Tymczasem w środę, 6 czerwca 2018, Winnicki zdemaskował sprzeczną narrację PiS dotyczącą migrantów.

Nie przyjmiemy imigrantów - mówiliście. Tymczasem przez dwa i pół roku do Polski trafiło setki tysięcy Ukraińców i dziesiątki tysięcy Azjatów.

Sejm,06 czerwca 2018

Sprawdziliśmy

Prawda. Rząd jedno mówi, co innego robi.

Uważasz inaczej?

Z jego słowami ciężko się nie zgodzić (chociaż OKO nie zgadza się z oceną skutków): szef Ruchu Narodowego oskarżył PiS o to, że oszukał Polaków w "kwestii migracyjnej". Przypomniał, że w 2015 roku PiS szedł do wyborów z hasłem "zero uchodźców", sprzeciwiając się przyjęciu 6 tysięcy uchodźców z unijnej procedury relokacji. Tymczasem jak twierdzi Winnicki, od czasu dojścia do władzy wojewodowie wydali setki tysięcy pozwoleń na pracę dla cudzoziemców: "Oszukaliście Polaków w tym zakresie".

Te słowa potwierdza podsumowanie Ministerstwa Pracy, według którego w 2017 roku wydano w Polsce 276 tysięcy pozwoleń na pracę dla cudzoziemców.

Przypomnijmy narrację PiS dotyczącą cudzoziemców. W 2016 i 2017 roku PiS dokonało niemożliwego – przekonało obywateli kraju, gdzie cudzoziemcy stanowią 0,3 proc. społeczeństwa, że „obcy” to dla nich śmiertelne niebezpieczeństwo. Kampania strachu przed „uchodźcami” i „obcymi”, którą prowadzi PiS od kampanii wyborczej 2015, ale także przyzwolenie na nacjonalistyczną i rasistowską narrację (np. podczas Marszu Niepodległości), przynosi smutne efekty. Nie tylko w badaniach postaw, ale także w aktach fizycznej przemocy na tle ksenofobicznym i rasistowskim – jak pokazuje m.in. najnowszy raport Prokuratury Krajowej dotyczący „przestępstw popełnionych z pobudek rasistowskich, antysemickich lub ksenofobicznych”. Pamiętny był ksenofobiczny komentarz Jarosława Kaczyńskiego do kryzysu uchodźczego z października 2015 roku: „Różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne”.

Prawo i Sprawiedliwość od czasu dojścia do władzy systematycznie rozmontowuje system zwalczania dyskryminacji i przestępstw z nienawiści, m.in. poprzez rozwiązanie Rady ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, rozwiązanie Zespołu ds. Ochrony Praw Człowieka, wycofanie z użycia podręcznika dla policjantów do rozpoznawania przestępstw motywowanych nienawiścią i dyskryminacją uznając go za „zideologizowany”, obcinanie pieniędzy na szkolenia dla policjantów i służb z zakresu rozpoznawania i przeciwdziałania przestępstwom z nienawiści.

Rykoszetem obrywają też Ukraińcy i Białorusini, czyli dwie największe grupy narodowościowe imigrantów ekonomicznych w Polsce.

Według najnowszego raportu Związku Ukraińców w Polsce,Ukraińcy w Polsce są dyskryminowani, a polski rząd biernie się temu przygląda. Rośnie liczba negatywnych opinii o Ukraińcach, rośnie liczba przestępstw z nienawiści (zwłaszcza przypadków użycia mowy nienawiści) – a polski rząd robi bardzo niewiele, aby temu przeciwdziałać. Coraz więcej jest negatywnych wypowiedzi o Ukraińcach – zarówno w mediach, jak i w internecie, a także w wypowiedziach polityków, głównie partii rządzącej.

Ministerstwo Rozwoju proponuje najdalej idące zmiany

Według wiceministra rozwoju Jerzego Chorążego, "Niedobór rąk do pracy jest widoczny w niemal każdej branży. Nawet w niewielkich miastach, w których jeszcze niedawno było dwucyfrowe bezrobocie, zaczyna brakować chętnych". Już teraz polscy przedsiębiorcy narzekają na brak rąk do pracy – a w przyszłości ma być tylko gorzej. Brakować będzie niewykwalifikowanych pracowników fizycznych, ale też wykwalifikowanych kadr. „Wszelkie rozwiązania wewnętrzne nie wystarczą. Musimy oprzeć się na osobach z zagranicy” – powiedział minister rozwoju Jerzy Kwieciński pod koniec marca 2018, prezentując tzw. nowe priorytety polityki migracyjnej. Przekaz jest jasny:

żeby uniknąć katastrofy gospodarczej, potrzebujemy dużej liczby migrantów ekonomicznych.

Jak donosi Dziennik Gazeta Prawna, dokument dotyczący szczegółowych rozwiązań polityki migracyjnej jest przedmiotem sporu pomiędzy Ministerstwem Pracy, Inwestycji i Rozwoju oraz Spraw Wewnętrznych. Resort inwestycji i rozwoju, prowadzony przez Jerzego Kwiecińskiego, pod presją przedsiębiorców proponuje najdalej idące zmiany: m.in.

  • wydłużenie możliwości pracy na tzw. oświadczeniu (czyli bez konieczności otrzymywania pozwolenia na pracę, dla obywateli pięciu byłych republik radzieckich),
  • zezwolenia "małżeńskie" (małżonek osoby posiadającej zezwolenie na pracę nie będzie musiał się o nie starać),
  • elektroniczne składanie wniosków o pozwolenie o pracę, wydłużenie okresu obowiązywania pozwolenia na pracę (z trzech do pięciu lat)
  • umożliwienie obywatelom wybranych krajów pracę bez konieczności zdobywania pozwoleń.

Wiceminister Paweł Chorąży zapowiedział, że będą to państwa Azji Południowo-Wschodniej, np. Wietnam czy Filipiny. Dlaczego? "Mamy informacje od pracodawców, że osoby z tych krajów szybko aklimatyzują się w Polsce i dobrze się integrują". To dość zaskakujący wybór, zważywszy na to, że w 2017 roku obywatelom Wietnamu wydano zaledwie 812 pozwoleń na pracę, a Filipińczykom – 750, z ponad 267 tysięcy. OKO.press wysłało pytanie do Ministerstwa Rozwoju o to, które grupy pracodawców były konsultowane i na jakiej podstawie oceniono, że to obywatele tych krajów najlepiej się integrują.

Polityka zaprzeczania rzeczywistości

Problem w tym, że cudzoziemcom w integracji w żaden sposób nie pomaga państwo.

Nie istnieje żaden rządowy dokument dotyczący polityki integracyjnej,

rząd nie ma sensownego pomysłu na to, jak ułatwiać cudzoziemcom interakcje z polskim społeczeństwem, uczyć się polskiego języka i kultury, czy odnaleźć się na rynku pracy. To polityka zaprzeczania rzeczywistości – rząd nie chce zmierzyć się z rzeczywistością i z prawdziwymi problemami prawdziwych migrantów. To z pewnością nie jest metoda na to, żeby cudzoziemców zachęcać do przyjazdu do Polski – i do zamieszkania tu na stałe.

Łatwiej utrzymywać fikcję postaci "uchodźcy wyobrażonego" – terrorysty, Araba, muzułmanina, który jest sumą wszystkich strachów Polaków. Co z tego, że uchodźca w Polsce statystycznie raczej jest samotną matką z Czeczenii z czwórką dzieci, której nikt w Polsce nie chce wynająć mieszkania. A migrant jest właśnie np. obywatelem Ukrainy albo Nepalu, który przyjechał do pracy – ale jeśli nikt nie pomoże mu nauczyć się języka i zapuścić tu korzenie, to niedługo wyjedzie dalej, na Zachód. A polski pracodawca straci pracownika, którego zdążył już wyszkolić.

W Polsce pomocą cudzoziemcom zajmują się niemal wyłącznie organizacje pozarządowe, które do tej pory finansowane były głównie ze środków europejskich. Od 2015 roku jednak rząd PiS blokuje wypłaty z tzw. FAMI, czyli Funduszu Azylu, Migracji i Integracji. Zamiast tego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zorganizowało wiosną i latem 2017 roku dwa nabory „ograniczone”, w których startować mogły jedynie instytucje państwowe – urzędy wojewódzkie.

Przeważającą większość działań integracyjnych – zarówno dla uchodźców, jak i migrantów – koordynują właśnie organizacje pozarządowe. Blokowanie środków europejskich jest dla nich katastrofalne.

Zmiany w prawie nie ułatwiają życia cudzoziemcom

Na początku 2018 roku weszły w życie nowelizacja ustawy o cudzoziemcach i ustawy o promocji zatrudnienia i rynku pracy. Wprowadzono m.in. nowe rodzaje pozwolenia: na pracę sezonową, oraz w związku z przeniesieniem wewnątrz przedsiębiorstwa. Zmieniły się m.in. przepisy dotyczące wydawania oświadczeń oraz pozwoleń na pracę. Zgodnie z nowymi przepisami trzeba udowodnić, że dany cudzoziemiec ma kwalifikacje do wykonywania zawodu, a urząd ma prawo poprosić o przesłanie oryginalnych dokumentów. Jak przyznaje MSWiA, głównym celem nowelizacji było wdrożenie prawa unijnego. Te zmiany nie ułatwiły życia cudzoziemcom, którzy chcą pracować w Polsce, wręcz przeciwnie – procedury znacznie się wydłużyły. Przyczyna jest prosta – cudzoziemców chętnych do pracy w Polsce jest coraz więcej, procedury się skomplikowały, a urzędników jest po prostu za mało.

Ewa Kacprzak-Szymańska ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, która pomaga cudzoziemcom pracującym w Polsce, powiedziała OKO.press: „Kiedyś na pozwolenie na pracę czekało się trzydzieści dni, teraz nawet trzy miesiące. W związku z tym pracodawcy masowo zaczęli wyrabiać oświadczenia. W związku z tym procedura wydawania oświadczeń też się wydłużyła: kiedyś trwała 7 dni, teraz nawet miesiąc.

Zwiększyły się też kolejki w urzędach wojewódzkich przy wydawaniu pozwolenia na pracę i pobyt czasowy. To jest jedno postępowanie, ale urzędnicy po prostu nie radzą sobie z liczbą zgłoszeń”.

Głównym problemem jest niewystarczająca liczba wykwalifikowanych urzędników: „Po pierwsze jest ich za mało. Ich praca jest stresująca, a pensje bardzo niskie, w związku z tym w urzędach jest też duża rotacja urzędników. Sam zamysł usystematyzowania sytuacji imigrantów zarobkowych w Polsce jest bardzo dobry, ale według mnie poczucie ze strony ministerstwa jest takie, że już bardzo dużo zrobiono. Tymczasem to dopiero początek!”.

Na zdjęciu Monika Prończuk
Monika Prończuk

Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce. W OKO.press pisała o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej. Obecnie pracuje w biurze The New York Times w Brukseli.

Komentarze