Narracja PiS dotycząca "obcych" się rozpada. Nowa strategia migracyjna ma być gotowa jeszcze w czerwcu. Tymczasem Polska jest zupełnie niegotowa: polityka integracyjna nie istnieje, migranci są pozostawieni sami sobie, a skutki polityki zarządzania strachem odczuwają właśnie oni na własnej skórze

Rząd PiS stoi w rozkroku. Z jednej strony musi zmierzyć się z rzeczywistością – realnym brakiem rąk do pracy. Żeby to zrobić, musi jednak wycofać się z narracji nienawiści dotyczącej „obcych”, w tym uchodźców i imigrantów, bez zawiedzenia swojego elektoratu. Według informacji „Dziennika Gazety Prawnej”, rządowy dokument dotyczący priorytetów polityki migracyjnej i planu działania ma być gotowy już pod koniec czerwca. Przygotowują go wspólnie Ministerstwo Pracy, Ministerstwo Rozwoju i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. To ostatnie oponuje przeciwko zbyt dużym ułatwieniom dla cudzoziemców na polskim rynku pracy – z powodu bezpieczeństwa. Tylko że minister rozwoju Jerzy Kwieciński ma w rękawie mocniejszy argument: wg. danych GUS już w zeszłym roku nieobsadzonych było ponad 100 tysięcy miejsc pracy. W 2030 roku pracodawcy będą mieli problemy z obsadzeniem co piątego stanowiska pracy – z 20 milionów potrzebnych pracowników pracować będzie około 16 milionów, wynika z danych Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju.

W jaki sposób PiS pogodzi realne potrzeby rynku pracy ze swoją retoryką dotyczącą imigrantów? Ciężko zachęcać cudzoziemców do pracy w Polsce i osiedlania się tutaj na dłużej,  na każdym kroku stosując politykę zarządzania strachem, a dodatkowo obcinając fundusze organizacji pozarządowych na działania integracyjne, jednocześnie nie dysponując jakąkolwiek długofalową polityką integracyjną – jak w przypadku rządu PiS. Przez retorykę PiS również polskie społeczeństwo nie jest przygotowane na przyjęcie migrantów i uchodźców.

Winnicki: PiS oszukał wyborców

OKO.press rzadko (a właściwie nigdy) zgadza się z Robertem Winnickim, posłem i szefem Ruchu Narodowego. Tymczasem w środę, 6 czerwca 2018, Winnicki zdemaskował sprzeczną narrację PiS dotyczącą migrantów.


Nie przyjmiemy imigrantów - mówiliście. Tymczasem przez dwa i pół roku do Polski trafiło setki tysięcy Ukraińców i dziesiątki tysięcy Azjatów.

Robert Winnicki, Sejm - 06/06/2018

Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Prawda. Rząd jedno mówi, co innego robi.


Z jego słowami ciężko się nie zgodzić (chociaż OKO nie zgadza się z oceną skutków): szef Ruchu Narodowego oskarżył PiS o to, że oszukał Polaków w „kwestii migracyjnej”. Przypomniał, że w 2015 roku PiS szedł do wyborów z hasłem „zero uchodźców”, sprzeciwiając się przyjęciu 6 tysięcy uchodźców z unijnej procedury relokacji. Tymczasem jak twierdzi Winnicki, od czasu dojścia do władzy wojewodowie wydali setki tysięcy pozwoleń na pracę dla cudzoziemców: „Oszukaliście Polaków w tym zakresie”.

Te słowa potwierdza podsumowanie Ministerstwa Pracy, według którego w 2017 roku wydano w Polsce 276 tysięcy pozwoleń na pracę dla cudzoziemców.

Przypomnijmy narrację PiS dotyczącą cudzoziemców. W 2016 i 2017 roku PiS dokonało niemożliwego – przekonało obywateli kraju, gdzie cudzoziemcy stanowią 0,3 proc. społeczeństwa, że „obcy” to dla nich śmiertelne niebezpieczeństwo. Kampania strachu przed „uchodźcami” i „obcymi”, którą prowadzi PiS od kampanii wyborczej 2015, ale także przyzwolenie na nacjonalistyczną i rasistowską narrację (np. podczas Marszu Niepodległości), przynosi smutne efekty. Nie tylko w badaniach postaw, ale także w aktach fizycznej przemocy na tle ksenofobicznym i rasistowskim – jak pokazuje m.in. najnowszy raport Prokuratury Krajowej dotyczący „przestępstw popełnionych z pobudek rasistowskich, antysemickich lub ksenofobicznych”. Pamiętny był ksenofobiczny komentarz Jarosława Kaczyńskiego do kryzysu uchodźczego z października 2015 roku: „Różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne”.

Prawo i Sprawiedliwość od czasu dojścia do władzy systematycznie rozmontowuje system zwalczania dyskryminacji i przestępstw z nienawiści, m.in. poprzez rozwiązanie Rady ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, rozwiązanie Zespołu ds. Ochrony Praw Człowieka, wycofanie z użycia podręcznika dla policjantów do rozpoznawania przestępstw motywowanych nienawiścią i dyskryminacją uznając go za „zideologizowany”, obcinanie pieniędzy na szkolenia dla policjantów i służb z zakresu rozpoznawania i przeciwdziałania przestępstwom z nienawiści.

Rykoszetem obrywają też Ukraińcy i Białorusini, czyli dwie największe grupy narodowościowe imigrantów ekonomicznych w Polsce.

Według najnowszego raportu Związku Ukraińców w Polsce,Ukraińcy w Polsce są dyskryminowani, a polski rząd biernie się temu przygląda. Rośnie liczba negatywnych opinii o Ukraińcach, rośnie liczba przestępstw z nienawiści (zwłaszcza przypadków użycia mowy nienawiści) – a polski rząd robi bardzo niewiele, aby temu przeciwdziałać. Coraz więcej jest negatywnych wypowiedzi o Ukraińcach – zarówno w mediach, jak i w internecie, a także w wypowiedziach polityków, głównie partii rządzącej.

Ministerstwo Rozwoju proponuje najdalej idące zmiany

Według wiceministra rozwoju Jerzego Chorążego, „Niedobór rąk do pracy jest widoczny w niemal każdej branży. Nawet w niewielkich miastach, w których jeszcze niedawno było dwucyfrowe bezrobocie, zaczyna brakować chętnych”. Już teraz polscy przedsiębiorcy narzekają na brak rąk do pracy – a w przyszłości ma być tylko gorzej. Brakować będzie niewykwalifikowanych pracowników fizycznych, ale też wykwalifikowanych kadr. „Wszelkie rozwiązania wewnętrzne nie wystarczą. Musimy oprzeć się na osobach z zagranicy” – powiedział minister rozwoju Jerzy Kwieciński pod koniec marca 2018, prezentując tzw. nowe priorytety polityki migracyjnej. Przekaz jest jasny:

żeby uniknąć katastrofy gospodarczej, potrzebujemy dużej liczby migrantów ekonomicznych.

Jak donosi Dziennik Gazeta Prawna, dokument dotyczący szczegółowych rozwiązań polityki migracyjnej jest przedmiotem sporu pomiędzy Ministerstwem Pracy, Inwestycji i Rozwoju oraz Spraw Wewnętrznych. Resort inwestycji i rozwoju, prowadzony przez Jerzego Kwiecińskiego, pod presją przedsiębiorców proponuje najdalej idące zmiany: m.in.

  • wydłużenie możliwości pracy na tzw. oświadczeniu (czyli bez konieczności otrzymywania pozwolenia na pracę, dla obywateli pięciu byłych republik radzieckich),
  • zezwolenia „małżeńskie” (małżonek osoby posiadającej zezwolenie na pracę nie będzie musiał się o nie starać),
  • elektroniczne składanie wniosków o pozwolenie o pracę, wydłużenie okresu obowiązywania pozwolenia na pracę (z trzech do pięciu lat)
  • umożliwienie obywatelom wybranych krajów pracę bez konieczności zdobywania pozwoleń.

Wiceminister Paweł Chorąży zapowiedział, że będą to państwa Azji Południowo-Wschodniej, np. Wietnam czy Filipiny. Dlaczego? „Mamy informacje od pracodawców, że osoby z tych krajów szybko aklimatyzują się w Polsce i dobrze się integrują”. To dość zaskakujący wybór, zważywszy na to, że w 2017 roku obywatelom Wietnamu wydano zaledwie 812 pozwoleń na pracę, a Filipińczykom – 750, z ponad 267 tysięcy. OKO.press wysłało pytanie do Ministerstwa Rozwoju o to, które grupy pracodawców były konsultowane i na jakiej podstawie oceniono, że to obywatele tych krajów najlepiej się integrują.

Polityka zaprzeczania rzeczywistości

Problem w tym, że cudzoziemcom w integracji w żaden sposób nie pomaga państwo.

Nie istnieje żaden rządowy dokument dotyczący polityki integracyjnej,

rząd nie ma sensownego pomysłu na to, jak ułatwiać cudzoziemcom interakcje z polskim społeczeństwem, uczyć się polskiego języka i kultury, czy odnaleźć się na rynku pracy. To polityka zaprzeczania rzeczywistości – rząd nie chce zmierzyć się z rzeczywistością i z prawdziwymi problemami prawdziwych migrantów. To z pewnością nie jest metoda na to, żeby cudzoziemców zachęcać do przyjazdu do Polski – i do zamieszkania tu na stałe.

Łatwiej utrzymywać fikcję postaci „uchodźcy wyobrażonego” – terrorysty, Araba, muzułmanina, który jest sumą wszystkich strachów Polaków. Co z tego, że uchodźca w Polsce statystycznie raczej jest samotną matką z Czeczenii z czwórką dzieci, której nikt w Polsce nie chce wynająć mieszkania. A migrant jest właśnie np. obywatelem Ukrainy albo Nepalu, który przyjechał do pracy – ale jeśli nikt nie pomoże mu nauczyć się języka i zapuścić tu korzenie, to niedługo wyjedzie dalej, na Zachód. A polski pracodawca straci pracownika, którego zdążył już wyszkolić.

W Polsce pomocą cudzoziemcom zajmują się niemal wyłącznie organizacje pozarządowe, które do tej pory finansowane były głównie ze środków europejskich. Od 2015 roku jednak rząd PiS blokuje wypłaty z tzw. FAMI, czyli Funduszu Azylu, Migracji i Integracji. Zamiast tego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zorganizowało wiosną i latem 2017 roku dwa nabory „ograniczone”, w których startować mogły jedynie instytucje państwowe – urzędy wojewódzkie.

Przeważającą większość działań integracyjnych – zarówno dla uchodźców, jak i migrantów – koordynują właśnie organizacje pozarządowe. Blokowanie środków europejskich jest dla nich katastrofalne.

Zmiany w prawie nie ułatwiają życia cudzoziemcom

Na początku 2018 roku weszły w życie nowelizacja ustawy o cudzoziemcach i ustawy o promocji zatrudnienia i rynku pracy. Wprowadzono m.in. nowe rodzaje pozwolenia: na pracę sezonową, oraz w związku z przeniesieniem wewnątrz przedsiębiorstwa. Zmieniły się m.in. przepisy dotyczące wydawania oświadczeń oraz pozwoleń na pracę. Zgodnie z nowymi przepisami trzeba udowodnić, że dany cudzoziemiec ma kwalifikacje do wykonywania zawodu, a urząd ma prawo poprosić o przesłanie oryginalnych dokumentów. Jak przyznaje MSWiA, głównym celem nowelizacji było wdrożenie prawa unijnego. Te zmiany nie ułatwiły życia cudzoziemcom, którzy chcą pracować w Polsce, wręcz przeciwnie – procedury znacznie się wydłużyły. Przyczyna jest prosta – cudzoziemców chętnych do pracy w Polsce jest coraz więcej, procedury się skomplikowały, a urzędników jest po prostu za mało.

Ewa Kacprzak-Szymańska ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, która pomaga cudzoziemcom pracującym w Polsce, powiedziała OKO.press: „Kiedyś na pozwolenie na pracę czekało się trzydzieści dni, teraz nawet trzy miesiące. W związku z tym pracodawcy masowo zaczęli wyrabiać oświadczenia. W związku z tym procedura wydawania oświadczeń też się wydłużyła: kiedyś trwała 7 dni, teraz nawet miesiąc.

Zwiększyły się też kolejki w urzędach wojewódzkich przy wydawaniu pozwolenia na pracę i pobyt czasowy. To jest jedno postępowanie, ale urzędnicy po prostu nie radzą sobie z liczbą zgłoszeń”.

Głównym problemem jest niewystarczająca liczba wykwalifikowanych urzędników: „Po pierwsze jest ich za mało. Ich praca jest stresująca, a pensje bardzo niskie, w związku z tym w urzędach jest też duża rotacja urzędników. Sam zamysł usystematyzowania sytuacji imigrantów zarobkowych w Polsce jest bardzo dobry, ale według mnie poczucie ze strony ministerstwa jest takie, że już bardzo dużo zrobiono. Tymczasem to dopiero początek!”.

Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce.
W OKO.press pisze o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym