Marta za kilka dni weźmie drugi ślub kościelny. Pierwszy został unieważniony. "Długo nie mogłam zrozumieć, że według Kościoła tego małżeństwa nigdy nie było. W końcu mam córkę z pierwszym mężem. Dla Kościoła te 5 lat nie istnieje. W księdze parafialnej mam przekreśloną informację o małżeństwie z dopiskiem „brak adnotacji o sakramencie małżeństwa”” - mówi

Rozwód dla Kościoła Katolickiego jest niedopuszczalny. Niemniej błądzić jest rzeczą ludzką. Jeśli jest wola, to na sakramentalne „póki śmierć nas nie rozłączy” przymyka się oko. Zamiast rozwodu, można stwierdzić nieważność małżeństwa. Na czym to polega?

Sąd kościelny stwierdza, że małżeństwo nigdy nie było zawarte. Niezależnie czy trwało rok, dwa czy trzydzieści lat.

„Niech go pani unieważni. Co to za problem?”

Niewielki kościół przy skraju lasu w Żaganiu. Wesele pełną gębą. Babcia cichutko łka. Orkiestra przygrywa Beethovena. Marta miała 18 lat. Jej narzeczony – 19. Wydawało się, że to najszczęśliwszy dzień ich życia.

Marta sama mówi, że nie jest szczególnie wierząca, a do kościoła chodzi raczej od wielkiego dzwonu. Wspomina: „Po pięciu latach małżeństwa rozwiodłam się. Był agresywny, brał narkotyki i czasami podnosił na mnie rękę. Rozwód dostałam szybko. Każde poszło w swoją stronę. Kilka lat później poznałam obecnego męża. Wzięliśmy ślub cywilny. Urodziła się nam córeczka. Poukładało mi się w życiu.”

„Żyłam w przekonaniu, że ślubować w kościele można tylko raz – sakrament małżeństwa to nie umowa zlecenie, którą można wymówić w każdej chwili” – kontynuuje Marta. „Aż 7 lat temu przyjęliśmy proboszcza na kolędę. Ksiądz nas zapytał, czy mamy ślub kościelny? Odpowiedziałam, że nie, bo już raz stałam przed ołtarzem. Proboszcz na to: „Niech go pani unieważni. Co to za problem?”. Gdy to usłyszałam, odebrało mi mowę. Byłam zbulwersowana. Nie mogłam zrozumieć lekkości, z którą powiedział „Co to za problem?”.

Rok później na kolędę do Marty przyszedł inny ksiądz. Rozmowa przebiegła podobnie. Tym razem padło pytanie: „Czy rozważała Pani rozpoczęcie procesu stwierdzenia nieważności małżeństwa?”.

„Ksiądz wytłumaczył mi całą procedurę w sądzie biskupim. Na koniec dodał, żeby składając skargę powodową niczego nie oczekiwać. Czekałam jeszcze rok. Nie wiedziałam co zrobić. Mówiło się, że procedura jest nieprzyjemna i pytają o intymne szczegóły życia. W końcu się zdecydowałam i w maju 2014 roku złożyłam skargę w sądzie biskupim o stwierdzenie nieważności małżeństwa” – wspomina Marta.

Fot.Tomasz Szambelan / Agencja Gazeta

2628 unieważnionych małżeństw

„Sakrament małżeństwa daje człowiekowi łaskę, która ma mu pomóc w byciu lepszym chrześcijaninem” – tłumaczy Piotr Szeląg, teolog, doktor prawa i były obrońca węzła małżeńskiego w Gdańskim Trybunale Metropolitalnym. „W Kościele katolickim mamy sakramenty powtarzalne i niepowtarzalne, jednorazowe i wielorazowe. Sakrament małżeństwa może być udzielony kilkakrotnie.”

Wystarczy wpisać „rozwód kościelny” w wyszukiwarkę internetową, żeby otrzymać kompendium wiedzy na ten temat. A także informacje o znanych ludziach, którzy skorzystali z tej procedury.

Na językach są: córka nieżyjącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego Marta (trzeci ślub na horyzoncie, w tym drugi kościelny – czyli dwa rozwody cywilne i jedno kościelne unieważnienie małżeństwa), piosenkarka Edyta Górniak (po rozwodzie cywilnym, w trakcie procesu w sądzie biskupim) i aktorka Katarzyna Skrzynecka (trzy lata temu sąd biskupi stwierdził nieważność jej małżeństwa).

Ze statystyk prowadzonych przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że w 1999 roku Polacy wnieśli 1265 spraw o unieważnienie sakramentu małżeństwa. W 2006 takich spraw było już 1961. W 2010 – 2369. A dwa lata temu – 2628.

„Procesy o stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego stają się w Polsce coraz popularniejsze. Z jednej strony śluby częściej zawierane są w sposób nieprzemyślany, z drugiej – częściej mówi się w mediach o stwierdzeniu nieważności małżeństwa i o tym, kiedy małżeństwo jest nieważne” – wyjaśnia Maciej Góral, adwokat kościelny z Kancelarii Prawa Kanonicznego Dignitas.

„W ostatnich latach zwiększyła się liczba procesów, bo jest świadomość, że można z tego skorzystać. Część wiernych chce jeszcze raz zawrzeć ślub w kościele. Część myśli w kategoriach teologicznych. A niektórzy… wiadomo ludzie są różni” – mówi Piotr Szeląg.

„Kosztowało mnie to 1400 złotych”

Istotą procesu w sądzie biskupim jest zbadanie, czy małżeństwo zaistniało.

Czyli na przykład czy rozpoczęło się dobrowolne współżycie seksualne? Czy obie strony były dojrzałe i gotowe do podjęcia obowiązków małżeńskich? Czy jeden z małżonków nie zataił chorób psychicznych, zaburzeń emocjonalnych lub uzależnień?

Tomasz jest 39-letnim przedsiębiorcą z Nowego Targu. Skargę złożył rok po rozwodzie cywilnym. Opowiada: „Po 7-letnim narzeczeństwie pobraliśmy się. Była żona zawsze mówiła, że nie chce mieć dzieci, bo woli robić karierę. Chciałem się rozstać, to powiedziała, że jednak dzieci będziemy mieli. Ucieszyłem się. Wzięliśmy ślub kościelny. Jestem wychowany w wierze katolickiej i chciałem mieć taką rodzinę. Trochę czasu od ślubu minęło i wspólny przyjaciel powiedział mi, że ona tak naprawdę dzieci nie chce. Miała powiedzieć, że woli usunąć dziecko niż przerwać karierę. Przeżyłem szok. Skonfrontowałem to z nią. Rozstaliśmy się krótko potem.”

„Po złożeniu skargi odezwał się do mnie proboszcz. Znalazł prawnika kanonicznego, który miał mnie przeprowadzić przez meandry procesu. Pytał dużo o okres narzeczeństwa, jak wyglądał ślub, jak nam się żyło po ślubie i w końcu o przyczyny rozstania. Prawnik zasugerował wtedy złożenie skargi z więcej niż jednego tytułu. Wiadomo, z jednym można się wstrzelić, a z drugim nie” – tłumaczy Marta.

Tomasz: „Na początku nie wiedziałem co robić. W internecie znalazłem emerytowaną prokurator. Pomogła mi napisać skargę. Zaniosłem ją do księdza notariusza w kurii i ten powiedział, że wszystko jest źle napisane. Wytłumaczył mi co i jak napisać. Złożyłem skargę i zaczęły się kłamstwa, oszczerstwa, manipulowanie świadkami.”

Marta: „Procesu źle nie wspominam. Odbył się korespondencyjnie. Z całą procedurą poradziłam sobie sama. Adwokata nie potrzebowałam. A całość kosztowała mnie około 1400 złotych. Tylko wyrok odebrałam osobiście i skorzystałam z przysługującego prawa do przejrzenia materiału dowodowego zebranego przez sąd. Miałam 200 kilometrów, ale nie wytrzymałam i pojechałam. Musiałam to przeczytać.”

„Jedynym utrapieniem podczas procesu był obrońca węzła małżeńskiego. Dosłownie rzucał mi kłody pod nogi” – śmieje się Marta.

„Małżeństwo to sakrament, którego trzeba bronić. Moją rolą było szukanie wszelkich argumentów, które przemawiały za ważnością małżeństwa. Wyłapywałem braki dowodowe lub brak logiki w całym postępowaniu. Kościół broni związek małżeński pod względem instytucjonalnym do samego końca” – opowiada Piotr Szeląg.

Marta: „U mnie była dość specyficzna sytuacja, bo były mąż nie chciał uczestniczyć w procesie. W odpowiedzi na wezwanie sądu napisał, że zgadza się z treścią pozwu, a nasze małżeństwo zostało nieważnie zawarte, ponieważ był za młody i niedojrzały. Obrońca krzywo patrzył na brak strony pozwanej, ale w go przekonałam.”

Tomasz: „Po długiej batalii udało mi się wygrać sprawę w pierwszej instancji. Niestety była żona się odwołała i zbieram materiał dowodowy na kolejną rozprawę. Dopiero po trzech latach od rozwodu znalazłem sobie kogoś nowego. Wziąłem ślub cywilny. Mamy córeczkę. Buduję dom.”

Proces Marty trwał 4 lata. Tomka trwał 3 i zanosi się na co najmniej dwa kolejne.

„Jeżeli człowiek do tego podejdzie uczciwie, to ma szansę na sprawiedliwy werdykt” – komentuje Marta.

„Adwokat kościelny może, a nawet powinien, przy należytej staranności tak przygotować skargę powodową, aby nie tylko była przyjęta do przewodu sądowego, ale przyczyniła się do pomyślnego zakończenia procesu” – komentuje mecenas Góral.

Marta w swojej skardze wpisała dwa powody: „brak rozeznania oceniającego, co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich po stronie mężczyzny” i „niezdolność do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich po stronie mężczyzny”. Sąd odrzucił pierwszy powód, ale uznał drugi. Marta jest wolna.

Wyrok sądu biskupiego zaczyna się słowami: “W Imię Boga Wszechmogącego”.

„Największy żal mam do Kościoła. Nie do Boga”

Marta sama przyznaje, że spotykała się z różną oceną jej decyzji. Niektórzy zarzucali jej, że zrobiła to na pokaz.

Opowiada: „Po ogłoszeniu wyroku przyszła do mnie myśl, że jestem wolna i z byłym mężem nie mam już nic wspólnego. Długo nie mogłam zrozumieć, że według Kościoła tego małżeństwa nigdy nie było. W końcu mam córkę z pierwszym mężem. Dla Kościoła te 5 lat nie istnieje. W księdze parafialnej mam przekreśloną informację o małżeństwie z dopiskiem „brak adnotacji o sakramencie małżeństwa”. Wie Pan, mój obecny mąż też jest rozwodnikiem. Moi rodzice się rozwiedli. Znam to. Ale moje pierwsze małżeństwo po prostu wyparowało.”

Tomasz: „Chcę wziąć drugi raz ślub kościelny. Moja obecna żona jest wierząca. Chcemy mieć katolicką rodzinę. Męczy mnie duchowe połączenie z tamtą kobietą. Wisi to na mnie. Męczy nocami. Dręczy. Moi znajomi, którym się udało, opowiadają o tym jakby spadł im kamień z serca. Żona mówi, żeby się nie przejmować, że już zawsze będziemy razem. Ale to siedzi gdzieś z tyłu głowy.”

A hipokryzja?

Marta: „Te gwiazdy co się rozwodzą, to dla mnie show i popis. Mają pieniądze i robią wszystko. Ja to zrobiłam, bo chciałam zbadać ważność swojego małżeństwa. A gdyby okazało się nieważne, móc stanąć przed ołtarzem ponownie. Ponownie, choć tak naprawdę po raz pierwszy, bo poprzedni związek nie istniał. Ale największy żal mam do Kościoła. Nie do Boga. Proces trwał 4 lata. W międzyczasie zmarła mi mama, dziadek i babcia. Chciałam iść do komunii i wyspowiadać się. Nie mogłam. Bo według Kościoła żyję w grzechu.”

Tomasz: „Jestem zawiedziony Kościołem, bo umożliwia mi unieważnienie małżeństwa, ale nie pozwala mi żyć jak katolik. Jestem na uboczu. Nie mogę się wyspowiadać. Nie mogę przyjąć komunii świętej. Stoimy z żoną z boku i patrzymy. Jesteśmy wykluczeni.”


Dziennikarz "Superwizjera" TVN


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym