15 stycznia 2022

Państwo zagląda pod kołdrę. RPO do obywateli: macie prawo bać się inwigilacji i bez Pegasusa

Do RPO zgłaszają się ludzie z pytaniem, czy rzeczywiście władza może ich podsłuchiwać. Okazuje się, że może - bo polskie prawo nie spełnia standardów europejskich w tej sprawie. Ale nawet ono nie pozwala na używanie Pegasusa 

Dzień po powołaniu nadzwyczajnej komisji senackiej ds. Pegasusa interweniuje kolejna instytucja państwowa. RPO powołuje się na głosy wystraszonych ludzi (za każdym razem, gdy jakaś sprawa staje się głośna, do Biura RPO zaczynają pisać, a zwłaszcza dzwonić na bezpłatny telefon 800 676 676 ci, którzy usłyszeli o sprawie w mediach — to miara tego, jak temat przebił się do świadomości publicznej).

Zdaniem RPO obywatele słusznie się boją: państwo może zbierać o nich informacje i nie wiadomo, do czego je wykorzysta. RPO przypomina premierowi, że problem jest naprawdę poważny i że ma obowiązek interweniować. Formalnie sprawuje przecież nadzór nad służbami specjalnymi. RPO prosi też

“o szczegółowe odniesienie się do wszystkich kwestii oraz wątpliwości”.

Za kilka tygodni możemy się więc spodziewać odpowiedzi z kancelarii premiera.

Inwigilacja po polsku bez Pegasusa

RPO pisze:

  • Kontrola nad zbieraniem informacji o obywatelach jest w Polsce iluzoryczna – powinien ją sprawować niezależny organ, który badałby też skargi.
  • Ludzie nie są informowani, że byli inwigilowani, choć na taką potrzebę wskazał Trybunał Konstytucyjny.
  • Choć są sytuacje, w których inwigilacja jest potrzebna i niezbędna, zawsze staje ona w sprzeczności z prawami jednostki. Dlatego możliwości służb specjalnych muszą być precyzyjnie uregulowane i kontrolowane, a prawa obywateli – dobrze zabezpieczone.

Od lat wiadomo, jak to zrobić.

W 2014 roku Trybunał Konstytucyjny wskazał, że inwigilacja obywatela ma być ostatecznością, a nie rutyną.

Obywatel ma prawo do informacji, że państwo zbierało o nim informacje i co z tym zrobiło. Prawo to przysługuje tak samo osobom podejrzewanym o naruszenie prawa jak i tym, którzy byli inwigilowani przez przypadek. To wynika wprost z art. 51 ust. 3 i 4 Konstytucji.

Art 51. 3. Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. Ograniczenie tego prawa może określić ustawa. Art 51. 4. Każdy ma prawo do żądania sprostowania oraz usunięcia informacji nieprawdziwych, niepełnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawą.

Trybunał Konstytucyjny przypomniał też w 2014 roku orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Wynika z niego, że niejawne pozyskiwanie informacji może dotyczyć wyłącznie wykrywania i ścigania poważnych przestępstw oraz zapobiegania im. Procedury takiej inwigilacji powinny być unormowane w ustawie. Elementem tej procedury powinno być uzyskiwanie zgody “niezależnego organu na niejawne pozyskiwanie informacji”.

Ustawa powinna precyzować:

  1. kategorię osób, wobec których można stosować kontrolę operacyjną, na podstawie nakazu sądu;
  2. rodzaj przestępstw, wobec których można taki nakaz wydać;
  3. maksymalną długość czasu kontroli;
  4. procedurę raportów o treści zarejestrowanych rozmów (w sprawach chodziło o podsłuchy telefoniczne);
  5. środki gwarantujące przekazanie zapisów w stanie nienaruszonym i w całości umożliwiającym ich skontrolowanie przez sędziego i obronę;
  6. określenie wypadków, gdy zapisy mogą lub muszą być zniszczone, zwłaszcza gdy śledztwo umorzono lub sąd uniewinnił skazanego.
Zmiany prawa poszły jednak w Polsce w przeciwnym kierunku - zauważa RPO.

PiS-owska „ustawa inwigilacyjna” z 15 stycznia 2016 roku znacząco poszerzyła możliwości policji i służb specjalnych. Uzyskały one wtedy dostęp do danych internetowych za pomocą stałego łącza.

Pobieranie danych nie musi się zatem wiązać z żadnym toczącym się postępowaniem. Służby nie muszą już — tak jak przedtem — składać pisemnych wniosków do dostawców usług internetowych i wykazywać na potrzeby jakiego postępowania dane są im potrzebne.

Oznacza to, że dane te mogą być zbierane nie tylko wówczas, gdy jest to rzeczywiście konieczne do wykrywania lub zapobiegania najpoważniejszym przestępstwom, którym inaczej nie da się przeciwdziałać, ale także wtedy, gdy jest to dla służb wygodne.

Nie ma też realnej kontroli pobierania danych obywateli. Sąd okręgowy ma wprawdzie prawo do kontroli, ale jedynie na podstawie zbiorczych półrocznych sprawozdań służb. Sąd nie musi, ale tylko może weryfikować, czy dane te pobrano zasadnie. Tajne sprawozdania służb nie są udostępniane jako informacja publiczna.

W czerwcu 2016 roku również Komisja Wenecka uznała, że nowelizacja ustawy o policji nadaje służbom zbyt szerokie kompetencje. Uderza to w prawo do prywatności obywateli. Komisja zaleciła m.in., by pozyskiwanie najważniejszych danych telekomunikacyjnych i internetowych ograniczyć do najgroźniejszych sytuacji i skrócić czas przechowywania danych.

Pegasus po polsku

W 2019 roku RPO opublikował raport "Osiodłać Pegaza" (pojawiły się już wtedy informacje o tym, że służby nie tylko zbierają dane sztywnym łączem, ale stosują narzędzie radykalnej inwigilacji – Pegasusa).

Autorzy raportu postulowali

  • powołanie niezależnego organu, który zajmowałby się nadzorem nad działalnością służb specjalnych i mógł rozpatrywać skargi na ich działania;
  • przyznanie jednostce prawa do informacji o byciu przedmiotem zainteresowania ze strony uprawnionych instytucji i prawa dostępu do zebranych danych.

Co do samego Pegasusa, RPO nie ma wątpliwości: "Polskie prawo nie daje sądowi możliwości wyrażenia zgody na inwigilację za pomocą Pegasusa. Kierowany do sądu wniosek o kontrolę operacyjną powinien dokładnie opisywać, jakie informacje i w jaki sposób będą pozyskiwane, a także jakie jest uzasadnienie inwigilacji" - powiedział Marcin Wiącek w głośnym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".

"Zasadą w polskim prawie jest, że to sąd wyraża zgodę na kontrolę operacyjną, gdy zachodzi podejrzenie popełnienia poważnego przestępstwa. Natomiast (…) Pegasus daje możliwość całkowitego przejęcia kontroli nad telefonem – nie tylko podsłuchu rozmów czy monitorowania esemesów, ale „zassania” całej zawartości telefonu, włamania się do wszystkich znajdujących się na telefonie informacji, a ponadto bieżący dostęp do kamery czy głośnika. (...)

Nie dostrzegam w przepisach podstawy do stosowania, można powiedzieć, totalnej i nieograniczonej kontroli nad zawartością i funkcjonalnością czyjegoś telefonu.

Wierzę więc, że żaden polski sąd nie wydał i nie wyda zgody na inwigilację za pomocą systemu Pegasus. Ponadto opowiadam się za utworzeniem niezależnego organu, którego zadaniem byłoby nadzorowanie służb specjalnych i przyjmowanie skarg od obywateli. Taki jest standard międzynarodowy i moim obowiązkiem jest apelowanie o jego wdrożenie do polskiego porządku prawnego".

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne