0:00
Prawa autorskie: Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.plPatryk Ogorzalek / A...
23 grudnia 2022

Świąteczny stragan grozy. Sprzedawcy patroszyli żywe ryby i urywali im głowy bez ogłuszania

Do sprzedaży trafiały poranione ryby, którym sprzedawcy własnoręcznie ukręcali głowy. Zazwyczaj ich nie ogłuszali, więc zwierzęta były poddane niepotrzebnemu cierpieniu. To sceny, które zarejestrowali aktywiści Fundacji „Viva!" Inspekcja weterynaryjna po ich interwencji zamknęła stragan

Wydrukuj

Na nagraniu widać stoisko, jakich w Polsce wiele. W starej, nieco przerdzewiałej wannie pływają ryby, które mężczyzna sprzedaje na wolnym powietrzu, wewnątrz niewielkiego namiotu. Przed wiatrem i opadami chroni go płot i niebieska plandeka. Mężczyzna wyciąga z wody rybę znajdującą się w mniejszym, metalowym pojemniku. Zwierzę nadal się rusza. Sprzedawca nie zważając na to, przecina okolice głowy niewielkim, szpiczastym nożem. Ryba nadal daje znaki życia. Przestaje po tym, jak mężczyzna zdecydowanym ruchem odrywa jej głowę. Pozbawione jej ciało kładzie na ladzie i patroszy.

Okrucieństwo bez ogłuszenia

Takie sceny zarejestrowała kamera aktywistów walczącej o prawa i godność zwierząt Fundacji "Viva!" Działacze obserwowali stoisko w Antoninie pod Ostrowem Wielkopolskim. Nie była to jedyna drastyczna scena ze straganu. W czasie obserwacji sprzedawcy wielokrotnie urywali rybom głowy, patroszyli jeszcze żywe zwierzęta, rzadko próbowali ogłuszyć je przed uśmierceniem - najczęściej zresztą nieskutecznie.

"Oznacza, że ryby nadal odczuwały ból. Nagrania pokazują, w jaki sposób traktowane są ryby w ostatnich chwilach swojego życia. Brak skutecznej kontroli, odpowiednich przepisów i ludzka obojętność prowadzą do poważnych nieprawidłowości, a także znęcania się nad zwierzętami, często ze szczególnym okrucieństwem "- komentuje Łukasz Musiał, koordynator kampanii śledczej "Vivy!" - Stopklatka. Sceny ze stoiska przedstawia materiał filmowy, który prezentujemy poniżej. Ostrzegamy, że sceny są drastyczne.

Horror w Antoninie trwa nie tylko od święta. Ryby z namiotu sprzedawane są przez cały rok, przez ręce sprzedawców przewijają się setki jesiotrów, sumów, amurów i karpi.

"Zarejestrowane nagrania są szokujące i trudne do oglądania nawet dla osób od dawna zaangażowanych w działania śledcze na rzecz zwierząt" - wyznaje Karolina Czechowska z "Vivy!". - "Aktywiści mają świadomość i wiedzę na temat tego, jak traktowane są zwierzęta, jednak konsumenci i konsumentki nie mają bezpośredniego wglądu w proces chowu czy uboju zwierząt, w tym także ryb. A żaden producent nie może im zagwarantować, że produkty mięsne, które kupują, nie wiązały się z cierpieniem zwierząt. Dodatkowym problemem jest częsty sposób postrzegania przez ludzi ryb jako zwierząt mniej zdolnych do odczuwania niż ssaki czy ptaki."

Szybka reakcja Inspekcji. Stoisko zamknięte

"Viva!" zawiadomiła w sprawie Antonina Powiatowego Lekarza Weterynarii i złożyła zawiadomienie do prokuratury. Przekazana dokumentacja zawierała trzy i pół godzin filmu. Powiatowa Inspekcja Weterynaryjna po zapoznaniu się z materiałem przyznała, że warunki sprzedaży ryb były niewłaściwe. Do sprzedaży trafiały poranione ryby, niewłaściwe było narzędzie, którym zabijano ryby (nóż z piłką do chleba), a zwierzęta w trakcie uśmiercania traktowano ze szczególnym okrucieństwem, stoisko działało bez rejestracji. Na jaw wyszło też, że jedna z osób obsługujących stoisko jest myśliwym, który posiada zezwolenie na broń.

Inspekcja zareagowała szybko. Już dzień po publikacji wyników śledztwa fundacji jej przedstawicielki zdecydowały o zamknięciu stoiska. Biorąc pod uwagę szczególne okrucieństwo, z którym zabijane były ryby, zdecydowały o skierowaniu sprawy na policję.

"Te wyjątkowo drastyczne nagrania pokazują, że jest bardzo niska świadomość zarówno przepisów chroniących ryby jak i faktu, że ryby są zwierzętami zdolnymi do odczuwania bólu." - mówi Cezary Wyszyński, prezes Fundacji "Viva!". Jednocześnie zwraca uwagę na sukces - większosć dużych sieci w ostatnich latach zrezygnowało ze sprzedaży żywych ryb. "Ale to nadal za mało biorąc pod uwagę to, jak są uśmiercane i traktowane podczas transportu i sprzedaży" - twierdzi Wyszyński.

Według prawników organizacji znęcającym się nad rybami osobom może grozić od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Ryby mają swoje prawa

Na brak empatii wobec ryb uwagę na łamach OKO.press zwracała mec. Karolina Kuszlewicz, prawniczka zajmująca się sprawami okrucieństwa wobec zwierząt. Kuszlewicz zachęcała czytelników do zgłaszania przypadków znęcania się nad rybami na policję czy straż miejską. Jak pisała, funkcjonariusze nie zawsze reagują właściwie, jednak ryby w polskim porządku prawnym również mają prawo do humanitarnego traktowania.

"Znęcanie się nad karpiami jest przestępstwem. Ściganie przestępstw, a także inicjowanie działań w celu ich zapobiegania jest podstawowym obowiązkiem policji. Tymczasem okazuje się, że zawiadomienie policji o sytuacji, w której karpie są traktowane niehumanitarnie, jest często bardzo utrudnione" - pisała Kuszlewicz w przedświątecznym tekście. Adwokatka zasłynęła obroną karpi sprzedawanych w sklepach. Za jej sprawą w grudniu 2016 roku Sąd Najwyższy orzekł, że sprzedaż żywych ryb w foliowych workach bez wody to przypadek znęcania się nad zwierzętami.

W ciągu kilku lat od publikacji orzeczenia Sądu niemal wszystkie duże sieci handlowe zrezygnowały ze sprzedaży żywego karpia. Według danych zebranych przez Fundację Compassion można je dostać jedynie w sklepach Makro. Deklaracji o zaprzestaniu sprzedaży, mimo faktycznego jej wstrzymania, nie złożył E.Leclerc.

"Już na etapie transportu, żywe karpie są często wiezione do sklepów w nieodpowiadających ich potrzebom, zbyt ciasnych zbiornikach. Następnie, trzymane w ogromnym stłoczeniu w basenach handlowych, otrzymują w wodzie niedostateczną ilość tlenu i okaleczają się nawzajem. Wreszcie, już po zakupie, duszą się w pozbawionych wody reklamówkach, by zostać potem zabitymi przez niewykwalifikowanych do tego ludzi" - piszą członkowie organizacji.

Według zleconych przez organizację sondaży Polki i Polacy odchodzą od kupna żywych ryb. Na ich zakup w 2020 roku decydowało się nadal aż 26,6 proc. pytanych, jednak zakazu ich sprzedaży według zeszłorocznych danych chce niemal 60 proc.

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne