Polacy kochają suplementy. Produktów przybywa, reklam - także. Chcesz żyć niezdrowo? Nie ma sprawy, po prostu zażyj tabletkę. Rozdrażnione dziecko? Uspokoi się, gdy dasz mu żelki. Tymczasem badania Narodowego Instytutu Leków pokazują, że 1/4 suplementów ma skład niezgodny z deklaracjami producentów. A rynek jest poza kontrolą

Przerwa reklamowa. Na ekranie małżeństwo. Żonie wyraźnie się nie podoba pomysł boczku w jajecznicy. Mówi mężowi, żeby lepiej dbał o swój podwyższony cholesterol. Wtedy okazuje się, że on bierze już Proliver, więc nie ma problemu: „Poproszę podwójną porcje boczku”. Takich wesołych reklam przekonujących, że suplement diety pomoże nam prowadzić niezdrowy tryb życia, jest wiele. Choć to nielegalne. Tak samo jak sugerowanie, że suplement jest lekiem.

Wbrew ogólnym przekonaniom, suplementy diety nie są wyrobami medycznymi, a jedynie uzupełniającymi produktami spożywczymi, będącymi skoncentrowanym źródłem składników odżywczych.  Jak wskazują lekarze, te same składniki można znaleźć w każdej zrównoważonej i dobrze skomponowanej diecie. Bo choć suplementy występują w postaci kapsułek, syropów i tabletek, nie są lekami.

Do tego Narodowy Instytut Leków (NIL) przebadał ostatnio 50 najpopularniejszych suplementów diety. Okazało się, że jedna czwarta ma inny skład niż ten opisany na opakowaniu. Witamin i składników roślinnych albo było mniej niż deklaruje producent, albo nie było ich wcale. Polacy rocznie wydają na suplementy ponad 3 mld zł.

Jakie to możliwe, że wciąż padamy ofiarą suplementowego oszustwa i jak się przed nim uchronić?

Suplement to nie lek

Emilii Kaczmarek z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, autorki książki „Gorzka pigułka. Etyka i biopolityka w branży farmaceutycznej”, wyniki badań NIL nie zdziwiły:

„Są spójne z wcześniejszymi raportami na ten temat, choćby w 2017 roku Najwyższa Izba Kontroli uznała rynek suplementów diety w Polsce za obszar wysokiego ryzyka”.

Badania NIK również wykazały niezgodność zawartości z deklaracjami producentów. Co gorsza, znaleziono też substancje szkodliwe: bakterie chorobotwórcze, substancje zakazane czy stymulanty podobne do amfetaminy.

Kupując witaminy czy produkty roślinne mało kto zastanawia się, czy kupuje lek, czy suplement i jaka właściwie jest różnica. A jest ogromna.

„Nie wszystko, co można kupić w aptece, jest lekiem” – mówi OKO.press Kaczmarek. „Suplementy diety mają uzupełniać dietę, a nie leczyć. System nadzoru nad tymi produktami jest przez to zupełnie inny. Bezpieczeństwo i skuteczność stosowania leków sprawdzana jest w czasie badań klinicznych.

Suplementów nie bada się w ten sam sposób. Wielu konsumentów nie jest świadomych tej różnicy”.

Producenci suplementów chętnie z tej niewiedzy korzystają.

Rynek suplementów ma się świetnie

Rynek suplementów jest regulowany przez prawo europejskie, które zabrania wprowadzania konsumentów w błąd. Gorzej z nadzorem. Raport NIK stwierdza, że możliwość skutecznej kontroli rynku suplementów przez Inspekcje Sanitarną „praktycznie nie istnieje”.

„O ile w latach 2013-2015 przybywało 3-4 tys. nowo zgłoszonych suplementów rocznie, o tyle w 2016 r. już 7,4 tys.” – czytamy w raporcie.

„Dane Komisji Europejskiej wskazywały, że już w latach 1997-2005 polski rynek suplementów wzrósł o 219% i był to najwyższy wzrost wśród wszystkich państw Unii Europejskiej. W latach 2017-2021 wzrost może wynosić nawet ok. 8 procent rocznie”

W 2016 oznaczało to, że do Głównego Inspektoratu Sanitarnego dziennie przybywało przeciętnie 30 powiadomień o nowych produktach wprowadzanych na rynek. Przyjmowaniem i rozpatrywaniem powiadomień (między innymi) zajmowało się siedem osób.

Reklamy są szybsze niż kontrola

Reklamy suplementów diety nie mogą zgodnie z europejskim prawem sugerować, że produkty te są lekami. Z kolei w reklamach leków bez recepty nie powinni, zgodnie z polskim prawem, występować lekarze ani farmaceuci.

Z jednej strony mamy jednak instytucje odpowiedzialne za nadzór nad reklamą produktów zdrowotnych, które nie nadążają z egzekwowaniem obowiązujących przepisów; z drugiej – luki prawne, np. dotyczące reklamy wyrobów medycznych.

Zdaniem Kaczmarek, przepisy dotyczące reklam są notorycznie łamane. „Często wprowadzają odbiorców w błąd. Nawet jeśli w trakcie spotu pada słowo »suplement diety«, cała fabuła nierzadko sugeruje, że mamy do czynienia z produktem leczniczym, który jest „na” coś, np. wątrobę”.

„Szczególnie nieodpowiedzialne są te reklamy, które sugerują, że poprzez zażywanie promowanych produktów można uniknąć konsekwencji niezdrowego trybu życia”.

Komisja Etyki Reklamy uznała, że reklama Proliveru mogła wprowadzić w błąd, nadużywać zaufania odbiorców lub wykorzystywać ich brak doświadczenia lub wiedzy sugerując, że produkt obniża poziom cholesterolu i niweluje skutki niezdrowej diety.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ścigał Aflofarm za nieetyczne praktyki. W 2017 na firmę nałożono karę prawie 26 mln zł za reklamę RenoPuren Zatoki, która sugerowała właściwości lecznicze produktu.

Rok później ukarano też reklamę Magmisi, która sugerowała, że powszechnym powodem kłopotów dzieci z aktywnością fizyczną, koncentracją czy rozdrażnieniem jest brak magnezu i że ratunkiem jest podanie im żelków.

Producent odwołał się od kary 26 mln zł. Na rozprawie 13 stycznia 2019 sąd zdecydował o jej uchyleniu – za tę samą reklamę karę 10 tys. zł na firmę nałożył wcześniej Główny Inspektorat Sanitarny.

UOKiK od dawna przestrzega przed naruszeniami na rynku suplementów.

„Gdyby sąd podtrzymał decyzję UOKiK , to mógłby być pewien precedens. Teraz kwoty nakładane przez GIS i inne instytucje są na tyle niskie, że dalsze łamanie prawa nadal może się opłacać” – komentuje Kaczmarek.

Źródło UOKiK

Zalew reklam jest tak wielki, że trudno wszystkie skontrolować.

Z danych Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wynika, że od 1997 r. do 2015 r. liczba reklam z sektora produktów zdrowotnych i leków (w tym suplementów diety) wzrosła blisko dwudziestokrotnie. Ogólna liczba reklam wzrosła w tym samym czasie jedynie trzykrotnie.

Źródło: NIK na podstawie danych KRRiT

Projekt w szufladzie

W 2017 roku NIK zwracał uwagę, że polski rynek jest szczególnie narażony na nieuczciwe praktyki naruszające interes konsumentów. „W krajach o utrwalonych praktykach rynkowych nadużyciom zapobiega zjawisko samoograniczania się producentów i importerów w zakresie nieuczciwych praktyk. W Polsce propozycje takiego samoograniczania ze strony producentów pojawiły się dopiero w toku kontroli NIK” – czytamy w raporcie.

25 listopada 2019 w siedzibie KRRiT nadawcy telewizyjni (Polsat, TVN, TVP) i organizacje zrzeszające producentów suplementów diety podpisały samoregulację. Zakłada ona m.in. że reklamy suplementów nie będą wprowadzały odbiorców w błąd, sugerując właściwości lecznicze, ani nie będą odnosić się do nazw chorób, które nie istnieją (!).

W reklamach ma się też pojawiać informacja graficzna podkreślająca, że produkt nie ma właściwości leczniczych.

Rząd zaproponował również wprowadzenia dodatkowej opłaty za reklamę suplementów – 10 proc., która ma trafiać do budżetu NFZ. Producenci są jednak sceptyczni – farmaceutycznych rekinów to nie zniechęci, uderzy za to w małych i średnich przedsiębiorców.

W 2019 zapowiadano rozwiązanie problemu kontroli rynku suplementów nowelizując ustawę o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Planowano m.in. wprowadzenie systemu kar za konkretne złamanie przepisów, opłaty za wprowadzanie nowych suplementów na rynek, wymóg badań… I co? Projekt trafił do szuflady.

Co mogą zrobić konsumenci, którzy nie chcą łykać placebo? „Jeżeli chcemy kupić np. jakąś witaminę, to najlepiej kupować te preparaty, które są zarejestrowane jako leki” – radzi Kaczmarek.

„Mamy dzięki temu większą pewność co do tego, co jest w środku. Warto jednak najpierw porozmawiać z lekarzem czy farmaceutą, a najlepiej sprawdzić w badaniach czy faktycznie danej substancji nam brakuje. Na pewno nie należy diagnozować swojego zdrowia na podstawie reklam”.

Przychodzi OKO do lekarza...
Chcesz, byśmy nadal pilnowali zdrowia Polaków?

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Komentarze

  1. Iwona Maj

    Rynek suplementów ma się dobrze, bo wspiera się na autorytecie, jakim darzone są apteki. Wszystko co jest sprzedawane w aptece uważane jest za lecznicze. Dlatego prawo powinno zobowiązać farmaceutów do prowadzenia osobnej sprzedaży leków i suplementów, z wyraźnym wskazaniem, co jest czym. NP. jedna lada tylko dla leków, druga dla suplementów i kosmetyków. Samym farmaceutom powinno zależeć na takim etycznym działaniu.

    • Arek Jaroszek

      Rynek suplementów ma się dobrze nie dlatego, że wspiera się na autorytecie aptek. Ma się dobrze dobrze dlatego, że jest wsparty gigantycznymi pieniędzmi na reklamę suplementów a Polacy nie odróżniają reklam od innych programów. Jeśli coś jest pokazane w telewizji to znaczy dla nich, że jest dobre. Kilka razy będąc w aptece słyszałem, że ludzie przychodzą po konkretny suplement o którym usłyszeli w telewizji, że "działa"

  2. Roman Mus

    Rozmowa z lekarzem nie musi być w pełni miarodajna w obecnej rzeczywistości prawnej i wszechobecnych nacisków na wszystkich razem i każdego z osobna.
    Jeśli chodzi o szczepionki, to też nie jest wszystko jasne i problem nie można traktować białe-czarne. Wprowadzane nowe substancje, przy coraz powszechniejszej nietolerancji uczuleniowej, na pewno mogą niekiedy powodować groźne dla zdrowia i życia skutki i nie musi to być produkt z Chin.
    Ciekawostka; przez całe życie używałem jakiegokolwiek szamponu do mycia głowy. Ok. 5 lat temu, niby produkt krajowy, spowodował poważne uczulenie na całej części ciała z którą zetknął się ten szampon. Okazuje się, że kilka innych też, ale w mniejszym stopniu.
    Szampon jest używany zewnętrznie i można zareagować dość szybko i w miarę skutecznie, a tabletki i szczepionki wewnętrznie. I tu jest poważnejszy problem.

  3. Marta Górska

    Suplement diety raczej nie zaszkodzi, o ile nie pomoże i co najwyzej może się okazać, że pieniądze wydalismy niepotrzebnie. Za to rynek leków o ogromnej ilosci działań ubocznych ma się dobrze, bo jego producenci to prawdziwi potentaci finansowi. Przecietny czytelnik nie wie, że ogromna część artykułów na temat popularnych leków jest sponsorowana przez ich producentów. A lekarze sa na usługach farmaceutycznej mafii i przepisują to, z czego mają profity. Jak czytam np. artykuły o "skutecznych i bezpiecznych" antydepresantach, to, po prostu, nóż mi się w kieszeni otwiera!

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press