Polskę dręczy susza, rzekom ubywa wody, a remedium na to ma być rządowy Program Rozwoju Retencji na lata 2021-2027. Ale gdy przyjrzeć się mu z bliska, okazuje się, że to planowane w ramach programu inwestycje składają się na pakiet starych i nieskutecznych rozwiązań. "Rodem z PRL" - mówi Koalicja Ratujmy Rzeki. Mają nas kosztować blisko 14 mld zł

„Mamy bardzo trudną sytuację na rzekach. Poziom rzek już się obniżył, a obniży się jeszcze bardziej, ponieważ prognozy mówią, że czeka nas gorący czas. To jednoznacznie pokazuje, że opowieść o tym, że rzeki powinny płynąć dziko, swobodnie, i że nie wolno ich dotykać przynosi taki efekt, że prostu tych rzek za chwilę nie będzie” – powiedział 30 lipca 2019 w rozmowie money.pl minister żeglugi Marek Gróbarczyk.

Stany rzek są obecnie ekstremalnie niskie (tzw. niżówki). Przykładowo, kilka dni temu w Warszawie, na wysokości Mostu Śląsko-Dąbrowskiego, Wisła miała tylko 40 cm głębokości.

Państwowy Instytut Geologiczny (PIG) prognozuje na sierpień również niżówkę hydrogeologiczną, czyli obniżenie lustra wód podziemnych. Już teraz wysychają studnie, które na wsi i w miasteczkach są często głównym, niekiedy nawet jedynym, źródłem wody. PIG alarmuje, że problemy z dostępem do wody w przyszłym miesiącu mogą pojawić się w aż 12 województwach.

Do tego susza rolnicza objęła już niemal cały kraj. Sytuacja jest na tyle poważna, że minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski zapowiedział pomoc finansową dla rolników dopłaty do każdego hektara objętego suszą.

Minister chwali się programem, którego nie ma

By przeciwdziałać pojawiającej się już regularnie co roku suszy i problemom z wodą, Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej przygotowało „Założenia do Programu Rozwoju Retencji na lata 2021-2027 z perspektywą do roku 2030” (ZPRR). Poza ogólną analizą sytuacji, wskazaniem celów i oczekiwanych rezultatów, dokument zawiera listę inwestycji, które mają służyć poprawie retencji, czyli gromadzenia wody w środowisku. Ich łączna wartość to blisko 14 mld zł.

„Przedstawiana obecnie jako »lekarstwo na problem suszy« lista życzeń inwestycyjnych ministra Gróbarczyka ani nie służy retencjonowaniu wody, ani nie odpowiada na wyzwania obecnej klęski suszy”

– pisze w stanowisku przesłanym do redakcji OKO.press Koalicja Ratujmy Rzeki (KRR), która zrzesza 45 organizacji przyrodniczych i ekologicznych w Polsce. Zdaniem KRR to pomysły rodem z PRL: „Anachroniczne, sprzeczne z interesem gospodarczym i społeczne oraz współczesną wiedzą o rzekach i klimacie”. Koalicja podkreśla – wbrew ministrowi Gróbarczykowi – że priorytetem gospodarki wodnej powinna być właśnie odbudowa naturalnej retencji – np. renaturyzacja rzek, czy przywracanie mokradeł.

Choć w mediach minister Gróbarczyk powtarza, że program retencji został już przygotowany, to w rzeczywistości mamy tylko wspomniane założenia. Nie znamy też wyników konsultacji, a same założenia nie zostały jeszcze zatwierdzone przez rząd.

Wbrew ministerialnej narracji sukcesu, jest to wciąż faza początkowa prac, bo sam Programu Rozwoju Retencji (PRR) dopiero przed nami. Według harmonogramu zawartego w ZPRR, finalna wersja Programu ma zostać ukończona dopiero za dwa lata, w pierwszym kwartale 2021 roku.



14 mld na 94 inwestycje

ZPRR otwiera analiza sytuacji bieżącej. „W ostatnich latach deficyt wody i związane z nim zjawisko suszy nasiliły się. Wynika to zarówno z nasilającej się antropopresji, jak i zmian klimatu” – czytamy w dokumencie. Autorzy prognozują, że obydwa wymienione czynniki będą powodować dalsze kurczenie się zasobów wodnych w Polsce i zmniejszanie się retencji.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że wodne zasoby powierzchniowe (np. rzeki i jeziora) są w naszym kraju rozmieszczone nierównomiernie, w efekcie czego największy problem mamy przede wszystkim w centralnej Polsce.  Jak więc ministerstwo chce zatrzymywać więcej w polskim środowisku? Lista działań zawiera kilkanaście ich rodzajów, ale najwięcej mówi załącznik do ZPRR zawierający

wycenioną na 14 mld zł listę 94 inwestycji – realizowanych bądź planowanych – które mają w Polsce retencję poprawić.

Są wśród nich budowy kolejnych stopni wodnych, zbiorników retencyjnych i jazów; regulacje rzek i potoków; piętrzenia jezior i inne dobrze już znane projekty hydrotechniczne. „Duże inwestycje […] – takie jak stopnie wodne Lubiąż i Ścinawa na Odrze, czy stopień wodny Siarzewo na Wiśle są konieczne, aby na skutek zaostrzającego się klimatu największe rzeki w Polsce nie zanikały” – czytamy na stronie projektu Wód Polskich „Stop suszy”.

„Hydrotechniczne trupy inwestycyjne”

„Owszem, w treści ZPRR jest trochę nowoczesnego myślenia o retencji, bo np. pisze się o renaturyzacji rzek” – mówi OKO.press Jacek Engel, prezes Fundacji Greenmind, która jest członkiem KRR. I dodaje:

„Ale kiedy spojrzymy na listę inwestycji, których realizacja jest uważana za kluczową dla sukcesu programu, to okazuje się, że nie znajdziemy informacji mówiącej o finansowaniu choć jednej, której celem jest przywracanie rzek przyrodzie, czy odbudowa mokradeł. Tylko właśnie same większe bądź mniejsze zbiorniki, jazy, czy stopnie wodne, które są właśnie częścią problemu, a nie rozwiązania”.

Engel i cała KRR nazywa je „hydrotechnicznymi trupami inwestycyjnymi”, które po raz kolejny wyciągnięto z szafy. „Bo ilekroć jakiś rząd – nie tylko PiS – chce coś robić z wodą w Polsce, to zawsze odżywa temat budowy kolejnego stopnia wodnego na Wiśle pod Włocławkiem, albo zbiornika zaporowego Kąty Myscowa” – irytuje się.

W zgłoszonych do resortu uwagach do ZPRR, Koalicji zwróciła uwagę na to, że dla żadnej z 94 inwestycji z ministerialnej listy nie określono wpływu, jakie będą one miały dla poprawy retencji.



„Plan leczenia dżumy cholerą”

Tymczasem, przykładowo, już kilkanaście lat temu wykazano, że stopień wodny we Włocławku nie tylko nie ma żadnego znaczenia retencyjnego, nie ogranicza też ryzyka powodzi roztopowych i opadowych, ale na dodatek zwiększa ryzyko zatorów lodowych na Wiśle. Inne badania pokazały, że wymieniona na liście budowa innego stopnia wodnego – Niepołomice – zmniejszy, a nie zwiększy, retencję w dolinie Wisły.

„Cały wykaz nie ma nic wspólnego z ochroną zasobów wodnych w nowoczesnym europejskim Państwie XXI w.” – krytykuje KRR.

Zdaniem Jacka Engela autorzy ZPRR piszą tak, jakby nie mieli świadomości tego, że obecne kłopoty z wodą i jej retencją w Polsce są nie tylko efektem katastrofalnych zmian klimatycznych, czy położenia geograficznego. Ale również osuszania bagien, regulacji rzek i strumieni, czy budowy stopni wodnych, jak ten we Włocławku. „Dlatego proponowana w założeniach do programu lista inwestycji wygląda jak plan leczenia dżumy cholerą” – mówi OKO.press Engel. Działacz Fundacji Greenmind zwraca również uwagę na to, że

na liście oczekiwanych efektów realizacji PRR są również takie, które nie mają nic wspólnego z dbałością o wodne bezpieczeństwo Polski.

„Mam tu na myśli zapisy mówiące użeglowieniu rzek – tworzeniu dróg wodnych – i wykorzystaniu wody dla energetyki”.



Niżówki to problem rzek uregulowanych

Pomysły, by radzić sobie z niżówkami na rzekach poprzez budowę dużych zbiorników retencyjnych krytykuje w rozmowie z OKO.press również dr hab. Wiktor Kotowski, specjalista od bagien i mokradeł z Uniwersytetu Warszawskiego. Zaznacza, że owszem, w pewnym stopniu, z niskimi stanami rzek można radzić sobie dzięki zbiornikom zaporowym – poprzez upusty zgromadzonej wody w czasie jej deficytów poniżej zbiornika.

„Tyle, że problem drastycznych niżówek występuje przede wszystkim w rzekach uregulowanych, którymi woda spływa szybciej” – mówi OKO.press dr hab. Kotowski.

Dlatego zbiornik zaporowy musi kompensować przyspieszenie spływu spowodowane regulacją, a to już odbywa się kosztem przyrody. Tę funkcję może spełniać tylko wtedy, gdy jest wypełniony wodą. I tu pojawia się kolejny problem:

„Wtedy nie może on pełnić kolejnej roli, czyli przeciwpowodziowej, bo zbiorniki zaporowe raczej zwiększają zagrożenie, niż je ograniczają”.

Natomiast to właśnie gromadzenie wody w lasach, mokradłach, czy meandrujących mniejszych rzekach pozwala zrealizować obydwa cele – retencyjny i przeciwpowodziowy – naraz.



Zbiorniki przyjazne przyrodzie?

Do tego, że wielkie zbiorniki nie muszą szkodzić przyrodzie próbował przekonywać w wywiadzie na stronie projektu Wód Polskich „Stop suszy” Wojciech Skowyrski, Zastępca Dyrektora Departamentu Ochrony Przed Powodzią i Suszą w Wodach Polskich. Twierdził, że mogą nawet przyrodzie pomagać, bo można „część wody w sposób kontrolowany upuścić, aby dać szansę na przeżycie zwierzętom wodnym oraz roślinom, kiedy z powodu suszy naturalny przepływ biologiczny w rzece ustaje”.

„W naturalnej rzece warunki są na tyle urozmaicone, że zwierzęta prawie zawsze znajdą odpowiednie siedliska, by przetrwać warunki ekstremalne. Również siedliska roślin są zróżnicowane i kształtowane przez naturalne procesy. Rzeka ma dużą odporność na zmiany poziomu wody, bo takie zmiany to jej naturalna cecha” – odpowiada Kotowski.

Zresztą słowa Skowyrskiego o rzekomej „ekologicznej” funkcji zbiorników wypadają mocno niewiarygodnie na tle tego, co stało się jesienią 2018, gdy zatrzymano przepływ Wisły na stopniu wodnym we Włocławku. W okresie od października do grudnia zrobiono to aż 30 razy, a każda taka operacja spowodowała obniżenie lustra wody o metr poniżej stopnia wodnego. Wskutek tych działań, uśmiercono blisko 5 mln ryb, również tych chronionych – większość z nich po prostu się udusiła na płyciznach i odsłoniętym dnie. Woda opadała zbyt szybko i ryby nie zdążyły uciec na głębszą wodę. W naturalnie płynącej rzece do czegoś takiego nie dochodzi, ponieważ nawet jeżeli lustro wodne się obniża, to dzieje się to stopniowo.

Skowyrski przekonywał też, że dowodem na to, iż zbiorniki nie muszą szkodzić przyrodzie jest to, że wszystkie sztuczne zbiorniki w Polsce są obecnie obszarami NATURA 2000. „Wokół nich powstały całe ekosystemy, w tym siedliska rzadkich gatunków ptactwa wodnego” – powiedział urzędnik.

„Po pierwsze, nie wszystkie sztuczne zbiorniki są ostojami Natura 2000” – mówi dr hab. Kotowski.

„Po drugie, gdyby tam nie było zbiorników, to ostoją zapewne byłyby rzeki i mokradła. Choćby Wisła, Bug, Biebrza to też ostoje Natura 2000 bez zbiorników” – dodaje.


OKO podgrzewa dyskusję o zmianach w klimacie.
Wesprzyj nas, też chcemy przetrwać.

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Komentarze

  1. Stanisław Sztuber

    Gdyby nawet te działania miały zaistnieć, w co wątpię, to i tak kwota jest śmieszna. To nawet nie kropla, a promil kropli w, nomen omen, morzu potrzeb, w tym zakresie.

  2. Ryszard Gwiżdż

    Na ,,dzień dobry" proponuję likwidacji komunistycznego zbiornika w Goczałkowicach oraz sanacyjno-komunistycznej kaskady Soły. Prócz innych "dobrodziejstw" będziemy mieć i takie, że z Krakowa ostanie się jedynie Wzgórze Wawelskie.
    Sapienti sat – a z obsesjonatami, "miłośnikami przyrody" od siedmiu boleści dyskutować nie warto.

  3. Konserwatywny Socjalista

    "z obsesjonatami, "miłośnikami przyrody" od siedmiu boleści dyskutować nie warto."

    Ach ci lewacy od Sorosa, co za judaszowe srebrniki przeszkadzają patriotycznym pobożnym leśnikom i myśliwym od Szyszki. wycinać co się da i strzelać do wszystkiego co się rusza. (To sarkazm aby nie było nieporozumień)

  4. Ryszard Gwiżdż

    @konserwatywny socjalista: a/ wyoślać oczywistości proszę podobnym sobie; b/rekomenduję czytanie ze zrozumieniem i bez zacietrzewienia – podałem jedynie exemplum fragmentaryczne, które łatwo poszerzyć o Solinę, Niedzicę /Sandomierz/ etc.; WYRAŹNIE napisałem o legionie "miłośników przyrody" /takich np. jak partia Zielonych/ którzy ochoczo byle głupstwo podejmą zaś tam , gdzie o ważne sprawy idzie, zwyczajnie ich NIE MA /sprawa krów/. Na szczęście jest kohorta takich, którzy szeroko pojmowane sprawy na serio traktują.
    P.S. Od zarania świata jest mrowie całkowicie bezpłatnych a rzutkich idiotów.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press