"Jeśli trwa strajk potężnej grupy grup społecznej, 16 tys. szkół i przedszkoli, a rząd nie jest zainteresowany doprowadzeniem do porozumienia, to oznacza, że wyszedł z założenia, że wystarczy przeczekać. Jako obywatel takie podejście władz mojego kraju uważam za skandaliczne" - mówił po zakończonych fiaskiem kolejnych negocjacjach Sławomir Wittkowicz z FZZ

Siódme spotkanie negocjacyjne rządu i nauczycielskich związków zawodowych w Radzie Dialogu Społecznego zakończyło się fiaskiem. 18 kwietnia 2019 rząd przyszedł do Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” w niezmienionym składzie, by zaproponować nowe-stare rozwiązanie ignorując propozycje ZNP i FZZ.

Chodzi o zwiększenie pensum nauczycielskiego (liczby obowiązkowych godzin tablicowych) z 18 do 20 od 1 września w 2020 roku. W zamian nauczyciel dyplomowany mógłby liczyć na wzrost średniego wynagrodzenia o 250 zł.

Według związków zawodowych byłaby to podwyżka wynagrodzenia zasadniczego w wysokości 125 zł netto. O zwiększeniu pensum w ciągu najbliższych lat – nawet do 24 godzin do 2023 roku – wicepremier Szydło mówiła już 5 kwietnia.

Ta podwyżka, to obniżka

Co więcej, gdyby przeliczyć, ile nauczyciel zarabia za godzinę okaże się, że nowa propozycja rządu to obniżka, a nie podwyżka. Na Facebooku wyliczył to Leszek Kraszyna: „Nauczycielka dyplomowana zarabia 3500 zł brutto (stawka minimalna, ale większość nie zarabia wiele więcej) i ma 18 godzin pensum tygodniowo, czyli – powiedzmy 72 godziny miesięcznie.

To oznacza, że za jedną godzinę przy tablicy dostaje 48 złotych. Oczywiście jak się uwzględni czas na przygotowanie zajęć, sprawdzanie sprawdzianów itp. to z tych 48 złotych się robi bliżej 20, ale nie w tym rzecz.

Dzisiejsza hojna propozycja rządowa dawała nauczycielom 250 złotych podwyżki brutto za dodatkowe 8 godzin pensum miesięcznie. Czyli 31 złotych za godzinę lekcyjną. De facto rząd proponował więc OBNIŻKĘ wynagrodzenia za godzinę pracy”.

Inaczej liczy to Związek Nauczycielstwa Polskiego. Dziś za godzinę ponadwymiarowej (ponad pensum) pracy nauczyciela stawka wynosi 33 zł netto, jeśli ma on więc dwie dodatkowe godziny w tygodniu to w miesiącu dostaje za nie 264 zł netto.

Gdyby te dwie godziny w tygodniu włączyć w pensum – jak proponuje rząd – to pojedyncza godzina kosztowałaby już 15,5 zł netto. Czyli niecała połowa tego, co dziś nauczyciel dyplomowany dostaje za godzinę ponadwymiarową.

„Dla nauczycieli, którzy już dziś mają dwie godziny ponadwymiarowe – a jak pokazuje badanie IBE, tyle właśnie ma średnio nauczyciel dyplomowany – propozycja rządu oznacza, że dwie godziny ponadwymiarowe »wpadną« w pensum.

A nauczyciel straci na tym jakieś 18 zł netto za godzinę, czyli 144 zł netto miesięcznie. Mamy więc do czynienia nie z podwyżką, ale z obniżką wynagrodzenia” – mówi OKO.press Magdalena Kaszulanis z ZNP.

Związki ustępują, rząd udaje, że nie słyszy

FZZ i ZNP przyszły na dzisiejsze negocjacje z ustępstwami – położyły na stole nowy harmonogram zwiększenia wynagrodzenia nauczycieli w 2019 roku. To wciąż 30 proc., ale rozłożone na mniejsze raty:

  • 15 proc. do września;
  • kolejne 15 proc. do końca roku – w rytmie 5 proc. podwyżki w październiku, listopadzie i grudniu.

Mimo to reprezentujący premiera minister Dworczyk i prowadząca rozmowy wicepremier Szydło ogłosili, że związki zawodowe usztywniły swoje stanowisko i nie mają żadnego nowego pomysłu.

„Na to spotkanie czekaliśmy z dużą nadzieją” – mówiła wicepremier Beata Szydło. „Dochodziły do nas sygnały, że będą nowe propozycje. Stanowisko związków jest jednak usztywnione. (…) Rząd jest gotowy dalej rozmawiać. Najważniejsze przeprowadzenie matur i taki cel rząd przed sobą stawia. Jest tylko potrzebna wola z drugiej strony” – dodała.

Wicepremier wielokrotnie podkreślała, że przyszłość matur jest w rękach nauczycieli i apelowała, by zawiesić strajk na czas matur i nie podgrzewać sytuacji „w tym wrażliwym czasie”. Uchylała się też od odpowiedzi, czy rząd przygotowuje plan „B” na wypadek, gdyby strajkujący nauczyciele nie przystąpili do klasyfikacji uczniów ostatnich klas liceum.

Rząd proponuje 10 proc. za rok

Rozgoryczenia przebiegiem rozmów nie kryli przedstawiciele FZZ i ZNP. Sławomir Wittkowicz z FZZ mówił: „Poprzednie spotkanie miało miejsce ponad tydzień temu. W tym czasie rząd nie podjął wysiłku, by skontaktować się z nauczycielami i ich reprezentantami. (…) Byliśmy przekonani, że w nastroju przedświątecznym rząd z refleksją potraktuje nasze propozycje. Okazuje się, że mamy inne definicje usztywnienia i elastyczności.

Rząd kategorycznie odmówił rozmowy o zwiększeniu wynagrodzenia nauczycieli w 2019 roku”.

Wittkowicz podkreślał, że nowa propozycja rządu dla nauczycieli zamyka się w jednym zdaniu: jeśli uda wam się utrzymać w zawodzie, to możecie liczyć na 10 proc. wzrost wynagrodzeń w przyszłym roku szkolnym.

Większe pensum, mniej nauczycieli

Zwiększone pensum dla nauczycieli oznacza bowiem znaczącą redukcję etatów. Związki szacują, że mogłaby ona wynieść nawet 10 proc. Największe problemy mieliby nauczyciele wczesnoszkolni, którzy nie pracują przy tablicy więcej niż 18 godzin.

Fizycy i geografowie musieliby zbierać godziny do pensum nawet w pięciu szkołach. A poloniści, którzy dziś pracują ponad pensum – więc często zatrudnieni są na półtora etatu – tak naprawdę na propozycji rządu mogliby stracić finansowo.

ZNP i FZZ: To prowokacja

„Taka nowa-stara oferta rządu to prowokacja. Strajk nie może być zakończony, bo na stole nie ma żadnej sensownej propozycji” -mówił Wittkowicz. – „Jeśli trwa strajk potężnej grupy grup społecznej, 16 tys. szkół i przedszkoli, a rząd nie jest zainteresowany doprowadzeniem do porozumienia to oznacza, że wyszedł z założenia, że wystarczy to przeczekać. Jako obywatel takie podejście władz mojego kraju uważam za skandaliczne. Jeśli ktoś posługuje się tu polityką, to jest to rząd”.

Związkowcy podkreślali też, że kwestia pomyślnego przeprowadzenia egzaminów maturalnych leży w gestii rządu, a nie – jak twierdzi wicepremier Szydło – jest w rękach nauczycieli.

Co dalej?

Przewodnicząca Rady Dialogu Społecznego Dorota Gardias przyznała, że nie ma szans, by do kolejnych rozmów usiąść jeszcze przed świętami. Wicepremier Beata Szydło poprosiła związki zawodowe, by wysondowały, jak propozycję zwiększenia pensum w zamian za małą podwyżkę w 2020 roku odbiera „środowisko”.

Premier Mateusz Morawiecki ma dziś zaproponować datę i procedurę Okrągłego Stołu edukacyjnego.

Na ten moment jednak: strajk trwa dalej!


"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press