Brutalna prawda jest taka, że pieniądze, które rząd obiecuje nauczycielom mają znaleźć się w budżetach samorządów. Beata Szydło mówi to wprost. Jak może tak robić była burmistrz i radna sejmiku?! To oznacza wzrost wydatków sztywnych i koniec inwestowania. Jak wtedy, premierze Morawiecki, wykorzystamy fundusze UE? – pyta Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich

„Utożsamiamy się ze słusznymi postulatami związków zawodowych i całego środowiska nauczycielskiego. Czujemy odpowiedzialność za jakość edukacji, a tu kluczowy jest nauczyciel. Wiem, że to ruch desperacki, ale era wzrostu gospodarczego się skończy, a trzeba będzie dokładać do zdrowia. Czas na ratowanie edukacji jest teraz, potem będzie za późno” – mówi OKO.press Marek Wójcik, pełnomocnik Zarządu Związku Miast Polskich ds. legislacyjnych, „fan i działacz samorządów od 1989 roku”, wiceminister administracji i cyfryzacji odpowiedzialny za kontakty z samorządami w rządzie Ewy Kopacz (2015).

Anton Ambroziak, OKO.press: Związek Miast Polskich śledzi przebieg negocjacji rządu ze związkami zawodowymi i…

Marek Wójcik, Związek Miast Polskich: Jesteśmy oburzeni.

Pani premier Szydło powiedziała, że samorządy muszą wziąć na siebie odpowiedzialność  za wzrost kosztów oświaty.

Brakuje mi słów. Znam Beatę Szydło od dawna, byłem szefem sztabu Wspólnoty Małopolskiej, w której w 2002 roku startowała do sejmiku małopolskiego. Wcześniej była burmistrzem. Jak osoba znająca realia samorządów może się tak wypowiadać?!

To wszystko skrajna nieodpowiedzialność administracji rządowej, nie zgadzamy się na takie traktowanie. Apeluję do pana premiera, który tyle mówi o rozwoju i modernizacji. Jeżeli samorządy poniosą koszty podwyżek dla nauczycieli, jeszcze wzrośnie udział wydatków sztywnych i stracimy jakąkolwiek możliwość inwestycji.

Nie zostanie ani złotówka na rozwój. Co to oznacza? Że nie możemy wykorzystywać projektów unijnych, bo wymagany jest w nich wkład własny.  To co, zmarnujemy pieniądze unijne? Niech pan odpowie, panie premierze! Po żołniersku powiem, niech rząd się opamięta. Proszę się z nami spotkać, bo grozi katastrofa.

My patrzymy na gospodarkę szerzej niż pani Zalewska czy pani Szydło, które chcą naszym kosztem ratować się przed strajkiem nauczycieli. Nie może pan tolerować tego, co panu szepczą do ucha.

Na stole pojawiają się wciąż te same propozycje, które leżą na nim od grudnia 2018. Dla samorządów oznaczają niezmiennie olbrzymi kłopot finansowy. Także propozycja prezydenta Dudy to pomysł kosmiczny.

Chodzi o to, by nauczyciele mieli 50 proc. koszty uzyskania przychodu tak jak twórcy i akademicy?

Nie jestem pewien, czy pan prezydent do końca rozumie, o czym mówi. Nauczyciele mają umowy o pracę, gdzie koszty uzyskania przychodu są określone kwotowo. Nawet gdyby jakoś to przeprowadzić, oznaczałoby to olbrzymie ubytki dla budżetu jednostek samorządu terytorialnego, bo dochód z podatku PiT to dla nas ponad 40 mld zł rocznie.  Aż 39,34 proc. całego PIT trafia do gmin, gdzie jest pobierany, 10,25 proc. do powiatu, a 1,60 proc. do województwa.

Pomysł prezydenta miałby podobne konsekwencje jak rządowa propozycją zwolnienia z PIT osób do 26 roku życia. Oczywiście można takie zmiany wprowadzać, ale powinna się pojawić się jakaś rekompensata, np. zwiększenie udziału  i samorządów w podatku dochodowym. Wtedy, proszę bardzo. W innym przypadku nie ma na to naszej zgody.

Czyli wpływy samorządów maleją, a wydatki rosną?

Mamy kolejne alarmujące wyliczenia, które pokażemy 11 kwietnia 2019 roku na konferencji edukacyjnej w Warszawie. Chodzi o to, jak w ostatnich dwóch latach rośnie dysproporcja między powolnym wzrostem subwencji oświatowej (o 1-2 proc.), a szybkim wzrostem budżetu państwa i PKB.

Już pokazaliśmy „edukacyjną lukę finansową” między subwencją a naszymi wydatkami na szkoły, która w 2018 roku wyniosła już 23 mld zł, mówiłem o tym OKO.press. Tyle samorządy dokładają z własnej kasy na utrzymanie oświaty, to dla nas gigantyczne pieniądze. Przez 13 lat przed „dobrą zmianą” „luka finansowa” wzrosła o 9,3 proc, a w ostatnich dwóch latach – 2017 i 2018 – o 12,2 proc. To chyba nie wymaga komentarza.

A co z propozycją centralnie ustalanej wysokości dodatku wychowawczego?

Mam dwa kontrargumenty. Ten światły pomysł oznacza przecież – cały czas to samo! – skubanie jednostek samorządu terytorialnego z pieniędzy, bo to my wypłacamy dodatki dla nauczycieli. Drugi argument dotyczy motywacji zawodowej. Jest powiedzonko z czasów PRL: czy się stoi, czy się leży dwa tysiące się należy. Stały dodatek oznacza, że nie trzeba się starać. My wspieramy autonomię dyrektorów w kształtowaniu wysokości dodatków. Ich celem jest motywowanie do pracy, a motywacja bezpośrednio wpływa na jakość nauczania. Dodatek to – z definicji – coś innego niż wynagrodzenie zasadnicze.

W sensie finansowym większość propozycji rządu dla nauczycieli to zamach na pieniądze samorządów. Po zakończonych negocjacjach Związek Miast Polskich oceni to szczegółowo.

Rząd zapowiada podwyżki dla nauczycieli – 9,6 proc. we wrześniu – informując jednocześnie, że subwencja w 2019 roku nie wzrośnie. Jak to możliwe?  

Już w styczniu, gdy minister Zalewska zaproponowała przyspieszenie 5 proc. podwyżki – ze stycznia 2020 roku na wrzesień 2019 roku – mówiła, że środki na ten cel są zabezpieczone w budżecie.

Proszę nam więc pokazać konkretną pozycję budżetową. Nie ma jej. To co robi minister i rząd, to zwyczajne żarty z nauczycieli i samorządowców.

Gdyby jakaś gmina podjęła zobowiązanie finansowe, na które nie ma pieniędzy w budżecie, to groziłyby jej konsekwencje za naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Rząd się takimi drobiazgami nie przejmuje.

Brutalna prawda jest taka, że pieniądze, które rząd proponuje nauczycielom, mają znaleźć się w budżetach samorządów.

Samorządowcy już są przyparci do muru. Za chwilę będziemy mieć olbrzymi problem, i będzie to problem całego państwa. Chętnie opowiedzielibyśmy o nim premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, ale nie chce się z nami spotkać.

Samorządy kilku największych miast idą na „wojnę z rządem” ogłaszając, że będą płacić nauczycielom za strajk. Czy oznacza to konflikt władz publicznych?

Utożsamiamy się ze słusznymi postulatami związków zawodowych i całego środowiska nauczycielskiego. My czujemy odpowiedzialność za jakość polskiej edukacji, a tu kluczowy jest nauczyciel. Wiem, że jest to ruch desperacki, ale przecież era wzrostu gospodarczego się skończy, a trzeba będzie dokładać do zdrowia. Czas na ratowanie edukacji jest teraz, potem będzie za późno.

 

 

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press