0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Kuba Atys / Agencja WyborczaKuba Atys / Agencja ...

Rzecznik rządu Piotr Müller w publicznym radiu odniósł się 12 lipca do wypowiedzi Donalda Tuska z konwencji PO w

Zanim zanalizujemy zdumiewającą wypowiedź rzecznika, zacytujmy cały fragment wypowiedzi szefa Platformy o "wyprowadzaniu Glapińskiego" (za Gazetą Wyborczą):

Tusk populistycznie o Glapińskim

„Mówią niektórzy: ale jak wy sobie poradzicie, nawet jeśli wygracie wybory? Przecież Glapiński dalej będzie prezesem NBP. Adam Glapiński jest nie tylko niekompetentny. Adam Glapiński jest nie tylko nieprzyzwoity w tym, co robi. Adam Glapiński jest też nielegalny. Nie będzie ani jednego dnia dłużej prezesem NBP i nie trzeba będzie ustawy. Wiecie, nikt tego już nie pamięta, że prawnicy na zamówienie przez prezydenta Dudę napisali mu ekspertyzy, z których wynikało, że jego wybór [Glapińskiego] na tę kadencję jest nielegalny [chodzi o zastrzeżenia części prawników, że w zarządzie NBP można być tylko dwie kadencje, a Glapiński, zanim został prezesem banku centralnego, był członkiem zarządu i dlatego nie mógł być powołany na drugą kadencję szefa NBP].

Wystarczyłaby dużo mniejsza wątpliwość, żeby gościa wyprowadzić z NBP. Ja to zrobię, ja to wam gwarantuję”.

Nie chodzi tu o to, by oceniać (a w szczególności bronić) retoryki, jakiej użył Donald Tusk. Lider PO nawiązuje w nim do populistycznych gróźb rzucanych w polskich kampaniach wyborczych od czasów pamiętnych słów Lecha Wałęsy z 1990 roku: „Na dziś, gdy zmieniamy system, potrzeba prezydenta z siekierą: zdecydowany, ostry, nie certoli się, nie przeszkadza demokracji, ale natychmiast blokuje luki. Gdy widzi, że korzystają ze zmiany systemu, rozkradają, wydaje dekret, ważny do uchwały sejmowej”.

Tego typu populizm - mimo swojej użyteczności dla mobilizacji zwolenników (o czym pisał u nas Adam Leszczyński) - jest postawą ryzykowną z punktu widzenia interesu publicznego, bo umacnia radykalne podziały, nasila zarówno polityczną "wojnę na górze", jak i społeczną "wojnę na dole". Odwraca też uwagę od szukania rozwiązań realnych problemów i rywalizacji na programy. Kampania wyborcza staje się starciem silnych liderów, którzy obiecują zniszczenie przeciwnika (wroga) jako remedium na problemy kraju.

OKO.press w tekście Dominiki Sitnickiej przeprowadziło analizę możliwości legalnego odwołania prezesa NBP przed upływem w 2028 jego kadencji i okazuje się, że te możliwości są mocno ograniczone, choć można to sobie wyobrazić w ramach przyjęcia szeregu uchwał Sejmu, kwestionujących legalność rządów PiS, przy założeniu, że naruszyły one podstawę demokratycznego państwa prawa. Wymagałoby to jednak szerokiego poparcia społecznego, co wydaje się wątpliwe.

Przeczytaj także:

Powodem tej pisowskiej drożyzny jest chciwość i głupota. Zacznę od głupoty. Napisano już wszystko o tym, co pupilek Kaczyńskiego, pan prezes [NBP] Glapiński, zrobił, czego nie zrobił, jakie błędy popełnił. Już nie mówiąc o innych, dużo bardziej dwuznacznych sytuacjach, które towarzyszą nieustannie panu Glapińskiemu w jego karierze publicznej.

Otóż ja tylko na chwilę wyciągnę kartkę, bo chcę bardzo mocno wszystkim uświadomić, także wyborcom PiS, kogo Kaczyński zrobił szefem Narodowego Banku Polskiego. Kto w Polsce z tego powodu, że Kaczyński ma słabość do Glapińskiego, kto w Polsce decyduje o drożyźnie?

I to są cytaty, i naprawdę będzie wesoło. To są cytaty z pana Glapińskiego. Niecałe dwa lata temu pan Glapiński powiedział: "W oczy zagląda nam groźba deflacji, a inflacja jest teraz ostatnim problemem" - mówi prezes Narodowego Banku Polskiego, który jest odpowiedzialny za przewidywanie. Za działanie, które ma zapobiec drożyźnie i inflacji.

Glapiński osiemnaście miesięcy temu: "Dalszego wzrostu cen konsumpcyjnych nie przewidujemy. To będzie wręcz niższy poziom i zgodny cały czas z celem Narodowego Banku Polskiego. Ten cel NBP to było 2,5 proc. inflacji". Więc on 18 miesięcy temu mówił, że to będzie w tym się mieściło.

A miesiąc później co powiedział? To jest najbardziej znaczące od dłuższego czasu: "Nie rozumiem, skąd takie zaniepokojenie rzekomą groźbą wybuchu inflacji. Jeśli zaniepokojenie można mieć, to przeciwnym trendem".

Prezes Narodowego Banku Polskiego dziewięć miesięcy temu się przestraszył i powiedział, że obecny wzrost cen w Polsce ma charakter przejściowy. A osiem miesięcy temu, a więc prawie wczoraj: "Przewidujemy, że inflacja dobije do 6 proc.".

Czy taki przewidujący prezes NBP, bo można by się śmiać z głupoty człowieka, tylko że od jego niekompetencji - a chcę być najdelikatniejszy - od jego niekompetencji zależy los tych wszystkich, o których przed chwilą przecież opowiadałem.

Ale teraz jest taki moment, o którym wszyscy powinni naprawdę cały czas pamiętać. A szczególnie ci, którzy głosowali na PiS, zaufali Kaczyńskiemu i dzisiaj zastanawiają się, co takiego się stało, że wszystko wyleciało im z rąk.

Otóż w listopadzie pan Glapiński powiedział: "Od początku przyszłego roku wszystko wskazuje na to, że inflacja będzie spadać. Nic dramatycznego się nie dzieje. Niektórzy straszą tylko hiperinflacją".

On to powiedział w listopadzie. Dlaczego to jest takie smutne i dlaczego tyle daje do myślenia? Bo on powiedział to dokładnie niemalże tego samego dnia, kiedy pan premier Morawiecki, mimo że wszystko wskazuje na to, że inflacja będzie spadać, wydał miliony złotych na obligacje, które miały ochronić jego pieniądze, jego prywatne oszczędności, przed inflacją. Kupił obligacje [za 4,9 mln zł].

Zakładał, że inflacja będzie gigantyczna, ale nie powiedział tego Polakom. Oni dobrze wiedzieli, na czym polega problem. Czy słyszeliście kiedykolwiek z ust premiera Morawieckiego, prezesa Kaczyńskiego, prezesa Glapińskiego i tysiąca innych prezesów pisowskich: Ludzie, dbajcie o stałe stopy oprocentowania kredytów, kupcie obligacje antyinflacyjne. Czy prosta polska rodzina usłyszała taki komunikat po cichu, w tajemnicy przed obywatelami. Rządzący zapewnili sobie grube pieniądze na drożyźnie, za co wy każdego dnia płacicie.

Tu nie chodzi tylko o miliony, ale też o miliardy. Źródłem tej inflacji, tej drożyzny są także ceny paliw i energii. Jak wiecie, boli was cena gazu, boli was cena prądu, boli was cena benzyny. Nie ma chyba o czym dyskutować.

Ale wiecie, kogo nie boli? Nie boli PiS-owskich spółek skarbu państwa. Prognozy ekspertów na rok 2022 mówią, że spółki skarbu państwa, które sprzedają Polakom gaz, prąd i benzynę, a więc te molochy od Obajtka i jego kolegów, one zarobią. I mówię o zysku netto ponad 50 mld zł. Ponad 50 mld zł.

To są pieniądze, które Polacy, w tym najbiedniejsi, muszą zapłacić za gaz, prąd, benzynę droższe o kilkadziesiąt procent. Od kilku miesięcy nie ma żadnego powodu [tej drożyzny] poza pazernością, chciwością tych, którzy Polską rządzą.

Nie ma żadnego powodu, aby spółki skarbu państwa [tak zarabiały]. Już nie mówię o bankach w dużej mierze kontrolowanych przez pisowski rząd, bo jakby doliczyć jeszcze banki i wydatki na władzę, to w sumie to jest to 2 mld zł niepotrzebnie wydanych z kieszeni Polaków, a nie wziętych z rynku. To nie obniża inflacji. Powoduje tylko, że ludzie już nie mają powoli z czego żyć. (...)

Wiecie, jak ludzie chcą, aby ktoś powiedział głośno, czego chce i co zrobi, jak zrobi, to w sprawie drożyzny - że wrócę do tamtego wątku -

mówią niektórzy: "Ale jak wy sobie poradzicie, nawet jeśli wygracie wybory? Przecież Glapiński dalej będzie prezesem NBP". Adam Glapiński jest nie tylko niekompetentny. Adam Glapiński jest nie tylko nieprzyzwoity w tym, co robi. Adam Glapiński jest też nielegalny. Nie będzie ani jednego dnia dłużej prezesem NBP i nie trzeba będzie ustawy. Wiecie, nikt tego już nie pamięta, że prawnicy na zamówienie przez prezydenta Dudę napisali mu ekspertyzy, z których wynikało, że jego wybór [Glapińskiego] na tę kadencję jest nielegalny [chodzi o zastrzeżenia części prawników, że w zarządzie NBP można być tylko dwie kadencje, a Glapiński, zanim został prezesem banku centralnego, był członkiem zarządu i dlatego nie mógł być powołany na drugą kadencję szefa NBP]. Wystarczyłaby dużo mniejsza wątpliwość, żeby gościa wyprowadzić z NBP. Ja to zrobię, ja to wam gwarantuję.

Rzecznik rządu o Tusku i zabójstwie Shinzo Abe

Wypowiedź rzecznika rządu Piotra Müllera wskazuje na polityczne ryzyko takich deklaracji jak słowa Tuska, ale sama wpisuje się w tradycyjne w retoryce PiS tworzenie obrazu Tuska jako pazernego na władzę wichrzyciela, gotowego do sięgnięcia po przemoc. W narracji Kaczyńskiego już w 2007 roku Tusk ma "wilcze oczy" (posluchaj wypowiedzi z 2007 roku).

Charakterystyką propagandy PiS budowanej na haśle "wina Tuska" jest to, że operuje ona językiem emocji opartym na dowolnych - byle silnych - skojarzeniach i epitetach, w których nie liczą się już argumenty merytoryczne, prawdziwość zarzutów i zasady logiki.

Wypowiedź Müllera jest wyjątkowo spektakularnym tego przykładem. Rzecznik rządu zarzuca Tuskowi, że zapowiada rozprawę z Glapińskim "po tym, co dzieje się w innych krajach, co widzieliśmy w Japonii".

Tymczasem wystąpienie Tuska miało miejsce w sobotę 2 lipca, a wieloletni premier Japonii Shinzo Abe został zastrzelony przez zamachowca podczas wiecu wyborczego prawie tydzień później, w piątek 8 lipca.

Dla propagandy to nie ma większego znaczenia. Następstwo czasu nie musi obowiązywać, gdy chodzi o rozbudzanie politycznych emocji.

;

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze