Władysław Frasyniuk nie wprowadził w błąd funkcjonariusza policji podając się za „Jana Józefa Grzyba” – orzekł Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia. Sąd w uzasadnieniu zwrócił uwagę, że takie działania policji jak sprawa oskarżenia Frasyniuka mogą odstraszać obywateli przed aktywnością społeczną i publicznym prezentowaniem poglądów

Chodzi o proces, który stołeczna policja wytoczyła Władysławowi Frasyniukowi po kontrmiesięcznicy w czerwcu 2017 roku. Frasyniuk usiadł wtedy wraz z kilkudziesięcioma osobami na trasie marszu smoleńskiego, nieopodal Placu Zamkowego w Warszawie. Policja użyła siły i wyniosła demonstrujących na placyk przy ul. Miodowej, a następnie zaczęła spisywać ich dane.

Frasyniuk odmawiał pokazania dowodu i nie podał prawdziwego nazwiska. Mówił, że nazywa się „Jan Kowalski, PiS i sprawiedliwość”. A potem – „Jan Józef Grzyb” (to pseudonim Frasyniuka z czasów konspiracji w PRL).

Jak pisaliśmy policja zarzuciła Frasyniukowi wykroczenia z art. 65 par. 1 punkt 1 kodeksu wykroczeń, według którego, ten „kto umyślnie wprowadza w błąd organ państwowy lub instytucję upoważnioną z mocy ustawy do legitymowania co do tożsamości własnej lub innej osoby”, podlega karze grzywny. Policja domagała się grzywny w wysokości tysiąca złotych.

Sąd: Nie ma mowy o wprowadzaniu w błąd

W czwartek Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uniewinnił Frasyniuka. W uzasadnieniu sędzia Łukasz Biliński (który orzeka także w innych sprawach związanych z protestami) stwierdził, że „nie może być mowy o tym, że oskarżony działał w zamiarze bezpośrednim wprowadzenia funkcjonariusza w błąd”.

Sąd w uzasadnieniu wskazał m.in., że:

  • wykroczenie może być popełnione tylko z zamiarem bezpośrednim, to znaczy, że sprawca musi mieć przeświadczenie, że rzeczywiście może oszukać funkcjonariusza i taki musi być jego cel, kiedy podaje nieprawdziwe dane. Tutaj nie było nawet cienia takiego zamiaru;
  • okoliczności wokół legitymowania Frasyniuka – jego gestykulacja, skandowanie prawdziwego imienia Frasyniuka przez tłum dookoła (sam funkcjonariusz potwierdził, że je słyszał) – to wszystko wskazuje, że policjant nie mógł uznać danych podanych przez Frasyniuka za prawdziwe;
  • gdyby Frasyniuk rzeczywiście chciał wprowadzić policjanta w błąd, musiałby się zachowywać zupełnie inaczej;
  • policjant legitymujący Frasyniuka nie uważał faktu podawania przez niego innych danych za zdarzenie istotnie, nie odnotował tego w notatniku służbowym, nikomu nie zgłaszał później tego faktu;
  • Policja oskarżyła Frasyniuka dopiero po tym, kiedy nagranie z tego zdarzenia znalazło się w internecie i zaczęło być szeroko komentowane.

Funkcjonariusz Pytko wzorowy

Sąd pozytywnie ocenił też zachowanie Grzegorza Pytki, policjanta, który legitymował Frasyniuka. Funkcjonariusz Pytka po tym jak Frasyniuk nie chciał podać swoich prawdziwych danych, a wokół inni legitymujący zaczęli skandować hasła i nagrywać zdarzenie, przerwał na jakiś czas interwencję, żeby dać wszystkim ochłonąć.

Kiedy potem ponownie wylegitymował Frasyniuka, ten podał już prawdziwe dane i okazał dowód osobisty. Taki pozytywny finał interwencji – zdaniem sądu – także wskazuje na korzyść Frasyniuka.

Sąd: Działania policji mogą odstraszać obywateli od demonstracji

W dalszej części uzasadnienia sąd odniósł się do samego faktu oskarżenia Frasyniuka przez stołeczną policję. Powołując się na orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, sędzia Biliński zwrócił uwagę, że „za środki ograniczające wolność słowa” można traktować działania podejmowane przed manifestacjami, w trakcie oraz po nich.

Trybunał podkreśla – mówił sędzia – że służby państwa przy okazji pokojowych manifestacji powinny interweniować tylko wtedy, kiedy jest to „absolutnie koniecznie do utrzymania porządku publicznego”. Jeśli takie działania nie są konieczne, mogą być traktowane przez obywateli jako element odstraszający przed aktywnością społeczną i prezentowaniem publicznie swoich poglądów.

„Gdyby funkcjonariusze przeanalizowali działanie policjanta, który legitymował obwinionego, tej sprawy w ogóle by nie było. Ta czynność faktycznie została zakończona pozytywnie. A oskarżyciel zajął się sprawą dopiero na podstawie materiału z internetu. Policja musi się zastanowić jakie są skutki takich postępowań i czy są one konieczne dla utrzymania porządku publicznego” – podkreślił sąd.

Frasyniuk jak każdy inny obywatel

Sąd zgodził się ze stanowiskiem policji, żeby Frasyniuka traktować jak każdego normalnego obywatela, tzn. nie brać pod uwagi jego opozycyjnej przeszłości. Zdaniem sądu, „każdy obywatel wyniesiony z pokojowej demonstracji i poddany legitymowaniu może czuć wzburzenie i jest w takiej sytuacji poddany dużym emocjom”.

Sąd podkreślił także, że Frasyniuk – z racji swojej przeszłości – nie może jednak być traktowany bardziej surowo i bardziej rygorystycznie.

Na koniec sąd podkreślił raz jeszcze, że „obwiniony w takich okolicznościach miał prawo być wzburzony. Gdy emocje opadły obwiniony przekazał swoje dane i postępowanie zakończyło się pozytywnie”.

Wyrok jest nieprawomocny. Koszty postępowania sądowego przeciwko Frasyniukowi pokryje Skarb Państwa.

Kolejne dwa procesy Frasyniuka

Pierwszy będzie dotyczył rzekomego naruszenia nietykalności policjanta podczas tej samej kontrmiesięcznicy w czerwcu 2017 roku. Wtedy Frasyniuk razem z Obywatelami RP blokował na Placu Zamkowym marsz smoleński.

W związku z tą blokadą Frasyniuk wraz z grupą Obywateli RP i m.in. Ewą Siedlecką, dziennikarką „Polityki”, będzie miał jeszcze drugi proces. W czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie nie zgodził się bowiem na umorzenie wobec tych osób sprawy o wykroczenie. Policja postawiła im zarzuty za próbę zablokowania pochodu smoleńskiego.

Wcześniej sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieście Łukasz Biliński umorzył tę sprawę bez procesu uznając, że zarzuty są niezasadne, ale Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że umorzenie było przedwczesne, ponieważ sędzia Biliński niewystarczająco uzasadnił jego zasadność.


Absolwent Studiów Wschodnich na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej pisał m.in. dla „Gazety Wyborczej” i „Newsweeka”. W 2018 r. nominowany do nagrody Grand Press w kategorii „News” za cykl tekstów o Funduszu Sprawiedliwości.

Mariusz Jałoszewski
Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press