Stołeczny sąd orzekł, że polityk PiS w sposób bezprawny i świadomy obraził Różę Thun, porównując ją do kolaborujących z nazistami. Czarnecki ma ją przeprosić i zapłacić 30 tys. zł na cel społeczny

Taki wyrok wydał w piątek 9 sierpnia 2019 Sąd Okręgowy w Warszawie. Sędzia Karol Smaga nakazał europosłowi PiS Ryszardowi Czarneckiemu przeproszenie europosłanki PO Róży Thun za porównanie jej do szmalcowników w styczniu 2018.

Dlatego ma ją przeprosić za to, że użył wobec niej „niestosownego i głęboko raniącego” porównania. W przeprosinach ma przyznać, że jego zachowanie jest bezprawne i wyrazić z tego powodu ubolewanie. Przeprosiny mają ukazać się na portalu prorządowym niezależna.pl i na blogu Czarneckiego. Czyli tam, gdzie użył pod adresem Róży Thun porównania do szmalcowników.

Czarnecki ma też wpłacić po 15 tys. zł na cel społeczny – Forum Dialogu (organizacja zajmująca się dialogiem polsko-żydowskim) i stowarzyszenie Dzieci Holocaustu.

Sąd: wolność słowa to nie obrażanie, polityków też

Sędzia przypomniał, że szmalcownikami podczas II wojny określano osoby kolaborujące z niemieckim okupantem. Wydawali dla korzyści majątkowych ukrywających się Żydów i rodaków. „Tu nie wykazano [Czarnecki nie wykazał – red.] by takie porównanie było adekwatne do działalności Róży Thun” – podkreślał w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Karol Smaga. Sędziego nie przekonało tłumaczenie polityka PiS, że użył takiego porównania w reakcji na krytykę rządu PiS przez Różę Thun w niemieckiej telewizji. „Realizacja prawa do wolności wypowiedzi nie może naruszać czyich dóbr osobistych, nie można obrażać” – podkreślał sędzia.

Sędzia Karol Smaga

Sąd poddał analizie wypowiedzi europosłanki PO w niemieckiej telewizji. Thun mówiła tam m.in. że polski rząd zmierza do dyktatury. „To nie jest obraźliwa ocena, wypowiedziana dla osobistych korzyści, a tak działali szmalcownicy. Ich działanie było dotkliwe. Kończyło się śmiercią denuncjowanych” – przypomniał sędzia Smaga.
Dlatego wypowiedzi Czarneckiego nie uznał jako uprawnionej reakcji. „Jego wypowiedź była przemyślana, obliczona na określony cel polityczny” – zaznaczał sędzia.

Sąd odniósł się też do argumentu Czarneckiego że polityk musi mieć grubą skórę i być odpornym na krytykę. Sędzia uznał, że to nie pozwala na obrażanie kogoś. „Od kilku lat jest brutalizacja życia politycznego w Polsce. To prowadzi do antagonizowania społeczeństwa” – podkreślał sąd. I dodał, że wypowiedź Czarneckiego wykraczał poza ramy usprawiedliwionej oceny.

Thun: sąd skrytykował używanie inwektyw

Czarnecki nie musi jednak zamieszczać jak chciała Róża Thun przeprosin w telewizji i w prasie. Sąd uznał, że społeczeństwo o przeprosinach dowie się z relacji mediów o tym wyroku, bo na jego ogłoszeniu było dużo dziennikarzy, w tym z telewizji.

Wyrok nie jest prawomocny, strony mogą złożyć apelację. Róża Thun mówiła po wyroku: „Jestem usatysfakcjonowana, że sąd powiedział, że jego słowa są bezprawne. Że takiego języka nie można używać, bo obniża on poziom debaty publicznej. Sąd podszedł do sprawy poważnie i skrytykował używanie inwektyw”.

Ryszarda Czarneckiego nie było na ogłoszeniu wyroku. Nie musiał być, był jego pełnomocnik.

Róża Thun i jej pełnomocnik mec. Radosław Góral

Polityk PiS, gdy obrażał Różę Thun porównaniem do szmalcowników, był jednym z wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego. Mówił wtedy: „Podczas II Wojny Światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein”. Zarzucał Thun, że wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

Słowa wywołały oburzenie w Polsce i w Europie. W efekcie Czarneckiego odwołano z funkcji wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego.
Europosłanka poczuła się mocno dotknięta takim porównaniem. Słowa Czarneckiego wywołały falę hejtu na nią w internecie. Była też zaczepiana na ulicy.

O tym, jak się czuła, opowiadała kilka dni temu na rozprawie w procesie z Czarneckim.
Pisaliśmy o tym w OKO.press:

Czarnecki zapomniał jak sam „donosił” na Polskę

Czarnecki zapytany w piątek w Sejmie przez dziennikarzy, czy przeprosi Thun zapowiedział, że nie i złoży apelację od wyroku: „Nie mam za co przepraszać. Będę w dalszym ciągu piętnował tych polityków w Polsce, którzy donoszą na własny kraj do obcych mediów, którzy atakują własną ojczyznę, którzy atakują własne państwo. Uważam, że jest to rzecz niedopuszczalna. Nasze polskie spory załatwiajmy w naszym polskim domu, a nie na zewnątrz, uciekając się do obcej pomocy” – mówił w Sejmie Ryszard Czarnecki.

Polityk PiS ma krótką pamięć. Bo w 2014r. sam „donosił” na Polskę na forum Parlamentu Europejskiego. Grzmiał wtedy na rząd PO-PSL i domagał się sankcji. Ten argument podnieśli pełnomocnicy Róży Thun w pozwie przeciwko niemu.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Komentarze

  1. Adam Spaski

    No brawo – inny wyrok byłby haniebny. To tak jakby nazwać kogoś kapo, czy volksdeutschem. Te słowa w języku polskim mają specjalne, emocjonalne, dodatkowe znaczenie. Choć już kolaboranta można używać w zupełnie niezwiązanym z wojną znaczeniu, co trochę razi, skoro jest słowo współpracownik.
    Jeśli jest zakazane propagowanie komunizmu, to karalne powinno być też nazywanie kogoś komunistą lub bolszewikiem, bo to naruszenie dobrego imienia. Podobnie z faszystą – a my tak sobie nacjonalistów (polskich "patriotów") nazywamy faszystami całkiem beztrosko.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press