Nie było potrzeby zatrzymywania o 6 rano Jacka Kapicy, byłego wiceministra finansów w rządzie PO-PSL - orzekł w piątek Sąd Rejonowy w Białymstoku. Uchylił też zabezpieczenie prokuratury na dwóch mieszkaniach Kapicy

Piątkowe orzeczenie białostockiego sądu jest bardzo ważne, bo tamtejsza prokuratura z zatrzymania Jacka Kapicy* zrobiła pokazówkę na całą Polskę.

Zatrzymano go 29 marca 2018 roku, dzień po publikacji w mediach niekorzystnych dla PiS sondaży poparcia społecznego. Do jego mieszkania przyszło kilku funkcjonariuszy. Mieszkanie przeszukano, a jego przewieziono do prokuratury w Białymstoku, gdzie postawiono mu zarzuty w związku z jednym z wątków tzw. afery hazardowej.

W piątek, 11 maja 2018 roku, Sąd Rejonowy w Białymstoku uznał za zasadne zażalenie byłego wiceministra na to zatrzymanie. „Nie było potrzeby zatrzymywania Jacka Kapicy. Wszyscy o dawna wiedzieli, że toczy się takie śledztwo. Ponadto po zatrzymaniu wobec Kapicy nie zastosowano aresztu, a podstawy do zatrzymania były ogólnikowe” – relacjonuje decyzję sądu pełnomocnik Kapicy, mec. Tomasz Tałanda.

Orzeczenie jest prawomocne i Kapica mógłby w związku z nim dochodzić odszkodowania za niezasadne zatrzymanie. Ale Tałanda mówi OKO.press, że nie będzie się go domagał.

Białostocki sąd uchylił też w piątek zabezpieczenie majątkowe nałożone przez prokuraturę na dwa mieszkania Kapicy. Nałożono je na poczet ewentualnej grzywny. „Żeby takie zabezpieczenie można było zastosować, trzeba wykazać, że mój klient będzie w przyszłości ukrywał swój majątek lub go wyprzedawał. A nic takiego nie ma miejsca w tej sprawie” – podkreśla mec. Tałanda.

Prokuratorzy chcieli też poręczenia majątkowego w wysokości pół miliona złotych. Ale ostatecznie sąd zmniejszył je do 100 tys. złotych.

Szukanie haka na PO

Jak pisaliśmy w OKO.press, zarzuty wobec Kapicy są słabe i wyglądają na uderzenie w PO (bo to w rządzie Donalda Tuska i Ewy Kopacz był wiceministrem finansów i szefem Straży Granicznej). Śledczy postawili mu zarzut niedopełnienia obowiązków służbowych w sprawie dotyczącej zwalczania nielegalnych automatów do gier. Wcześniej – już za czasów gdy prokuratorem generalnym był Zbigniew Ziobro – tę sprawę umorzono w prokuraturze w Poznaniu.

A jeszcze wcześniej, gdy prokuratorem generalnym był Andrzej Seremet, śledztwo przeniesiono do Poznania z Białegostoku, bo nie zgadzano się z oceną tamtejszego prokuratora, który chciał już wtedy stawiać Kapicy zarzuty. Z analizy Prokuratury Generalnej wynikało wówczas, że nie ma podstaw, by oskarżać o cokolwiek Kapicę, a poza tym ewentualne zarzuty już się przedawniły.

Mimo braku nowych dowodów, sprawa została jednak wznowiona. „Jest inna wizja, inne oczekiwania szefa – w tym wypadku prokuratora generalnego – i wszystko można zupełnie inaczej zrobić” -tłumaczył w wywiadzie radiowym wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki.

Sprawa Kapicy jest bocznym wątkiem tzw. afery hazardowej, która wybuchła w 2009 roku, za rządu premiera Donalda Tuska. Przypomnijmy, że ujawniono wtedy podsłuchane przez CBA rozmowy polityków PO, m.in. Grzegorza Schetyny i Zbigniewa Chlebowskiego, z biznesmenami z branży hazardowej z Dolnego Śląska na temat zmian w ustawie o grach i zakładach wzajemnych.

W tych rozmowach jednak nazwisko Kapicy nie przewijało się w negatywnym kontekście. Wręcz przeciwnie – mówiono o nim, że jest „pisiorem”, którego nie da się kupić i trzeba go skompromitować. Kapica odszedł z ministerstwa finansów gdy nastał obecny rząd PiS.

* podajemy pełne nazwisko, bo Jacek Kapica publicznie wyraził zgodę na jego używanie w publikacjach dotyczących śledztwa, w którym przedstawiono mu zarzuty.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Zajmuje się prawem, sądami i prokuraturą.


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym