W precedensowym wyroku sąd nakazał przeprosiny za negowanie przynależności do narodu polskiego. Przepraszać ma redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz, za podważanie prawa Róży Thun do bycia Polką

Taki wyrok wydał w czwartek 17 października 2019 Sąd Okręgowy w Warszawie. Jednocześnie sąd nakazał też przeprosiny europosłance PO, za podważanie wiarygodności dziennikarskiej Sakiewicza.

Proces ten zaczął się od pozwu europosłanki Róży Thun przeciwko redaktorowi naczelnemu związanej z PiS „Gazety Polskiej”. Thun chciała przeprosin za słowa Tomasza Sakiewicza z sierpnia 2017 roku. Oboje byli wtedy gośćmi w programie publicystycznym „Bez retuszu” w TVP Info.

Sakiewicz stwierdził wtedy, że Thun jest „jest wyzbyta w ogóle z jakiegokolwiek interesu narodowego” i że nie „czuje się Polką”.

Ten odcinek programu dotyczył reparacji wojennych od Niemiec. Thun – jak i wielu polskich polityków – nie jest ich zwolenniczką. Tłumaczyła, że Niemcy na swój sposób spłacili dług, pomogli nam wstąpić do UE, w której są jednym z większych płatników do budżetu, z którego Polska dostaje ogromne dotacje.

Poza tym – czego Thun nie podniosła w programie – Polska otrzymała w ramach nowego powojennego porządku sporą część terytorium Niemiec i po wysiedleniu milionów Niemców przejęła ich majątki.

Róża Thun ostrzegała też, by nie wszczynać kolejnej wojny.

Sakiewicz: Thun reprezentuje Niemcy

W odpowiedzi Sakiewicz zarzucał Platformie Obywatelskiej, że jest adwokatem Niemiec i że stosuje wobec Polaków pedagogikę wstydu. Mówił, że politycy PO są „wyzbyci z interesu narodowego”.
Potem zaatakował Różę Thun mówiąc: „Pani się nie czuje w tej chwili Polką. Pani się czuje reprezentantką Niemiec”.

Thun poczuła się głęboko urażona. Odpowiedziała Sakiewiczowi, że jest podłym i wrednym kłamcą, oraz że pożałuje tych słów.

Sakiewicz odpowiedział, że jako dziennikarz nie da się zastraszyć. Thun zażądała przeprosin na wizji. Sakiewicz odpowiedział: „Ale ja nie znam niemieckiego”. Europosłanka wyszła wtedy ze studia.

„Gazeta Polska”: Raus!

Obrażenie Thun i jej wyjście ze studia TVP Info odbiło się dużym echem w mediach, które opisały wymianę zdań z Sakiewiczem.

Media związane z Tomaszem Sakiewiczem podgrzewały dalej emocje. Portal niezależna.pl napisał artykuł z tytułem: „Sakiewicz powiedział Thun kilka słów prawdy. Europosłanka PO obraziła się i wyszła ze studia”.

Thun po kilku miesiącach trafiła też z Donaldem Tuskiem na okładkę „Gazety Polskiej” z podpisem „Raus” (po niemiecku „Precz”).

To nie koniec. Na europosłankę wylał się hejt w internecie. Anonimowi internauci zmienili nawet jej biografię w Wikipedii. Zdanie „polska działaczka organizacji pozarządowych, publicystka” zostało zamienione na: „niemiecka działaczka organizacji pozarządowych, reprezentująca niemieckie interesy narodowe w Polsce, publicystka posługująca się polskim językiem”. Wpis potem zmieniono na pierwotny.

Nagonka w sieci

Róża Thun dostała też dużo obelżywych maili. Obelgi z wulgaryzmami i nienawiścią wypisywano na Twitterze oraz na forach internetowych. Dla przykładu kilka „łagodniejszych wpisów”: „Kto wybrał tę folksdojczkę”, „na łyso szmatę ogolić”, „paszło won ścierwo thun”.

Dlatego Róża Thun złożyła pozew o ochronę dóbr osobistych przeciwko Sakiewiczowi. W pozwie tłumaczyła, że nie godzi się na to, aby Tomasz Sakiewicz naruszał jej dobra osobiste uzurpując sobie prawo decydowania o tym, czy jej przysługuje „poczucie przynależności do Narodu Polskiego, czy też nie”.

„Dobro to [jako dobro osobiste – red.] i jego prawna ochrona przysługują bowiem każdemu Polakowi, nie tylko tym, których polskość uzna naruszyciel ze względu na »odpowiednie« (jego zdaniem) poglądy »polityczne«, nazwisko, czy pochodzenie małżonka” – pisała w pozwie europosłanka PO.

OKO.press pisało o tym pozwie, historii rodziny Róży Thun oraz jej politycznej karierze i poglądach:

Tomasz Sakiewicz odpowiedział jej pozwem wzajemnym, bo poczuł się urażony jej słowami z konferencji w lutym 2018. Thun wtedy zapowiedziała pozew przeciwko Sakiewiczowi. Mówiła: „Najwyższy czas, by konkretnie przeciwstawić się przemysłowi pogardy, który reprezentuje pan Sakiewicz. Od wielu lat buduje na tym swój biznes, ma z tego materialną korzyść. Jego media zarabiają na poniżaniu, obrażaniu, wykluczeniu ze społeczeństwa ludzi, którzy nie pasują do jego wizji polskości”.

Te słowa zabolały Sakiewicza, uznał, że podważają jego wiarygodność dziennikarską.

Sąd staje na straży poziomu debaty publicznej

Strony prowadziły długie rozmowy na temat ugody, do której zachęcał sąd, ale ugody nie zawarto. Dlatego w czwartek 17 października Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok, w którym nakazał wzajemne przeprosiny.

W tym wyroku nie ma jednak symetrii. Bo nakazanie przeprosin Sakiewiczowi jest precedensowe. Po raz pierwszy bowiem sąd uznał, że nie można podważać czyjejś przynależności do narodu polskiego. I orzekł, że podważanie tego narusza dobra osobiste.

Sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku uznał, że mając na uwadze historię europosłanki i jej rodziny (Woźniakowskich i Plater Zyberków) oraz jej długoletnią działalność polityczną na rzecz Polski, to miała prawo poczuć się szczególnie dotknięta słowami Sakiewicza.

Sąd uznał też, że jej słowa o Sakiewiczu, że jest podłym i wrednym kłamcą, są usprawiedliwione, bo padły po oszczerczych słowach Sakiewicza.

Jeśli ten wyrok się uprawomocni Sakiewicz na stronie portalu niezależna.pl ma opublikować oświadczenie, w którym przeprosi europosłankę PO za naruszenie jej dobrego imienia i wiarygodności.

Natomiast Thun ma opublikować przeprosiny na swojej stronie internetowej. Sąd orzekł, że wypowiedzi o dziennikarstwie Sakiewicza i jego mediach nie poparła faktami.

Wyrok nie jest prawomocny. Strony mogą złożyć apelację. Pierwsza o tym wyroku napisała PAP.

Róża Thun ma jeszcze inny proces z europosłem PiS Ryszardem Czarneckim, który porównał ją do „szmalcowników”. Ten proces Róża Thun nieprawomocnie też wygrała.

OKO.press pisało o tym:

Polska potrzebuje wolnych mediów.
Wykup Abonament na wolność słowa OKO.press

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Komentarze

  1. Leon Mondrawski

    Jak to jest, że ludzie głęboko wierzący katolicy, wedle swego mniemania prawi i szlachetni, są zarazem tak podli? Co na to ich spowiednicy? Tacy sami? Czy dla nich to normalność. Ci w purpurowych mycach naprawdę wierzą w Boga czy tylko się nim podpierają dla własnych interesów? Chciałbym znać prawdę.

Masz cynk?