Podsycanie histerii antyimigranckiej, eurosceptycyzm, demonizowanie Macrona. Ale też deklaracje miłości do Rosji jako„partnera strategicznego” Włoch, zgoda na aneksję Krymu i postulat mniej z kasy UE dla Europy Wschodniej. Oto włoski wicepremier Matteo Salvini, który szuka unijnego aliansu z PiS. Kaczyński nie ma dużego wyboru - jak nie z Salivinim, to z kim

Matteo Salvini, włoski wicepremier, minister spraw wewnętrznych oraz szef Ligi Północnej (obecnie nazywanej po prostu „Ligą”), przyjeżdża w najbliższą środę, 9 stycznia, do Warszawy. Oprócz rozmów na szczeblu rządowym przywódcę Ligi czeka – to główny powód jego wizyty – rozmowa z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim.

Zdaniem włoskiego dziennika „La Repubblica” poprzedziły ją co najmniej dwie wyprawy emisariuszy Salviniego do Warszawy.

Celem Włocha jest polityczny sojusz z Kaczyńskim w kontekście najbliższych wyborów do Parlamentu Europejskiego, który potem mógłby przerodzić się w stworzenie wspólnego klubu w nowym europarlamencie.

Przed PiS trudna decyzja, bo Salvini to sojusznik Rosji Putina, zwolennik ograniczenia funduszy unijnych dla Europy Wschodniej. Domaga się też, by m.in. Polska przyjęła część imigrantów z Włoch. Ale po kolei.

Kto do międzynarodówki nacjonalistów

Współpracy przy tworzeniu nowej unijnej międzynarodówki odmówił Salviniemu węgierski premier Viktor Orbán (zamierza pozostać w centroprawicowej frakcji EPL m.in. z niemieckimi chadekami i PO oraz PSL). Ale Salvini, który sam był europosłem w sumie 11 lat, celuje również w Marine Le Pen oraz holenderską Partię Wolności Geerta Wildersa, z którymi Liga obecnie zasiada w tym samym klubie europarlamentarnym.

Wielkim problemem Polaków we współpracy z Salvinim są jego mocno prokremlowskie poglądy (o czym więcej poniżej). Jednak frakcje w Parlamencie Europejskim bywają bardzo pluralistyczne – w obecnej kadencji w tym samym klubie są europosłowie lewicującego Ruchu Pięciu Gwiazd oraz Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (a o przeciągnięcie Pięciu Gwiazd do frakcji liberałów zabiegał Guy Verhofstadt).

Jednym z powodów tworzenia takich hybryd jest system D’Hondta przy dzieleniu europarlamentarnych posad (i pieniędzy). Dołączenie do większego klubu zwiększa szanse partii m.in. na udział we władzach komisji europarlamentu czy też powierzanie jej członkom oficjalnych sprawozdań projektów legislacyjnych głosowanych w Parlamencie Europejskim.

Salvini wstąpi do EKR? PiS by marzył

Europosłowie wybrani z list PiS (18 po odejściu Kazimierza Michała Ujazdowskiego) współtworzą teraz klub konserwatystów i reformatorów (EKR). Liczy on 74 europosłów, z czego 19 to Brytyjczycy. Po brexicie tej frakcji grozi zatem radykalny spadek znaczenia i stąd poszukiwania nowych członków, m.in. z Włoch, o czym w Brukseli było słychać już przed dwoma-trzema miesiącami.

Najnowsze sondaże dają Lidze aż 25-29 europosłów w nowej kadencji (obecnie ma sześciu). Jest zatem łakomym kąskiem, choć gdyby doszło do fuzji z EKR, to przykrym skutkiem ubocznym dla PiS byłaby utrata prymatu w tej frakcji.

Przy wyniku eurowyborczym na poziomie 41 proc. PiS dostałby – wedle brukselskich projekcji – około 24 mandatów. Ale PiS-owcy, pobrexitowo osieroceni przez torysów, zyskaliby nowego silnego alianta – partię współrządzącą jednym z głównych krajów UE i to z widokami na rychłe pełne zdominowanie włoskiej sceny politycznej.

Salvini zjada Berlusconiego

Matteo Salvini ma bowiem poważne szanse, by – niedługo po eurowyborczym teście w maju – zostać premierem Włoch. Gdy wybrano go szefem Ligi Północnej w 2013 roku, pogrążona w skandalach finansowych partia miała w sondażach zaledwie 3-4 proc. poparcia. Ale po pięciu latach jego kierownictwa, w marcu 2018 zdobyła 17 proc. głosów (jej wcześniejsze rekordy wyborcze oscylowały wokół 10 proc.).

A sondaż IPSOS z końca grudnia 2018 roku daje ugrupowaniu Salviniego poparcie wyborcze na poziomie 30 proc. Zdaniem włoskich mediów to coraz bardziej wzmacnia pokusę tego 46-letniego polityka, by po potwierdzeniu tak wysokiego poparcia w eurowyborach, doprowadzić do przyspieszonych wyborów parlamentarnych we Włoszech.

A po nich mógłby stanąć na czele rządu sformowanego przez koalicję – jak ze względów historycznych nazywa się to we Włoszech – „centroprawicy” z partią Salviniego na czele.

Ogromny skok poparcia dla Mattea Salviniego w ostatnich miesiącach to po części efekt „zjadania” partii Silvia Berlusconiego. Wyborczym koalicjom włoskiej centroprawicy przez ponad dwie dekady przewodził Berlusconi, a Liga Północna była „młodszym bratem” (włoski wyborca głosuje na koalicję, wskazując konkretną partię wspieraną w jej ramach).

Sytuacja odwróciła się dopiero w wyborach z 2018 roku – cały blok centroprawicy zdobył 37 proc. głosów, ale w jego ramach partia Salviniego zdobyła po raz pierwszy więcej niż Forza Italia Berlusconiego (17 proc. do 14 proc., resztę wzięły dwa mniejsze ugrupowania).

Grudniowy sondaż IPSOS daje koalicji centroprawicy aż 45 proc. głosów.

Partia Berlusconiego nie weszła do obecnego rządu, w którym Salvini jest wicepremierem, ale trwa przy zobowiązaniach do koalicji z Ligą podjętych przez wyborami – tyle że sondażowo ma obecnie tylko 8 proc. głosów.

Nawet wyborcy, którzy jeszcze pół roku temu pokładali nadzieję w Berlusconim, nabierają przekonania, że polityczna gwiazda tego 82-latka gaśnie nieodwracalnie, a po prawej stronie osobą numer jeden jest Salvini.

Ten rozumie, że umocnienie się na pozycji następcy Berlusconiego we Włoszech wymaga zbliżenia się do głównego nurtu, a także sporego złagodzenia linii wobec Brukseli. Po objęciu władzy nad Ligą Północną Salvini nazywał euro „zbrodnią przeciw ludzkości” i przekonywał, że wspólna waluta „doprowadziła w Italii do większej masakry, niż nazistowskie czołgi”.

Jednak pod koniec 2018 roku publicznie przekonywał, że Włosi pozostaną przy euro, należy zacieśnić współpracę Rzymu z Berlinem i nie ma mowy o „Brexit alla italiana”. Co więcej, Salvini obecnie utrzymuje, że wyjścia z euro nigdy nie miał w swym programie politycznym.

Strona internetowa bastaeuro.org [„koniec z euro”], na której swego czasu reklamował swoje wiece wyborcze, teraz jest pusta.

Salvini dał w grudniu przyzwolenie na bolesny kompromis Rzymu z Komisją Europejską w sprawie  ograniczenia wydatków w budżecie na 2019 roku, choć wcześniej zapowiadał – „nie zmienimy ani przecinka” i wydawało się, że w UE może dojść po raz pierwszy do procedury grożącej grzywnami za łamanie dyscypliny budżetowej przez kraj należący do strefy euro.

Tradycyjny elektorat Salviniego wywodzi się z północy kraju – regionu z bardzo licznymi małymi i średnimi firmami bojącymi się zawirowań finansowych i uzależnionymi od niezakłóconego handlu w UE. I to właśnie obawy tych wyborców i przedsiębiorców pchały Salviniego do ustępstw wobec Brukseli.

Imigranci całe zło

Natomiast najwyrazistszą cechą Salviniego niezmiennie pozostaje podkręcanie wrogości wobec imigrantów. Swego czasu Liga Północna występowała przeciw włoskim południowcom (w tym migrującym do pracy na północ), a sam Salvini chadzał w koszulce z napisem „Padania to nie Włochy” (w głosowaniu do „Parlamentu Padanii”, czyli konsultacyjnej rady Ligi Północnej stał w latach 90. na czele listy Komunistów Padańskich).

Jednak po przejęciu władzy nad partią Salvini porzucił silny regionalizm (przeradzający się czasem w padański separatyzm), publicznie przepraszał południowców m.in. na wiecu w Palermo na Sycylii, a jego ugrupowanie prawie zupełnie zaprzestało używania przymiotnika „północna”.

I po tej adopcji południowców przez Ligę, zwalczanymi obcymi zostali tylko przyjezdni spoza Włoch – Romowie, a potem muzułmanie, często opatrywani przez Salviniego etykietką „islamski ekstremizm”.

Salvini przed wyborami w 2018 roku obiecywał szybką deportację pół miliona nielegalnych imigrantów, co – choćby ze względu na koszty – było od początku kampanijną fałszywką. Ale choć liczba przepraw przez Cieśninę Sycylijską z wybrzeży Libii do Włoch spadła w 2018 roku do poziomu najniższego od 2012 roku,

Salvini nie przestaje rozprawiać o – w rzeczywistości już wygasłym – „kryzysie migracyjnym” i zagrożeniach dla włoskiej tożsamości wyrosłej z chrześcijaństwa.

Włoskie państwo nie przestaje przyjmować rozbitków wyłowionych przez włoskie służby, ale Salvini co jakiś czas rozpętuje awantury z zamykaniem włoskich portów dla statków należących do międzynarodowych NGO-sów próbujących wysadzić na ląd po kilkadziesiąt osób.

Także w tych dniach trwa spór o przyjęcie 30-40 migrantów ze statku SeaWatch 3, w którym przeciw Salvinemu, ministrowi spraw wewnętrznych, zdecydowanie odmawiającemu zgody na wysadzenie imigrantów na włoskim wybrzeżu, występuje sojusz lewicowych burmistrzów z portowych miast z południa Włoch oraz włoski Episkopat łącznie z jego konserwatywnymi biskupami.

Rosyjska miłość

Partia Salviniego podpisała w 2017 roku umowę o współpracy z putinowską partią Jedna Rosja, a sam Salvini ostatniej jesieni zapewniał w Moskwie, że czuje się tam jak w domu.

I już jako wicepremier w jednym z wywiadów mówił o prawomocnej aneksji Krymu, a ukraińską rewolucję z 2013-14 roku uznał za finansowaną przez obce siły.

A jednak wbrew przedwyborczym zapowiedziom Ligi i Ruchu Pięciu Gwiazd, współtworzony przez nie rząd już dwukrotnie zgodził się na przedłużenia sankcji gospodarczych UE wobec Rosji. A zatem Rzym na razie jest i promoskiewski, i jednocześnie niewychylający się ze wspólnej linii UE, czyli podobnie jak za paru poprzednich rządów we Włoszech. Ponadto w całkowite zapomnienie poszły postulaty wycofania włoskich żołnierzy z Afganistanu.

Zmienianie UE od środka

Salvini przy przekształcaniu Ligi Północnej w Ligę „ogólnonarodową” oraz partii, która w sumie przez dekadę współrządziła krajem w koalicji z Berlusconim, w ugrupowanie „antysystemowe”, stawiał sobie Marine Le Pen za wzór, a potem za kluczową sojuszniczkę w radykalnym „zmienianiu UE od środka”.

To jeden powodów czasem wręcz furiackiego uderzania w prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który z kolei często wali w Salviniego z racji jego politycznej przyjaźni ze swą główną rywalką z francuskich wyborów prezydenckich.

Zdaniem części ekspertów

najbliższe eurowybory mogą jeszcze mocniej skrystalizować polityczno-unijną linię podziału między Europą „otwartą” i „zamkniętą”, które symbolizowaliby – odpowiednio – Macron oraz Salvini.

Włoch po wyborczym zwycięstwie PiS w 2015 roku na Facebooku dziękował Polsce za wybór na rzecz „innej” Europy – dbającej o miejsca pracy, a nie o interesy banków i korporacji międzynarodowych oraz przeciwstawiającej się inwazji nielegalnych migrantów.

Mniej funduszy dla Polski, więcej imigrantów z relokacji

A jednak Salvini do dziś deklaruje chęć redukcji transferów z budżetu UE do naszej części Europy. I pomimo antymigracyjnej wspólnoty poglądów – paradoksalnie – różni się z Grupą Wyszehradzką co do unijnych rozwiązań.

Do dziś oficjalnie domaga się – swoją drogą zupełnie nierealistycznej – radykalnej wersji relokacji z rozsyłaniem po krajach UE wszystkich migrantów lądujących na włoskim lądzie. To byłoby odciążenie Włoch, ale Polska nie chce słyszeć o nawet najskromniejszym rozdzielniku (i reforma relokacyjna została już chyba na długo schowana w Brukseli do szuflady).

Szef Ligi, ojciec dwojga dzieci z dwiema kobietami, broni tradycyjnego modelu rodziny. Ale zastrzega, że nie dąży do zmian prawnych co do aborcji czy homozwiązków (Włochy mają rejestrowane przez USC związki cywilne bez prawa do adopcji).

O kotach, uwielbieniu dla nutelli i niedawno zerwanym związku ze swą trzecią partnerką życiową, gwiazdą telewizji Elisa Isoardi, donosi w mediach społecznościowych, gdzie obrazki ze śniadania potrafi mieszać ze sloganami politycznymi wymierzonymi np. w migrantów albo Macrona.

Trudny wybór przed Kaczyńskim

Czy taki sojusznik w Europie, który żąda zmniejszenia funduszy unijnych dla Europy Wschodniej, chce by Polska przyjęła z Włoch imigrantów i kocha Rosję, będzie do zaakceptowania dla elektoratu PiS? Być może jako mniejsze zło.

Tak w każdym razie usiłuje tłumaczyć to portal wpolityce.pl. – „Alternatywą dla Salviniego może być tylko Macron, Timmermans i Tusk”. W pewnym sensie ma rację – PiS nie ma wyboru. Jak nie z Salvinim, to z kim?

Z drugie strony, sojusz z Ligą oznacza jednoznaczny kurs na osłabienie Unii Europejskiej i odstraszy tych wyborców w Polsce, którzy opowiadają się za mocną Unią Europejską z silnymi instytucjami.


Powiązane:
Zobacz także:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym