Sędzia Wojciech Łączewski złożył pozew przeciwko ministrowi sprawiedliwości i Prokuratorowi Generalnemu Zbigniewowi Ziobrze. Sędzia chce przeprosin w telewizji za dyskredytujące go słowa Ziobry wypowiadane na konferencjach prasowych, w trakcie których podważał jego kwalifikacje zawodowe do bycia sędzią i nazywał kłamcą

Z informacji OKO.press wynika, że warszawski sędzia pozew o ochronę dóbr osobistych złożył właśnie w sądzie. Wojciech Łączewski jest czwartym sędzią, który pozywa obecnie urzędującego ministra sprawiedliwości.

Jego pozew to efekt tego, że w 2015 roku przewodniczył składowi sędziowskiemu, który nieprawomocnie skazał na więzienie byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego za nielegalną operację specjalną wymierzoną w Andrzeja Leppera. Od tamtego czasu Łączewski stał się wrogiem prawicy. Jest hejtowany i obrażany, na prawicy jest jednym z najbardziej znienawidzonych sędziów. Sędzia te ataki wytrzymywał – do teraz. Czarę goryczy przelały trzy wypowiedzi Ziobry na jego temat z ostatnich kilku miesięcy. I za nie pozywa ministra.

Wojciech Łączewski chce, by minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny przeprosił go w oświadczeniu wyemitowanym po „Faktach” TVN, „Wydarzeniach” Polsatu oraz „Wiadomościach” TVP 1.

„Skarb Państwa – Minister Sprawiedliwości, Skarb Państwa – Prokurator Generalny oraz Zbigniew Ziobro przepraszają Wojciecha Cezarego Łączewskiego za nieprawdziwe słowa wypowiedziane przez Zbigniewa Ziobro pełniącego funkcję Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego na konferencjach prasowych w dniach 5 kwietnia 2019 roku i 17 września 2019 roku oraz w dniu 11 października 2019 roku, które kwestionują kompetencje zawodowe i wiarygodność Wojciecha Cezarego Łączewskiego jako sędziego, naruszają zasadę domniemania niewinności, a w efekcie godzą w dobra osobiste w postaci godności, czci i dobrego imienia. Skarb Państwa – Minister Sprawiedliwości, Skarb Państwa – Prokurator Generalny oraz Zbigniew Ziobro przyznają, że wypowiedziane słowa były kłamliwe, miały charakter oszczerstwa i nigdy nie powinny zostać wypowiedziane”.

W pozwie Wojciech Łączewski podkreśla, że Ziobro narusza jego dobra osobiste w postaci godności, czci i dobrego imienia, które jest niezbędne w zawodzie sędziego. „Treść każdej z wypowiedzi [Ziobry. przytoczymy je tekście poniżej – przyp. red] nie pozostawia wątpliwości, że intencją wypowiadającego określone słowa było całkowite zdyskredytowanie powoda w opinii publicznej” – podkreśla w pozwie sędzia Łączewski.

Łączewski chciał się bronić, a jest ściganym

Zbigniew Ziobro w ostrych i obraźliwych słowach wypowiadał się o sędzim Łączewskim, w związku ze sprawą w prokuraturze, która toczy się od kilku lat z zawiadomienia sędziego.

Łączewski po wydaniu wyroku skazującego na Mariusza Kamińskiego najprawdopodobniej padł ofiarą wymierzonej w niego prowokacji w internecie. Ktoś mógł sfałszować rzekomą wymianę wiadomości sędziego Łączewskiego z fałszywym kontem założonym na Tomasza Lisa na Twitterze. Z tej dyskusji miałoby wynikać, że Łączewski namawiał Lisa do ostrzejszych działań wobec PiS. W sprawie jest jednak dużo niewiadomych i znaków zapytania.

Sędzia sam wystąpił do prokuratury o zbadanie sprawy, a prokuratura zakwalifikowała to wstępnie jako podejrzenie podszywania się pod niego w internecie. Po przejęciu kontroli nad prokuraturą przez PiS – śledztwo, które toczyło się w Warszawie przeniesiono do Legnicy, a stamtąd do Prokuratury Regionalnej w Krakowie. A tam sprawę z doniesienia sędziego umorzono.

Z akt sprawy wyłączono jednak materiały do drugiej sprawy, w której sędziemu grożą zarzuty karne za rzekome złożenie fałszywego zawiadomienia i rzekome składanie fałszywych zeznań. Bo zdaniem prokuratury nikt pod sędziego się nie podszywał. Prokuratura wątpliwości w tej sprawie rozstrzyga na niekorzyść sędziego, choć opinia biegłych informatyków nie rozstrzyga o winie sędziego. Biegły nie stwierdził też, żeby z urządzeń sędziego prowadzona była wymiana wiadomości z fałszywym kontem założonym na Tomasza Lisa.

Prokuratura nie może jednak na razie postawić Łączewskiemu zarzutów, bo sąd dyscyplinarny w Krakowie z powodów formalnych odmówił uchylenia mu immunitetu. To z tego powodu Zbigniew Ziobro trzy razy mówił o Łączewskim do dziennikarzy. I za te wypowiedzi będzie miał teraz proces.

Ziobro oskarża sędziego i przesądza o jego winie

Pozew sędziego Łączewskiego obejmuje trzy wypowiedzi Zbigniewa Ziobry.

Pierwsza padła 5 kwietnia 2019 roku z konferencji, podczas której Ziobro wyraził niezadowolenie z odmowy uchylenia immunitetu przez sąd dyscyplinarny. Ziobro nie krył wtedy emocji. Mówił, że dowody na rzekomą jego winę „w sposób całkowity dyskwalifikują pana sędziego jako człowieka, który posiadałby pewne elementarne zdolności moralne do tego, by być sędzią, który ocenia i sądzi innych, jeżeli potrafi w sposób tak bezczelny, w sposób zuchwały, bez cienia, bez zmrużenia oka kłamać, okłamywać nieustannie wszystkich wokół (…) Ten człowiek spowodował realne też szkody finansowe. Działał bez skrupułów, bez zmrużenia oka, w sposób bezczelny, powodując, powodując niezasadne postępowanie karne”.

O tej wypowiedzi pisaliśmy w OKO.press:

Druga wypowiedź pochodzi z 17 września 2019 roku. Podczas konferencji której po raz kolejny stwierdził, że „zgromadzony materiał dowodowy już na tym etapie pozwala stawiać zarzuty (…) środowisko sędziowskie odmawia uchylenia immunitetu przynajmniej pod pretekstem formalnym (…) ja też się trochę dziwię niektórym mediom (…), które mają wiedzę, a ja mogę to potwierdzić, że został zgromadzony materiał dowodowy (…) w bardzo wysokim stopniu uprawdopodabniający, że jest to sędzia, który wszystkich państwa okłamywał też i całą polską opinię publiczną (…), że nie był autorem wpisów (…), które nie mają nic wspólnego z zasadą apolityczności sędziów, bo proponował działania, które miałyby na celu doprowadzenie do zmiany władzy w Polsce, obalenia niejako rządów PiS-u. W konsekwencji i co więcej na tym nie poprzestał, bo złożył fałszywe zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa, które nie zaistniało, jak wiele na to wskazuje oraz z ustaleń prokuratury i z oceny prokuratury wynika, że składał fałszywe zeznania (…) składał na te okoliczności zeznania konfabulując, usiłując wprowadzić w błąd polską prokuraturę (…) ten człowiek jest dalej traktowany jako bohater, autorytet przez te niektóre media”.

I wreszcie, Łączewski pozywa za słowa 11 października 2019, gdy Zbigniew Ziobro komentował decyzję Łączewskiego o złożeniu z urzędu sędziego. Ziobro mówił wtedy: „jak ustalenia dowodowe wskazują, w tym kategoryczne opinie biegłych z zakresu informatyki (…) wbrew temu co mówił, wbrew temu co zeznawał i wbrew temu co złożył w swoim fałszywym zawiadomieniu o przestępstwie, to on prowadził osobiście korespondencję (…) i namawiał go [fałszywego Tomasza Lisa – red.] do tego, aby podjąć działania zmierzające do obalenia rządu Prawa i Sprawiedliwości, a więc sprzeniewierzył się w ten sposób po pierwsze zasadzie apolityczności sędziowskiej, a po drugie sprzeniewierzył się godności zawodu sędziego składając, kłamiąc, składając fałszywe zeznania kilkukrotnie i fałszywe zawiadomienie o przestępstwie”.

Ta ostatnia wypowiedź to był komentarz Ziobry do decyzji Łączewskiego o zrzeczeniu się urzędu sędziego. Sędzia zrobił to w geście sprzeciwu wobec niszczenia wymiaru sprawiedliwości przez PiS. Miał też dość ataków na siebie, m.in. ze strony ministra sprawiedliwości. Bo za wyrok na Mariusza Kamińskiego płaci dużą cenę. Łączewski sędzią będzie jeszcze do 15 listopada 2019 roku.

Łączewski: Ziobro podważa zaufanie do mnie jako sędziego

W pozwie Wojciech Łączewski podkreśla, że ataki Ziobry na niego trwają od kilku lat. W czasie procesu będzie chciał udowodnić, że prokuratura, która chce mu stawiać zarzuty się myli. Wnosi o dołączenie do akt sprawy cywilnej materiałów ze śledztwa, które zostało zapoczątkowane jego zawiadomieniem. Będzie przekonywał sąd, że opinie biegłych informatyków, którzy badali telefony i jego komputery (sędzia sam je dostarczył prokuraturze), są dla niego korzystne. Że nie podejmował kontaktu z fałszywym kontem założonym na Tomasza Lisa.

Przypomina w pozwie, że Ziobro jako minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny powinien być bezstronny i traktować wszystkich obywateli równo, szanując wymóg domniemania niewinności. Tymczasem Ziobro narusza jego dobra osobiste w postaci godności, czci i dobrego imienia, które jest niezbędne w zawodzie sędziego.

„Treść każdej z wypowiedzi nie pozostawia wątpliwości, że intencją wypowiadającego określone słowa było całkowite zdyskredytowanie powoda w opinii publicznej” – podkreśla w pozwie sędzia Łączewski.

Przyznaje, że Ziobro jako prokurator Generalny może informować o osobach podejrzanych lub oskarżonych. Tyle, że on nie jest ani podejrzanym, ani oskarżonym. Ponadto przekazując informacje ze śledztwa Prokurator Generalny musi robić to ostrożnie i rzetelnie, tak by nie naruszać domniemania niewinności.

„Zbigniew Ziobro jako Minister Sprawiedliwości – Prokurator Generalny swoją emocjonalną, egzaltowaną, niewyważoną i ocenną wypowiedzią wyeksponował część materiału dowodowego, całkowicie pomijając pełną treść opinii biegłych wydanych na potrzeby postępowania prowadzonego z zawiadomienia powoda. Efekt ten miały spotęgować stwierdzenia o braku kwalifikacji etycznych i moralnych powoda [Łączewskiego – red.] do pełnienia urzędu sędziego. Wypowiadając swoje »sądy« Zbigniew Ziobro przekroczył zatem granice, w ramach których mógłby się poruszać jako Minister Sprawiedliwości – Prokurator Generalny” – napisał w pozwie sędzia Łączewski.

I jeszcze jedno zdanie z pozwu:

„Co istotne, ton publicznej wypowiedzi pozwanego był nacechowany wyjątkową złością i niechęcią wobec powoda. Celem pozwanego było zdyskredytowanie powoda w oczach opinii publicznej, wzbudzenie wątpliwości co do jego uczciwości oraz błędne utwierdzenie w przekonaniu, że wszelkie sformułowane wobec niego zarzuty są uzasadnione”.

W tej sprawie sędziego reprezentuje radca prawny Agnieszka Pszon.

Minister sprawiedliwości już dwie sprawy z sędziami przegrał

Sędzia Łączewski to czwartym sędzia, który zdecydował się pozwać do sądu obecnego ministra sprawiedliwości.

Pierwsza pozew wytoczyła warszawska sędzia Justyna Koska-Janusz za komunikat ministerstwa pomawiający ją o błędne orzeczenie. Ziobro tę sprawę już prawomocnie przegrał. Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał mu przeprosić sędzię. OKO.press pisało o tym:

Drugi pozew złożyła sędzia Beata Morawiec, była prezes Sądu Okręgowego w Krakowie. Ona też pozwała ministra za komunikat ministerstwa, w którym informację o jej odwołaniu z funkcji prezesa przez Ziobro, zestawiono z zatrzymaniami dyrektorów małopolskich sądów, z którymi Morawiec nic wspólnego nie miała. Minister ten proces nieprawomocnie przegrał. Złożył apelację. OKO.press pisało o tym:

Ministra sprawiedliwości pozwał też sędzia Krystian Markiewicz, szef Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Markiewicz chce przeprosin za brak nadzoru na sędziami z ministerstwa, którzy według mediów byli zamieszani w aferę hejterską, której Markiewicz padł ofiarą.

Sędzia Wojciech Łączewski w związku ze sprawą swojego zawiadomienia do prokuratury ścigany jest też przez rzecznika dyscyplinarnego dla sędziów. Zaś sprawą jego immunitetu sędziowskiego zajmie się w połowie listopada Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego.

Swój pozew cywilny przeciwko ministrowi sprawiedliwości sędzia Wojciech Łączewski tak komentuje OKO.press:

„W mojej ocenie sytuacja jest prosta. Minister sprawiedliwości – Prokurator Generalny nie przychylił się do mojego wniosku o upublicznienie opinii, które miały być dla mnie niekorzystne. Manipulacja została obnażona. Nie może być tak, że jestem »skazywany« przez przedstawiciela władzy wykonawczej, a on nie ponosi odpowiedzialności za swoje emocjonalne wypowiedzi.

Pan Ziobro nie pierwszy raz rażąco naruszył zasadę domniemania niewinności przez co zdyskredytował się jako prawnik. Pozew jest konieczny. Prawda musi ujrzeć światło dzienne, a obywatele muszą się dowiedzieć, jak władza usiłuje niszczyć ludzi, którzy z różnych przyczyn są dla niej niewygodni”.

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Komentarze

  1. Andrzej Lisiak

    Niestety – obelgi weszły już na stałe do polskiej publicystyki. polityki i… nawet zaryzykowałbym twierdzenie, że do obyczajów.
    Tu na tym portalu jak ktoś nie ma nic do powiedzenia to zwykle bluzga obelgami – vide niejaki Maciejewicz.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!