Prawo kojarzy się z opresją, sankcją, więzieniem, ograniczeniem wolności. Jest odwrotnie – bez prawa (i w konsekwencji prawników) nie ma wolności, ograniczeń władzy państwa, wszechmocy policji i prokuratorów, nie ma tego co nazywamy gwarancjami dla praw podstawowych - mówił sędzia Marek Safjan podczas Pol'And'Rock Festiwalu w Kostrzynie

„Rozgrywający się na naszych oczach konflikt to nie jest abstrakcja, ale prawdziwy spór o to, jakim chcemy być społeczeństwem i w jakim będziemy podążali kierunku – Rosji Putina, czy Europy opartej na wartościach, w których rządy prawa zajmują centralne miejsce” – mówił sędzia Marek Safjan 1 sierpnia 2019 zaproszony do Akademii Sztuk Przepięknych podczas Pol’And’Rock Festiwal.

Profesor Safjan przedstawił związki niezależnego sądownictwa z obroną naszych praw i wolności. Prawa i wartości to jest – podkreślał – spoiwo Unii Europejskiej.

„Nieustanne powtarzanie przez wielu polityków naszej części Europy, że Europa to wyłącznie wspólne mechanizmy gospodarcze i wspólny interes ekonomiczny – jest kompletnym nieporozumieniem wynikającym z braku akceptacji dla tego, co tworzy istotę europejskości – tj. wspólnych wartości” – tłumaczył. I choć tego wprost nie powiedział, odrzucenie tych zasad i wartości, to odrzucenie także Unii Europejskiej.

Marek Safjan jest wybitnym prawnikiem, profesorem nauk prawnych, w latach 1998-2006 prezes Trybunału Konstytucyjnego, od 2009 sędzia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

  • Sylwetka zawodowa prof. Safjana

    Marek Safjan, urodzony w 1949 roku; doktor prawa (Uniwersytet Warszawski, 1980); doktor habilitowany nauk prawnych (Uniwersytet Warszawski, 1990); profesor prawa (1998); dyrektor Instytutu Prawa Cywilnego Uniwersytetu Warszawskiego (1992-1996); prorektor Uniwersytetu Warszawskiego (1994-1997); sekretarz generalny sekcji polskiej Association Henri Capitant des amis de la culture juridique française (1994-1998); przedstawiciel Polski w Komitecie ds. Bioetyki Rady Europy (1991-1997); sędzia Trybunału Konstytucyjnego (1997-1998), następnie prezes tego trybunału (1998-2006); członek Académie internationale de droit comparé (od 1994), a następnie jej wiceprzewodniczący (od 2010); członek Association internationale droit, éthique et science (od 1995), członek Komitetu Helsińskiego w Polsce; członek Polskiej Akademii Umiejętności; odznaczony medalem Pro Merito przez sekretarza generalnego Rady Europy (2007); autor licznych publikacji z zakresu prawa cywilnego, prawa medycznego i prawa europejskiego; doktor honoris causa Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (Florencja, 2012); sędzia Trybunału Sprawiedliwości od dnia 7 października 2009 roku.

Czy prawo może służyć wolności?

Prawo kojarzy się z opresją, sankcją, więzieniem, ograniczeniem wolności. Chciałem Was przekonać, że jest odwrotnie – bez prawa (i w konsekwencji prawników) nie ma sfery wolności, nie ma ograniczeń dla władzy państwa i wszechmocy policji i prokuratorów, nie ma oazy prywatności i braku ingerencji, nie ma tego, co nazywamy gwarancjami dla praw podstawowych.

Pod jednym warunkiem wszakże, że prawo, prawnicy, sądy funkcjonują w ramach demokratycznego systemu, tj. takiego, w którym szanuje się podział władzy i kompetencji (trójpodział ), w którym przestrzega się ustalonych reguł postępowania, i w którym nikt nie przypisuje sobie monopolu dla ogłoszenia jedynie słusznej prawdy, ani w monopolu odkrywania tego, co jest zgodne z wolą narodu.

Walka o rządy prawa nie jest dzisiaj abstrakcją podręczników akademickich, jest autentyczną cząstką rzeczywistości i realnym problemem – jest to w istocie nic innego, jak walka o demokrację i zachowanie wolności: wolności jednostki wobec uzurpacji państwa, wolności do wyrażania i manifestowania publicznie swoich poglądów i opinii, do realizacji swoich własnych preferencji, dążeń i ambicji, do wolności słowa, którego nigdy nie będzie cenzurował i za które nikt nie będzie wsadzał do więzienia.

Pamiętajmy, że w myśleniu pewnych elit politycznych jest nieustannie obecne dążenie do jednolitej, niekontrolowanej władzy, która ma jedynie słuszną wizję narodu i tego, co ma on osiągnąć.

Ciągoty za utraconym rajem dyktatorów

Jedna władza, jedna ideologia, jeden wódz i jeden naród – to hasła, które przewijają się przez Europę i mają swoją ugruntowaną podstawę w totalitaryzmach XX wiecznych. Moje pokolenie zna aż za dobrze wykreowaną przez taki system rzeczywistość. Dzisiaj te wzorce są w pełnym zastosowaniu i rozkwicie w Rosji Putina, na Białorusi Łukaszenki  i jeszcze w kilku innych państwach.

W dzisiejszej Europie takie demony przeszłości i ciągoty za utraconym „rajem dyktatorów” zaczynają niestety odżywać na nowo i z niepokojącą intensywnością. Dzisiaj bunt prawników – inni powiedzą zdemoralizowanych elit, „prawniczej kasty”, egoistycznie dążącej do zachowania  swych przywilejów – jest dramatyczną próbą zahamowania tych tendencji, wyrażenia jasnego i kategorycznego sprzeciwu wobec zabiegów, które prowadzą na końcu do utraty wolności, do opresji wobec bezradnych jednostek, arbitralności niekontrolowanej władzy.

Na tym gruncie wyrasta hejt w relacjach pomiędzy ludźmi, brutalność i arogancja władzy, bezradność jednostek. Znamy wszyscy dramat zamordowanego prezydenta Adamowicza, dramat chłopaka zabitego paralizatorami przez funkcjonariusza policji i kompletną pasywność aparatu władzy wobec takiego wydarzenia.

Oglądaliśmy wszyscy zdjęcia bitych przez młodych osiłków kobiet, które wyszły na ulice zamanifestować swoje poglądy. Widzieliśmy niedawno „dzielnych szeryfów” ciągnących po bruku domniemanego zabójcę zakutego w kajdanki w samej bieliźnie. Z przerażeniem i wstydem oglądaliśmy atak agresji na uczestników marszu równości w Białymstoku.

Zdumiewamy się nękaniem sędziów, którzy ośmielili się podzielić swoimi wątpliwościami z Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a także tych, którzy wydali wyrok, niepodobający się rządzącym, np. w sprawie charakteru rocznic (miesięcznic) smoleńskich odbywających się do niedawna w Warszawie.

Walka o rządy prawa i o konstytucję jest niczym innym jak tylko walką przeciwko takiej opresji, jest walką na rzecz bezradnej jednostki, bitych kobiet czy opluwanych i obrzucanych hejtem uchodźców.

Bo losy jednostki nie mogą zależeć od aktu łaski „cezara” (bez względu na to, kto nim jest: prezydent, lider partii, premier, prokurator generalny czy mianowany za zasługi na rzecz władzy sędzia), od dobrych relacji z władzą, przejawianego posłuszeństwa.

Rozgrywający się na naszych oczach konflikt to nie jest abstrakcja, ale prawdziwy spór o to, jakim chcemy być społeczeństwem i w jakim będziemy podążali kierunku – Rosji Putina, czy Europy opartej na wartościach, w których rządy prawa zajmują centralne miejsce.

Rządy prawo, to ograniczenie władzy wobec ludzi – jej wszechmocy, arbitralności, nieprzewidywalności i opresyjności. Nie mają swojej ceny, którą warto by zapłacić – nie będzie nią ani względny dobrobyt szerokich grup społecznych, poczucie względnego bezpieczeństwa i spokoju, ani zdjęcie z naszych bark odpowiedzialności za własny los, bo tę przejmie za nas władza.

Pamiętajmy, że wszystkie totalitaryzmy mają swoje doświadczenia lat tłustych: hitlerowskie Niemcy w latach trzydziestych ze swoimi ludowym samochodem dla mas, autostradami i likwidacją bezrobocia, Włochy z rozwojem przyśpieszonym najbiedniejszych regionów, Związek Sowiecki – z elektryfikacją, rozwojem przemysłu ciężkiego.

Dzisiaj wiemy, że nie równoważyło to w najmniejszym stopniu braku wolności i wszechmocy władzy, których konsekwencją zawsze była ostatecznie śmierć i  dramatyczna opresja tysięcy  przeciętnych ludzi.

Czym są rządy prawa?

Rządy prawa to nie jakaś intelektualna konstrukcja wymyślona na jednym z uniwersytetów przez naukowych mądrali. To jest bowiem ostateczny rezultat wielowiekowych zmagań, walki i doświadczeń.

Dzisiaj najzwyczajniej w świecie wiadomo, że to jest warunek i fundament każdego demokratycznego  społeczeństwa.

Od takich zmagań poddanych z władzą rozpoczęła się historia rządów prawa w Europie – już w 1215 roku kiedy powiedziano królowi Anglii: dość twojej samowoli, ty też musisz podporządkować się przewidywalnym, wcześniej ustalonym regułom (Magna Charta Libertatum).

Dużo później wymyślono, że trzeba odróżnić tych, którzy tworzą reguły (parlament), od tych, którzy maja dbać o ich przestrzeganie i wykonywanie (władza wykonawcza), i tych którzy mówią co prawo znaczy, a więc co jest prawem i jak je rozumieć oraz stosować (sądy). To jest XVIII wiek – Monteskiusz.

Następnym etapem było uznanie pierwszeństwa konstytucji, która gwarantuje prawa i wolności podstawowe przed wszystkimi innymi regułami prawa – to  jest początek XIX wieku w Stanach Zjednoczonych i spór o prerogatywy prezydenta USA, który zostaje rozstrzygnięty przez amerykański Sąd Najwyższy na rzecz prymatu konstytucji (sprawa Marbury v. Madison z 1804 r.).

Następnie – po doświadczeniach XX-wiecznego totalitaryzmu, po II wojnie światowej zaczęły rozkwitać wyspecjalizowane sądy – sądy konstytucyjne, których zadaniem stało się dbanie o to, by konstytucja, a przede wszystkim prawa podstawowe, nie były naruszane poprzez ekscesy większości parlamentarnej.

Sądy konstytucyjne mają więc bronić praw jednostek przed większością, praw mniejszości –  etnicznych. religijnych, rasowych, seksualnych, przed opresją ze strony większości, mają dbać o powszechność i równość ochrony dla wszystkich.

Posiadanie pięknie nazywających się instytucji nie wystarcza.

W komunizmie też mieliśmy parlament, sędziów, rząd i praworządność socjalistyczną. Wszyscy wiedzieli jednak, że pod sceną znajduje się budka suflera, który mówił jak trzeba grać rolę, której scenopis był wcześniej ustalony poza sceną – przez Biuro Polityczne partii komunistycznej. Scena to rzeczywistość potiomkinowska (malowane trawniki i makiety domów z okazji wizyty genseka na prowincji), a prawdziwe życie było poza tą sceną.

Warto o tym przypominać: nie wystarczą dla rządów prawa pięknie nazywające się instytucje, nie chcemy malować trawników i stawiać makiet, to co nas interesuje, to autentyczne instytucje, mające prawdziwe kompetencje, niezależne od siebie, a nie atrapy, i dekoracje, nawet wtedy, kiedy atrakcyjnie wyglądają.

Każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie, w którym w miejscu jesteśmy dzisiaj w Polsce, czy czujemy się komfortowo, czy żyjemy w dekoracjach, czy nasze prawa są i będą dobrze strzeżone?

Dlaczego dla Europejczyków ważny jest spór o rządy prawa? 

Stawka dzisiejszego sporu o rządy prawa jest wysoka. Jest to problem przede wszystkim samych Polaków i dokonywanych przez nich wyborów, ich preferencji, ich rozumienia świata i ich wizji przyszłości .

Ale jest to jednocześnie problem w tym samym stopniu całej zjednoczonej Europy. Spór o rządy prawa ma wymiar ogólny, nie ogranicza się do konkretnych państw Unii Europejskiej, ale dotyczy Unii w całości. Chodzi nie tylko o to, czy w niej będziemy, ale o to jaka ona będzie.

Zacznijmy od pytania, dlaczego w ogóle warto chronić to, co nazywamy Unią. Dla młodszej generacji Unia jest składnikiem codzienności, kojarzy się z urzędnikami w Brukseli, ograniczeniami, które narzucają coraz szczegółowsze regulacje europejskie, z karami pieniężnymi dotykającymi tych, którzy naruszyli unijne obowiązki, z wydatkami na rzekomo nadmierny, wręcz bizantyjski – jak twierdzą niektórzy – aparat administracyjny.

Niektórzy dodają, że Bruksela zastąpiła Moskwę, a także, że Bruksela nie dość że ogranicza suwerenność, to propaguje zepsucie i rozwiązłość obyczajów, choćby np. przez narzucanie uznawania związków partnerskich. W tej narracji Unia jest także antychrześcijańska, ponieważ ogranicza wolności religijne propagując laicyzację oraz równe traktowanie różnych wyzwań.

Dzisiejsza opowieść o Unii opiera się na mitach i niemądrych stereotypach (np. częsta krytyka rzekomo gigantycznej liczby unijnych urzędników opiera się na przekłamaniach: w UE  pracuje  ok. 32 tys. funkcjonariuszy; w Grecji w administracji publicznej  – 760 tys.,  a w Zjednoczonym Królestwie sam  urząd celny zatrudnia 82 tys. osób) .

Stereotypy wynikają najczęściej z czystej ignorancji, a niekiedy ze złej woli. Jednocześnie większość pozytywnych dla obywateli unijnych rozwiązań stała się na tyle oczywista, że nie jest nawet kojarzona jako efekt integracji.

A oto kilka przykładów:

  • brak roamingu na telefony,
  • odszkodowanie za opóźnienie lotów powyżej 3 godz.,
  • europejska karta zdrowotna,
  • równość systemów stypendialnych dla osób studiujących w danym kraju bez względu na narodowość,
  • równa dostępność sprzedaży on-line w całej Europie, a w tym efektywna ochrona konsumentów kupujących na dystans,
  • równorzędność dyplomów i prawa do wykonywania zawodów,
  • nie mówiąc już o „oczywistym” braku kontroli na granicach od Wilna po Lizbonę etc.

Nie bez powodów stwierdza się, że bycie obywatelem Unii stało się podstawowym statusem  obywatelskim dla każdego obywatela państwa członkowskiego.

Obywatel europejski jest chroniony przez Kartę Praw Podstawowych i ma prawo oczekiwać

  • że w każdym państwie członkowskim będzie równo traktowany z  obywatelami innego państwa,
  • że studiując lub pracując będzie miał taki sam dostęp do edukacji i do służby zdrowia jak każdy obywatel danego państwa,
  • że będzie mógł swobodnie rozpocząć działalność gospodarczą,
  • że nikt nie będzie go prześladował za przynależność  do tej lub innej mniejszości.

Prawo żądania ochrony sądowej przed niezależnym sądem jest sposobem na skuteczne funkcjonowanie tych praw. I znowu kilka przykładów z ostatnich lat z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości: małżonkowie jednopłciowi nie zostali uznani za tworzących rodzinę i odmówiono im osiedlenia się wspólnie w Rumunii po powrocie z Belgii, gdzie zawarli ślub, pomimo że jeden z małżonków miał obywatelstwo rumuńskie.

Sąd rumuński miał wątpliwości i zadał pytanie TSUE – odpowiedź była jednoznaczna: taka odmowa to akt dyskryminacji i narusza jedną z podstawowych wolności unijnych, prawo do swobodnego przemieszczenia się i osiedlenia na terenie Unii.

W innej sprawie pracownik dostał odmowę przedłużenia pracy w instytucji prowadzonej przez Kościół ewangelicki ze względu na swoją osobistą sytuację – rozwód, który uznany został za niemożliwy do pogodzenia z zasadami, którymi kieruje się ta instytucja.

TSUE – w odpowiedzi na zadane w związku z tą sprawą pytanie – stwierdził, że odmowa zatrudnienia (na stanowisku, które nie wiązało się z funkcjami religijnymi lub z praktykowaniem i promowaniem zasad wiary) jest w takim wypadku równoznaczna z dyskryminacją ze względu na przekonania religijne.

W innej sprawie, dotyczącej żądania prokuratora niemieckiego wydania osoby na podstawie europejskiego nakazu aresztowania adresowanego do organów sądowych innego państwa członkowskiego, TSUE uznał, że istnieją istotne uzasadnione wątpliwości dotyczące niezależności prokuratora od władzy politycznej (ministra sprawiedliwości), a wobec tego nakaz wydany przez takiego prokuratora nie może być wykonany .

Unia zasad i wartości

Prawdziwym spoiwem Unii są wspólne zasady i wartości, respektowanie na zasadzie lojalności i solidarności wspólnych reguł (stąd mówi się często, że Unia jest unią prawa).

Związek wartości i mechanizmu integracji trzeba koniecznie zrozumieć, jeśli chce się poważnie dyskutować o Unii  – ona nie sprowadza się do wspólnego rynku, braku ceł, swobody przepływu towarów, usług, kapitału i ludzi, ale jest przede wszystkim wspólnotą wartości.

Bo one określają nasze miejsce w globalnym świecie i tworzą naszą tożsamość jako Europejczyków. Nieustanne powtarzanie – przez wielu polityków naszej części Europy, że Europa to wyłącznie wspólne mechanizmy gospodarcze i wspólny interes ekonomiczny – jest kompletnym nieporozumieniem, wynikającym z braku  akceptacji dla tego co tworzy istotę europejskości – tj. wspólnych wartości.

Wartości te są wyeksponowane i wyraźnie sformułowane w jednym z pierwszych artykułów Traktatu o Unii Europejskiej, w którym mówi się:

„Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości.

Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie , niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn”.

To dla tych właśnie celów podkreślano wartość integracji europejskiej dla obecnego i następnych pokoleń, bo wspólne, zgodne kooperowanie różnych społeczeństw wydawało  się nieziszczalnym marzeniem od czasów J. Jacques Rousseau, który mówił: ”Nigdy nie było piękniejszej i bardziej porywającej idei niż wieczny i powszechny pokój pomiędzy narodami Europy”, a prawie trzy wieki później Simone Veil ( pierwsza przewodnicząca Parlamentu Europejskiego): ”Realizując swoje wielkie ambicje Europa musi zapewnić, aby jej głos był słyszalny i bronić swych najważniejszych wartości: praw podstawowych, pokoju, solidarności pomiędzy bogatymi i biednymi. Europa jest wielkim przeznaczeniem współczesnych Europejczyków”.

Urok i siła przyciągająca, które reprezentują Europę, to otwarcie na różnorodność przy jednoczesnym poszanowaniu z jednej strony odrębności, z drugiej – wspólnych wartości „bazowych”, które wyrażają  naszą tożsamość europejską.

To nie jest pusta teoria i wishfull thinking, ale doświadczenie także moje osobiste z rzeczywistości, w której się obracam w Luksemburgu [jako sędzia Trybunału Sprawiedliwości UE – red.]. Luksemburg to prawdziwa mieszanka kultur, języków i obyczajów. 60 proc. ludzi rezydujących w Luksemburgu to osoby niebędące rdzennymi (z urodzenia) mieszkańcami tego kraju. W większości apartamentowców w Luksemburgu można usłyszeć wszystkie języki europejskie od polskiego do litewskiego.

To samo na ulicy i w autobusie. Typowy Luksemburczyk mówi w kilku językach  (francuski, niemiecki, luksemburski i angielski), dotyczy to wszystkich – od urzędników do kierowców autobusu.

Może dlatego to otwarcie na innych sprawia, że stosunek do uchodźców jest przyjazny i wszyscy włączają się do pomocy: od urzędnika bankowego do profesorów uniwersytetu – np. w wydawaniu każdego dnia obiadów w ośrodkach dla uchodźców.

W moim gabinecie w Luksemburgu jest Francuz, Niemiec, Polak, Belgijka, Kanadyjczyk – pełna różnorodność. Sędziowie pochodzący z 28 różnych systemów prawnych nie mają problemu w wypracowaniu wspólnego stanowiska i w odnajdywaniu kompromisów opartych na poszanowaniu tych samych idei, przy całej odmienności naszych tradycji prawnych.

Rzecz prawie niewyobrażalna 70 lat temu. To jest praktyka codzienna, która buduje wspólne więzi i pokazuje czym jest dzisiejsza zintegrowana Europa.

Kryzys w jednym państwie – kryzysem w Unii

Owo istnienie tysięcy powiązań i współzależności pomiędzy państwami Unii sprawia, że to, co jest nazywane kryzysem systemowym w jakimś kraju, staje się jednocześnie kryzysem europejskim.

Kryzys przejawiający się w zagrożeniach dla  niezależnych sądów, albo ogólniej, dla zasady rządów prawa w którymkolwiek państwie członkowskim dotyka w sposób nieunikniony wszystkie inne państwa członkowskie.

Pewni politycy w pewnych państwach nieustannie twierdzą, że Unia wtrąca się w nieswoje sprawy, że takie „wtrącanie się” to nic innego niż ograniczanie wolności i suwerenności. Tymczasem przecież nawet dla laika staje się jasne i dość oczywiste, że jeżeli mamy w Unii wspólne prawa, reguły i zasady – i wymagają one równej i skutecznej ochrony sądowej, to każdy obywatel Unii ma pełny i bezpośredni interes aby oczekiwać, że sądy innego państwa unijnego zapewnią mu taką ochronę.

Włoch, decydując się na otwarcie biznesu w Polsce, będzie więc oczekiwał, że polskie sądy zapewnią mu niedyskryminacyjną ochronę nie gorszą od tej, którą mają obywatele polscy. Polak odpowiadając za popełnione przestępstwo przed sądem niemieckim ma prawo oczekiwać, że sąd ten zapewni mu zgodnie z regułami europejskimi konieczny poziom prawa do skutecznej obrony w procesie karnym.

Każdy w każdym państwie może oczekiwać, że nikt go nie zwolni z pracy z powodu jego  przekonań lub preferencji seksualnych, a jeżeli się tak stanie, to niezależny sąd zapewni mu skuteczną ochronę.

To właśnie ze względu na  prawo do niezależnego sądu Trybunał Sprawiedliwości wykluczył automatyczne wydanie do Polski przez Irlandię polskiego obywatela i nakazał skrupulatne sprawdzenie, czy proces w Polsce będzie odpowiadał temu, co stanowi standard niezależnego sądu.

Podobnie w wypadku Sądu Najwyższego – Trybunał Sprawiedliwości zakwestionował uprawnienia Prezydenta do arbitralnego decydowania czy i kiedy ma któryś z sędziów przejść na emeryturę. Ci którzy twierdzili, że to jest bezprawne wtrącanie się w polskie sprawy, niczego nie zrozumieli z tego czym jest wspólna Europa, i że  niezależność sędziów polskich to jest kwestia fundamentalna w takim stopniu dla Polaków jak i Czechów, Litwinów, Francuzów i Włochów.

Każdy, kto porusza się po Europie i korzysta z wolności i praw mu przynależnych, może oczekiwać, że będzie tak samo chroniony w   Polsce  czy we Włoszech – jako obywatel europejski. To mogą mu zapewnić jedynie wolni i bezstronni sędziowie.

Każdy polski sędzia jest zarazem sędzią europejskim i każdy polski sąd jest sądem europejskim, odpowiedzialnym za to, by działały wszystkie gwarancje wynikające z prawa Unii wobec każdego z nas.

Bez wolnych sądów nie ma rządów prawa, a bez rządów prawa nie może działać Unia. Nie może funkcjonować przestrzeń Schengen – swobodnego i nieograniczonego, bez granic i kontroli, poruszania się po Europie, bo ona wymaga aby wszędzie były respektowane te same prawa i wolności.

Nie może  funkcjonować ochrona każdego z nas jako pracownika, przedsiębiorcy, konsumenta, beneficjenta usług medycznych, turysty, osoby korzystającej z Internetu i chronionej przed hejtem, bądź wreszcie osoby osiedlającej się swobodnie wraz z rodzina w którymkolwiek kraju Unii.

Jeżeli bowiem nie ma wolnych sądów i nie respektuje się rządów prawa, to nie ma możliwości żądania by nasze prawa były skutecznie, jednolicie i przewidywalnie stosowane w całej Unii.

Sędziowie, którzy utraciliby zaufanie innych sędziów europejskich, nie mogą ani z nimi współpracować, ani zapytywać Trybunału Sprawiedliwości jak stosować prawo. Wygasa więc to, co nazywamy dialogiem sędziów, a więc to, co jest elementem ważnym dla wspólnej Europy.

Dzisiaj najczęściej nie zauważamy, że każdego dnia każdy z nas jest beneficjentem wspólnej Europy. Nie zauważa się czegoś co uważamy za powszedniość, banał i oczywistość. Z własnego doświadczenia wiem, że to nie jest oczywistość, bo znam doskonale inną rzeczywistość: w której poruszanie się po Europie było męką, ograniczeniami wizowymi, arbitralnością funkcjonariuszy SB w biurach paszportowych; w której Polacy byli pariasami Europy i cierpieli na nieustanny kompleks niższości, w której dostęp i przepływ informacji był hamowany i ograniczony.

Dzisiejsza Europa nie jest  dziełem doskonałym, ale ta, która istnieje, jest tysiąc razy lepsza od poprzedzającej ją rzeczywistości. Obronić te wartości można tylko poprzez determinację i zaangażowanie …

Jak mawiał Jean Monet, jeden z twórców wspólnej Europy, klęska jest tylko wtedy, kiedy w nią uwierzymy. Nie dajmy się więc  zwieść złudzeniom i bezradności, nie dajmy odebrać sobie nasze marzenia.

 

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Komentarze

  1. Mariusz Was

    W Polsce trwa odwieczna walka dwóch odłamów społeczeństwa – jak to nazwał Bogusławski – "krakowiaków i górali". Część jest proeuropejska i nowoczesna, reszta konserwatywna i antyeuropejska. Niestety, dziś "azjatów" jest więcej. Jak rzekł jeden z zachodnich polityków – "Jak wam tak długo udawało się udawać, że jesteście Europejczykami".

  2. Mateusz Głazowski

    Bardzo dziękuję Panie Profesorze za ten mądry i bardzo potrzebny wykład. Większość Polaków nie posiadła w czasie nauk w szkołach wiedzy o roli prawa w państwie i życiu każdego z nas.

  3. Ryszard Andrzejak

    Czekam na decyzję TSUE jak kania dżdżu. Chociaż nie mam przekonania, że wyrok niekorzystny dla rządzących zostanie uznany. Nastąpi obstrukcja i granie na fobiach/strachach widomej części społeczeństwa.
    Ten wykład winien być obowiązkowo omawiany w szkole średniej, ba uczniowie winni mieć obowiązek napisania eseju i odbycia wolnej nieskrępowanej dyskusji.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press