Wyjaśnień żąda nowy wiceprezes Sądu Okręgowego, nominat ministra Ziobry. Ma pretensje, że Tuleya ujawnił materiały ze śledztwa, w tym zeznania najważniejszych polityków PiS, choć sędzia miał do tego prawo, a obecny na sali prokurator nie wyrażał sprzeciwu. "Tuleya miał obowiązek to pokazać, a nie chować pod dywan" - mówi OKO.press mecenas Dubois

Sędzia Igor Tuleya z Sądu Okręgowego w Warszawie w postanowieniu wydanym przed świętami Bożego Narodzenia 2017 nakazał prokuraturze wznowić umorzone śledztwo w sprawie okoliczności przeniesienia 16 grudnia 2016 roku obrad Sejmu z sali plenarnej do znacznie mniejszej Sali Kolumnowej. Posłowie PiS uchwalili tam ustawę budżetową na 2017 i jeszcze kilka innych ustaw.

Wyjaśnień od Tulei – sędziego znienawidzonego przez PiS za wyroki demaskujące działania służb w latach 2005-2007 – zażądał nowy wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie Dariusz Drajewicz, który dostał nominację na to stanowisko od ministra Zbigniewa Ziobry po odwołaniu w połowie września 2017 poprzedniej wiceprezes Beaty Najar.

O żądaniu wobec Tulei napisała 28 grudnia Ewa Siedlecka na polityka.pl (internetowej stronie tygodnika „Polityka”). Powodem polecenia wiceprezesa ma być to, że Tuleya podczas wygłaszania ustnego postanowienia o uchyleniu umorzenia śledztwa, ujawnił tajemnicę postępowania przygotowawczego.

PiS planował wcześniej przeniesienie obrad

Igor Tuleya w uzasadnieniu powoływał się na materiały ze śledztwa, w tym głównie zeznania posłów PiS, które cytował. Z zeznań posłanki Krystyny Pawłowicz wynika, że PiS znacznie wcześniej planował przeniesienie obrad do Sali Kolumnowej, zanim jeszcze wyłączono z obrad posła PO Szczerbę, co popchnęło z kolei PO do blokady mównicy w sali plenarnej.

Po co to planowano? By sprowokować, a potem skompromitować opozycję, zarzucając jej pucz? Czy też – by szybko przepchnąć przez Sejm uchwalenie budżetu na 2017 rok oraz ustawę dezubekizacyjną, zapewniając sobie lojalność swoich posłów?

Z ujawnionych przez Tuleyę zeznań wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego (PiS) wynika, że

  • w Sali Kolumnowej specjalnie utrudniano pracę posłom opozycji, m.in. PO i Nowoczesnej.
  • Tak ustawiono krzesła, by nie mogli podchodzić do stołu i zgłaszać wniosków formalnych.
  • Niektórzy posłowie PiS celowo blokowali im przejście.

Z materiałów śledztwa wynika też, że

  • protokoły z liczenia głosów były przerabiane, a
  • posłowie wchodzili i wychodzili z sali (mogło nie być kworum).

Sędzia Tuleya nakazał też prokuraturze, by oceniła, czy część posłów PiS jako świadkowie nie złożyła w śledztwie fałszywych zeznań.

Dlaczego sędzia musi się teraz tłumaczyć nowemu wiceprezesowi, nominatowi ministra Zbigniewa Ziobry? Przecież nie ujawnił materiałów objętych klauzulą niejawności. Ponadto, gdy sprawa trafia do sądu, to sąd jest jej gospodarzem i decyduje, które materiały może ujawnić.

Sędzia Tuleya miał więc prawo powoływać się na m.in. zeznania i nie złamał artykułu 241 par. 1 kodeksu karnego, który mówi: „Kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Może więc wiceprezesowi chodzi o to, że posiedzenie, na którym rozpoznano zażalenia posłów PO na decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa, było jawne dla dziennikarzy, którzy potem je nagłośnili w mediach.

Art.95b: o jawności decyduje sędzia

Takie posiedzenia, na których rozpoznaje się zażalenia, są co do zasady niejawne (mówi o tym artykuł 95 b par. 1 kodeksu postępowania karnego). Dalsze paragrafy tego przepisu wyliczają zaś jakie posiedzenia są jawne.

Ale artykuł 95b par. 1 mówi też, że prezes sądu lub sam sędzia może zdecydować o tym, że posiedzenie, które co do zasady jest niejawne, może się odbyć w trybie jawnym. To jego uznaniowa decyzja.

W tej sprawie Tuleya zarządził jawne posiedzenie. Przed rozpoczęciem dziennikarze obecni na sali złożyli wniosek o zgodę na nagrywanie posiedzenia i udział w nim. Sędzia zapytał pełnomocników posłów i prokuratora o stanowisko, a ci decyzję pozostawili do uznania sądu.

Prokurator nie zgłosił sprzeciwu np. powołując się na dobro śledztwa, czy też na zgromadzone w aktach materiały.

Sędzia w tej sytuacji dopuścił więc jawność posiedzenia.

Mec. Dubois: w tej sprawie sędzia miał obowiązek pokazać dowody

Znany warszawski adwokat specjalizujący się w prawie karnym Jacek Dubois dziwi się żądaniu wyjaśnień, jakie dostał Tuleya. „Sędzia miał wręcz moralny i społeczny obowiązek, by pokazać społeczeństwu istotę swojej decyzji. Wszak sprawa ta dotyczy ważnego wydarzenia politycznego, które spowodowało rok temu protesty pod Sejmem. Sprawa dotyczy też zachowania polityków, posłów partii rządzącej.

Sędzia miał obowiązek to pokazać, a nie schować pod dywan” – mówi OKO.press mec. Jacek Dubois.

Dodaje, że sędzia nie wyrządził żadnej szkody śledztwu, bo nie mógł, skoro było ono przez prokuraturę umorzone. „Trudno żeby sędzia tłumacząc motywy swojej decyzji w tak ważnej sprawie, nie powoływał się na dowody z akt. Zwłaszcza, że się do nich odnosił w uzasadnieniu” – dodaje mec. Dubois.

Prawnik ocenia, że polecenie złożenia wyjaśnień można traktować jako formę szykany wobec sędziego, który jest niezawisły w podejmowaniu decyzji procesowych. Prezes i wiceprezes nie może kontrolować jego decyzji procesowych, a jedynie sprawują nad sędzią nadzór administracyjny.

Mec. Dubois: – Ta niezawisłość będzie teraz trzebiona przez zachowania mające wywołać u sędziów efekt mrożący.

Początek dyscyplinarki?

Nie wiadomo, czym zakończy się ta sprawa. Ale nie można wykluczyć, że żądanie złożenia wyjaśnień, może być początkiem do wszczęcia wobec Igora Tulei postępowania dyscyplinarnego.

Sędzia Tuleya za to orzeczenie może zapłacić wysoką cenę. Pokazał bowiem jak zachowali się 16 grudnia 2016 najważniejsi politycy PiS. Zresztą i bez tego orzeczenia jest jednym z najbardziej znienawidzonych przez polską prawicę sędziów w Polsce.

Sędzia Tuleya jest znienawidzony przez prawicowych polityków i media za wyroki za sprawy z czasów pierwszych rządów PiS (2005-2007). W 2007 roku uznał zatrzymanie b. szefa MSWiA Janusza Kaczmarka przez ABW za „bezzasadne”.

W 2013 roku skazał Dr. G za łapówkarstwo (przyjmowanie korzyści choć nie było to warunkiem leczenia), ale stwierdził, że metody śledztwa w tej sprawie budzą skojarzenia z czasami stalinowskimi. Szczególnie tym orzeczeniem naraził się PiS, bo sprawa kardiochirurga miała być sztandarowym przykładem walki z korupcją elit. CBA kierował wtedy Mariusz Kamiński, dziś minister koordynator służb specjalnych. Dla prawicy Kamiński jest bohaterem, który poświęcił się walce z korupcją. Tymczasem Tuleya w uzasadnieniu wyroku porównał nocne zatrzymania i przesłuchania pacjentów doktora G. do praktyk śledczych z czasów stalinowskich.

Obecny przełożony Tulei, wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie Dariusz Drajewicz jako jeden z pierwszych w Polsce przyjął nominację na funkcyjne stanowisko od resortu Ziobry, który od września 2017 robi czystkę kadrową. Pozwala mu na to niekonstytucyjna nowa ustawa o sądach powszechnych. Prezesów i wiceprezesów może odwoływać bez podawania powodów do lutego 2018 roku.

Stowarzyszenie sędziów Iustitia, którego członkiem jest sędzia Drajewicz, apelowało do swoich członków, by nie przyjmowali nominacji na stanowiska zwolnione przez osoby, którym ministerstwo przerwało kadencję.

Sędzia Drajewicz kontra Iustitia

Drajewicz zlekceważył ten apel. „Musicie sobie zadać pytanie: co zrobiliście przez te lata dla dobra wymiaru sprawiedliwości, dla obywateli i sędziów? Czy Wasze kroki i eliminowanie wieloletnich członków Stowarzyszenia mają rzeczywiste oparcie w Waszych sumieniach i celach Stowarzyszenia, a co więcej, czy nie są osobistym dyktatem godzącym w dobro Nas, sędziów, oraz Nasze ideały?” – napisał Drajewicz w liście do członków Iustitii.

Dariusz Drajewicz uważa, że dopiero teraz możliwe jest urzeczywistnienie idei niezależności wymiaru sprawiedliwości, troski o dobro obywatela i niezawisłość sędziów.

Jak więc ocenić jego żądanie wobec Tulei? I czy to żądanie da się pogodzić z tym, co mówił PiS, forsując niezgodne z Konstytucją ustawy podporządkowujące sądy politykom rządzącej  partii? PiS przekonywał wtedy, że chodzi o to, by pojedynczy sędziowie dostali pełną niezależność w orzekaniu i nie mogli być naciskani właśnie przez prezesów sądów.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym