Szansa, że przeciętny obywatel popełni przestępstwo jest ponad sześć razy większa, niż że zrobi to sędzia - wylicza Klaus Bachmann. Fakty nie zrobią jednak wrażenia na "piewcach bzdur" (ang. bullshitter), jak Patryk Jaki, który opowiada o "sędziach pijanych, sędziach, którzy bili żony, kradli kiełbasy, pendrivy, byli na telefon". Taka jest post-prawda PiS

Zgodnie z narracją PiS sędziowie są skorumpowani i masowo popełniają przestępstwa. I dlatego konieczna jest reforma sądownictwa. Nie wiadomo wprawdzie, w jaki sposób niespotykany w demokratycznych państwach wpływ polityków na wymiar sprawiedliwości, miałby ograniczać plagę sędziowskiej przestępczości, ale idzie tu raczej o stworzenie związku opartego na emocjach: sędziowie są przestępcami – sami się nie oczyszczą – trzeba przeprowadzić „radykalną reformę”.

Tezę o przestępczości sędziów postanowił sprawdzić prof. Klaus Bachmann, mieszkający od 1988 roku w Polsce historyk, politolog, publicysta, wcześniej korespondent gazet polskich, niemieckich i austriackich, dziś profesor nauk społecznych na SWPS oraz gość w Robert Bosch Academy w Berlinie.

Jak pisze na swoim profilu na Facebooku chciał „zrobić mały prezent zainteresowanym dziennikarzom i posłom, i wyręczając think tanki wyszperać konkretne dane (głównie ze źródeł rządowych)”, ale zaznacza, że „nie wierzy już, że uczyni to debatę bardziej racjonalną”. Jak podkreśla, tezę o przestępczości sędziów powtarza wielu polityków (nie tylko obozu rządowego, ale też opozycji), publicystów i zwykłych obywateli, którzy uważają sądownictwo za „część układu” i „oderwaną od obywateli elitę/kastę”, która sama się rządzi.

Domniemanie winy

„Konkretnych, sprawdzalnych danych rząd nigdy nie przedstawił, a politycy PiS podają zazwyczaj mrożące krew w żyłach przykłady oraz niesprawdzalne uogólnienia” – pisze Bachmann.

OKO.press podaje przykład takiej wypowiedzi wiceministra Patryka Jakiego w Sejmie 24 lutego: „Mimo że mieliśmy do czynienia z gigantycznymi skandalami dotyczącymi sądownictwa: pijanymi sędziami, sędziami, którzy bili żony, sędziami, którzy kradli kiełbasy, pendrivy, sędziami, którzy byli na telefon… zgadnijcie, ilu z nich korporacja wyrzuciła ze swojego grona w ostatnich 10 latach? Dziewięciu!!!” [interpunkcja za portalem niezależna.pl, która cytuje Jakiego].

„Politycy PiS stosują tu często logikę domniemania winy (zamiast domniemania niewinności).

Jeśli w ramach postępowania dyscyplinarnego uniewinniono sędziego albo umorzono postępowanie, to nie świadczy to o braku winy tego sędziego, lecz o tym, że jego koledzy wzięli jego stronę. Tak naprawdę był winny, ale członkowie kasty go nie skazali”, pisze Bachmann.

Ile postępowań dyscyplinarnych?

„Nieco danych o przestępczości sędziów przynosi wywiad Marcina Warchoła, wiceministra sprawiedliwości (odpowiedzialnego m.in. za reformę sądownictwa) dla TV Republika z 6 października 2016. Zawiera kilka ogólnych oskarżeń i konkretnych danych dotyczących postępowań dyscyplinarnych. Z rozmowy wynika, że 8000 skarg (na sędziów) jest oddalanych w ramach postępowań dyscyplinarnych i że liczba ta rośnie – ale nie wiadomo, jakiego okresu to dotyczy” – pisze Bachmann.

OKO.press uzupełnia. Według „Rzeczpospolitej” w 2015 roku „do Krajowej Rady Sądownictwa trafiło ponad 5 tys. skarg i wniosków obywateli, drugie tyle do ministra sprawiedliwości, nieco mniej do prezesów sądów”. Oznaczałoby to, że skarg na sądy jest rocznie kilkanaście tysięcy. Niewiele kończy się jednak wszczęciem postępowania dyscyplinarnego. Sędziowie mają dyscyplinarki za przewinienia służbowe – długotrwałe pisanie uzasadnień czy wyznaczanie odległych terminów rozpraw. Zdarzają się też pojedyncze sprawy za jazdę po pijanemu, przekroczenie prędkości, fałszowanie wyroków, znieważenie policjanta.

Teraz do listy skarg może dojść… stosowanie się do nieopublikowanych przez PiS wyroków TK.

Dalej, cytując Warchoła, Bachmann stwierdza, że „w ostatnich czterech latach wpłynęło do sądów dyscyplinarnych 310 wniosków. Oznaczałoby to około 80 rocznie. Jedyna precyzyjna informacja w tym wywiadzie, to to że w 2015 roku 18 z 50 spraw uległo umorzeniu.

Podobne dane przedstawiło Ministerstwo Sprawiedliwości w 2014 roku w odpowiedzi na interpelację posła Bartosza Kownackiego nr 25438: w latach 2010-2013 w stosunku do sędziów sądów powszechnych czynnych zawodowo i będących w stanie spoczynku toczyło się łącznie 220 postępowań dyscyplinarnych. Czyli około 50 rocznie”.

  • Zobacz szczegóły

    Bachmann: „W 2010 r. przy ogólnej liczbie sędziów wynoszącej 11 419 toczyły się w sumie 53 postępowania dyscyplinarne. W 2011 r. ogólna liczba sędziów wynosiła 11 533 i w tym okresie toczyło się 45 postępowań dyscyplinarnych, W 2012 r. przy stanie sędziów wynoszącym 11 702 toczyło się również 45 postępowań dyscyplinarnych, w tym 38 miało związek z czynnościami służbowymi, a 7 nie było z nimi powiązane. W 2013 r. ogólna liczba sędziów wynosiła 11 748 i w tym czasie toczyło się w sumie 77 postępowań”.

OKO.press dodaje: podobne liczby podawał też Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości (który sam ma na koncie dyscyplinarki): w 2015 roku wszczęto 50 postępowań wobec sędziów, a 45 z nich zakończyło się prawomocnymi orzeczeniami o ukaraniu. Najwięcej jest upomnień i nagan. Najmniej – wydaleń z zawodu, w ciągu ostatnich pięciu lat sądy orzekły osiem takich kar.

Bachmann przyjmuje zatem – zasadnie – liczbę 50 spraw rocznie. Pisze, że jeśli nawet wszystkie uznać za popełnione przestępstwa (często są to małe przewinienia jak niedotrzymania terminów), to wskaźnik przestępstw wśród sędziów wyniósłby ok. 50 na 10 000.

W całej populacji kraju (38 milionów) współczynnik przestępstw (według statystyk policji ) wynosi 3158 na 100 tys. obywateli (czyli 316 na 10 tys.). I jest tym samym 6- 7 razy wyższy niż w populacji sędziów.

„Inaczej mówiąc: prawdopodobieństwo że przeciętny obywatel popełni przestępstwo jest od sześciu do siedmiu razy większe niż prawdopodobieństwo, że zrobi to sędzia”.

Każda rodzina została skrzywdzona?

Bachmann cytuje także orędzie Beaty Szydło z 24 lipca 2017, w którym premier dowodziła, jak szkodliwe są weta prezydenta Dudy: „każda rodzina w Polsce ma kogoś, który został skrzywdzony przez sędziów.”



Bachmann: „Zakładając model czteroosobowej rodziny przy ogólnej populacji 38 milionów i zaokrąglając liczbę sędziów do 10 tys., to każdy sędzia musiał skrzywdzić ok. 1000 osób. Jest to o tyle nierealistyczne, że większość obywateli ma rzadko kontakt z sądami i że przynajmniej w obrębie prawa cywilnego, sądy orzekają na korzyść jednej i na niekorzyść drugiej strony, wobec czego i tak mogłyby skrzywdzić jedynie połowę swoich klientów”.

OKO.press. sprawdza to rozumowanie. Zgodnie z informacją Ministerstwa Sprawiedliwości z lutego 2017 do sądów powszechnych wpłynęło w 2016 roku aż 14,9 mln spraw (po ok. 1500 na sędziego!), z czego 14,2 mln zostało załatwionych, czyli zakończonych wydaniem wyroku czy postanowienia.

  • Statystyka według typu spraw

    Z 14,2 mln spraw załatwionych w 2016 roku:

    • spraw cywilnych było 8, 36 mln;
    • karnych – 2, 68 mln;
    • gospodarczych – 1,62;
    • spraw rodzinnych i nieletnich – 1, 35 mln;
    • ubezpieczeń – 190 tys.
    • prawa pracy – 88 tys.

Oznacza to, że ogromna liczba (znacznie więcej niż 14,2 mln osób, bo strony są często „wieloosobowe”) – przegrała w sądach w 2016 roku. Nie wiadomo, jaki odsetek z nich czuje się skrzywdzonych, ale

twierdzenie premier Szydło może być bliższe prawdy niż sądzi Klaus Bachmann. Oczywiście – na poziomie subiektywnym, czyli odczuć ludzi, a nie na poziomie „krzywdy obiektywnej” (czyli niesprawiedliwego wyroku).

W grę wchodzi tu typowo populistyczny zabieg. Polityk wypowiada tezę ogólną, odwołując się do emocji ludzi, a nie ich rozumowania czy obserwacji. Stwierdzenie Szydło należy do typowej wypowiedzi z gatunku post-prawdy. Jak pisał w książce „O bzdurze” („On bullshit”, 2005) Harry Frankfurt,

„piewca bzdur” (bullshitter) nie uczestniczy już w grze o prawdę, jest kimś innym niż zwykły kłamca, który odnosi się do faktów, choć je deformuje czy zniekształca. On ma prawdę/fałsz za nic. Tworzy alternatywną rzeczywistość, by osiągnąć swoje cele.

A przy okazji – jak stwierdza z kolei James Ball w książce „Post-truth. How bullshit conquered the world” (2016) – tworzy atmosferę podejrzliwości, niepewności, niszczy wiarę w to, że jakaś prawda istnieje. „Dezorientacja jest narzędziem autokratów”.

PS. Tak naprawdę najlepszym tłumaczeniem „bullshit” byłoby określenie „gówno prawda”, którego użył w słynnym aforyzmie ks.  Józef Tischner: „Są trzy prawdy: święta prawda, tys prawda i gówno prawda” („Historia filozofii po góralsku”) .


Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym