Optymizm Morawieckiego jest na wyrost. Wypowiedź Gowina – szokująca. Profesor Laurent Pech, ekspert prawa Unii Europejskiej: jeśli polski rząd nie zastosuje się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, to będzie kolejny dowód na to, że polskiemu rządowi nie można ufać w kwestii praworządności

Po wypowiedzi wicepremiera Jarosława Gowina, że polski rząd może zignorować wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczący ustawy o Sądzie Najwyższym, premier Mateusz Morawiecki próbował ratować sytuację. Na antenie Polsatu bagatelizował znaczenie europejskiego Trybunału („To nie sąd ostateczny”) i przekonywał, że jeśli wyrok zapadnie, to będzie dla Polski pozytywny – a jeśli nawet nie do końca, to polski rząd porozumie się z instytucjami UE.

O komentarz do słów premiera i wicepremiera poprosiliśmy profesora Laurenta Pecha, prawnika, specjalistę z zakresu prawa Unii Europejskiej, jednego z najbardziej liczących się europejskich komentatorów sporu Warszawy z Brukselą o praworządność w Polsce, gościa majowej konferencji Archiwum Osiatyńskiego.

Prof. Pech słowa wicepremiera Gowina uważa za szokujące i bezprecedensowe, studzi optymizm premiera Morawieckiego.

„Jeśli polski rząd faktycznie nie zastosuje się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości, to będzie to dalszy dowód na to, że polskiemu rządowi nie można ufać w kwestii praworządności” – podsumowuje prof. Pech.


Anna Wójcik, OKO.press: Mateusz Morawiecki powiedział, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej może wcale nie wydać wyroku dotyczącego ustawy o Sądzie Najwyższym.

Prof. Laurent Pech: Premier mówił o możliwym skierowaniu przez Komisję Europejską ustawy o Sądzie Najwyższym do Trybunału Sprawiedliwości w ramach procedury dyscyplinującej. Mógł też mówić o pytaniu prejudycjalnym skierowanym do Trybunału przez sam Sąd Najwyższy. W tym momencie, wydaje się prawdopodobne, że będziemy mieć nie jeden, ale kilka wyroków Trybunału dotyczących tak zwanych reform sądownictwa wymierzonych w Sąd Najwyższy.

Premier Polski uważa, że ewentualny wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE będzie korzystny dla Polski.

Ciężko powiedzieć, co polski premier uważa za „pozytywny” wyrok. Zakładam, że taki, w którym Trybunał uzna zmiany dotyczące sądownictwa w Polsce za zgodne z prawem Unii Europejskiej. Wątpię, że tak będzie.

Z mojego punktu widzenia, który podzielają też różne międzynarodowe organizacje, w tym sieci sędziów i prawników,

tak zwane reformy sądownictwa są po prostu zorganizowanym atakiem na sądownictwo, który stanowi łamanie nie tylko prawa unijnego, ale też odpowiednich standardów międzynarodowych.

Mimo tego polski premier jest optymistą. Powiedział, że nawet gdyby wyrok Trybunału Sprawiedliwości był „nieco mniej pozytywny”, to i tak możliwe będzie porozumienie z instytucjami europejskimi.

Rozmowy między polskim rządem a Komisją Europejską były już prowadzone w ramach dialogu. Ale ponieważ ten dialog prowadził donikąd, Komisja po raz pierwszy w historii uruchomiła artykuł 7 Traktatu o UE w stosunku do państwa członkowskiego, w grudniu 2017 roku. I dlatego teraz mówimy o możliwym wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Na miejscu polskiego rządu nie byłbym optymistą. Pamiętam, co polski rząd chciał osiągnąć zaledwie kilka miesięcy temu tak zwaną „Białą Księgą”. Próbował uprawomocnić tak zwane reformy sądownictwa. Dzisiaj nikt już nie pamięta o Białej Księdze, ponieważ, co do zasady, to była próba wybielenia działań polskiego rządu. [Biała Księga] była tak mało przekonująca, że szybko o niej zapomniano. Ten optymizm może być nadmierny, jeśli opiera się tylko na tym, co widzieliśmy do tej pory ze strony instytucji UE.

Wicepremier Jarosław Gowin zasugerował, że polski rząd może zignorować wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Jeśli tak by się stało, jakie będą tego konsekwencje?

To stwierdzenie mnie zszokowało.

Nie przypominam sobie precedensu, żeby członek rządu państwa UE jeszcze przed wydaniem wyroku sugerował, w dość mocnych słowach, że rząd nie zastosuje się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, jeśli ten będzie nie po myśli rządu.

To niezwykle niepokojące, bo jest całkowicie niezgodne z podstawowym rozumieniem zasady praworządności.

Poczekajmy.

W zeszłym roku polski rząd próbował nie zastosować się do wyroku dotyczącego wycinki w Puszczy Białowieskiej. Polski rząd podważył autorytet Trybunału Sprawiedliwości UE, ale pod koniec 2017 roku się z tego wycofał. Więc to nie byłoby pierwsze takie zachowanie polskiego rządu.

Novum – w wypowiedzi [Gowina] – polega na tym, że wicepremier z wyprzedzeniem mówi, że rząd nie zastosuje się do wyroku Trybunału. Jeśli tak się faktycznie stanie, polski rząd nie może oczekiwać żadnego zrozumienia ze strony czy też możliwości „dogadania się” z politycznymi instytucjami UE, ponieważ Komisja Europejska nie może już „dogadywać się” w sprawie, w której zapadł wyrok Trybunału. Sprawa jest wtedy w rękach Trybunału Sprawiedliwości.

W takiej sytuacji oczekiwałbym rozmów o karach finansowych za niezastosowanie się do wyroku, który byłby z  perspektywy polskiego rządu niepożądany.

Uważam, że polski rząd jeszcze przemyśli sobie samą taktykę grożenia, że nie zastosuje się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE. Gdyby jednak okazało się, że polski rząd zignoruje orzeczenie Trybunału w Luksemburgu, będzie to kolejny dowód na to, że polskiemu rządowi nie można w kwestii praworządności ufać.

Dziękujemy Fundacji Thomson Reuters, National Endowment for Democracy oraz European Forum Alpbach za umożliwienie przeprowadzenia rozmowy z prof. Laurentem Pechem.

prawniczka, asystent w Centrum Praw Człowieka Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk. Ukończyła Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Środkowoeuropejski w Budapeszcie. Koordynuje Archiwum Osiatyńskiego.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym