Samozatrudnienie, nierespektowanie praw pracowniczych, utrata dochodów w chorobie i katastrofa finansowa w wypadku ciąży. Pracownicy się buntują, ale spółka zablokowała strajk i zwolniła szefową związku. Rząd dopinguje szefostwo LOT-u. "To symbol kolosalnego regresu praw pracowniczych i związkowych w Polsce"

Publiczna spółka wypycha ludzi na samozatrudnienie? Nie, to tylko wsparcie dla polskiej przedsiębiorczości.

„Nie jestem wrogiem etatów, ale jestem zwolennikiem tego, żeby ludzie brali sprawy w swoje ręce i mogli się rozwijać” – mówił prezes LOT Rafał Milczarski (na zdjęciu) w rozmowie z Radiem Zet. „I chciałbym pani przypomnieć, że ogromna część polskiego wzrostu gospodarczego właśnie jest generowana przez osoby, które wykonują działalność gospodarczą. Ja taką działalność gospodarczą wykonuję od 1999 roku. I przyczyniam się do wzrostu gospodarczego Polski”.

Jaką reakcję ten przedsiębiorczy duch państwowego menedżera prezesa wywołuje u pracowników?

  • W PLL LOT miało dojść do strajku, ale władze spółki uniemożliwiły go zgłaszając sprawę do sądu, który z kolei uznał, że można mieć wątpliwości co do przeprowadzonego referendum.
  • Szefowa Związku Zawodowego Personelu Pokładowego Monika Żelazik została zwolniona po wysłaniu maila, w którym zagrzewała do protestu.
  • Od maja pracownicy PLL LOT wykonują swoje obowiązki z szczególną skrupulatnością. „Chcąc wykonywać obowiązki sumiennie, bez pośpiechu, chcemy zwrócić uwagę na rolę bezpieczeństwa w lotnictwie, na to co się stało przez ostatnich kilka lat, jak odpowiedzialność za standardy zostaje przerzucona na ludzi, którzy zostają obarczani zadaniami innych służb” – mówiła przewodnicząca związku zawodowego.
  • W maju prawie jedna czwarta lotów była opóźniona. Jak zauważył serwis Pasażer, to ponad dwa razy więcej niż w ubiegłym roku.
  • Wiceminister infrastruktury Mikołaj Wild sugerował, że obciąży związkowców stratami, które wynikły z samej groźby strajku.

O co chodzi? O to, o co niemal zawsze w takich sytuacjach: niestabilne warunki pracy, niskie pensje i złe traktowanie pracowników.

Loty w niestabilnych warunkach

Związkowcy domagają się przywrócenia dawnych zasad pracy i budżetu wynagrodzeń z 2010 roku. Regulamin wynagrodzeń został wypowiedziany w 2013 roku, kiedy LOT znalazł się w bardzo złej sytuacji finansowej. Od tego czasu sytuacja spółki poprawiła się, ale prekaryzacja zatrudnienia w LOT postępuje.

Prawie połowa pensji pracowników opiera się na nieregularnych dodatkach w różnej wysokości. W takiej sytuacji np. choroba pracownika skutkuje niższymi zarobkami. Pilotki i stewardzi, którzy chcą pracować dla LOT-u, muszą założyć jednoosobową działalność gospodarczą. Zła jest m.in. sytuacja pilotów małych samolotów.

„Nie ma bardziej sfrustrowanej grupy pilotów w LOT niż my. Nie znam ani jednego, który byłby zadowolony z pracy – mówił „Wyborczej” jeden z pilotów krótkich połączeń.

„Nie widzę w umowach b2b [tak określa się umowę między dwoma podmiotami gospodarczymi – przyp OKO.press] nic hańbiącego. Jestem z nich nawet dumny” – stwierdził prezes Milczarski.

W przypadku stewardess taka umowa oznacza w praktyce brak możliwości powiększenia rodziny. W zależności od stażu zarabiają one od 2,5 do 4,5 tys. zł brutto, ale muszą wylatać tzw. pensum – 45 godzin w powietrzu (czyli wielokrotnie więcej na ziemi). Na kontraktach pracownice nie otrzymują świadczeń w przypadku choroby i zwolnień lekarskich np. w czasie ciąży. Nie dostają też świadczeń podczas urlopu macierzyńskiego. A sama ciąża wyklucza się z pracą na pokładzie samolotu.

Związkowcy od lat prowadzili negocjacje z zarządem.

„W 2016 roku konflikt był już niemal zażegnany” – mówiła szefowa związku personelu naziemnego w rozmowie z Adrianą Rozwadowską z „Gazety Wyborczej” – „Na strajk zdecydowaliśmy się dopiero po 1,5 roku, kiedy okazało się, że przez cały ten czas prowadzono z nami pozorowane rozmowy”.

W kwietniu 2018 odbyło się referendum strajkowe. Większość pracowników poparła strajk (807 za, 73 przeciw, 5 wstrzymujących się). Spółka zaskarżyła jednak referendum do sądu, a ten zablokował strajk tuż przed jego rozpoczęciem – zakwestionował ważność przeprowadzonego referendum.

To już tradycja

„My zakupiliśmy kilka rac, dwa wozy opancerzone, starą wyrzutnię rakiet, kilka granatów ręcznych i niech każdy weźmie z domu, co po dziadach zostało, oraz butlę z benzyną! Ostatecznie powstańcy warszawscy byli gorzej przygotowani, byli rozproszeni, a trzymali się tyle dni…” – napisała Monika Żelazik w wewnętrznej związkowej korespondencji, w której zagrzewała do protestu. „Trzeba w życiu pozostawić po sobie jakiś ślad, zbudować fragment historii, być z dumnym z tego, kim się jest, i żyć tak, aby nikogo nie krzywdzić. Nie zaginamy tu czasoprzestrzeni, po prostu walczymy o swoją godność”.

Mail został wysłany po groźbach Milczarskiego, że za szkody spowodowane przez strajk związkowcy będą odpowiadać dyscyplinarnie. Kary finansowe sugerował z kolei wiceminister infrastruktury Mikołaj Wild.

Na początku czerwca PLL LOT zwolnił Żelazik i skierował sprawę do prokuratury. Zarzut? „Ciężkie naruszenie przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych”.

„Zarząd LOT i prezes Rafał Milczarski nie rozumieją, co kryje się pod tym cytatem, nie rozumieją oczywistej w takiej chwili ironii” – komentowała zarzuty szefostwa związkowczyni.

Żelazik jest kolejną zwolnioną szefową ZZPP.

„W LOT zwalnianie szefów związku to już taka tradycja” – mówiła Żelazik. „Poprzednia przewodnicząca też dostała wypowiedzenie. Sąd przywrócił ją do pracy, ale sprawa trwała ok. 4 lat”.

Istotnie, Elwira Niemiec straciła pracę w listopadzie 2011 roku jeszcze za innego szefostwa LOT. Zarzucono jej działanie na szkodę firmy (związek powiesił w Warszawie płachty reklamowe, w których informował o fatalnej sytuacji pracowników) i prowadzenie konkurencyjnej działalności (chodziło o spółkę pracowniczą, która miała wziąć udział w planowanej wówczas prywatyzacji LOT).

“Trzeba było wielkiej determinacji, wiary i odporności psychicznej aby prawie pięć lat dowodzić swoich racji przed sądami.” – napisano w biuletynie OPZZ, gdy sąd uznał, że spółka bezprawnie zwolniła Niemiec. Monika Żelazik nie ma wątpliwości, że ją także sąd przywróci do pracy.

Żelazik jak Walentynowicz

Na obecnych władzach LOT suchej nitki nie zostawiają związkowcy z innych centrali.

„To zwolnienie jest skandalicznym przykładem represjonowania pracowników i pracownic za działalność związkową. Nie ma wątpliwości, że jego celem jest zastraszanie załogi LOT i zażegnanie groźby strajku” – mówi OKO.press Jakub Grzegorczyk z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza. „Nie dość, że dyrekcja firmy próbuje na drodze sądowej zablokować strajk, to jeszcze zwalnia dyscyplinarnie działaczkę związkową uznaną za »prowodyrkę« – to typowa i często stosowna przez pracodawców w Polsce taktyka zwalczania pracowniczego oporu. Powinna spotkać się ze zdecydowaną reakcja związków zawodowych.

To jest atak na prawo do strajku oraz na podstawowe prawa i wolności związkowe, więc to dotyczy nas wszystkich bez względu na przynależność do tej czy innej centrali” – mówi nam  Grzegorczyk.

Oburzeniem na zwolnienie Żelazik reagują nie tylko związkowcy.

„To, co tutaj się stało, to było bezczelne złamanie prawa” – mówił podczas solidarnościowego wiecu OPZZ na Okęciu Adrian Zandberg, jeden z liderów Partii Razem. „Wyrzucanie ludzi z pracy za działalność związkową to powinno być coś, co znamy tylko z kart historii. To pokazuje, ile warte są te opowieści, że to jest propracowniczy rząd”.

„To, że dziś pan premier sprawuje swoją funkcję, że mamy demokratyczne wybory, to wszystko zaczęło się od strajku powszechnego z jednym zasadniczym żądaniem, żądaniem wolności związkowej” – przypominają z kolei sygnatariusze listu w obronie związkowczyni skierowanego do premiera. List powstał z inicjatywy Piotra Ikonowicza. Podpisali się pod nim Marek Borowski, Jarema Dubiel, Piotr Ikonowicz, Olgierd Łukaszewicz, Sławomir Sierakowski, Jadwiga Staniszkis, Maciej Wiśniowski, Henryk Wujec i Jacek Żakowski.

„Kiedy w Stoczni Gdańskiej zwolniono suwnicową Annę Walentynowicz, stanęła cała Polska. Sprawa Moniki Żelazik urasta do rangi symbolu kolosalnego regresu praw pracowniczych i związkowych w Polsce” – piszą.

Jak ustaliła Wirtualna Polska, rada nadzorcza przyznała czterem prezesom LOT łącznie 2,5 mln zł premii za rok 2016.

„Wynagradzanie managerów jest standardową i dobrą praktyką stosowaną w całym świecie biznesowym” – napisała spółka w oświadczeniu.

Prezes Milczarski otrzymał 1,5 mln zł premii.

Redaktor i dziennikarz OKO.press. Tłumacz literatury. Pisze o polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym