0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plfot. Jakub Wlodek / ...

W ostatnich latach taki obrazek w Krakowie był rzadkością. Na miejskich placach, przystankach tramwajowych i zaśnieżonych chodnikach widać wiele osób w maskach — nie ze względu na epidemię kolejnego wirusa, a przez zanieczyszczenie powietrza.

Mieszkańcy miasta, kiedyś nazywanego stolicą polskiego smogu, od połowy stycznia mogą przypomnieć sobie niedawne czasy, gdy znaczne przekroczenia norm jakości powietrza były normą. Maski antysmogowe jeszcze kilka lat temu były towarem pożądanym i deficytowym. W 2018 roku, gdy trudno było o nie w sklepach, miasto rozdawało je mieszkańcom za darmo. Krakowianie, pytani o smog w ostatnich latach, często powtarzają, że „nie jest już tak źle”.

Smog nawet tam, gdzie nie ma pieców na węgiel

I mają rację — w ciągu dekady liczba dni smogowych, czyli z przekroczeniami norm stężenia pyłów, zmniejszyła się z 132 do 31. Mieszkańcy z miejskim wsparciem wymienili piece na węgiel i drewno, obowiązuje zakaz ogrzewania domów paliwami stałymi. To obniżyło stężenie pyłów zawieszonych PM10 i PM2,5. Od stycznia obowiązuje też Strefa Czystego Transportu — choć trzeba pamiętać, że w styczniu uderzył w nas smog nie samochodowy (powstający głównie z tlenków azotu), a właśnie ten związany z dymem z kominów. Jak to możliwe w mieście, które przecież się go pozbyło?

Przeczytaj także:

Odpowiedź jest dość prosta: Kraków nie jest wyspą, leży w zagłębieniu, a wokół kominy dymią w najlepsze. Dotyczy to nie tylko obrzeży stolicy Małopolski i nie tylko południa kraju, i to mimo wyraźnej poprawy sytuacji.

W ciągu dekady — między innymi dzięki wsparciu z programu „Czyste Powietrze” – z Polski zniknął około milion „kopciuchów”, czyli pieców węglowych najniższych klas.

Kotły te zwykle powinny być napełniane węglem, często spalane w nich były jednak również śmieci. Mimo potężnych środków na wsparcie ich wymiany, w Polsce nadal kopci około 2,5 mln takich pieców. Antysmogowi działacze, którzy 10 lat temu zmusili rządzących do działania, wskazują na zastój w „Czystym Powietrzu”.

Ciężko oddychać w metropoliach i na prowincji

Zimniejszy niż zwykle styczeń skłonił wiele osób do dołożenia do pieca, a efekty widać między innymi na mapach firmy Airly, zbierającej dane o zanieczyszczeniu pyłami. Polska wygląda na niej jak „czerwona wyspa”. W piątek 23 stycznia alerty RCB dotyczące jakości powietrza dotarły do mieszkańców części ośmiu województw: śląskiego, kujawsko-pomorskiego, mazowieckiego podkarpackiego, łódzkiego lubelskiego, świętokrzyskiego, małopolskiego. To tam przekroczono normy średniego dobowego stężenia cząsteczek pyłowych w powietrzu. Dla drobniejszego, łatwiej przenikającego do organów wewnętrznych pyłu PM2,5 zostały one ustalone na poziomie 25 mikrogramów na metr sześcienny. W przypadku pyłu PM10 wartość ta wynosi 50 mikrogramów na metr sześcienny.

W centrum Krakowa we wtorek 20 stycznia o 10:00 czujniki Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska wskazały na 1228 proc. normy dla pyłów PM 2,5 i 500 proc. normy dla pyłów PM10.

Nawet nad morzem, gdzie z reguły nie ma problemów z przewietrzaniem miejskiej przestrzeni, smog uderzył z niezwykłą siłą.

  • W Gdańsku w środę 21.01 zanotowano 699 proc. dopuszczalnej normy dla pyłu PM2,5 oraz 292 proc. dlaPM10.
  • We Wrocławiu w piątek 23.01 odczyty wskazywały na 148 proc. normy PM2,5 i 190 proc. normy PM10.
  • W Gorzowie Wielkopolskim w tym samym momencie pomiary pokazywały 307 proc. normy PM2,5 i 171 proc. normy PM10.

Cierpią nie tylko duże miasta.

  • Dolnośląski Bolesławiec tego samego dnia zanotował pomiar 256 proc normy PM2,5 i 412 proc. dla PM10.
  • Strzegom: 324 proc. normy dla POM2,5 i 395 dla PM10.
  • Uzdrowiskowa Rabka-Zdrój, słynąca z terapii chorób płuc: 308 proc. PM2,5 i 302 proc. PM10. Prudnik na Śląsku Opolskim: 515 proc. PM2,5 i 320 proc. PM10.

A „Czyste Powietrze” spowolniło

„Od dwóch tygodni mamy w Polsce sytuację kryzysową. Powietrze poważnie zagraża zdrowiu i życiu ludzi, a stężenia pyłów zawieszonych wzrosły do wartości niewidzianych od wielu lat” – wskazywał Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego (PAS).

Dlaczego w wielu miejscach nadal strach oddychać? Działacze PAS wskazują na spowolnienie we flagowym rządowym programie mającym na celu ograniczenie zanieczyszczenie. To zainaugurowane w 2018 roku „Czyste Powietrze”. Odpowiedzialny za program Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska do połowy stycznia 2026 zawarł ponad 950 tys. umów na wymianę pieca i termomodernizację na kwotę ponad 34,5 mld złotych. W rekordowych dla programu latach – czyli 2023 i 2024 – do NFOŚ wpływało po ok. 200 tysięcy wniosków dotacyjnych.

Pod koniec 2024 roku wstrzymano nabór wniosków. Przedstawiciele Funduszu i nadzorująca jego pracę ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska przekonywali, że „Czyste Powietrze” należy zreformować i wyeliminować jego „patologie”. Chodziło między innymi o podawanie błędnych danych w oświadczeniach od beneficjentów opartych na fałszywych audytach. Zawyżało to kwoty dofinansowań, a straty NFOŚ miały wynieść aż 600 mln złotych.

Program po naprawie ruszył 31 marca. Zmiany miały przede wszystkim „uszczelnić” program, wzmacniając pieczę urzędników nad inwestycjami w wymianę pieców i docieplenie budynków. Wypłaty dotacji mogą wynieść od kilkunastu do aż 170 tys. złotych.

Zator „jakiego jeszcze nie było”

„Czyste Powietrze” po restarcie znalazło się jednak na zakręcie. Jeszcze w lipcu 2024 Fundusz przyjął dokumenty 21 tysięcy osób starających się o dofinansowanie. W lipcu 2025, a więc już po ponownym rozruszaniu programu, do NFOŚ wpłynęło zaledwie 6 tysięcy wniosków. W kolejnych miesiącach ich liczba rosła, a na koniec roku NFOŚ mógł pochwalić się ok. 50 tys. przyjętych wniosków. Liczba ta nie robi jednak wrażenia w porównaniu ze statystykami z poprzednich lat, a liczby spływające z Funduszu na początku nowego roku wskazują na dalszą zapaść „Czystego Powietrza”.

„W pierwszym tygodniu stycznia 2026 do Programu złożono zaledwie 704 wnioski. W 2024 roku średnia tygodniowa liczba wniosków przekraczała 5200 sztuk” – wylicza Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego.

Dlaczego właściciele domów odwrócili się od „Czystego Powietrza”?

„Brak płynnego finansowania, niedostosowane procedury, zbyt mała liczba pracowników w funduszach wojewódzkich oraz fala nowych wniosków, która zalała system w 2024 roku, doprowadziły do administracyjnego zatoru, jakiego w historii programu jeszcze nie było” – wskazywał na łamach specjalistycznego portalu e-magazyny Paweł Biegajski, specjalista z zakresu finansowania projektów energetycznych.

Smog można przeczekać?

Wstrzymanie wsparcia miało dać urzędnikom czas na uporządkowanie sytuacji. Stało się jednak inaczej. Sama wiadomość o możliwych nieprawidłowościach i audycie programu mogła obniżyć ich zaufanie do akcji dotacyjnej.

Przez przegląd programu beneficjenci – również ci uczciwi – musieli czekać na pieniądze lub możliwość złożenia wniosku miesiącami.

Ponadto nowe zasady rozliczania inwestycji zmniejszyły końcowe kwoty przyznawane beneficjentom – wskazuje Biegajski.

W końcu może chodzić o nadmierną biurokratyzację programu. Z badań Polskiego Alarmu Smogowego wynika, że 73% osób rezygnuje z programu z powodu zbyt trudnych procedur. Pierwsze odpadają osoby starsze i o niższych dochodach, którym zwykle trudniej połapać się w przepisach i dotrzeć do informacji on-line. Tracą również wykonawcy robót, którzy zależą od stabilności finansowania „Czystego Powietrza”.

Polski Alarm Smogowy uderza w nadzorujące pracę NFOŚ ministerstwo klimatu. Według działaczy politycy pozostają bezczynni, a kolejne uderzenia mrozu będą kończyć się tak samo — czyli wielokrotnymi przekroczeniami dopuszczalnych norm.

„Smog wisi nad całym krajem, a oprócz komunikatów Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, które niestety nie podkreślają należycie powagi sytuacji, brakuje jakichkolwiek działań rządu mających na celu rozwiązanie tego problemu. Również ze strony Ministerstwa Klimatu nie widać żadnej reakcji. Nawet media społecznościowe Ministerstwa Klimatu, czy Pani Minister Hennig-Kloski pomijają ten temat. Wygląda na to, że wszyscy czekają, aż problem się sam rozwiąże” – podsumował Piotr Siergiej.

;
Na zdjęciu Marcel Wandas
Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.

Komentarze