Paweł Soloch, szef BBN, straszy, że za każdym z ok. 7 tys. uchodźców, których Polska zobowiązała się przyjąć w ramach unijnej relokacji, przyleci do kilkunastu "krewnych i znajomych". Tymczasem polskie prawo pozwala na połączenie się tylko z najbliższą rodziną, a procedury są tak kosztowne, że mogą sobie pozwolić na to tylko najbogatsi


Wcześniej czy później dojdzie do łączenia rodzin (...) i wiadomo, że (...) jedna osoba przyjeżdżająca, powiedzmy, z kraju afrykańskiego, przyciąga za sobą do 10, do kilkunastu osób. To są członkowie rodziny, krewni, znajomi z tej samej miejscowości.

Paweł Soloch, Gość poranka, TVP Info - 24/05/2017

Gość poranka, TVP Info

Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta


raczej fałsz. Raczej fałsz. W praktyce łączenie rodzin uchodźców rzadko się udaje



Wyliczenia szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego były częścią odpowiedzi na pytanie, czy Polska powinna przyjąć ok. 7 tys. uchodźców w ramach unijnego systemu ich relokacji z Włoch i Grecji. Soloch powołał się na przykład “innych krajów”, nie wymienił jednak żadnego z nich ani nie podał źródła danych.

Łączenie rodzin migrantów umożliwia prawo unijne. W Polsce specjalna procedura jest zapisana w ustawie o cudzoziemcach.  W praktyce łączenie rodzin uchodźców wcale nie jest takie proste. Na drodze stoi mnóstwo przeszkód formalnych i finansowych.

Wbrew temu, co opowiada pan minister Soloch, nie pozwala jednak na sprowadzanie “krewnych i znajomych z tej samej miejscowości”. 

Członkowie rodziny, z którymi można się połączyć w ramach legalnej procedury, to jedynie:

  • małżonkowie, z którymi uchodźca zawarł cywilny ślub uznawany w Polsce. Nie uznawane są konkubinaty, niepotwierdzone urzędowo związki wyznaniowe, związki poligamiczne oraz związki partnerskie;
  • dzieci cudzoziemca lub jego małżonka poniżej 18 roku życia, w tym dzieci przysposobione;
  • rodzice, ale tylko w przypadku, gdy o łączenie rodziny stara się dziecko poniżej 18 roku życia.


Żeby rodzina uchodźcy dostała zgodę na połączenie, musi wypełnić szereg wymagań.

  • Każdy członek rodziny musi przesłać do Polski kserokopię paszportu z poświadczeniem zgodności z oryginałem wydanym przez polski konsulat. Przede wszystkim więc trzeba paszport mieć. Jeśli się go nie ma, wyrobienie dokumentu w kraju ogarniętym wojną może być kłopotliwe.
  • Jeśli się go ma, trzeba osobiście pojechać z nim do polskiego konsulatu. W niektórych krajach ich nie ma, np. Syria podlega konsulatowi w Libanie, a Afganistan konsulatowi w Indiach. Za poświadczenie każdego paszportu płaci się 30 euro.
  • Każdy członek rodziny musi przesłać też akt ślubu lub akt urodzenia.
  • Oraz po cztery zdjęcia paszportowe zrobione w ciągu ostatnich sześciu miesięcy.
  • Rodzina musi wysłać wszystkie te dokumenty do Polski.
  • Jeśli dokumenty dotrą, trzeba postarać się o tłumaczenie przysięgłe. To ok. 80-150 zł za stronę.
  • Po przetłumaczeniu dokumentów trzeba zanieść je do Urzędu Stanu Cywilnego i złożyć wnioski o ich tzw. umiejscowienie. Każdy wniosek to 160 zł. Procedura trwa zwykle około miesiąca.
  • Dopiero po zebraniu tych dokumentów można złożyć do wojewody wniosek o udzielenie rodzinie zgód na pobyt w Polsce. Po polsku, więc znów może się przydać pomoc tłumacza.
  • Jeśli uchodźca i jego rodzina nie zdążą załatwić wszystkiego w ciągu sześciu miesięcy, będzie musiał także dołączyć dokumenty potwierdzające, że wynajmuje lub ma mieszkanie, stabilną pracę i ubezpieczenie zdrowotne.
  • Wojewoda może odmówić wydania zgody m.in. z powodu zagrożenia dla „bezpieczeństwa państwa” lub „ochrony porządku publicznego”.
  • Po wydaniu zgody przez wojewodę rodzina musi jeszcze postarać się o wizę, a żeby ją dostać trzeba przedstawić m.in. dokumenty potwierdzające, że w Polsce czeka na nią stabilny dochód i ubezpieczenie zdrowotne.
  • Jeśli uda się zdobyć wizy, rodzina w końcu może przylecieć do Polski. O ile stać ją jeszcze na zakup biletów.

W przebrnięciu przez wszystkie te procedury cudzoziemcom pomaga w Polsce kilka organizacji pozarządowych. Zapytaliśmy je, jak często korzystają z niej uchodźcy i z jakim skutkiem.

“Przez ostatnie półtora roku zajmowałam się chyba czterema rodzinami. Pamiętam obywatelkę Syrii, której udało się sprowadzić męża, oraz kobietę z irackiego Kurdystanu, która sprowadziła dwóch synów – mówi OKO.press Justyna Wróbel, prawniczka pracująca dla Centrum Pomocy Cudzoziemcom i Fundacji Ocalenie.

“To nierealne, żeby każdy uchodźca sprowadził do Polski dziesięć czy kilkanaście osób.

Całe postępowanie jest zbyt kosztowne, by większość uchodźców mogła sobie na nie pozwolić. W ciągu ostatnich lat z naszej pomocy skorzystało kilka rodzin, głównie z Syrii. W ciągu ostatnich miesięcy nie zgłosił się nikt” – mówi nam Ewa Ostaszewska-Żuk, prawniczka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Korzystałem z broszury Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka “Łączenie rodzin cudzoziemców w Polsce – prawo i praktyka”.


OKO walczy z ksenofobią.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!