TVP Info zilustrowało materiał o „propagowaniu komunizmu” w Polsce zdjęciem demonstracji ku czci straconych na stoku cytadeli warszawskiej działaczy partii „Proletariat” i transparentu z Ludwikiem Waryńskim. Tyle że Waryński nie miał nic wspólnego z komunizmem. W ten sposób polski rewolucjonista i demokrata został zrównany z Hitlerem

Poruszający reportaż telewizji TVN o działalności polskich neonazistów ze stowarzyszenia „Duma i Nowoczesność” wywołał falę postulatów o delegalizację ugrupowań skrajnej prawicy. O możliwej delegalizacji stowarzyszenia (ale także ONR) mówił w Polsat News wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik.

„Media narodowe” usilnie jednak stawiają znak równości między polskimi wielbicielami Hitlera a marginalnymi ugrupowaniami lewicy. Ten „symetryzm” w wykonaniu TVP Info prowadzi do spektakularnych wpadek.

Przykład można znaleźć na Twitterze kanału TVP Info. Jako ilustrację do artykułu „Nie tylko nazizm problemem. Na Facebooku promują komunizm” zilustrowano fotografią z demonstracji ku czci straconych przez władze carskie 28 stycznia 1886 roku działaczy partii „Proletariat”.

Przypomnijmy, kto jest na transparencie.

Ludwik Waryński założył polską partię socjalistyczno-rewolucyjną w Królestwie Polskim – wówczas części zaboru rosyjskiego – w 1882 roku w Warszawie. Powstała więc na długo przedtem, zanim Włodzimierz Lenin w ogóle zainteresował się marksizmem (1887 rok, na czele frakcji bolszewickiej stanął w 1903 roku).

Idea założenia partii robotniczej przyszła na ziemie polskie nie z Zachodu, ale z Rosji – znaczną część działaczy „Proletariatu” stanowili Polacy studiujący na rosyjskich uniwersytetach w głębi imperium carów. „Proletariat” próbował organizować robotników, prowadził wśród nich agitację mobilizującą przeciw wyzyskowi – bardzo wówczas realnemu, a nie wymyślonemu. W 1883 roku kierownictwo nad „Proletariatem” objął Komitet Centralny, a lokalne komitety powstały w Warszawie, Zgierzu, Pabianicach i Białymstoku. Wydano pięć numerów tajnego pisma „Proletariat” oraz próbowano nawiązać kontakt z rosyjskimi rewolucjonistami z ruchu „Narodna Wola”.

Władze carskie zadziałały szybko. We wrześniu 1883 roku aresztowano Ludwika Waryńskiego, jego partnerkę i współpracownika, a w styczniu 1884 kolejne grono działaczy. Ostatecznie do 1885 roku, kiedy rozpoczął się wielki proces „Proletariatu”, aresztowano blisko 200 osób. Przed sądem wojskowym stanęło 29. Sześciu skazano na karę śmierci, czterech stracono w styczniu 1886 roku na stokach cytadeli warszawskiej. Reszta została skazana na zesłanie na Syberię.

W 1896 roku w wydawanym przez PPS piśmie „Robotnik” młody działacz socjalistyczny Józef Piłsudski (tak, ten Piłsudski) wspominał z czcią i podziwem straconych przez carat rewolucjonistów: „Bezwzględność wyroku, dyktowanego z góry, i 4 szubienice, wzniesione w cytadeli dla pierwszych męczenników za sprawę proletariatu – są dla nas krwawym świadectwem tego, że w dążeniu swym do lepszej przyszłości mamy potężnego wroga – despotyczny rząd najezdniczy.

Dziesięć lat walki, które nas dzielą od dokonanego na towarzyszach naszych aktu dzikiej samowoli rządowej, utrwaliły i wyjaśniły przekazane nam przez nich myśli.

Bojowe ich hasło: Niech żyje rewolucja socjalna! – dalej wskazuje nam drogę, prowadzącą do całkowitego wyzwolenia klasy robotniczej. Tylko za pomocą siły położymy kres dzisiejszemu panowaniu wyzysku i, ująwszy w swe ręce ster władzy politycznej przez ustanowienie wspólnego władania środkami produkcji, urzeczywistnimy swój cel ostateczny – zupełną wolność i równość społeczną wszystkich ludzi.

Przekonanie, iż w dążeniu tym mamy przeciw sobie i pol­skie klasy posiadające, i despotyczny rząd najezdniczy, przy­świeca dalej naszym szeregom walczącym.

Walka klasowa w imię interesów robotniczych, walka z wszelkim rządem, jako narzędziem w rękach klas posiadających, stanowią i dziś nieodzowny warunek naszej taktyki”.

(„Pisma zbiorowe”, Warszawa 1937, t. 1, s. 120-121)

Zarówno w doktrynie samego „Proletariatu”, jak i w późniejszej PPS, istniał bardzo wyraźny konflikt (widoczny w cytowanym fragmencie artykułu Piłsudskiego) pomiędzy dążeniem do wyzwolenia narodowego a rewolucją społeczną. Rewolucjoniści z „Proletariatu” byli raczej skłonni wierzyć, że rewolucja, która zlikwiduje niesprawiedliwy ustrój kapitalistyczny, usunie także napięcia narodowościowe. Dla PPS jedno miało iść w parze z drugim: jej działacze jasno zdawali sobie sprawę, że polskie „klasy posiadające” są lojalne wobec carskiego reżimu. Mieli zresztą dużo racji: w czasie rewolucji 1905-1907 roku Narodowa Demokracja stanęła po stronie caratu, a bojówki endeckie zwalczały – często krwawo – bojówki PPS.

Po aresztowaniach i procesie partia została rozbita, ale wielu jej działaczy weszło w skład powstałej w 1892 roku w Paryżu Polskiej Partii Socjalistycznej.

Istnieje więc bezpośrednia ciągłość personalna między „Proletariatem” Waryńskiego (który sam zmarł w więzieniu w 1889 roku) a najważniejszym ugrupowaniem polskiej lewicy, z którego wywodził się Józef Piłsudski i duża część elit rządzących II Rzeczpospolitą.

Śmierć działaczy „Proletariatu” uczcił także w „Nokturnie” Stefan Żeromski. W całości można go przeczytać tutaj, my zacytujemy fragment – o stokach cytadeli:

„Tam czterej mężowie proletariatu, którzy po raz pierwszy w dziejach Wschodu Europy złączyli wolne ręce i spoili święty entuzjazm ludu Polski ze świętym poświęceniem ludu Rosji, a za najdostojniejszą sprawę złamania miotły i zdeptania psiego łba opryczyny pospołu bohaterskie gardła dali. (…) Jak czarowna głowa Aresa z chimerą czającą się do skoku pod pióropuszem hełmu, zostanie w pamięci szlachetnych legion nowy! Za pawężą jego czynów szalonych, kiedy krótkimi mieczami niespodziewanie uderzał w pierś wroga, przyczaiła się pospieszna, oszalała w trudzie praca budowania Ojczyzny nowej. Kiedy legion przyklękał do nagłego ciosu, a wróg jego nagie piersi brał na cel, inni tymczasem, niepostrzeżeni, nieśli chyłkiem między lud kaganiec kultury. A tego, co z nieśmiertelnych Polski szat ludowi w dziedzictwo oddali, już nigdy, przenigdy nie odbierze wróg! Bo to zgłodniały lud pochwycił w swe ramiona i na wieki pokochał. (…) Z gołymi szyjami stali pod zorzą, patrząc w swe groby wykopane. Głowy junackie rzędem złożono. Oczy już skrzepłe. Skrwawione włosy zwisają z młodzieńczych czół. Uśmiechy na ustach, otwartych do ostatniego okrzyku. Radosna bojownicza pogarda w zwiedzionych brwiach”.

Wierszem uczcił także Waryńskiego inny wielki polski twórca, poeta Władysław Broniewski.

W III RP postać Waryńskiego – wykorzystywana propagandowo przez komunistów w PRL, z którymi oczywiście nie mógł mieć nic wspólnego – przeszkadzała niektórym działaczom prawicy. W 2009 roku w Warszawie doszło do kłótni o przywrócenie pomnika Waryńskiego na Woli; na posiedzeniu Rady Miasta radny Maciej Maciejowski z PiS odkrył, że „Waryński był terrorystą” (faktycznie, partia dokonywała zamachów na carskich konfidentów) i przypomniał, że Polska „należy do koalicji antyterrorystycznej”.

Ulicy Waryńskiego w Warszawie bronił jednak przed zakusami „dekomunizacji” senator PiS i historyk prof. Jan Żaryn. Pozytywną opinię wydał o Waryńskim także w 2016 roku Instytut Pamięci Narodowej, stwierdzając – nie bez pewnej niechęci – że jednak nie miał nic wspólnego z komunizmem:

„Internacjonalistyczne i proletariackie poglądy Ludwika Waryńskiego, prezentowane przez niego w latach 70. i 80. XIX wieku,  mogą wzbudzać kontrowersje i dyskusje. Jednakże trudno utożsamiać je z niosącym nową formę zniewolenia totalitarnym systemem komunistycznym, jaki w praktyce powstawał kilkadziesiąt lat po jego śmierci”.

Faktyczne zrównanie duchowych spadkobierców Waryńskiego ze spadkobiercami Hitlera to nie jedyna wpadka TVP Info. Sam materiał na stronie zilustrowały zdjęciem z Marszu Sprawiedliwości Społecznej, na którym jest czerwony sztandar – symbol socjalistyczny, a nie komunistyczny.

Te wszystkie manipulacje służą propagandowej tezie, że zagrożenie dla porządku demokratycznego w Polsce płynie nie tylko ze strony skrajnej prawicy, ale także „skrajnej lewicy”.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym