Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
19 grudnia 2019

Spełniłem rolę Rejtana obywatelskiego - mówi OKO.press. Straż Marszałkowska wyniosła go bez ostrzeżenia

"Postanowiłem dać wyraz swemu rozgoryczeniu i wściekłości, również na postawę posłów, którzy nie stawili się w komplecie w Sejmie" - mówi OKO.press Paweł Wrabec, wrocławski Obywatel RP. Straż Marszałkowska wyniosła go z Sejmu, gdy chciał rozwinąć transparent "Brońcie niezależności sądów". Posłanka Jachira: "Od razu był atak fizyczny. To niedopuszczalne"

Około godziny 14:00 w czwartek 19 grudnia Straż Marszałkowska wyniosła z budynku Sejmu mężczyznę, który na galerii próbował rozwinąć transparent z napisem "Brońcie niezależności sądów". O zdarzeniu poinformował na Twitterze dziennikarz "Gazety Wyborczej" Wojciech Czuchnowski.

Ten mężczyzna to Paweł Wrabec, wrocławski aktywista. Do Sejmu wszedł na przepustkę wraz z Ewą Trojanowską, również działaczką Obywateli RP, oraz Małgorzatą Nowogońską. Kiedy Wrabec już na galerii dla widzów sięgnął do kieszeni po schowany tam transparent, do akcji wkroczyła Straż Marszałkowska. Wrabec siadł wtedy na ziemi, a strażnicy zaczęli go podnosić. Gdy już go wynosili, zaczął krzyczeć: "Wolne sądy".

"Usiadłem na ziemi, żeby nie ułatwiać tym panom zadania. Nie było przemocy z mojej strony. Ewa nie usiadła, jest 68-letnią panią" - mówi OKO.press Paweł Wrabec.

"Ku memu zdziwieniu panowie strażnicy czuli się niezręcznie. Przepraszali. Mówili, że mają takie polecenie, muszą nas wyprosić z Sejmu, bo mają takie rozkazy. Byli stanowczy, ale grzeczni. Nic mi się nie stało. Pytali, czy wezwać pogotowie, powiedziałem, że to nie ma sensu. Nie będę też nigdzie zgłaszał tego wydarzenia".

Dlaczego to zrobił? Żeby zaprotestować przeciwko łamaniu Konstytucji i zachowaniu posłów opozycji: "Dla mnie to był poważny dylemat, czy to zrobić czy nie. Sejm został wybrany i obywatele nie powinni przeszkadzać [posłom]. Uznałem jednak, że gest sprzeciwu jest potrzebny wobec stanu wyższej konieczności" - mówi OKO.press Wrabec.

Cała rozmowa poniżej. Rozmawiamy też z posłanką Koalicji Obywatelskiej Klaudią Jachirą, koleżanką Pawła Wrabca z opozycji ulicznej, która widziała całe zdarzenie z bliska:

"Złapałam Pawła za rękę. Mówiłam, żeby odpuścili. Ale strażnicy odepchnęli moją rękę. Mam na to świadka — była ze mną posłanka Ula Zielińska z Zielonych. Może będzie to widać na nagraniu. Moja nietykalność poselska została naruszona. Strażnicy zasłaniali Pawła tak, żebym nie mogła podejść. On nie był agresywny" - mówi OKO.press Jachira.

CIS: To było zakłócanie obrad

"Regulamin Sejmu umożliwia publiczności OBSERWOWANIE, a nie zakłócanie obrad. Osoby, które naruszyły swoim zachowaniem przepisy, zostały wyproszone z galerii. Przed interwencją Straż Marszałkowska kilkakrotnie zwracała tej grupie uwagę. Transparent dostarczyła jedna z posłanek" - napisał na Twitterze Andrzej Grzegrzółka, dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu.

Paweł Wrabec przekazał OKO.press film:

[video width="368" height="656" mp4="https://oko.press/images/2019/12/video-1576774334.mp4"][/video]

Paweł Wrabec: Przepraszali. Mówili, że takie mają rozkazy

Ostatnio byłem w Sejmie dwa lata temu, miałem wtedy transparent z hasłem „Wolność Równość Demokracja”. Skończyło się zakazem. Właśnie minął. Rano byłem na rozprawie sądowej za swoją działalność opozycyjną. Mam sporo tych spraw.

Nagi brzuch

Przyszliśmy do Sejmu z Ewą Trojanowską i Małgorzatą Nowogońską. Wzięliśmy ze sobą transparenty „Brońcie niezależności sądów” i „Nie dla represyjnej ustawy PiS”. Chcieliśmy rozwinąć je na dziedzińcu Sejmu, ale nie było takiej możliwości, bo każdemu z nas towarzyszył strażnik.

Co do zasady jako Obywatele RP nie przeprowadzamy protestów na terenie Sejmu. Uważamy że robienie manifestacji w czasie obrad jest niestosowne. Ale tak brutalne łamanie konstytucji skłoniło nas do pokazania tych transparentów.

Kiedy wchodziliśmy do Sejmu, zostaliśmy poddani procedurze kontroli osobistej. Pan pytał, czy nie mam ulotek za pazuchą. Kazał mi pokazać brzuch. To pokazałem — nagi brzuch. Transparent miałem ukryty w wewnętrznej kieszeni. To był tiul, zwinięty w kostkę mieszczącą się w kieszeni. Nie było go widać.

Strażnicy najpierw poprowadzili nas do szatni, a potem na salę obrad, do góry — na galerię.

Strażnicy brutalni, ale grzeczni

Siedzieliśmy na galerii przez około 20 minut, po czym sięgnąłem po transparent. Kiedy rozpinałem bluzę, strażnicy zareagowali. Było ich sześciu, chwycili mnie za nogi. Jeden złapał za rękaw i mi go rozerwał.

Zacząłem wołać „Wolne sądy”. Usiadłem na ziemi, żeby nie ułatwiać tym panom zadania.

Nie było przemocy z mojej strony. Ewa nie usiadła, jest 68-letnią panią.

Ku memu zdziwieniu panowie strażnicy czuli się niezręcznie.

Przepraszali. Mówili, że mają takie polecenie, muszą nas wyprosić z Sejmu, bo mają takie rozkazy.

Byli stanowczy, ale grzeczni. Nic mi się nie stało. Już na zewnątrz zapytali, czy wezwać pogotowie, powiedziałem, że to nie ma sensu. Nie będę też nigdzie zgłaszał tego wydarzenia.

Rejtan obywatelski

Dla mnie to był poważny dylemat, czy to zrobić czy nie. Sejm został wybrany i obywatele nie powinni przeszkadzać [posłom]. Ale uznałem, że gest sprzeciwu jest potrzebny wobec stanu wyższej konieczności.

W pewnym sensie pełniłem rolę Rejtana obywatelskiego. Żaden z posłów nie zdobył się na taki gest w obronie sądów. Postanowiłem dać wyraz rozgoryczeniu i wściekłości, również na postawę posłów, których nie było stać, żeby stawić się w komplecie w Sejmie.

Powinniśmy ostrze krytyki kierować nie tylko wobec posłów PiS-u, a też wobec posłów, którzy nas tam reprezentują. Napis „Brońcie sądów” był skierowany do wszystkich posłów.

Gdyby posłowie opozycji przyszli i zagłosowali, to może bym się inaczej zachował. Już nie wiem, co trzeba zrobić, żeby zwrócić uwagę opinii publicznej na to, co się dzieje w Polsce. Sam fakt, że ludzie się gromadzą na placach dodaje otuchy sędziom, bez naszego wsparcia ci sędziowie pękną.

W Parlamencie Europejskim było inaczej

Byłem w ekipie Obywateli RP, która uczestniczyła w podobnej akcji na terenie Parlamentu Europejskiego. Mieliśmy koszulki Konstytucja. Zostaliśmy wyproszeni w delikatny, acz stanowczy sposób, nikt się na nas nie rzucał.

Gdyby Straż Marszałkowska też poprosiła nas o wyjście? Pewnie zostalibyśmy z 5 minut i wyszli. Nic byśmy nie krzyczeli. To był symboliczny gest.

Klaudia Jachira: Są granice wytrzymywania tego, co tu się dzieje

Klaudia Jachira opowiada OKO.press: To byli moi znajomi z opozycji ulicznej z Wrocławia. Wielokrotnie razem demonstrowaliśmy. Nie zapraszałam ich, sami przyszli do Sejmu. Niedawno skończył im się zakaz wstępu do Sejmu. Mieli przepustkę, nie załatwił im jej żaden z posłów.

Zadzwonili do mnie, że są na galerii, poszłam się z nimi zobaczyć. Byli we trójkę, Paweł, Ewa i dziewczyna, której nie znam [Małgorzata Nowogońska]. Spokojnie siedzieli. W pewnym momencie Paweł zaczął ściągać bluzę. Wtedy zareagowała Straż Marszałkowska.

Strażnicy byli brutalni. Nie mówili „wzywam pana do porządku”, od razu był atak fizyczny.

Najpierw to było dwóch strażników, ale Paweł jest dość rosłym mężczyzną, zaraz przyszła pomoc — kolejnych dwóch. Wszystko działo się strasznie szybko.

Podeszłam do nich. Wiem, że mojej cielesności — jako posłanki — nie mogą naruszyć. Złapałam Pawła za rękę. Mówiłam, żeby odpuścili. Ale strażnicy odepchnęli moją rękę. Mam na to świadka — była ze mną posłanka Ula Zielińska z Zielonych. Może będzie to widać na nagraniu.

Moja nietykalność poselska została naruszona.

Strażnicy zasłaniali Pawła tak, żebym nie mogła podejść. Ale widziałam, że nie był agresywny.

Nie mogę patrzeć na to, że tak się traktuje obywatela, że jest siłą wynoszony, jak worek ziemniaków.

Wyprowadzili ich z Sejmu aż na ulicę Górnośląską. Wiem, że Paweł i Ewa mieli na kawałku materiału napis „Brońcie wolnych sądów” [napis głosił: "Brońcie niezależności sądów"], ale nie zdążyli go pokazać nawet na chwilę.

Kiedy Paweł był wynoszony, zaczął krzyczeć „wolne sądy”. Dopiero wtedy posłowie na dole zauważyli, co się dzieje. My z Ulą Zielińską też wtedy krzyknęłyśmy.

Sama brałam udział w protestach, dla mnie to jest niedopuszczalne, co dziś zrobiła Straż Marszałkowska. Bo ktoś chciał pokazać napis?

Debata w Sejmie jest ograniczona do minimum, posłowie starsi stażem mówią, że czegoś takiego nie pamiętają. Nie zostałam dziś dopuszczona do głosu. Z każdego klubu tylko 15 osób może wziąć udział w debacie.

Są granice wytrzymywania tego, co tu się dzieje.

Dziś w czasie debaty o ustawie dyscyplinującej sędziów stanęłyśmy z Ulą Zielińską w ostatnim rzędzie z szalikiem z napisem „Konstytucja”. Wicemarszałek Terlecki powiedział, że naruszyłyśmy powagę Sejmu i prawdopodobnie zostaniemy ukarane.

Inne symbole w Sejmie wiszą w Sejmie, a napisu „Konstytucja” nie można pokazać? Taki protest to sposób, żebym mogła zabrać głos w debacie. Jedyny głos sprzeciwu, na jaki mogę sobie pozwolić.

Mnie nie wystarcza tylko głosowanie przeciw. Czuję, że obywatele oczekują ode mnie więcej, chcę móc spojrzeć sobie w oczy.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne