0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. AFPFot. AFP

„Rozmawiałem dziś z Bibi Netanjahu, prosząc go, by nie przeprowadzał ataku na Bejrut w Libanie. Zawrócił swoje wojska. Dziękuję, Bibi!” – napisał późnym popołudniem czasu waszyngtońskiego w swojej sieci społecznościowej Truth Social amerykański prezydent Donald Trump.

Jak wyglądała ta rozmowa? Według jednego ze źródeł amerykańskiego serwisu Axios mniej więcej tak:

„Jesteś jebnięty. Gdyby nie ja, byłbyś w więzieniu. Ratuję twoje dupsko. Wszyscy cię teraz nienawidzą. Wszyscy nienawidzą przez to Izrael”.

Inne źródło dodaje, że w pewnym momencie Trump krzyczał na Netanjahu, pytając: „co ty kurwa robisz?!”.

Nie mamy gwarancji, że te kwieciste cytaty zostały wypowiedziane dokładnie w ten sposób. Dalsze wydarzenia i reakcje na te doniesienia wskazują jednak na to, że mieliśmy do czynienia z poważną kłótnią.

Hamulcowy Netanjahu

Napięcia w stosunkach Trump-Netanjahu to nic nowego. Choć obaj politycy często chwalą się świetnymi wzajemnymi stosunkami, to regularnie wybuchają między nimi spory. O co poszło tym razem?

Kolejny raz Netanjahu zagroził amerykańskiemu porozumieniu z Iranem. Negocjacje na linii Iran-USA trwają już wiele tygodni, od zawieszenia broni z 8 kwietnia niedługo upłyną dwa miesiące. To więcej niż trwała sama wojna. A rozmowy trwają długo, bo Trump ewidentnie nie osiągnął tego, co planował 28 lutego. I w związku ma mniej punktów nacisku na Iran.

Władze Islamskiej Republiki Iranu z kolei uważają się za zwycięzców konfrontacji, bo ją wytrzymały. I dlatego negocjują twardo. A jednym z najważniejszych z perspektywy Iranu punktów ewentualnego porozumienia jest zatrzymanie wojny na wszystkich frontach. Czyli także na linii Izrael-Hezbollah.

I na tym froncie Netanjahu nieustannie przesuwał granice.

Tutaj także teoretycznie trwało zawieszenie broni, ustalone 16 kwietnia. To również zostało wymuszone przez Trumpa, a cel był dokładnie ten sam co teraz – by spełnić warunki, których domagał się Iran. Ale – to ważny szczegół – Hezbollah nie był częścią porozumienia. Wymiana ognia na niższym poziomie niż dotychczas faktycznie trwała.

Iran grozi wycofaniem z rozmów

Izrael de facto nie był zainteresowany powstrzymaniem walk z szyicką grupą polityczno-zbrojną. A w ostatnich dniach dalej eskalował konflikt. W weekend armia izraelska zajęła średniowieczny zamek Beaufort, co według samej armii oznacza, że jest to najgłębsze wkroczenie sił izraelskich na terytorium Libanu od ponad 26 lat. Izrael w obecnej kampanii przeciwko Hezbollahowi stosuje podobne metody, jak od 2023 roku w Gazie: uderza w cele związane z grupą bez nadmiernej troski o ludność cywilną. A na południu tworzy sobie strefę buforową, niszcząc całe wioski.

Tego rodzaju działania były kontynuowane w czasie teoretycznego zawieszenia broni. Iran uzależnia porozumienie od zatrzymania walk w Libanie. Nie ze względu na dobro Libańczyków – chodzi przede wszystkim o ochronę Hezbollahu, który jest z Iranem blisko stowarzyszony. A w wielu przypadkach stanowi po prostu przedłużenie irańskiej polityki zagranicznej.

W poniedziałek 1 czerwca Izrael nakazał Libańczykom z południowej dzielnicy Bejtutu, ad-Dahiji, ewakuację. Tego rodzaju nakazy w tym konflikcie się powtarzają. Kilka dni wcześniej Izraelczycy w podobny sposób potraktowali mieszkańców Tyru. Każdy taki nakaz oznacza, że kilkaset tysięcy osób w krótkim czasie musi się wynieść z miejsca zamieszkania. A to powoduje korki i panikę. Jeden z ataków już po nakazie ewakuacji w Tyrze trafił w szpital, zginęło przynajmniej sześć osób.

Niedługo po izraelskim nakazie ewakuacji południowego Bejrutu, Irańczycy poinformowali: dalsze naruszanie zawieszenia broni będzie oznaczało zerwanie rozmów z Amerykanami. Stąd interwencja Trumpa u Netanjahu.

Netanjahu potrzebuje wojny

To też kolejny dowód na to, że Trump nie chce powrotu wojny i kolejnych ataków na Iran. Gdyby faktycznie był zirytowany twardą postawą Iranu w negocjacjach i chciałby kolejnych nalotów, Netanjahu i jego wojna z Hezbollahem mogłyby dać pretekst do zerwania rozmów. Według „Wall Street Journal” w ostatnim czasie Trump otrzymał briefing, na którym poinformowano go, że wojna Izraela z Hezbollahem jest jednym z głównych przeszkód, by Irańczycy byli gotowi podpisać porozumienie. Być może tym razem Trump swoich doradców posłuchał.

To wszystko przeczy jednak jego własnym słowom, które wypowiedział kilka godzin wcześniej. W rozmowie z CNBC powiedział, że rozmowy z Iranem zaczynają być dla niego bardzo nudne. W to jeszcze łatwo uwierzyć. Trump nie słynie z cierpliwości. Nie jest też specjalistą od długich i skomplikowanych procesów. Dalej jednak amerykański prezydent powiedział, że jest mu „wszystko jedno”, czy Irańczycy zerwą rozmowy. Gdyby tak było faktycznie, nie byłoby interwencji u Netanjahu.

A ta jest dla izraelskiego premiera kosztowna i bolesna politycznie. Bo to nie tylko polityka bezpieczeństwa każde Netanjahu prowadzić bardzo intensywną kampanię przeciwko Hezbollahowi. To też czynnik w polityce wewnętrznej. W tym roku Izrael czekają wybory parlamentarne. Według najnowszego sondażu izraelskiego Instytutu Badań nad Polityką Bezpieczeństwa 84 proc. zwolenników obecnej koalicji rządzącej popiera rozszerzanie wojny w Libanie. Krok w tył to rozczarowanie dla politycznej bazy Netanjahu.

Tak czy inaczej, po amerykańskiej interwencji Izrael zobowiązał się do powstrzymania się na ataki na przywódców Hezbollahu w Bejrucie. Przynajmniej na razie. Jednocześnie, już po południu w czerwca, Izrael wydał nakazy ewakuacji dla mieszkańców kilkudziesięciotysięcznego miasta Natabija w południowym Libanie. Izrael jest więc zdeterminowany, by atakować Hezbollah i południowy Liban. A ruch może być kolejnym elementem przeciągania liny. Jak zareaguje Iran?

Tygodnie rozmów

Rozmowy z Iranem z perspektywy Trumpa ciągną się niemiłosiernie. Ale jednocześnie sami Amerykanie dokładają się do ich przedłużania. Dopiero co słyszeliśmy, że umowa jest tuż-tuż, i w ciągu kilku dni zostanie podpisana. W piątek Trump miał jednak podbijać stawkę.

Dodajmy, że strony nie ustalają warunków umowy pokojowej. Amerykanie i Irańczycy negocjują treść memorandum of understanding (MoU), co można tłumaczyć jako protokół ustaleń. Chodzi o porozumienie o chęci dalszej współpracy i ustalenie zasad, na jakich ta współpraca miałaby przebiegać. Nie znamy treści dokumentu, nad którą na dziś obie strony się pochylają. Wiemy jednak, jakie są jego najważniejsze punkty.

Chodzi m.in o:

  • otwarcie cieśniny Ormuz,
  • zgodę na dalsze negocjacje dotyczące programu atomowego w ciągu kolejnych 60 dni,
  • odmrożenie irańskich środków w bankach na świecie, zablokowanych sankcjami (chodzi o około 24 mld dolarów),
  • pozbycie się przez Iran 440 kg wysoko wzbogaconego uranu,
  • zakończenie wojny na wszystkich frontach.

W każdym z tych punktów ustalenie szczegółów to bardzo skomplikowany proces. A każde z ustępstw może oznaczać gorszą pozycję w dalszych negocjacjach, które są warunkiem podpisania MoU. Amerykanie boją się np., że zbyt szerokie uwolnienie irańskich środków w międzynarodowych bankach osłabi amerykańską pozycję w negocjacjach nuklearnych. To, jak przekazać wysoko wzbogacony uran, również nie jest prostą kwestią. Gotowość do pomocy w tym procesie zgłaszali Chińczycy, a Iran był na ten pomysł otwarty. Łatwo się domyślić, że Trump jest tu przeciwny.

Rozmowy o rozmowach

W piątek Amerykanie zmienili nieco swoje stanowisko m.in. w sprawie odmrożenia irańskich środków. W rozmowie z Alim Hashemem dla serwisu Amwaj jeden z irańskich negocjatorów wyraził frustrację wobec ciągle zmieniających się stanowisk USA. I przekazał, że główna zasada tych rozmów na dziś brzmi: dopóki wszystko nie jest ustalone, nic nie jest ustalone.

Trudno przewidzieć, jak długo może trwać to przeciąganie liny. A jest ono ostatecznie wstępem do kolejnego przeciągania liny.

W podręcznikach, książkach i artykułach w Wikipedii najsilniej pod rokiem 2026 zapisze się nieco ponad miesiąc konfrontacji militarnej. Ale z dzisiejszej perspektywy jest to raczej rok ciągłych rozmów. Najpierw przed wojną, później w jej trakcie – by wynegocjować zawieszenie broni – następnie rozmowy nad MoU, a jeśli uda się doprowadzić je do końca — za rogiem kolejne rozmowy, te o programie atomowym.

Alternatywą jest porzucenie dialogu i utrzymywanie wrogości oraz oddanie Iranowi kontroli nad cieśniną Ormuz. Tak czy inaczej, trudno będzie ostateczny wynik tych wszystkich rozmów uznać za zwycięstwo Amerykanów – choć tak przedstawi to Trump niezależnie od tego, co uda się ustalić. I niezależnie od dokładnych ustaleń, przebieg tych rozmów to amerykańska porażka. Trump zakładał, że atak na Iran zmusi Irańczyków do potraktowania go poważnie i spowoduje, że zgodzą się na ustępstwa, których domaga się Amerykański prezydent. Na dziś to Iran przymusza Trumpa do rozmów, które amerykańskiego prezydenta coraz bardziej nudzą. Teraz Trump przekonuje, że mogą się zakończyć sukcesem „w ciągu tygodnia”, ale tego typu deklaracje słyszeliśmy juz wielokrotnie.

Internet wraca do Iranu

Ważną informacją z perspektywy Irańczyków jest powrót dostępu do sieci. Władze Republiki Islamskiej zablokowały zwykłym obywatelom dostęp do internetu na początku stycznia, w trakcie antyrządowych protestów. Później go częściowo przywróciły, by ponownie go zablokować na początku wojny. Teraz też nie mamy do czynienia z pełnym dostępem – który zresztą również przed 2026 rokiem był fikcją, bo część stron czy serwisów internetowych jest w Iranie stale blokowana. Powrót sieci to z jednej strony wyraz stosunkowej normalizacji sytuacji wewnątrz Iranu. A z drugiej wyraz napięć w irańskiej polityce – skrajni konserwatyści chcieliby dalszej jak najszerszej blokady. Za przywróceniem sieci optował natomiast choćby prezydent Masud Pezeszkian. W ostatnich miesiącach dostęp do internetu mieli w Iranie głównie ci, którzy byli w stanie obejść ograniczenia, co było kosztowne. A wielu przedsiębiorców zależy przecież od dostępu do internetu.

Normalizacja sytuacji wewnętrznej oznacza również konieczność stawienia czoła problemom gospodarczym, które w styczniu sprowokowały wielotysięczne protesty przeciwko systemowi Republiki Islamskiej. Wojna tę sytuację może pogłębić. Śledztwo dziennikarzy New Lines Magazine pokazuje, że marcowe ataki na dwie największe huty stali w Iranie w Ahwazie i w okolicy Isfahanu praktycznie zatrzymały produkcję. A to może mieć wpływ na pracę nawet 1,2 mln osób. M.in. dlatego negocjacje z USA mają tak wysoką stawkę. Bo od ich wyniku zależeć będzie też, jak przebiegać będzie powojenna rekonstrukcja.

Wewnątrz Iranu wiele skrajnych głosów stawia ciągle nowe warunki, które praktycznie uniemożliwiłyby osiągnięcie porozumienia z USA. Najważniejsze osoby w obu państwach wyglądają jednak na pogodzone, z tym że na teraz jedynym wyjściem jest dyplomacja. Nawet jeśli droga ku porozumieniu jest nudna i wymaga czasu.

Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze