Eurodeputowany PiS Jacek Saryusz-Wolski zarzucił przewodniczącemu Komisji Europejskiej, że celebrowanie 200. rocznicy urodzin Karola Marksa to „przejaw braku zrozumienia i empatii wobec tej części Europy, która padła ofiarą komunizmu”. Zarzutom prawicy odpowiedział Adrian Zandberg z partii Razem

Do sporu doszło na Twitterze. 28 kwietnia eurodeputowany PiS Jacek Saryusz-Wolski – nieudany kandydat tej partii na przewodniczącego Rady Europejskiej – obruszył się, że przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker weźmie udział 4 maja 2018 roku w obchodach 200. rocznicy urodzin Karola Marksa w Trewirze.

W ślad za Saryusz-Wolskim oburzyły się także prawicowe media. Dwukrotnie napisał o tym portal wPolityce.pl, oburzał się były polityk prawicy Marek Jurek, oburzał się portal niezalezna.pl oraz Telewizja Republika. We wszystkich tych mediach, dodajmy, Juncker jest ogólnie złym człowiekiem: nienawidzi Polski oraz broni interesów Rosji Putina.

Czy Marks był komunistą?

Na czym polega jednak zarzut wobec Marksa? Marks jest według prawicy:

* ideologiem komunizmu;

* pomysłodawcą ustrojów totalitarnych – komunizmu w Rosji Sowieckiej, Chinach czy PRL;

* pomysłodawcą gospodarki polegającej na zniesieniu własności prywatnej;

* wrogiem tradycji, religii i rodziny.

Na te zarzuty odpowiedział – krótko, bo na Twitterze – publicyście Piotrowi Semce jeden z liderów partii Razem Adrian Zandberg.

Spróbujmy teraz rozplątać tę debatę. Zacznijmy od faktów:

* Karol Marks był filozofem, ekonomistą i publicystą;

* nigdy nikogo nie zabił, ani nie rozkazał nikogo zabić;

* zmarł w 1883 roku, a więc na wiele lat przed rewolucją bolszewicką (1917) oraz przejęciem władzy przez komunistów w Chinach (1949);

* na marksizm powoływali się przywódcy totalitarnych ustrojów, w tym Lenin, Stalin czy Mao Tse-tung, którzy mają na sumieniu niezliczone zbrodnie: dziesiątki milionów ludzi zagłodzonych i zamordowanych oraz kolejne miliony uwięzionych w obozach pracy.

Marks a rewolucja

Sedno sporu brzmi więc zatem:

na ile można Marksa – i jego ideologię – obciążać odpowiedzialnością za zbrodnie popełnione wiele dziesięcioleci później z powołaniem się na jego myśl?

Powiedzmy od razu, że racjonalni ludzie dawali na to pytanie sprzeczne odpowiedzi. Wybitny polski historyk filozofii Leszek Kołakowski w ogromnych „Głównych nurtach marksizmu” (trzy tomy wydane w latach 1976-78) przekonywał, że konsekwentne próby wcielenia w życie myśli Marksa – w tym szczególnie poglądu, że kapitalizm musi zostać obalony i stanie się to drogą rewolucji, po której nastąpi zniesienie własności prywatnej i przejście do nowego, kolektywnego ustroju – musi prowadzić do zbrodni i ucisku.

Z drugiej jednak strony, sami marksiści mieli bardzo sprzeczne opinie na temat tego, czy przejście do nowego, lepszego ustroju wymaga rewolucji. Założyciele partii socjaldemokratycznych w Zachodniej Europie uważali np., że w pismach Marksa wcale tego nie ma (albo, że nie miał on racji), a do socjalizmu można dojść drogą stopniowych reform.

Faktycznie też, bardzo wiele ich w krajach Zachodu przeprowadzono, zaczynając od skracania czasu pracy i wprowadzenia obowiązkowych urlopów czy ubezpieczeń od starości lub choroby, aż po powszechne i równe głosowanie (w czasach Marksa krajów demokratycznych było bardzo niewiele, większość krajów była albo monarchiami, albo monarchiami konstytucyjnymi, w których głosowali tylko zamożni obywatele).

Jezus a krucjaty i inkwizycja

Można także zasadnie zastanawiać się, w jakim stopniu w ogóle należy obarczać twórców wielkich prądów umysłowych czy duchowych za zbrodnie popełnione przez ich późniejszych wyznawców. W przeszłości wielokrotnie próbowano obarczać Jezusa za zbrodnie popełniane w jego imieniu przez chrześcijan (takie jak krucjaty czy inkwizycję), albo Mahometa za zbrodnie popełniane przez islamistów (takie jak zamachy na World Trade Center czy działalność ISIS).

W OKO.press podejrzewamy jednak, że wielu naszych prawicowych autorów oburzyłoby się na sugestię, że zbrodnie inkwizycji w ogóle mogą mieć coś wspólnego z nauczaniem katolickim. O ile w ogóle uznają je za zbrodnie.

Sprawa jest zatem nierozstrzygnięta i będzie powracać w nieskończoność przy kolejnych urodzinach Karola Marksa. Warto przy okazji zauważyć, że o domniemanej odpowiedzialności filozofa za zbrodnie komunistów na Zachodzie dyskutuje się rzadko, więcej uwagi poświęcając marksowskiej krytyce kapitalizmu.

Liberalny amerykański dziennik „The New York Times” – który z marksizmem i lewicą nie ma nic wspólnego – na 200. rocznicę urodzin Marksa opublikował artykuł profesora filozofii Jasona Bakera z Kyung Hee University w Korei Południowej, przypominający, jak wnikliwym krytykiem kapitalizmu był Marks (całość tutaj).

Streśćmy krótko jego argumenty:

* Marks opisał podstawową siłę napędową kapitalizmu: głęboko dzielącą społeczeństwa walkę klas społecznych, w której rządząca mniejszość przywłaszcza sobie „wartość dodatkową” wypracowaną przez klasy pracujące w charakterze zysku;

* Marks pokazywał, jakie sprzeczności wytwarza kapitalizm i jak ogromne wytwarza nierówności – i faktyczne, według brytyjskiej organizacji Oxfam aż 82 proc. bogactwa wypracowanego na świecie w 2017 roku trafiło do rąk najbogatszego 1 proc. ludzkości;

* Marks pokazał, jak kapitalizm sprowadza stopniowo wszystkie relacje międzyludzkie do rynkowych: każdy staje się najemnym pracownikiem, a podział pracy – generując ogromne bogactwo – równocześnie sprawia, że praca staje się czymś obcym, zewnętrznym i opresyjnym wobec pracownika.

* Marks pokazał, jak ideologie i religie służą interesom klasy panującej, uzasadniając jej władzę (stąd zarzut prawicy, że był wrogiem tradycji i religii, jest chybiony – nie był jej wrogiem, ale uznawał je za produkt relacji posiadania i władzy).

Dodajmy na zakończenie, że Marks nie wymyślił ustrojów totalitarnych. O ostatecznym kształcie „komunizmu” pisał niewiele. Miał to być ustrój służący wolności i samorealizacji, w szczególności zaś zapewniający wolność od przymusu ekonomicznego pracy dla zarobku.

PS: Dwugłos niżej podpisanego i publicysty Witolda Gadomskiego o Marksie zamieścił 30 kwietnia dodatek „Ale Historia” do „Gazety Wyborczej”; można go przeczytać tutaj.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press